Pan Credo rysuje miasto
Pan Credo zastanawia się nad swoją genealogią.
Czasem dosiada konia Pascala
wierzgającego kopytami zwątpienia i wiary,
ale otchłań go nie pociąga.
Kiedyś mu się przyśniło,
że jest późnym wnukiem Pana Cogito.
Sen jak sen, ale Pana Credo nawiedzają myśli,
z którymi nie wie, co robić.
Jest dumny ze swego słowiańskiego narzecza,
ale gdy rodacy wzniosłe słowa
cnota i ojczyzna zamieniają na maczugi,
żałuje, że wypowiadał je z zapałem.
Pan Credo rysuje Miasto,
w którym bywał i doznał zachwytu.
Nie wstydzi się przyznać, że tak było.
Place z fontannami, kopuły
posągi starożytnych bóstw,
aniołów, świętych,
kolumny i schody.
Jak demiurg dorzuca pinie i cedry,
aby przy jasności był cień.
Najchętniej rysuje mosty.
Lubi ruch i zatrzymanie na chwilę.
Pałace odbijają się w wodzie,
a rzeka porywa chmury i płynie.
Przenosi synagogę bliżej świętego Piotra.
Dziwi się, jak mogli zapomnieć,
skąd apostoł przybył na świadectwo ludom.
Pan Credo rysuje okno
i białą dłoń niewidzialnej mocy,
wdzięczny, że papież Wojtyła
zetknął jego pokolenie
z bólem i nadzieją całego świata.
Tekst został pozyskany w ramach programu Tarcza dla Literata.