14.01.2021

Nowy Napis Co Tydzień #083 / Kotlina

„Ojczyzna to przestrzeń, którą ogarniasz wzrokiem z najbliższego wzgórza” Nicolás Gómez Dávila

Kochana Mag,

kilka razy podczas lockdownu spowodowanego epidemią koronawirusa śniłem jeden i ten sam sen, w którym ocykałem się, leżąc na brzuchu na przygranicznej łące po czeskiej stronie z głową uniesioną nad przełęczą pod Kamykiem. Przed sobą w dole miałem polską wioskę Kamieńczyk (przed wojną niemiecki Steinbach), opadającą wzdłuż strumienia o tej samej nazwie do wiaduktu kolejowego linii Wrocław-Praga, z tunelem jak bramą wyjazdową z zaświatów. W oddali majaczył masyw Śnieżnika w barwnych plamach późnej jesieni, leciuchno zaciągnięty sino-mleczną mgłą. Ilekroć zaczynałem schodzić na polską stronę – budziłem się na Procidzie. Uporczywą powtarzalność tego snu tłumaczyłem sobie lockdownem. Wymuszone zamknięcie powodowało, że nawet z pięknej wyspy moja dusza usiłowała się wyrwać, kiedy tylko umysł przysypiał. Dziwiło co innego, czemu do Kotliny uciekała, a nie na przykład do Kondy? Nie potrafiłem wtedy na to pytanie sobie odpowiedzieć.

Dopiero dziś, czytając Kartki z KotlinyM. Pośpiech, Kartki z Kotliny, https://agrokotlina.wordpress.com/kartki-z-kotliny/ [dostęp: 27.10.2020].[1] i zanurzając się w jej krajobrazy Twoim obiektywem, Mag, uświadomiłem sobie, że to moja oćczyzna. Dlatego śniłem o niej, wracając w sennym widzeniu do Kotliny niejako „tylnymi schodami”, przez Czechy, jak gdybym w czas pandemii chciał się ukryć u rodziny za pazuchą. Tak, Kamieńczyk to niemal nasza wieś rodzinna, bo nie dość, że Ty rozsiadasz się tam na dobre od dwudziestu pięciu lat, to i Gorzka założyła w Kamieńczyku rodzinę, wychodząc za mąż za Marcina z Dusiów i rodząc mu Julę. Jeśli jeszcze ja bym się usadowił między wami w domu Masalskich, to nasze wnuki mogłyby zwać poniemiecki Kamieńczyk „naszą wsią”. Jak dziadek Wilk mawiał o „naszych” Kozakach w powiecie złoczowskim. Ninie na Ukrainie.

„Oćczyzna” w dawnej polszczyźnie to scheda po ojcu, czyli dzisiejsza ojcowizna. Nie tylko spadek materialny, ale również spuścizna duchowa. Innymi słowy – świat ojca. Łacińską patrią pisarze polityczni polskiego Renesansu, Andrzej Frycz Modrzewski czy Stanisław Orzechowski, nazywali ojczyznę w sensie politycznym, stąd wyraz „patriotyzm”… Pisząc o Kotlinie Kłodzkiej jako o swojej ojczyźnie w sensie politycznym, byłbym bałamutem, ojciec pochodzi z ukraińskiego dziś Podkamienia, a Kotlinę do wojny zamieszkiwali Niemcy. W granicach Piastów bywała incydentalnie. Natomiast oćczyzna jak najbardziej pasuje. „Kiedy byłem małym chłopcem, hej”, ojciec uczył mnie w Kotlinie jeździć na nartach i chodzić po górach. Śnieżnik był pierwszą górą, którą zdobyłem… Na szlakach i bezdrożach jego masywu Staruszek przekazywał mi swój nomadyczny gen. Ba, dziś jeszcze, mając dziewięćdziesiąt lat, pokazuje mi, jak się uchodzi na tamten świat, nieśpiesznie. Na Śnieżnik pewnie nie dałby już rady, lecz do „Kasparowej Chaty” pod Adamem jeszcze z nami doczłapie. Uchodząc powoli, ojciec zostawia mi Kotlinę niejako w schedzie i to jest największy podarek dla nas od niego pod choinkę. Szkoda wielka, że w tym roku przez pandemię nie uda nam się przyjechać do was na Wigilię.

Dopóki żyłem w Polsce, to znaczy do 1989 roku, za każdym razem, kiedy uwierało mnie jakieś „więzidło”, wszystko jedno, dulszczyzna matki, nakaz tarczy szkolnej przyszytej do lewego rękawa niczym żółta gwiazda tudzież zakaz dłuższych włosów w szkole, wszystko to wywoływało odruch wymiotny. Marzyłem, aby wymieść się za wszelką cenę ze świata kagańców na wolną przestrzeń za przełęczą Bardzką. W Kotlinie koczowali wtedy hipisi (komuna z Taszowa słynęła wypalanką z gliny) i osiadali tam najróżniejsi outsiderzy. Jacek Kizny (starszy brat Tomka, tego fotografa od GUŁAG), kupił dom w Marcinkowie i jął hodować tam owce na długo przedtem, zanim Stasiuk zrobił z nich swój emblemat. Jesienią ‘81 sam przymierzałem się do baranów, zniesmaczony intrygami w „Solidarności”. Nie pierwszy raz… Wcześniej pomysł owczarni w Kotlinie przychodził mi do głowy pod koniec 1979 roku po zakończeniu filologii polskiej, kiedy okazało się, że nie ma dla mnie pracy we Wrocławiu. Mojej matce, która mi nie uwierzyła, w urzędzie zatrudnienia powiedzieli, że nawet na śmieciarza we Wrocławiu nie mam szans. Gdyby nie „Solidarność”, zapewne siedziałbym w górach Kotliny Kłodzkiej jak Andrzej Stasiuk w beskidzkim Wołowcu wśród swoich baranów.

Kotlina, od kiedy ją pamiętam, zawsze była dla mnie krainą alternatywną. Gdy pojawiło się pytanie, gdzie będziemy pisać Konspirę – a wiadomo było, że co najmniej dwa i pół, może trzy miesiące musimy być razem, trzech facetów incognito i jeszcze w warunkach nie tylko do pracy, ale i do wypoczynku – zrazu przyszła mi na myśl Kotlina. Ojciec znalazł nam najpierw pana Ptaszka w Polanicy Zdroju, gdzie mieszkaliśmy za darmo w jego pensjonacie, a potem w Zamku w Jaszkowej Dolnej. W Kotlinie zatem zaczęła się także moja pisarska tròpa. Pytanie, czy gdybym w 1989 roku nie wyjechał z kraju, jeno osiadł na Ziemi Kłodzkiej, czy i wówczas byłaby to tròpa?

Stało się inaczej, ja wyjechałem z kraju, w Kotlinie osiadłaś Ty. W Kartce z Gór Bystrzyckich piszesz:

Pierwszy raz przejechałeś je sam, podążając za Wilkiem. To on sprawił, że zapragnąłeś mnie tutaj przywieźć. Kiedyś, dawno temu traktował te góry jak dom. Gdy postanowił ruszyć na Daleką Północ, zostawił nam ową krainę w spadku – Tobie do kochania, mnie do opisania, bowiem zapisać znaczy sprawić, by to, co opisane przetrwało na zawsze. Zapisać znaczy też zrozumieć, dotrzeć do wnętrza, odkryć to, co najistotniejsze. Więc wieziesz mnie w owe Bystrzyckie Góry, może po to, bym odnalazła wilczą tropę, a szukając wydeptała własną, i może jeszcze po to, bym zrozumiała, czemu właśnie tutaj Wilk czuł się jak w domu, czemu Ty czujesz się tu jak w domu…?

Znaleźliście tę starą poniemiecką ruinę w Kamieńczyku, z której zrobiłaś przytulne Siedlisko Ciszy dla joginów i weganów. Przeniosłaś do niego nasz Jaworowy Dom, bibeloty, obrazy, ten wiszący zegar, który wybijał godziny tak głośno, że budził mnie, czteroletniego w objęciach Babci Kici. Zgromadziłaś w nim życiowy dorobek Jagi, wieloletniej szefowej wrocławskiej Desy i kolekcjonerki dzieł sztuki, poobwieszałaś własnymi portretami Gorzkiej – cudo! Stworzyłaś niezwykły doprawdy DOM, a Kartki z Kotliny są zapisem DROGI do niego.

Czytam je i smakuję Twoje foty… To bez wątpienia archetypiczne obrazy owej praojczyzny, którą my, potomkowie polskich uchodźców z Wyżyny Wołyńsko-Podolskiej, nosimy w sobie. Resztki ścian i ruiny murów zarośnięte zielskiem, pałace z dziurami po oknach wydartych z futrynami, przy drogach donikąd pokoszone kapliczki i falujący rytm krajobrazu w barwach subtelnych, onirycznych. To zdjęcia praojczyzny uchodźców, ziemi przodków, którą zostawili uchodzący na Zachód Niemcy, ale i potomek Polaka z Kresów znajdzie w niej własny archetyp „ziem zostawionych”. Nie chodzi o architektoniczne szczegóły czy o rysy landszaftu, sedno w nostalgii, którą Twoje fotografie są nasycone… W tęsknocie za krajem pozostawionym przez naszych przodków na Wschodzie – jego odbicie wraz z nami wygasa na ekranie rodzinnej pra-pamięci. A ty w poniemieckiej Kotlinie zdjęłaś to odbicie i za to ci się kłaniam, Mag.

Procida, 6 grudnia 2020

Kotlina Kłodzka w obiektywie Magdaleny Pośpiech
 

Mag – Magdalena Pośpiech

córka Jagi, mojej matki chrzestnej, rodzonej siostry mojego ojca. Jaga mieszka z Magdą w Kamieńczyku, niewielkiej wsi w Górach Bystrzyckich w Kotlinie Kłodzkiej, leżącej nieopodal Międzylesia pod samą granicą czeską. Magda z Jarkiem kupili tam w latach 90. stare poniemieckie obejście (z domu niewiele zostało poza fundamentami, jedynie stajnia i stodoła nadawały się do remontu) i zrobili z niego „Siedlisko Ciszy”, wspaniały ośrodek jogi i wegetariańskiego jadła. Do niedawna „Siedlisko Ciszy” pomagała im prowadzić Gorzka, córka Jarków, ale wyszła za mąż za sąsiada ze wsi i zamieszkała w pobliżu. Dom Magi w Kamieńczyku nieodparcie kojarzy mi się z Domem mojego dzieciństwa, zwłaszcza gdy zegar z Jaworowej wybija godziny, a w sercu wahadła blikują ogniki wigilijnych świec. A także z opowiadaniem Jarosława Iwaszkiewicza Panny z Wilka. Myślałem nawet, żeby napisać coś w rodzaju „naśladowania ze starego mistrza”. Ale póki co, piszę ten list, zainspirowany albumem Kartki z Kotliny, gdzie tekst czule oplata kadry, w których Magda Pośpiech próbuje zapamiętać niezwykłą Krainę Uchodźców. Album wyjdzie wiosną 2021 nakładem Towarzystwa Górskiego „Róża Kłodzka”.  

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Mariusz Wilk, Kotlina, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 83

Przypisy