Woalka kas
Biedni bogaci – dziś nikt ich nie ceni.
Nawet oni sami zazdroszczą sobie
swojego bogactwa. Może dlatego
lubię bogatych – są bliżej krwiobiegu
spraw, świat znają lepiej, ich kobiety pachną
drzewem sandałowym, wanilią. Jedzą sushi,
piją koktajle witamin, żeby się przecisnąć
przez igielne ucho. Z trudem dają radę,
jak mnożyć talenty.
Lubię ich gest nieco wymuszony, kiedy dają kasę:
na piłkarskie kluby, muzykę baroku,
szpitale, festiwale młodych literatów,
na witraże w wysokich oknach nowego kościoła.
Sto baniek za Picassa – sztuka też zbiera na tacę.
Jeżeli biedni są lepsi, czemu chcą wyjść z biedy?
Z małego domku przez strych po drabinie
na dach, gdzie skrzypek marzy,
śpiewa na skoczną nutę pochwałę bogactwa.
Wszyscy śledzimy kursy spadających gwiazd,
wypatrujemy kumulacji w kosmicznej loterii.

