07.11.2019

Nowy Napis Co Tydzień #022 / Lingwistyczna antyutopia. O powieści „Podzwonne dla Instytutu” Bartosza Popadiaka

Instytut odmalowany na kartach debiutanckiej powieści Bartosza Popadiaka jawi się jako groteskowa wizja świata nauki, ale zarazem świata w ogóle. Niezależnie czy pod budowaną przez autora pojemną alegorię podstawimy politykę, czy ogółem stosunki społeczne, dostrzeżemy na poły pełen dystansu i ironii, na poły brutalny i przepełniony mrokiem traktat przeciw totalitarnemu uciskowi.

Antyutopia to ten rodzaj prozy, który rozwinął się najpełniej w literaturze dwudziestowiecznej. O ile dawniej Platon w swoim Państwie, Tomasz Morus w Utopii, czy Tomasso Campanella ze swoim Miastem słońca w swoich dziełach kreślili filozoficzne idee państwa doskonałego, szukając najskuteczniejszych modeli rozwoju cywilizacji, o tyle autorzy wieku dwudziestego dopisali do słowa „utopia” przedrostek „anty”, reagując na galopujący rozwój technologii, dynamiczne przemiany społeczne i przede wszystkim ekspansję totalitaryzmów. Tak oto światowa literatura otrzymała Folwark zwierzęcyRok 1984 George’a Orwella, Nowy, wspaniały świat Aldousa Huxleya, czy Fahrenheit 451 Raya Bradbury’ego. W literaturze polskiej za najbardziej wartościowe przykłady dzieł antyutopijnych, których akcja rozgrywa się w futurystycznej rzeczywistości, mogą służyć powieści i opowiadania Stanisława Lema, takie jak Kongres futurologiczny, Powrót z gwiazd, czy Pamiętnik znaleziony w wannie.

We wszystkich tych utworach możemy dostrzec punkty wspólne i nawracające motywy – niewiarę w możliwość stworzenia społeczeństwa idealnego i ostrzeżenie przed groźnymi skutkami tego rodzaju eksperymentów, ponure wizje dotyczące rozwoju technologii, która może posłużyć jako narzędzie społecznego ucisku, wreszcie degenerację języka w antyutopijnych światach i wykorzystywanie go do kreowania totalitarnego ładu. Te pierwiastki zawiera w sobie również powieść Podzwonne dla Instytutu Bartosza Popadiaka.

Nowy antyutopista

Bartosz Popadiak to młody, urodzony w 1993 roku poeta, prozaik, malarz, a także tłumacz (z języka ukraińskiego i rosyjskiego). Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie studiował filologię ukraińską. Swoje wiersze, utwory prozatorskie, a także przekłady publikował w czasopismach takich jak „Odra”, „Kontent”, „Rita Baum”, czy „Wizje”. W 2015 roku został jednym z laureatów dziesiątej edycji „Połowu”, konkursu organizowanego przez Biuro Literackie, w którym wyróżniano autorów przed debiutem książkowym. Podzwonne dla Instytutu to jego pierwsza książka. Nie jest to jednak pierwsze zetknięcie Popadiaka z prozą. Już w opowiadaniu Na prowincji opublikowanym w magazynie „Wizje” pokazywał charakterystyczne cechy swego prozatorskiego stylu – specyfikę opisu, w którym swoista lakoniczność łączy się z rozwiniętą metaforyką oraz koncentrację na ukazywaniu fundamentalnych problemów egzystencjalnych.

W Podzwonnym dla Instytutu owa refleksja nad ludzką egzystencją uwidacznia się w obrazie bardziej skomplikowanym, tyleż groteskowym i miejscami skrzącym się gorzkim humorem, co posępnym i przerażającym. Docenili to jurorzy I Ogólnopolskiego Konkursu na Książkę Literacką „Nowy Dokument Tekstowy” organizowanego przez Instytut Literatury.

Jak zauważono w laudacji po przyznaniu nagrody, wyróżnienie dla powieści, której pierwsze słowa brzmią „Dziś ogłoszono, że Instytut umiera…” może zakrawać na ponury żart i ironiczny uśmiech losu. Konotacje między gremium przyznającym wyróżnienie a tytułem powieści są jednak przypadkowe. Powieść Popadiaka to z pewnością nie literatura okazjonalna i sytuacyjna. Tytułowy instytut i jego historia stanowi odbicie realnego świata, oferując kafkowskie, orwellowskie, czy lemowskie akcenty. Futurystyczna antyutopia kreowana przez autora może być odczytywana jako sprzeciw wobec totalitaryzmu, gorzka refleksja nad państwem i prawem, czy z innej strony – jako refleksja nad językiem, jego rolą w rzeczywistości i w możliwościach kreowania tejże.

Sam Bartosz Popadiak, odbierając nagrodę w konkursie „Nowy Dokument Tekstowy”, stwierdził, że jest to przede wszystkim powieść wymierzona we wszelkie formy opresji. Jak przyznał autor, dostrzegł tę istotę rzeczy już po napisaniu książki. „Instytut…” wedle słów autora miał być początkowo jedynie kilkustronicowym opowiadaniem, jednak z czasem jego kolejne wątki rozrosły się. Tak ukonstytuował się świat dziwny, świat odrealniony, świat przemocy, brutalności i ucisku. Świat badań nad językiem Y, ale w istocie stanowiący abstrakcyjną i gorzką parodię świata nauki. A może świata polityki? Prawa? Społeczeństwa w ogóle?

Chaos i ucisk

Oto w Podzwonnym… znajdujemy się w czasie bliżej nieokreślonym, lecz z pewnością w przyszłości bardzo odległej. W tej to przyszłości, gdzieś pośrodku przepastnego i nieodgadnionego stepu funkcjonuje Instytut – miejsce badań nad równie tajemniczym językiem Y prowadzonych od kilkudziesięciu już lat. Język Y ma nie tylko wymiar czysto lingwistyczny i komunikacyjny, ten zresztą zdaje się mieć rolę drugorzędną. O wiele istotniejszy jest wymiar sakralny, czy wręcz mistyczny, jakim otaczany jest język Y przez wykładowców i studentów. Ci ostatni noszą w Instytucie miano podopiecznych i wyczuwalna jest silna różnica w hierarchii między nimi a wykładowcami. Szacowni pedagodzy w Instytucie cieszą się statusem niemal monarszym, są figurami odległymi i niedostępnymi, zarazem poruszającymi się w rytmie rozlicznych rytuałów, nieraz wyglądających abstrakcyjnie, nierealnie i dziwacznie. Struktura społeczna Instytutu jest więc tyleż mocno zhierarchizowana, co groteskowa. W kolejnych rozdziałach powieści odsłaniane są rozliczne tradycje i rytuały rządzące tym miejscem. Raz pompatyczne i absurdalne jak kult żywiony wobec legendarnego Poety, najwybitniejszego użytkownika języka Y, innym razem porażające brutalnością i przemocą, jak dokonywany przez podopiecznych mord na niektórych z kolegów, który jak się okazuje, jest zupełnie naturalnym procesem w tym miejscu.

Nietrudno się zorientować, że tym, co organizuje żywot Instytutu oraz całą fabułę powieści Popadiaka jest chaos. Odnalezienie się w gąszczu surrealistycznych obrzędów i niezrozumiałych często zachowań bohaterów nie jest rzeczą prostą. Język powieści chwilami jest przystępny, to znów skrzy się od rozbudowanych metafor dominujących w opisach miejsc, ludzi i zdarzeń. To wszystko jeszcze dobitniej buduje atmosferę dziwaczności, grozy i klaustrofobii – naczelnych wyznaczników miejsca, jakim jest Instytut. Chaos pełni tu kluczową rolę już od pierwszych słów powieści. Na samym wstępie czytelnik dowiaduje się, że główna przestrzeń fabularna zbliża się do kresu, ponieważ stosowną uchwałę w sprawie zakazu używania języka Y podjęły władze Enklawy – totalitarnego państwa, w którym rozgrywa się opowieść, a o którego funkcjonowaniu nie wiemy w zasadzie nic, cały czas zanurzeni w odciętym od reszty świata, posępnymi przepojonym makabrą Instytucie.

Obraz budowany przez Bartosza Popadiaka jest wyjątkowo mroczny i ciężki w odbiorze. Doświadczamy tu klimatu podobnego do tego, który towarzyszył Zamkowi, czy Procesowi Kafki. Wkraczając w prezentowaną fabułę, nierzadko trudno jest uchwycić drogowskaz spajający surrealistyczne zdarzenia. Zarazem mrok, dzikość i abstrakcja przedstawianych zdarzeń i postaci wywołują niepokój. Podobnie jak w Procesie odrealniona wizja prowadzi do wniosków dotyczących kreacji totalitarnego świata i narzędzi, poprzez które się to dokonuje. U Kafki było to prawo, u Popadiaka jest to język. Analogicznie ma on tu wymiar wręcz sakralny, traktowany jest z nabożną czcią, a organizacja życia społecznego wokół tej rzeczywistości prowadzi do ukonstytuowania świata ucisku.

Wieczny powrót

Ukazanie języka jako narzędzia służącego kreacji totalitaryzmu to jeden wymiar powieści. Drugim jest refleksja nad istotą języka w ogóle oraz nad możliwościami literatury w opisie rzeczywistości. Ironicznie przedstawione badania nad językiem Y, prowadzące z istoty rzeczy ku otchłani nicości, ustawiają Podzwonne dla Instytutu w jednym szeregu z twórczością Jose Luisa Borgesa czy z Imieniem Róży Umberto Eco, czyli z literaturą postmodernizmu negującą możliwość stworzenia realnego, nowego i oryginalnego dzieła, postulującą, że literatura siłą rzeczy może być jedynie odpryskiem tekstów wcześniejszych. Każda próba stworzenia nowego dzieła jest tym samym płonna, a twórczość literacka nosi znamiona nietzscheańskiego wiecznego powrotu. Podobny przekaz względem języka i  jego potencjału płynie z powieści Popadiaka. Tak jak Wilhelm z Baskerville i Adso z Melku u Eco, tak też Mitrowicz u Popadiaka (jeden z podopiecznych i zarazem główny bohater powieści) przekonuje się, jak pusty i kruchy jest otaczający go świat i wiara we wszechmoc języka Y.

Literacki projekt Bartosza Popadiaka czerpie z wielu tradycji, co nie odbiera mu jednak osobnego, oryginalnego charakteru. Wnioski, do jakich dochodzi autor zapraszający czytelników do tworzonego przezeń świata chaosu i makabrycznej władzy języka nie są nowe. Wiele z nich znamy z dzieł współczesnych klasyków. Jednak posępny rys świata, w którym spotykają się Kafka z Lemem, Eco i innymi literackimi duchami zachęca do zapoznania się z debiutem Popadiaka. Czy warto wkraczać do Instytutu? Czy można zeń wynieść intelektualną i estetyczną korzyść? Te pytania, gdyby je zastosować do wewnętrznego świata powieści, musiałyby znaleźć odpowiedź zdecydowanie pesymistyczną. Jak jest w odniesieniu do świata zewnętrznego? Czerpanie ze znanych tropów i  podobieństwa do wielkich dzieł jeszcze nie stanowią o wielkości dzieła, które się na nich wzoruje. Czy to oznacza, że Popadiak podążający ścieżkami, którymi kroczyli Eco czy Borges, wpadł w ironiczną pułapkę i sam stworzył jedynie postmodernistyczny przypis do dawnych myśli? Takie postawienie sprawy byłoby niesprawiedliwością wobec wyobraźni autora. Choć nie jest to dzieło przełomowe, nie sposób określić Podzwonnego dla Instytutu mianem literatury wtórnej. Ma ona bowiem swój własny kształt, dynamikę i klimat. Jest to konstrukcja jak na debiut powieściowy intrygująca i obiecująca. Czy satysfakcjonująca? Na to pytanie każdy czytelnik winien odpowiedzieć sobie sam.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Maciej Woźniak, Lingwistyczna antyutopia. O powieści „Podzwonne dla Instytutu” Bartosza Popadiaka, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 22

Przypisy

    Powiązane artykuły