03.10.2019

Nowy Napis Co Tydzień #017 / Kiedy zacząłem pisać, nie wiedziałem jeszcze…

Obejrzyj całe wystąpienie Macieja Bieszczada oraz debatę o twórczości

Zacznę parafrazą znakomitego cyklu wierszy Tomasza Różyckiego z tomu Kolonie: kiedy zacząłem pisać, nie wiedziałem jeszcze, że będą mnie pytać, dlaczego to robię, a ja, chociaż od lat się tym zajmuję, nadal nie będę wiedział.

I może dlatego w dalszym ciągu piszę, jest bowiem coś, co sprawia, że człowiek zajmuje się jakąkolwiek twórczością lub po prostu po nią sięga, tym czymś jest na pewno próba zrozumienia samego siebie, poznanie pewnej prawdy o sobie i o otaczającym nas świecie. Pisanie wierszy, czyli posługiwanie się słowem w bardzo wyszukany i specyficzny sposób, czasami odsłania to, co – jak pisał Różewicz – zasłania życie. I są to chwile niezwykłe, wiersz jest wtedy prywatnym objawieniem, epifanią.

Piszę, mając na uwadze to, co jest nam ludziom wspólne, co łączy ludzi w jakiejś rozmowie o sprawach dla nich ważnych, jeśli nie najważniejszych. W dzieciństwie grałem na skrzypcach i wychowywałem się w atmosferze muzyki klasycznej – przetrwało jedynie zamiłowanie do muzyki, ale nie zostałem zawodowym skrzypkiem, gram rzadko, prawie w ogóle, lecz kiedy dziś na to patrzę, zaczynam rozumieć, że to właśnie wiersze, najpierw ich studiowanie, następnie samodzielne pisanie, zastąpiły mi skrzypce. Pojawienie się literatury co prawda nie wyparło muzyki, muzyka stała się jej niezbędnym i koniecznym uzupełnieniem.

Nie jestem poetą  kurczowo trzymającym się rzeczywistości, chociaż wykorzystuję wyobraźnię w takim stopniu, w jakim jest mi ona potrzebna i nie zakłóca wizji, jaką akurat posiadam, a którą chcę utrwalić. Swoje wiersze buduję w oparciu o doświadczenie, przeżycie, wspomnienie lub myśl wybiegającą w przyszłość.

Elipsa – taki nosi tytuł moja debiutancka książka, która ukazała się w 2010 roku po prawie dziesięcioletnim okresie poszukiwań. Nigdy nie opublikowałbym tej skromnej książeczki, gdyby nie entuzjastyczne reakcje redaktorów działów poezji poszczególnych pism, do których wysyłałem wiersze, a które niejednokrotnie były publikowane, ku mojemu zaskoczeniu. To przede wszystkim ich opinia zadecydowała o wydaniu tej przedziwnej książki. Piotr Szewc w „Nowych Książkach” napisał o tym tomiku: „Poeta wybiera niedopowiedzenie i znak zapytania na zamknięciu wersu, co po ludzku może znaczyć: nie wiem, chciałbym wiedzieć. Bieszczad nie moralizuje i nie narzuca się czytelnikowi. Zostawia go (ale i siebie) z wierszem-znakiem, który należy dopełnić swoją własną wrażliwością, i ten niby ołówkowy szkic zapełnić kolorami, pozwolić mu żyć pełniejszym życiem. Zatem skromność i dojrzałość”.

W rzeczywistości mój debiutancki tomik był momentem przyznania się do niewiedzy, momentem załamania się pewnego światopoglądu, obalenia półprawd, których kurczowo się trzymałem. Jednocześnie po ukazaniu się tej książki skończył się w moim życiu pewien zły okres. Wstrząsające jest to, że wiersze, jakie wówczas napisałem, zapowiadały to, co tak naprawdę miało nieuchronnie się wydarzyć. Elipsa doprowadziła mnie ostatecznie do doświadczenia wiary, z obecności której wcześniej nie zdawałem sobie sprawy.

Zrozumiałem wtedy również, że literatura bierze się z życia, ale z życia przeżytego godnie i uczciwie. Jest ponadto specyficznym rodzajem rozmowy. To, jaka ta rozmowa ma być, zależy przede wszystkim od jej inicjatora, czyli od samego autora. Wyznam Państwu, że moim skromnym zdaniem, najlepsze wiersze to takie, które po prostu w nas zostają, a później zupełnie nieoczekiwanie zaczynamy mówić głosem przeczytanego wiersza, stajemy się dla siebie autentyczni, bardziej prostolinijni. I na tym między innymi polega tajemnica dobrej literatury – nie tylko pomaga człowiekowi zobaczyć samego siebie, ale pozwala mu się zbliżyć do jego człowieczeństwa, co już samo w sobie jest rzeczą wyjątkową.

Mój drugi tom wierszy Okolice Gerazy w całości wyrasta z tradycji biblijnej. Rzeczywistość w Okolicach Gerazy jest wielopoziomowa, ale w gruncie rzeczy łączy ją wspólny temat, będący tematem przewodnim, a mianowicie poszukiwanie Boga i drugiego człowieka.

Można ją więc podzielić na rzeczywistość miasta położonego gdzieś na uboczu, mającego swoje baśnie i legendy, ale którego największym zmartwieniem jest bycie w jakiejś psychicznej niewoli, nazwałbym ten stan pewnego rodzaju opresją, być może nawet natury duchowej.

Drugim światem przedstawionym samoistnie wyłaniającym się w Okolicach Gerazy są wydarzenia związane z działalnością Jezusa na ziemi. Z Ewangelii Łukasza i Marka dowiadujemy się, że Gerazeńczycy mieli poważny problem. Kiedy oto Jezus pojawia się w Gerazie ten problem niejako sam szuka z Nim konfrontacji. Jakiego rodzaju jest to problem? Otóż do Jezusa podbiega człowiek śpiący w grobach, chory na rozpacz, a ta jego rozpacz obdarzona jest siłą, której nie sposób okiełznać, gdyż wiążą go, a on cały czas się wyrywa i ten biedny człowiek – można powiedzieć uosobienie bezradności, ale tej zbuntowanej, niepogodzonej – podejmuje z Jezusem bardzo ciekawy dialog, zadaje mu zaskakujące pytanie: „Co mnie i Tobie, Synu Boga Najwyższego?”. Inaczej mówiąc, daje mu do zrozumienia, że nic ich nie łączy. Dobrze znamy dalszy ciąg tej opowieści. Jezus uwalnia opętanego przez Legion demonów, natomiast Gerazeńczycy widząc to, jak siedzi przy Jezusie i jest przy zdrowych zmysłach, dziwią się temu i zaczynają się bać, ten strach zaś paraliżuje ich do tego stopnia, że proszą Jezusa, aby ten natychmiast odszedł. Co oczywiście Jezus uczynił.

W przypadku mojego tomiku sama Geraza jawi się jako miejsce nieprzychylne Bogu, jako miejsce, gdzie się objawił, Jego działanie było widoczne, a jednak nie jest tam mile widziany. Ponieważ nie jest tam mile widziany, postanawia odejść, przekazując swoją misję cudownie uzdrowionemu. Jemu właśnie mówi, aby poszedł do swoich i powiedział im, co tak naprawdę uczynił mu Pan.

Powinno się poza tym rozumieć Gerazę jako coś, co nosimy w sobie. Naszą osobistą Gerazą może być cokolwiek, może to być agresywny charakter, chciwość, nieprzebaczenie, skłonność do pochopnego oceniania innych, innymi słowy jest to coś, co Boga wyprasza z Gerazy. Co więcej, przykład z opętanym pokazuje, że jeśli Boga nie ma w Gerazie, to można Go znaleźć w jej okolicach. Stąd taki właśnie tytuł książki. Najważniejsze jest jednak spotkanie z Nim, poszukiwanie Go na co dzień. Bo jak czytamy w Ewangeliach, właściwie tylko w Jego obecności dokonuje się pełna demaskacja naszej osobowości. I co ciekawe, tylko On ma moc przemienić tę złą krainę w coś zupełnie nowego, dać ludziom życie, o jakim zapomnieli.

Jestem również przekonany, że na literaturze spoczywa szczególna odpowiedzialność za człowieka. Poeta współczesny to ktoś bardzo często zupełnie anonimowy, ktoś, kto towarzyszy ludziom w ich wędrówce przez życie i w swoich wierszach identyfikuje się z jej trudami. Literatura natomiast powinna radykalnie i wprost sprzeciwiać się temu wszystkiemu, co człowieka degraduje, poniża i ostatecznie zniewala. Nie spełnia swojej roli i jest w gruncie rzeczy bezużyteczna, jeśli zajmuje się sobą i dba wyłącznie o swój własny kształt i wygląd. Jest taki krótki utwór w moim tomiku Arnion mówiący o miłości do człowieka, tytuł tego utworu to Próżna miłość. Można zatem ładnie o niej mówić, jeszcze piękniej pisać, ale jeśli nie pójdą za tymi deklaracjami konkretne czyny, to nigdy nie będzie to autentyczne, zawsze będzie narażone na śmiech i kpinę, bo w dzisiejszym świecie wyśmiewa się wartości, nie mówi się o nich, zastępuje pseudowartościami. Ryzyko jest więc duże. Tak więc pójście drogą miłości, opowiedzenie się po jej stronie, dziś jest coraz trudniejsze i wymaga od człowieka całkiem sporo odwagi. Ale to są rzeczy elementarne, od których powinno się zaczynać każdy dzień.

Najnowszy tomik wierszy Pogrzeby wróbli, wydany w 2017 roku w Bibliotece Toposu, to potwierdzenie tego, o czym dziś Państwu opowiedziałem. Wróble to małe, szare, niepozorne ptaszki. I wydawałoby się, że dziś są, jutro już nikt o nich nie pamięta. Kogo może obchodzić taki szary wróbel? Ale dwa tysiące lat temu pojawił się na ziemi ktoś, kto opowiedział nam o niespotykanie świadomej miłości i uwadze, która nie przeoczy niczego, nawet wróbli. Co więcej, zna ilość włosów na naszej głowie. Wie wszystko. Mowa oczywiście o Jezusie i o wielkim Bogu, o Ojcu całego stworzenia, o którym Chrystus nie tylko nam opowiedział, ale przede wszystkim nam Go pokazał. Jaki jest naprawdę. Tak więc jest to książka o uwadze skierowanej na innych. Wróble są rzecz jasna metaforą naszego życia, które przecież, tak jak życie tych małych stworzeń, wydaje się zwyczajne, szare – mimo wielu błyskotek – i przede wszystkim tymczasowe. Ludzie znikają jak wróble. Ale Chrystus powiedział, że nic nie znika i nie spada bez wiedzy potężnego Boga, ani wróble, ani ludzie, powiedziałbym, tym bardziej ludzie. Wobec tego jest to książka o rzeczywistości mało ważnej, nieistotnej i pomijanej. Dostojewski napisał kiedyś, że tutaj na ziemi wszystko się zaczyna i nic się nie kończy. Pogrzeb więc nie jest żadnym końcem. Życie trwa dalej w innej, niewiarygodnej postaci. Dlatego może w wielu wierszach z tego tomiku następuje zderzenie życia ze śmiercią, przy czym w wyniku tej konfrontacji to właśnie życie zwycięża, mimo często tragicznych wydarzeń. Pogrzeby wróbli są więc książką o wielkiej obecności, wielkiej tajemnicy i wielkiej ciszy.

Czesław Miłosz w Świadectwach poezji pytał o to, czy możliwa jest poezja nieeschatologiczna. „Byłaby to poezja obojętna na oś przeszłość–przyszłość i na «rzeczy ostatnie», a więc Zbawienie i Potępienie, na Sąd, na Królestwo Boże, na cel Historii, czyli na wszystko, co łączy czas wyznaczony jednemu życiu z czasem ludzkości […]. Być może ponurość poezji XX wieku stąd pochodzi, że wzór poezji zrodzonej z «nieporozumień pomiędzy poetą i wielką rodziną» idzie przeciwko naturze naszej cywilizacji, która została ukształtowana przez Biblię i dlatego jest w samym swoim rdzeniu eschatologiczna”.

Kiedy zacząłem pisać, nie wiedziałem jeszcze, że to pisanie najbardziej ukształtuje mój charakter, określi moją osobowość i uformuje mnie jako człowieka, jako poetę lub pisarza oczywiście też, ale przede wszystkim jako człowieka.

Łatwo więc można zauważyć, że bohater moich wierszy to ktoś będący w trakcie jakieś ważnej rozmowy. To ktoś, kto szuka rady tam, gdzie rzekomo nie warto jej szukać. Z całą pewnością najpierw staje przed samym sobą, najpierw sam dla siebie jest tajemnicą, to naprowadza go na ścieżki, które prowadzą go, choć nie zawsze się tak dzieje, do samego Stwórcy. Po tym niezwykłym spotkaniu zaczyna zauważać tych, których z reguły się nie widzi. Zrzeka się swojej wyjątkowości na rzecz inności drugiego człowieka. Uczy się szacunku do ludzi. Staje się z powrotem częścią gigantycznej ludzkiej rodziny, od której się oddalił. Godzi się z tym. Pragnie być jednym z wielu.

 Obejrzyj całe wystąpienie i rozmowę:

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Maciej Bieszczad, Kiedy zacząłem pisać, nie wiedziałem jeszcze…, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 17

Przypisy