08.08.2019

Nowy Napis Co Tydzień #009 / Mariusz Czubaj wśród artystów

Bohaterowie poprzednich książek Mariusza Czubaja, dzielni następcy infantylnych oficerów Żbika i Borewicza, ścigali gangsterow i sadystów w krajobrazie Starych Kiejkutów. Komisarz Heinz w parze ze śniadą Pocahontas z Piątego beatlesa były postaciami zgoła komiksowowymi. W obsadzie głównych ról najnowszej powieści autor wykazał większą inwencję. Śledczym – bo utwór pozostaje w  konwencji opowieści sensacyjnej i kryminalnej – uczynił amatora w tym fachu, sprawiając, że fabuła jest bardziej oryginalna. Dodatkowo główny bohater to wałęsający się po stolicy jazzowy kontrabasista!

Dlaczego kontrabasista stał się bohaterem opowieści? Ponieważ z kontrabasem łatwo związać niezwykłe przygody, jak robi to Antoni CzechowNp. w noweli „Naga narzeczona (romans z kontrabasem)” – przyp. red.[1]. Bo w wypadku zabójstwa w olbrzymim futerale można ukryć zwłoki. Bo to wreszcie instrument podstawowy dla jazzu, nadający tej muzyce wyrazisty rytm. Czubaj jako muzyk dobrze o tym wie. A przy tym jego protagonista nie ma nic wspólnego z rozhisteryzowanym bohaterem znanego monologu Patricka Süskinda. To człowiek zwyczajny i niezwyczajny, posiadający kombatancką wojenną przeszłość, rówieśnik członków bandu z Excentryków Włodzimierza Kowalewskiego.

Główny bohater Około północy, jego życiorys i czas akcji utworu to swoisty, rzadki dziś, ukłon w stronę pokolenia seniorów. Człowiek ten umie skutecznie posłużyć się krótką bronią, w innym przypadku używa w tej funkcji struny kontrabasu. Kiedy oddaje się muzyce, szarpie swój instrument w cieniu renomowanych frontmanów sceny jazzowej. Jednak be-bop be-bopem, podobnie jam sesions w Hybrydach i w Stodole – bohater musi jednak z czegoś żyć. Dla zarobku zmuszony jest grywać także na weselach i pogrzebach, to taki jazzowy Goran Bregović.

Kontrabas brzmi między nagrobkami jak należy, a głębokie tony i wydobywane smyczkiem dźwięki, dobywane jakby spod powierzchni, sprawiają, że ziemia drży, jakby na chwilę ożywali zmarli i podawali rękę nowo przybyłym

 – opisuje Czubaj.

Właśnie pochówki na Bródnie i dancingi na Pradze dają autorowi pole do popisu – są to kapitalne scenki z pogranicza miejskiego folkloru i obyczaju, które, wcale nie przesadzając, można porównać do fantastycznych opowieści stryjka Pepina, jakie wyszły spod pióra Bohumila Hrabala. Także realistyczna warstwa powieści została przez autora potraktowana bardzo poważnie i niebanalnie. Książka jest nasycona elementami stołecznego folkloru, znajdziemy w niej rzeczywistą topografię miasta ze szczególnym uwzględnieniem prawobrzeżnej Warszawy, wreszcie charakterystyczne, środowiskowe typy ludzkie. Varsavianiści będą tu mieli wiele powodów do satysfakcji.

Czas i miejsce akcji są umotywowane na wiele sposobów. Opisana historia ma miejsce w 1969 roku, toczy się w kręgach artystycznych i zawiera wątek kryminalny, na który składa się tajemnicza seria morderstw. Do podejrzanych, oprócz muzyków, należą literaci, dziennikarze, ubecy i miejskie niebieskie ptaki. W sumie daje to nie tylko fabularny materiał na kryminał, ale i na solidną powieść środowiskową i obyczajową. Co więcej, Czubajowi udało się sprostać takim oczekiwaniom.

Mariusz Czubaj w Około północy przypomina działalność formacji kulturowo-artystycznej ukształtowanej w określonych warunkach historycznych i politycznych po 1956 roku. Miała wówczas miejsce pokoleniowa zmiana warty, którą  opisał onegdaj Jan Błoński. Ze względu na podjęty temat i jego styl powieść Czubaja jest rodzajem literackiego déjà vu – przywodzi na myśl epickie produkcje pokolenia nazwanego Kolumbami oraz nieco późniejszej tzw. generacji „Współczesności”. Ówcześni pisarze wyrażali życiowe doświadczenie rodaków znających opresję wojny, potem stalinizmu, wreszcie nadzieję odprężenia i normalności, którą oznaczała m.in. moda na jazz. Jazz był w latach 50. i 60. ubiegłego wieku tym, czym później stała się muzyka rockowa: wyrazem wolności i niezależności. Warto przyjrzeć się realizacji tego tematu w Około północy (przypomnijmy: ten tytuł to też nagłówek evergreena króla Theloniusa Monka) – może się okazać, że także współcześnie wątek ten zachowuje aktualność. Notabene, Czubaj urodził się  właśnie w 1969 roku, o którym pisze,  jakby tym wyborem czasu i miejsca akcji powieści chciał zaznaczyć swoje miejsce w odbywającej się sztafecie pokoleń.

*

Bohater książki reprezentuje artystów nieprofesjonalnego marginesu. Podobnie jest w przypadku dwóch innych postaci: domorosłego ociemniałego pianisty i tajemniczego literata o zniekształconym obliczu. Ci ostatni znajdują się wśród podejrzanych o dokonanie serii morderstw. Wywołują oni w czytelniku prawdziwą erupcję poczucia obcości – ich obecność stanowi ważne wzbogacenie relacji interpersonalnych w powieści. Są jednak u Czubaja także, chociaż na drugim planie, bohaterowie będący artystami z krajowej czołówki: biorą udział w Jazz Jamboree, grają na „Batorym” i na skandynawskich promach. Po ulicach stolicy snuje się Tadeusz Konwicki, przez knajpy przewija się pisarz i były bokser Andrzej Brycht, swe grafiki tworzy Roman Cieślewicz, a pod łatwo czytelnymi pseudonimami („Kuryl”, „Namysł”, „Trzaskower”) występują w powieści koryfeusze jazzu. Czubaj przypomina ich legendarne rekwizyty/atrybuty: rozciągnięte swetry Włodzimierza Nahornego, kolekcję zagranicznych marynarek Wojciecha Karolaka, donicę z Placu Zbawiciela targaną przez Zbigniewa Namysłowskiego, wcześnie łysiejącą czaszkę Tomasza Stańki. Wszystko to składa się na plastyczny obraz ówczesnego jazzowego światka. Dobrze się stało, że Czubaj to wszystko opisał, uzupełniając słynne fotogramy Emila Karewicza. Można więc Około północy uznać za tak zwaną powieść z kluczem, choć i bez tej afiliacji książka zachowuje czytelniczą atrakcyjność.

Odpowiadałoby to zamiarowi twórczemu Mariusza Czubaja. W znamiennym posłowiu Dawno temu w Warszawie autor wyznaje, że jego powieść nie jest tylko kryminałem i że nie należy do gatunku, do którego przyzwyczaił odbiorców. Tym razem, posługując się pretekstem kryminalnej zagadki, Czubaj napisał powieść o stolicy i o barwnych momentach powojennej historii polskiego jazzu. I zdecydowanie tak ją należy czytać!

Książka przypomina o szczytowym, a zarazem przełomowym okresie krajowej kultury. By wymienić tylko osoby wzmiankowane w powieści Czubaja, owe lata znaczą się przecież odejściami tej miary artystów, co Zbigniew Cybulski, Krzysztof Komeda, Marek Hłasko, Bogumił Kobiela, Andrzej Munk, Mieczysław Kosz i kilku innych.

Autor Około północy, sam będący muzykiem, tak opisuje pianistykę Kosza:

Potrafił wszystko. Grał bluesy zadziornie, chropawo, z wyrazistym staccato, szarpał klawisze, wyrywał je wręcz, tak, jak dentysta rwie chory ząb, aby po tej burzy roztoczyć przed słuchaczami zupełnie inny świat. Bo gdy grał subtelne, zwiewne utwory, sugerował wtedy bardziej dźwięki, niż je wydobywał, podrzucał je, żeby zaraz zabrać, płynął po klawiszach i ta podróż zdawała się nie mieć końca. Tak właśnie zagrał Evansa, preludium Debussy’ego […], a nawet Yesterday Beatlesów połączone niespodziewanie z Yesterdays, dżezowym standardem napisanym przez Kerna. To było mistrzostwo. Najpierw jeden temat, następnie drugi, wreszcie w jakiś cudowny sposób wymieszane oba.

Zachowały się nagrania Mieczysława Kosza. Proszę posłuchać płyty z serii Polish Jazz vol. 25 nagranej w Filharmonii Narodowej, a potem proszę czytać, jak te improwizacje oddaje Czubaj. Jak pisze o grze Komedy, brzmieniu saksofonów Colemana Hawkinsa, Dextera Gordona… Muzyka tych solistów naprawdę ożywa, wspomniane fragmenty to naprawdę udane, nie ustępujące niezapomnianym, odnoszącym się do muzyki frazom Cortazara w Grze w klasy, próby rzadkiej już synestezji. Mało kto dziś w Polsce potrafi tak pisać o synkopowanej melodii.

Niemal poetyckie w swej formie charakterystyki stylu gry gigantów jazzu stają się w tej powieści ważniejsze niż to, kto kogo i w jaki sposób pozbawił życia oraz kto to wszystko wykrył, chociaż oczywiście tego rodzaju szczegóły i niespodzianki także czekają w Około północy na licznych fanów pisarstwa Mariusza Czubaja. Ktoś stwierdził, że najnowsza powieść Czubaja to jazzowe grzyby w kryminalnym barszczu. Barszcz jak barszcz, nie można wykluczyć, że Około północy to tylko cienki żurek – ale wspomniane grzyby to z pewnością prawdziwki.

Mariusz Czubaj, Około północy, Warszawa 2019.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Krzysztof Krasuski, Mariusz Czubaj wśród artystów, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 9

Przypisy