01.08.2019

Papierowe ptaki

Krystyna Mazur, poetka ze Szczecinka, po trzech latach milczenia wydała nowy zbiór wierszy, przyciąganie nieziemskie. Jakże inny jest on od poprzedniego Poematu kresowego, w którym próbowała zmierzyć się z wołyńską traumą. Wcześniejszy zbiór był dość ciekawie komentowany, nie tylko ze względu na walory literackie. Ileż to razy w historii literatury niezłe książki trafiały w pustkę. Poemat kresowy był jednak książką „na czasie”, ponieważ na łamach wielu pism toczyły się i toczą się dyskusje o relacjach polsko-ukraińskich.

Przed lekturą najnowszej książki poetyckiej Mazur warto dokładnie obejrzeć ten tom, ponieważ jego mocną stroną jest szata graficzna. Bardzo piękne są zamieszczone w środku grafiki autorstwa Doroty Mazur, córki poetki. Tworzą one intrygujący klimat, efektownie korespondujący z zawartymi w zbiorze wierszami. Motywem przewodnim tych grafik jest żuraw – uniwersalny symbol szczęścia i długowieczności. A że jest on papierowy, wskazuje na technikę origami, czyli sztukę szczególnie rozpowszechnioną w Japonii.

Niezwykłe ilustracje córki autorki doprowadziły mnie do książki Władysława Kopalińskiego Słownik symboli, której ostatnim bohaterem jest właśnie żuraw. Ptak ten, jak czytamy u Kopalińskiego, symbolizuje wzniosłość, nieśmiertelność, szczęście, podróż, wędrówkę, taniec, wiosnę, poranek, deszcz, wyrocznię, wróżbę; w chrześcijaństwie zaś religijność, lojalność, życie klasztorne i uczciwość. Wspomniane artystyczne ryciny pełnią też funkcję informacyjną: od nich zaczyna się każdy nowy cykl wierszy. Opatrzone są poetyckimi komentarzami, bardzo esencjalnymi, jak choćby: „pospadały z nieba / kamienie. / zbieram gwiazdy” albo: „zanim upiekę chleb, / sprzątam dom. / to nie przypadek”.

Żurawie występują często jako bohaterowie bajek, choć w tomie Mazur bajki akurat się kończą. Autorka prezentuje na przykład trzy wiersze poświęcone rodzinie Beksińskich: pieśń ojca pamięci Stanisława, pieśń abstrakcyjna pamięci Zdzisława i pieśń syna pamięci Tomasza. To sugestywne utwory o dramacie rodziny, której różni artyści w ostatnim czasie poświęcili sporo uwagi. Czytając wiersze poetki ze Szczecinka, widzę przykutego do łóżka Stanisława zmagającego się z myślami samobójczymi wnuka, i najbardziej z nich znanego, malarza Zdzisława. W wierszu o tym ostatnim Krystyna Mazur zręcznie sytuuje podmiot liryczny, który na bieżąco notuje informacje dotyczące menu, temperatury powietrza, wizyty u dentysty, śmierci sąsiada-alkoholika. To wszystko jest konkretne, nieabstrakcyjne; namacalna jest również zbliżająca się szybkimi krokami śmierć:

harcerska finka. osiem na dwadzieścia trafień w serce.
przewracam się z krzesłem.
morderca – małolat znany mi od przedszkolaka –
zbiera z podłogi, szafy, butów, moją krew.

Każda śmierć jest bolesna, ale bezsensowna śmierć zawsze boli podwójnie. Oto jeden z najbardziej uzdolnionych i rozpoznawalnych artystów polskich drugiej połowy XX wieku umiera zadźgany nożem przez „małolata”.

Mistrzowskie jest też zestawienie tej śmierci ze śmiercią sąsiada-alkoholika. Trochę tak, jak w słynnym zdaniu zapisanym przed wiekami przez Marka Aureliusza w Rozmyślaniach: „Aleksander Macedoński i jego poganiacz mułów po śmierci ten sam los osiągnęli. Zaiste bowiem wchłonięci zostali w tę samą myśl twórczą wszechświata albo rozproszyli się w równy sposób w atomy”. Ale Mazur idzie dalej, bo koniec tego wiersza jest w istocie jeszcze bardziej przerażający. Poetka nie epatuje przemocą, a tylko opisuje:

mieszkanie – sprzedane, cola z lodówki – wypita,
ubrania – rozdane, obrazy – w muzeum,
sprawy – zamknięte, konto – zlikwidowane,
media odcięte – umowy rozwiązane.

Nie padają tu żadne wielkie słowa – śmierć oznacza, że trzeba formalnie zamknąć sprawę, tak jak zamyka się wieko trumny. Poetce ze Szczecinka udaje się osiągnąć zamierzony efekt. Kruchość życia jest faktem, wystarczy zła intencja jednego nastolatka. Trzeba teraz pozałatwiać wszystkie sprawy świadczące o istnieniu jednostki, sprzedać, rozwiązać, zlikwidować. Te proste zdania, bardzo esencjonalne, w sposób jednoznaczny zamykają sprawę. Być może przed zmarłym otwiera się nowy horyzont, ale ziemski bezpowrotnie się kończy.

Interesujący jest też kolejny wiersz poświęcony pamięci Franza Kafki (pieśń domykająca), który może być odebrany jako poetycka próba zmierzenia się z klasycznym opowiadaniem praskiego autora Przemiana. Główny bohater historii opowiedzianej przez Kafkę, Gregor Samsa, pewnego ranka stwierdza, że przeistoczył się w robaka. Wiersz Mazur jest metafizyczny. Podmiot liryczny wyznaje wiarę, niegroźne mu są insekty. Poezja jest przede wszystkim szeptem ludzi wyzwolonych z lęku przed śmiercią; o sprawach ostatecznych często mówią po cichu i w sposób intymny, tak jak w pieśni domykającej: „wchodzę / w nowy cykl / spokojnie”.

Pierwsze utwory z omawianej książki poetyckiej są istotne, gdyż dalej następuje rozwinięcie zawartych w niej tematów. Oto człowiek jest istotą fizyczną, codziennie zmaga się z dolegliwościami, przede wszystkim z bólem. Trochę jak w znanym powiedzeniu, w którym namacalne odczuwanie bólu jest przede wszystkim oznaką życia. w wierszu (nie)śmiertelna zabawa powraca temat eschatologiczny, wiemy, że ktoś bliski zmarł:

odeszła na czas wyrastania chleba
bez bólu odeszła, gdy ubierałam się
w drogę do domu.

Wiersz ten został opatrzony buddyjską sentencją: „kim jestem, gdy nikim nie jestem”. Zainteresowanie się Mazur innymi kulturami widać zresztą nie tylko w tym tekście. Poetka zdaje się zwracać uwagę na powinowactwo poezji i filozofii zen, na konieczność wybicia umysłu człowieka z logicznych kolein, w których się znalazł. Nie ma nic bardziej szkodliwego niż schematyzm, który prędzej czy później zaprowadzi człowieka na manowce.

W pamięci czytelnika pozostaje głęboko także początek wiersza genesis logos – czyli rzecz o tworzeniu:

nie tylko rzeki ścięte przez mróz lodowacieją.
próbuję się przebić. przez pęknięcia widzę
mętne oczy topielca.

To nie jest utwór o śmierci, ale o krętych ścieżkach tworzenia, o tym, że autor często nie wie, jaką drogą pójdzie. Mazur idzie tutaj drogą Zbigniewa Herberta, który w słynnym wierszu o Barabaszu dawał swojemu bohaterowi wolność: Barabasz mógł skręcić w lewo, w prawo, pójść przed siebie, a nawet zakręcić się wokół własnej osi. Autor nie wie, dokąd zaprowadzi go wiersz, ale tak to już jest, że dobry autor pozwala się prowadzić. w najnowszym tomie poetki intuicja ta zresztą harmonijnie współgra z omawianym wcześniej motywem żurawia, symbolizującym przecież podróż i wędrówkę.

Mazur nie stroni od zwykłych, codziennych rytuałów, prozy życia, która – jak wiadomo – pełna jest poetyckości. Jest tak choćby w wierszu nagłaśniam: „sąsiadka nade mną bije / mięso na niedzielę”. Ale za chwilę hałasy się zleją, a podmiot liryczny powie: „pode mną krzyk dziecka: / tato! nie! tato!”.

Świat, o którym pisze Mazur, jest pełen cierpienia. Gdzie zatem szukać ukojenia? w kościele? Raczej nie: „ja” liryczne wyzna, że „więcej jest modlitwy w dobrym wierszu niż w odklepanym pacierzu”. w poezji zawiera się prawdziwa duchowość człowieka, to ona wytrąca nas z banału codzienności; to w wierszach tworzy się nić, która łączy autora z Bogiem – mówi o tym choćby w drodze – w wierszu, który kończy się następująco: „nie patrząc kościołom / lecz Bogu w oczy”.

Mazur interesuje się psychologią, snami (prognoza), medycyną (przewrotny dzień), jogą (liturgia cienia), muzyką jazzową (przejście). Siła jej poezji bierze się z różnorodności. Poetka jest też spostrzegawcza, z wrodzoną sobie łatwością dostrzega całą mozaikę barw. Cenne jest też jej skupienie – pisze ona tak, aby niczego ważnego nie przeoczyć. Jak w palecie dojrzałego malarza, który nie boi się tematu jesieni i dostrzega w niej więcej kolorów i odcieni niż młodzik, nawet jeśli ten drugi posiada lepszy wzrok.

We współczesnym świecie coraz trudniej odnaleźć sens. Ucieczka w poezję jest na pewno poszukiwaniem czegoś w rodzaju niezwykłego stanu skupienia, który można osiągnąć na przykład w modlitwie. Bo to, co w istocie proponuje nam Mazur, jest też rodzajem poezji konfesyjnej, w której człowiek, targany dramatem codzienności i przewidywalności, w świecie poezji próbuje odnaleźć więź duchową z Innym. I nie chodzi tylko o relację z Bogiem, bo przecież poprzez wiersze wchodzimy przede wszystkim w dialog z drugim człowiekiem. Poezja pozwala realizować marzenia, odbywać podróż w głąb samego siebie, prowadzi do refleksji. Bywa, że podsuwa znaczące pytania: „człowieku współczesny, dokąd tak pędzisz, po co tak pędzisz?”. W wierszach Krystyny Mazur wyraźna jest troska o obecną kondycję człowieka, który zdaje się podejmować niewłaściwe wybory. Papierowe dublety ptaków, wytwory kultury mogą zatem symbolizować wiersze, a nawet całe książki, dzięki którym człowiekowi udaje się oderwać od przyziemności, przezwyciężyć siebie w swojej wydawałoby się zamkniętej formie.

Poetka umiejętnie balansuje pomiędzy dojrzałością a młodością, życiem i śmiercią, sacrum i profanum. Jej poezja jest pełna metafor i zaskakujących puent, trochę ironiczna, miejscami bolesna, ale też konsekwentna. W ostatnim wierszu (przejście czasu) Mazur udało się zawrzeć to, co w jej tomie najbardziej istotne:

czasu nie wstrzymam w deszczowe lato.
będę prostować skręcone włosy
do jesieni, która mocniej poruszy skrzydłami
żurawi odlatujących tam, gdzie robią origami
na szczęście”.

Cytat ten można potraktować jako zgrabne podsumowanie.

Krystyna Mazur, przyciąganie nieziemskie, Szczecinek: SAPIK, 2018.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Bartłomiej Siwiec, Papierowe ptaki, Nowy Napis, 2019

Przypisy