13.01.2022

Nowy Napis Co Tydzień #134 / Podróż do Stuttgartu

Dla moich stuttgarckich Przyjaciół

1.
Berlin zostaje za mną. W rozpędzonym pociągu
coraz bardziej niecierpliwie liczę godziny.
Liczę miasta. Znajome nazwy. Czekam i w końcu
mówię do siebie: patrz, kraina Hölderlina
tutaj się zaczyna!

 

2.
W oknie pociągu
        błysk

 

    powietrza?

 

Z tego czy z tamtego świata?

 

     W oknie

 

3.
Dworzec w Mannheim. Patrzę na to miasto, w którym
spędziłem kiedyś dwa miesiące. Mieszają się
nazwiska, miejsca, kolejność wydarzeń. Czy powrócą
jeszcze gdzieś, kiedyś? Czy to, co jest, znów będzie –
i to, co było nadejdzie? Przyjdzie na pewno –
mówi ciemność żegnającego mnie miasta, w którym
spędziłem dwa miesiące, gdy kończyło się lato
i oddech szeroki młodości opadał na ziemię.

 

4.
Między przyjaciółmi
       już teraz

                                                                       

      i na zawsze

 

5.
Wieczór poezji w Buchcafé. Kawa, książki
i muzyka sfer. Poezja: dotykanie granic,
wycieczki poza miasto. Wiersze: za nimi
autorzy, schowani wstydliwie, wyzierają
jak krety ze świeżo usypanego kopca.
A więc najpierw śmierć, potem makaron
we włoskiej restauracji. Puste ulice po północy.
I wiatr, wiatr, wiatr. Z Bordeaux? Z Nürtingen?
Czy w ogóle z tego świata?

 

6.
W sali przy Theresienkirche rosyjscy muzycy

ożywiają drżące ściany powietrza. Wesoła harmonia
i pełna tęsknoty bałałajka: nieusuwalne sprzeczności
tego świata. Fale Wołgi mieszają się z wodami Renu.
Ich szum powoli przechodzi w wieczność: łączą się
brzegi mostu. Sprzeczności! Rosyjska duszo, na której
dnie okruch diamentu, kropelka wódki!
Blask poprzedniego dnia wpada przez niewidzialne
okno. Serca stają się na powrót młode, lecz kurczy się
ciało, wysycha. Zima wchodzi podstępnie
niczym chytra lisica.

 

7.
Plantacje winogron na wzgórzach w Esslingen.
Wiatr wchodzi powoli w wysuszone skały.
Stoimy na polnej drodze: za plecami miasto,
przed nami kopuła ciężkich chmur. A w środku?
Dźwięk, który rośnie, nabiera formy i staje się
słowem. Jest w nas, co było na początku.
Będzie w nas, co nie stało się przypadkiem.
Nie przypadkiem spotkanie na dworcu,
spotkanie w pociągu. W Esslingen przyjaciele
podają sobie dłonie. Na powitanie. Na pożegnanie.
Na powitanie. Kto by pomyślał? Nad Neckarem.
W cieniu średniowiecznych domów. We wnętrzach
gotyckich kościołów, gdzie krople czasu jak rosa    
spływają po witrażach.
Żegnajcie. Witajcie. Raz jeszcze.                                         

 

8.
Piszę do późna w nocy. Ostatnie godziny
w Stuttgarcie. Słuchaliśmy muzyki pulsarów,
planet, słońc. Teraz noc komponuje symfonię
ciszy. Coraz wyraźniej brzmi jej om. W szczelinie
pomiędzy nocami wschodzi słońce. Wypala
dokładnie środek sylaby i cofa się za chmury.

 

9.
Jeśli już w końcu nic
noc zabierz ze sobą.

 

10.
Kolejka leniwie toczy się od Pforzheimer Straße.
Za oknem jeszcze ciemno. Budzi się dopiero
miasto na wzgórzach. Ma jeszcze noc
pod powiekami. Wcale nie śni o Schillerze
ani Hölderlinie. Wcale nie śni, to sen je śni
po drugiej stronie słów…tam, gdzie
rozumiemy się najlepiej. Ty. Ja. On.

 

11.
Na jakimkolwiek miejscu byś nie był,
zawsze będziesz u siebie. W swojej wieży.
W miejscu, którego nie będzie, albo które
jest przez chwilę – jak Stuttgart w cieniu drzew,
w dzień pożegnania. Nie mów. Za ciebie
mówi nic. Lekki sen, gdy pociąg opuszcza Badenię.
Na zawsze zostaniesz zapisany w tej chwili –
błysk światła na światłoczułym filmie.

 

12.
Neckar dotyka leniwie brzegów:
świąteczny obrus, po którym
przepływają statki. Patrzę w jego taflę.
Może ujrzę twarz Ingeborg, Egberta
i jego żony. Günthera, Irmeli, Romy, Astrid.
Wandy, Małgorzaty, Witka, Usch, Rainera…
W końcu widzę swoją twarz – w ich twarzach.
Jak dobrze być sobą, będąc nimi.
(Rozwiąż ten koan, a będziesz szczęśliwy).

 

13.
Berlin Ost. Jak zawsze tutaj się miesza
Wschód z Zachodem. Rosyjskie specjalności
i kölsch, kebab i bratwurst. Odpada plastik
z budek. Tanie jedzenie i sny o bogactwie.
Zmierzch nasuwa się niespodzianie.
Berlińskie ulice jak ciężka maszyna: gra,
huczy, produkuje. Będę o niej śnił następnej nocy.

 

14.
Saba Nigiri
na dworcu w Berlinie

 

świat w róg dmie
na zimy dwie

 

schowaj się więc
w skorupy ciepły sen

 

Saba Nigiri
na lepszy dzień

 

15.
Gdzież spotykają się poeci,
jeśli nie w pociągach,
w drodze z, w drodze do?

 

Po prostu pomiędzy,
w jednym ze światów,
w którymś z wierszy.

 

Gdzie poeci? Gdzie wiersze?
W pociągu. W przechowalni.
Na peronie. W dworcowym barze.

 

Usiądź spokojnie. Pociąg
na pewno przyjedzie.
Po ciebie.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Jerzy Łukasz Kaczmarek, Podróż do Stuttgartu, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2022, nr 134

Przypisy

    Powiązane artykuły