20.07.2021
U pani Cotton
Siedzieliśmy naprzeciw siebie w lekkich oparach moczu
Ona okrągła i krótka jak Sancho Pansa
Ja chudy, wysoki – Don Kichote na rowerze
Ona rozbawiona swoimi perwersyjnymi opowieściami
Ja smutny – potakiwałem, dziwiłem się
Wydobyłem spod jej małej stopy ołowiany krzyżyk
Przygniatany przez nieświadome tego dwieście pięćdziesiąt funtów
Przez siatkowe drzwi widziałem jej zasępioną twarz nad górą wyśmienitego jadła
Księżyc czochrał się o grzbiety Gór Olimpijskich
Autobus zasyczał i uniósł mnie do Greenwood
Gdzie czekała zupa rybna i chleb z żurawiną
Seattle, 19 kwietnia 1998
Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Tadeusz Dziewanowski, U pani Cotton, Czytelnia, nowynapis.eu, 2021