07.11.2019

Nowy Napis Co Tydzień #022 / Stwórca i stworzenie w jednym stali domu

Ewa Frączek, autorka książek Podsłuchiwałam oraz Reorientacja, powraca do czytelników jako laureatka konkursu „Nowy Dokument Tekstowy” tomem niedoskonałości, w którym przygląda się twórcom świata (część pierwsza) i stworzeniom (część druga). Do tej pory jej wiersze mocno koncentrowały się na kwestiach płciowości i cielesności, a ich podmiot ukazywał się w różnorakich relacjach, nie tylko wobec ciała i płci, lecz również innych podmiotów oraz świata zewnętrznego. To uwikłanie podmiotu jest charakterystyczne również dla niedoskonałości, ale ambicje tej książki wydają się sięgać poza stawiane dotychczas diagnozy.

O ile wcześniej poetka konfrontowała swój tekst z istniejącymi konstruktami, głównie społecznymi, o tyle teraz – na ile to możliwe – sytuuje się wobec rzeczywistości jako takiej, w jej wielorakich i różnorodnych przejawach. Tak szeroko zakrojony pomysł wydaje się skazany na niepowodzenie, ale z tego bardzo ambitnego zadania, jakie przed sobą postawiła, Frączek – o dziwo – wychodzi obronną ręką. Bardzo świadomie korzystając z uproszczonych przez mity i religie wzorców opowieści, niejednokrotnie ogrywając je za pośrednictwem języka, sprytnie przemyca utrwalone w kulturze skróty myślowe, jednym zdaniem lub frazą uruchamiając w czytelniku ciąg skojarzeń uzupełniających treść wiersza. Wbrew temu, co mógłby sugerować tytuł, mamy do czynienia z bardzo przemyślaną i świetnie skomponowaną książką, przygotowaną z dużą dbałością o szczegół. Inaczej sprawa się ma z diagnozami, jakie w niedoskonałościach stawia autorka. Trudno mówić o pieczołowitości, trosce i uwadze w rzeczywistości, o jakiej mówią te wiersze. Świat wewnątrz tekstów jest zdecydowanie niedoskonały, a w zastanych okolicznościach to i tak bardzo subtelne określenie. A że jest on odbiciem świata zewnętrznego, należy stwierdzić, że Frączek raczej nie ma dla nas dobrych wiadomości.

*

Teodycea próbuje godzić dobroć Boga z istnieniem zła. Ta najbardziej znana, Leibniza, zostawia nas z poczuciem, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów. Wyzwaniem jednak jest nie tylko godzenie boskiej dobroci i istniejącego zła, ale też boskiej doskonałości z niedoskonałością świata. Frączek dokonuje tu własnych rozpoznań. Jej Twórcy świata to zgraja wzbudzająca co najwyżej litość. Ich nieudolność, słabość i nieporadność nie może doprowadzić do powstania doskonałego stworzenia, najlepszego z możliwych. Twórcami świata są tu ludzie, z całym bagażem win, których nie chcą naprawić oraz przywar, których nawet nie próbują się wyzbyć. Stworzenie jako pochodna stwórcy – czyli człowieka – ma niewielkie szanse na prześcignięcie sprawcy całego zamieszania, więc oczywiście ponosi klęskę na wszelkich możliwych obszarach – zawodzi ciało, zawodzi mowa, stworzenia zawodzą się nawzajem. Nieistotne jest, czy traktujemy tu ludzkość jako stworzenie, które stało się stwórcą, czy też przyznajemy człowiekowi cechy prymarnie boskie (to znaczy stwórcze; o wszechmocy i potędze w tym kontekście nie może być mowy). Człowiek po prostu zawodzi. Swoją niedoskonałość powiela, kopiuje, multiplikuje. Niedoskonałość bierze we władanie wszystkie obszary, w których funkcjonuje (s)twórca. Błędy się namnażają, a my nie znamy sposobów zaradzenia im, nie znamy rozwiązań. „sypie się. // potem było już tylko gorzej”,bo mechanizm od początku był zawodny, bo nie wyszedł spod ręki eksperta. W tej sytuacji do kogo możemy się modlić o cud?

módl się za nami, a właściwie
spierdalaj. zrobiłeś mi z mózgu pieroga i byłam bliska
uwierzenia, że siedem lat tłustych świata naszego
powszedniego będzie miało coraz mniej czarnych łat
na białych okrągłych apetycznych zadach.

Był czas stwórcy, czas stwarzania i czas stworzenia; teraz nadszedł koniec historii. Właśnie z niej pochodzi powyższy fragment. Mamy związane ręce i ograniczoną możliwość działania. O ile w ogóle ją mamy.

Choć Frączek dokonuje ponownego aktu kreacyjnego, zyskuje on w jej wierszach nowy kontekst. Alegorię wypiera tu konkret, miejsce symbolu zajmuje przykład. Poetka aktualizuje skostniałe konstrukty językowe, zderzając je z nowoczesnym słownictwem i współczesną nam rzeczywistością. I tak „na początku była kobieta, czy wy naprawdę sądzicie, że dziewczynki chodzą razem do kibla / pochichotać?”, a „na drugim początku był idol, plakat / z bravo”.Początki zdarzają się nieustannie, jak w poemacie dla twórców świata 2018, gdzie każde nowe pokolenie ma swoje twórcze pięć minut. Pokolenie w ciągu dwudziestu lat ze stwórcy staje się stworzeniem. Trudno więc szukać winnych poza nami samymi; innymi słowy – jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, a adresatem twoich pretensji możesz być tylko ty sam. Niedoskonałość powielana i pielęgnowana koniec końców musi odbić się czkawką. Robota człowieka-stwórcy to zwykła fuszerka. Zamiecenie problemu pod dywan oczywiście go nie rozwiązuje, a jedynie powoduje jego nawarstwianie. W konsekwencji gromadzenia różnorakich porażek dochodzi do zachwiania całego systemu – to jest ciała, wartości, relacji, praw, języka, kultury, etc. Na przestrzeni wiersza powszechność problemu można oczywiście jedynie nakreślić, ale i na to Frączek znajduje sposób. W niektórych utworach pomieszczonych w drugiej części niedoskonałości dodaje w tytule słowo „psychoza”, sygnalizując tym samym skalę błędu. Oto całe stworzenie cierpi na zaburzenia ograniczające lub nawet uniemożliwiające krytyczną ocenę rzeczywistości. Funkcjonowanie społeczne i psychologiczne jest zdezorganizowane, a na dodatek towarzyszą temu zaburzenia na tle somatycznym, szczególnie silnie zarysowane przez poetkę. Pierwszy tekst części Stworzenia nosi tytuł będą cię lżyć i obrażać. psychoza trzynaście, ale w tomie nie znajdziemy trzynastu psychoz, a ich numeracja nie jest nawet chronologiczna. Jakie więc są pozostałe psychozy? Czego jeszcze nie mówi nam autorka? I jak bardzo chaotyczny jest świat, o którym pisze, skoro obecne w nim choroby nie dają się uładzić nawet w opisie, nie podlegają logice wiersza?

*

Frączek całymi garściami czerpie z motywów biblijnych, a przywoływane przez nią wątki religijne, pomimo ich pojemności, najsilniej jednak osadzają tę poezję w kulturze chrześcijańskiej, w centrum Europy. O przyczynach wyboru takiego właśnie kontekstu czytamy w jednym z wierszy: „niech będzie chrześcijaństwo / za pękate dzbany wina i przykazanie miłości”. Przykazanie miłości to swoiste wyzwanie, z którym boryka się podmiot, w kontekście całej książki pojmowane bardzo ambiwalentnie. Z jednej strony bowiem „to jest właśnie to kochanie za bardzo”, a z drugiej „w twojej głowie nie może nie może / po prostu być za dużo kochania”. Idea boga jako wszechogarniającej miłości nie sprawdza się w rzeczywistości, o której pisze autorka Reorientacji. Jest to jedna z głównych przyczyn, dla których ostatecznie człowiek jako stwórca musi ponieść porażkę. Jego ogromna potrzeba bliskości przy równoczesnym obezwładniającym wręcz lęku przed bólem prowadzi do powstania pęknięcia w psychice, do różnorakich zaburzeń, psychoz z tytułów wierszy. Ten rozdźwięk powoduje popadanie ze skrajności w skrajność. Człowiek nie potrafi zaakceptować cierpienia, więc odpowiada na nie agresją. Zamiast kochać, „na wszelki wypadek / nienawidzę wszystkich”. Nie umiemy nawet stworzyć więzi między sobą, „ludzie nie potrafią / normalnie się przywitać”. Chcemy tworzyć nowe, a nie potrafimy utrzymać tego, co już mamy. Taki świat nie ma prawa się udać. I się nie udaje.

Choć Ewa Frączek tworzy opowieść o dużym poziomie ogólności, konkretność jej bohaterów uwiarygadnia opisywane historie. Okoliczności, jakie im towarzyszą, znamy z własnego doświadczenia. Pod wnioskami poetki niejednokrotnie moglibyśmy się podpisać, uznać je za swoje. Jedną z największych zalet tej poezji jest jej emocjonalność i zaangażowanie. Złość podmiotu to nasza złość. Frustracja podmiotu to nasza frustracja. Bezradność podmiotu to nasza bezradność. Autorka tomu Podsłuchiwałam wszystkim tym emocjom daje dojść do głosu, ale jednocześnie trzyma ja na wodzy, racjonalizuje, przygląda im się z pozycji badacza. Jej wiersze angażują się w rzeczywistość, w relacje międzyludzkie, w problemy społeczne. Choć są wzbogacone o liczne wątki religijne, tak naprawdę opisują świat, w którym ludzie są skazani na siebie nawzajem. I już samo to jest ogromnym wyzwaniem. Frączek może sobie śpiewać: „i have a dream, że świat jest mi obojętny”, ale dobrze wiemy, że świat jej – jak i nam – nie jest obojętny. Poza tym

Świat
i tak mi włazi w szczeliny między zębami
skrzypiącą furtkę skrzynkę mailową
rozmowy z mężem.

A jak już włazi, to trzeba o tym powiedzieć, trzeba to wykrzyczeć. Ile sił w płucach, jak długo się da. A nawet wtedy, kiedy już się nie da. Może zwłaszcza wtedy.

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Anna Mochalska, Stwórca i stworzenie w jednym stali domu, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 22

Przypisy

    Powiązane artykuły