07.11.2019

Nowy Napis Co Tydzień #022 / Przez przyjęcie zasad i ustanowienie metod… czyli garść refleksji około-poetyckich w rocznicę pewnego wydarzenia

Obejrzyj całą dyskusję o niepodległości
„Po co są dni?/ To w dniach mieści się nasze życie” (Philip Larkin, „Dni”, przeł. Stanisław Barańczak)

Ten tekst miał wiele tytułów. W kolejnych jego wersjach na zmianę pojawiało się i znikało słowo „niepodległość”, zachowywało się jak uszkodzona lampka w ciemnym pomieszczeniu. Pozostawione, zaczynało wybijać się na pierwszy plan, zdobywać przewagę nad słowami mniejszymi, takimi jak potrzeby, powody… Tak jakby razem z niepodległością nie można było się cieszyć innymi rzeczami. Jakby rzeczy, które miało się przed nią i które będzie się miało po niej, zaczynały pod wpływem jej długiego, imponującego, przejmującego brzmienia drgać. A my z nimi?

 

Nie zastanawiałam się dotychczas nad niepodległością. Myślałam o europejskości, o społeczeństwie, z różnych prozaicznych względów – o emigracji… Sporo, zwłaszcza od trzech lat, myślę o obywatelskości. A jednak to są inne sprawy niż niepodległość. I znów pojawia się to uwieranie. Kiedy pojawia się w zdaniu ona – królowa słów – znika z horyzontu osobista biografia i osobista rozterka; czuję się, jakby mi ktoś dokleił dwa warkoczyki, dwoje odstających uszu i, tak wyposażoną, puścił na akademię ze śpiewnikiem. Cztery sylaby i tyle władzy nad trzydziestoletnią kobietą…

*

Jedynym słowem, które zachowuje się podobnie do niepodległości, jest „poezja”. Równie żarłoczna, jasna i kładąca cień na tym, co dookoła, poezja w tytule nie ma szans na prostsze przyjemności. Kiedy ktoś ją wywołuje na jakimś obiedzie albo przy piwie, uszy zaczynają płonąć, a do głowy napływają wspomnienia: podniosłość, specjalne okazje. Nie są to wspomnienia przykre, nie są też wesołe. Działają jak fala na Bałtyku – zrobią z tobą, co chcą, jesteś ich. Po chwili się wyciszą.

 

Chciałoby się zneutralizować wspomniany patos niepodległości. Jest to łatwiejsze w codzienności, w praktyce, niż na papierze. Papier z niepodległością dobrze żyje, podobnie jak z poezją. Z chęci „odwinięcia” się tak poezji, jak i niepodległości, biorą się dumne, maniackie wiersze. Popisy stylu, wiersze-fajerwerki. Dobre do mówienia, ruchliwe i przemieszczające się. Piszą tak często mężczyźni, a rzadko – kobiety. Ci pierwsi używają charakterystycznego militarnego obrazowania: renegat (Ja Salamuna), wciskanie na głowę za małego hełmu (Enple Świetlickiego). Zasmuca mnie to jako piszącą kobietę, lecz nie wpływa na wielką przyjemność czytania męskich tekstów.

Niepodległość nieodzownie wiąże się z władzą, z supremacją. To nie jest radosna swoboda wyrażania siebie czy młodzieńczy zew kontestacji. Niepodległość nie jest też równoznaczna z wolnością. Nawet jeśli prowadziła do niej kiedyś rewolucja, była to rewolucja zbrojna, nie obyczajowa. Jest w niej element męski, maskulinistyczny, marsowy. Czy ktokolwiek dostał niepodległość? Nie, zawsze musiano ją sobie wyszarpać. Samo wyszarpywanie to oczywiście za mało, podobnie jak sama pozytywistyczna żmuda.

 

Niepodległość nie wydarza się jednak na żadnym styku, pochodzi ze świata binarnego: albo jest się niepodległym, albo podległym. Dla ludzi – z ich niekonsekwencją, sprzecznymi pragnieniami, płynnymi tożsamościami, destrukcyjnymi skłonnościami, aporiami, chorobami – ma to fatalne konsekwencje. A jakie ma to konsekwencje dla kobiet?

*

Oczywiście nie wszyscy o niepodległość musieli walczyć w takim samym stopniu. Jednak mój obraz niepodległości jako powiązanej z walką i z władzą, z egzekucjami, z całym spektaklem groźnej męskości ukształtował fakt, że pochodzę z ludu, któremu „niepodległość odebrano”. Tyle polityka historyczna. Skoro odebrano, to znaczy, że było co odbierać. Że istniał jakiś wyjściowy stan własności. Czy jednak tak samo uważali chłopi pańszczyźniani? Mniejszości etniczne? Mieć coś i stracić jest nieporównanie łatwiej niż nigdy nie wejść w stan posiadania. Ile jest takich mniej od nas szczęśliwych ludów, które żadnego pierwotnego stanu równości i posiadania nie wpisały sobie do podręcznika?

 

Jedną z cech niepodległości jest też jej nieodwoływalność w stosunkach wewnętrznych. Nie ma interwencji zewnętrznych… ufff. Co to oznacza dla nas, ludzi ze środka? Że nie ma ucieczki przed postanowieniami prawa, jakichkolwiek dóbr czy interesów by ono nie chroniło. Jeśli konstytucja, tak jak w Polsce XXI wieku, nie uznaje kobiet za równe i wolne obywatelki, a niezawisły przecież trybunał cofa przesłankę trudnej sytuacji osobistej osoby do zakończenia niechcianej ciąży, to… zdajesz paszport albo działasz w podziemiu. Nic innego ci nie pozostaje.

Pod tym względem poezja jest oczywiście mniej niszczycielska. Być może to ją odróżnia od niepodległości. Z drugiej strony – tyle jest gniewnej, marsowej poezji; tyle wierszy dla zaspokojenia apetytu na ostatnie słowo: gloria victis, krzywdę pomścimy, który skrzywdziłeś człowieka prostego… Czasem czuję, że ze swoimi mikro-wierszami działam w poetyckim podziemiu.

*

Wróćmy do spraw pogodnych – do wolności. Choć nie jest ona synonimem niepodległości i choć dla poezji wolność nie jest skutkiem ani przyczyną, wreszcie – choć wolność potęguje nasze pogmatwanie, to właśnie z tym aspektem poezji i niepodległości wiążę największe nadzieje. Z pewnością można wyobrazić sobie sytuację wolności w warunkach państwowej podległości, podobnie – można być wolnym w warunkach braku poezji. A jednak tego rodzaju wolność w pierwszym przypadku oznacza wycofanie z życia publicznego, w drugim zaś – najczęściej – wycofanie z życia wewnętrznego. Brak poezji i brak niepodległości wymuszają niekompletność na poziomie jednostki.

 

Wynika z tego, że niepodległość jest nam potrzebna do kompletności, harmonii. Odpowiadając na bardzo podobne do postawionego przez redaktorów „Napisu”Esej powstał w 2018 roku na zamówienie pisma „Napis. Liryka, Epika, Dramat”, przekształconego następnie w 2019 roku w „Nowy Napis. Liryka, Epika, Dramat” (przyp. red.).[1] pytanie o pragmatyczną rolę, funkcjonalność oraz pożytek z pojęcia („po co jest x?”), Philip Larkin pisze o dniach: To w nich ma nam być dobrze: / Gdzie żyć, jeśli nie w dniach? Być może niepodległość stała się dla nas przezroczysta jak dzień. Jako struktura zastana, poza którą nie bardzo możemy żyć, nie jest żywotnym tematem rozmowy. A przez analogię – dla wielu piszących pewnikiem, niewidzialną powięzią stała się poezja.

Ostatecznie zdecydowałam się zaczerpnąć tytuł swojego krótkiego tekstu z Karty Narodów Zjednoczonych. Przez przyjęcie zasad i ustanowienie metod brzmi jak najlepsza rada dla autorek i autorów poezji; jak zachęta do ustanowienia dla samej czy samego siebie rygorów, które na twórczość wpływają pobudzająco. Karta wskazuje na ważną cechę współczesnych społeczeństw: rozpoznaje jednostkowość człowieka w państwie. Serię praw podstawowych. I to ten rodzaj wolności wydaje mi się najcenniejszy. Niemożliwy do zbycia ani do pomyślenia inaczej niż wtedy, kiedy część swojej władzy państwo oddaje na rzecz dobra wyższego – swobody obywatelek i obywateli. I w tej swobodzie ma nam być dobrze, choć zdarza się, że nie jest.

Obejrzyj całą rozmowę:

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Natalia Malek, Przez przyjęcie zasad i ustanowienie metod… czyli garść refleksji około-poetyckich w rocznicę pewnego wydarzenia, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 22

Przypisy

    Powiązane artykuły