07.04.2021

Palmy i jabłonie

Lat minęło już więcej niźli dwa tysiące,

do Jerozolimy wjeżdżał… i w ten dzień radosny

wołały i śpiewały tłumy witające.

I w przyrodzie i w sercach był początek wiosny.

             

Gdyby to było u nas o tej pięknej porze,       

inaczej by wyglądał ten tłum powitalny,       

także inne zapachy byłyby na dworze,

inne w rękach gałązki niźli liście palmy.

 

Ludzie tamtej epoki i tamtej krainy

pod kopyta oślicy, która Pana niosła,

rzucać mogli wszak liście jedynej rośliny –

zielonej, prostej w formie – która wokół rosła.

 

Ale u nas ów symbol życia i przemiany

byłby inny niż liście palmy monotonne.

Na niesfornych gałązkach biało rozsypany,

kwiat jabłoni z płatkami, które chociaż skromne,

u świeżo zakochanych wzruszeń budzą tyle,

a także u samotnych, żyjących nadzieją.

 

Z tych kwiatów się narodzą nie słodkie daktyle,

lecz owoc, do którego oczy mi się śmieją,

o przyjaznych kolorach i z paletą smaków,

którego sam Bóg wybrał. Na drzewie mądrości

nie kokosy wszak rosły, Ewa dała przeto

owo jabłko fatalne – dziwny grzech ludzkości.

 

Na procesjach są palmy, wielka, średnia, mała,

wszystkie strojne, odeszły wszak od pierwowzoru.

Pragniemy drzew kwitnących i jasnych kolorów,

po prostej, smutnej palmie nazwa pozostała.

 

Tak przy okazji Święta, co ma znaczeń tyle,

o wyższości jabłoni dumnie opowiadam,

w kościele obok palmy głowę kornie chylę,

ale w domu z rozkoszą grzeszne jabłko zjadam.

 

15 IV 2017

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Krzysztof Saturnin Schreyer, Palmy i jabłonie, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły