24.09.2020

Nowy Napis Co Tydzień #068 / Droga do nieskończoności

Gdybyśmy zupełnie przypadkowo rozrzucili na stole fragmenty życia Zofii Rydet, zauważylibyśmy, że wszystkie elementy idealnie do siebie pasują. Od początku do końca układają się w spójną całość, której głęboki sens odkrywa przed nami książka Zapisy pamięci. Wszystko staje się jasne po zakończonej lekturze. 

To nie jest po prostu książka o fotografce. To nie jest tylko książka o fotografii. To coś znacznie, znacznie większego. To książka o człowieku. O jego losie, walce z przemijaniem, zanikaniem, o dążeniu do nieskończoności. Choć stron ma niedużo i szybko się ją czyta, to myśli się o niej bardzo długo. Bo niesie ze sobą ogromny ładunek wcale niebanalnych refleksji – także nad własnym życiem.

Sygnatura: ZR003J

W skrócie historia wyglądała tak. Ot, bardzo już dojrzała, skromna kobieta wkracza na fotograficzne salony cyklem Mały człowiek, by w końcu przejść do historii światowej fotografii Zapisem socjologicznym. Zachwycają się nim nie tylko w Polsce, lecz także zagranicą – w Paryżu, a nawet w Kioto. Ale o co właściwie chodziło w Zapisie? Artystka w wieku 67 lat zaczęła wędrować po wsiach, szukać najstarszych domów w okolicy i pytać ich właścicieli, czy może zrobić im zdjęcie. Wszystkie fotografie wyglądały bardzo podobnie – kadr był stały, ludzie ustawieni w bliźniaczych pozach (stali lub siedzieli sztywno), sprawiali wrażenie bardzo poważnych w otoczeniu (nie)zwykłych wnętrz ich wiejskich chat. Rydet pozostawiła po sobie aż 17 tysięcy takich zdjęć (bardzo wielu z nich nie zdążyła wywołać). Była to ogromna praca, wręcz tytaniczna. Jak wielkie musiała mieć poczucie misji, żeby tego wszystkiego dokonać?

Sygnatura: zr_1977_L_G35_d_0008

Co właściwie skłoniło Zofię Rydet do wykonania takiej dokumentacji? Co się wydarzyło zanim zaczęła fotografować? Wszak przeżyła zarówno pierwszą, jak i drugą wojnę światową, które musiały odcisnąć piętno na jej psychice. Karol Jóźwiak, Andrzej Różycki oraz Tomasz Ferenc próbują rozwikłać tę zagadkę. Pierwszy z nich podjął się próby stworzenia biografii artystki. Nie było to łatwe zadanie, bo mając tak mało wiarygodnych informacji Jóźwiak postarał się oddzielać fakty od podkoloryzowanych przez wspomnienia historii. Rozdział Różyckiego jest bardziej osobisty, ponieważ autor dobrze znał Rydet. Tę część możemy potraktować jako spojrzenie subiektywne osoby, która z fotografką blisko współpracowała na płaszczyźnie zawodowej. Autorom zależało na przedstawieniu Rydet możliwie najbardziej obiektywnie, dlatego w części Ferenca poznajemy opinie wielu osób na jej temat, przede wszystkim innych artystów. 

Po śmierci twórcy łatwo o jego „pomnikowanie”. Rodzą się mity i legendy, które często zakrzywiają prawdziwy obraz. O prawdę tym trudniej, gdy artysta był za życia tak skryty jak Zofia Rydet. Autorzy monografii podjęli próbę demitologizacji jej postaci, wyjaśnienia kilku obiegowych nieścisłości. Często powtarzane opinie, że Rydet była jedynie reportażystką, antropologiem, dokumentalistką życia wiejskiego wydają się krzywdzące. Ta krucha, wiecznie przygarbiona, acz wielka artystka była jeszcze większa niż myślicie. To właśnie starali się przekazać nam autorzy książki. Rydet znakomita fotografka? Z pewnością, ale też superbohaterka, która przeciwstawia się śmierci i wychodzi z tej walki zwycięsko. 

Sygnatura: ZR_1954_L_ZG02_d_0048

Sprawa nie była prosta. Z Zofii zawsze trudno było coś wyciągnąć, raczej unikała mówienia o sobie, milczała pytana o czasy swojej młodości. Ale w jej twórczości były wskazówki. Na przykład seria Mały człowiek to nie tylko zdjęcia dzieci fotografowanych między innymi w sklepie z zabawkami, który prowadziła w Bytomiu. To bardzo wnikliwa seria odnosząca się do skomplikowanej dziecięcej psychiki, która zdaniem autora mogła sugerować, że Rydet w dzieciństwie sama doświadczyła traumatycznych przeżyć. „Chciałam pokazać dziecko o życiu psychicznym bardzo bogatym, obfitującym w przeżycia autentyczne w skutkach nieprzemijające” – tłumaczyła. 

A seria fotomontaży Świat uczuć i wyobraźni mówiła o „człowieku zagrożonym już od chwili narodzin” i „o lęku, przed którym ratuje go tylko miłość, o tragedii przemijania, o strachu przed zagładą i zniszczeniem”. 

Pewne jest, że wojna przyniosła Zofii Rydet doświadczenie śmierci bliskich, widziała, jak pochłania całe wsie, miasteczka, jak bezpowrotnie zabiera świat, który znała. Jak wszystko się rozpada. Czy poprzez fotografię chciała zatrzymać czas? Ocalić ludzi ze zdjęć? Uratować świat przed nieuchronną zagładą przemijania? Zatrzymać miłość, przywrócić męża, który podobno zaginął dzień po ślubie? Uratować dziecko zabite na jej oczach strzałem w głowę? 

Na jednym ze zdjęć ze Świata uczuć i wyobraźni z serii Odejścia widać znikającego w mroku mężczyznę, rozpadającą się lalkę dziecka i nagą, bezbronną dziewczynę z twarzą ukrytą we włosach. To wtedy wszystko staje się jasne. Jej Zapis socjologiczny nie był tylko etnograficznym dokumentem, obrazem polskiej wsi. To jedynie powierzchnia. Był on kumulacją jej wszystkich doświadczeń. Bohaterskim aktem zatrzymania na wieczność tego, co zaraz zniknie wraz z nią. W końcu sama powoli zbliżała się wtedy ku śmierci. „Fotografia przedłuża życie. Jest jedyną bronią, która może coś zatrzymać z tego, co mija bezpowrotnie, tylko fotografia, nic więcej” – mówiła. 

Sygnatura: zr_0000_L_NS09_d_0220

Książka Zapisy pamięci jest wielowątkowa. Nie tylko dlatego, że sama jej struktura poprzez obecność trzech autorów jest polifoniczna. Właściwie każdy czytelnik znajdzie tu dla siebie coś ważnego (no, może tylko ktoś bardzo zainteresowany szczegółami technicznymi jej pracy z aparatem będzie zawiedziony). Mamy wojenną historię Kresów i Stanisławowa, w którym Rydet się urodziła. Mamy nieznane, często dramatyczne szczegóły jej biografii, składające się w mniejszym lub większym stopniu na późniejszy kształt jej twórczości (Tomasz Ferenc zastanawia się, czy gdyby nie częste, wymuszone przeprowadzki miałaby taką umiejętność adaptacji i komunikatywności, które były podwaliną sukcesu twórczego Zapisu socjologicznego). Poznajemy tajniki jej warsztatu (jak to możliwe, że ci wszyscy ludzie pozwalali jej wchodzić do domów i jeszcze ich fotografować? Właściwie to nie wszyscy, w książce są opisane przypadki, w których jej odmówiono). Poprzez wielogłos autorów obserwujemy jej osobowość z różnych perspektyw, także z punktu widzenia innych fotografów, na przykład Józefa Robakowskiego czy Wojciecha Prażmowskiego. Gdzieś pomiędzy słowami wyczuwa się, jaki szacunek wzbudzała, jak daleka pozostawała od fotograficznych mód, jak niezależną była osobą i fotografką. Swoją osobnością wymykała się twardym klasyfikacjom, przez co niektórzy widzieli w niej nawet przedstawicielkę sztuki naiwnej. Tak tłumaczy to Różycki: 

Zdjęcia Zosi są często niezbyt doskonałe technicznie (pamiętajmy, że materiały fotograficzne były marnej jakości – złe negatywy i pozytywy). Emocjonalny wyraz jest jednak ważniejszy niż jakość techniczna. Niektórzy twierdzą, że to zbliża jej twórczość do sztuki naiwnej, czy prymitywnej, gdzie szczerość jest najważniejsza. 

Książka zawiera też obszerną warstwę ilustracyjną, która świetnie sprawdza się jako uzupełnienie tekstu. Jakość wydruku raczej nie rzuca na kolana, pod tym względem lepiej sięgnąć po wydany przez Muzeum w Gliwicach album Zofia Rydet. Zapis socjologiczny 1978–1990 lub reedycję Małego człowieka przygotowaną przez Fundację Archeologii Fotografii. Duże wrażenie robią na przykład właściwie nieznane, nastoletnie rysunki Zofii, które przedstawiają melancholijne postaci kobiece. 

Takich mało znanych faktów jest tu bardzo dużo. Wydaje się też, że książka raz na zawsze wyjaśnia genezę tytułu Zapis socjologiczny, który, o dziwo, wcale artystce się nie podobał, a jego autorstwo pozostaje nieznane. Niefortunnie nawiązywał do komunistycznej nowomowy i kładł nacisk tylko na etnograficzną wymowę dzieła, a nie na jego uniwersalne znaczenie. Można powiedzieć, że zaszkodził w odbiorze dzieła, kierując go na jeden tor. 

Sygnatura: zr_1969_L_P29_d_0786

Tej jednotorowej (etnograficznej) interpretacji przeciwstawia się przede wszystkim Andrzej Różycki. To interesująca postać, twórca słynnego filmu dokumentalnego Nieskończoność dalekich dróg. Podsłuchana i podpatrzona Zofia Rydet A.D. 1989, jej bliski znajomy oraz autor najbardziej intymnego rozdziału książki. Twórczość Różyckiego nazwana Fotoandrzejozofią początkowo wydaje się dość kontrowersyjna. Artysta łączy fragmenty zdjęć swoich i Rydet w formie kolaży. Można tę twórczość jednak traktować symbolicznie, jako podtrzymanie kontaktu ze zmarłą, ocalanie jej od zapomnienia a nawet formę życia po śmierci. Czy filozofia ta nie wpisuje się idealnie najskrytsze pragnienie artystki?

Bo książka przede wszystkim ukazuje głęboki sens eschatologiczny twórczości Zofii Rydet. Na przykładzie artystki widzimy, że wszystko ma swój początek i koniec. A pomiędzy jest Nieskończoność dalekich dróg. Taki tytuł nosi nie tylko dokument Różyckiego, lecz także cykl jej zdjęć tworzonych równolegle z Zapisem socjologicznym. Zdjęć z wędrówek do tych wszystkich ludzi, których poprzez fotografię zatrzymywała w czasie. „Tak sobie myślałam, że tylko ja jedna im przedłużam życie. Ich już połowy nie ma” – mówiła.

Była to przejmująca, samotna podróż wewnętrzna i zewnętrzna, pełna niepokoju oraz niepewności, bo nie wiadomo, co będzie za zakrętem. Ale też pełna wiary droga do najważniejszego celu. Pozornie „tylko” do uwiecznionych w Zapisie socjologicznym ludzi, a tak naprawdę – do nieskończoności.

 Sygnatura: ZR_1958_L_R18_m_0682

T. Ferenc, K. Jóźwiak, A. Różycki, Zapisy pamięci. Historie Zofii Rydet, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2020. 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Piotr Kalisz, Droga do nieskończoności, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 68

Przypisy

    Powiązane artykuły