19.09.2019

Nowy Napis Co Tydzień #015 / Poetyckie debiuty dekady

Troska o całość świata

Zastanawiając się nad tym, co definiuje ważność najlepszych debiutów ostatniej dekady, co sprawia, że jedne z nich zyskują legitymizację historycznoliteracką i goszczą na łamach opiniotwórczych mediów i podręczników do literatury, odpowiadam zupełnie szczerze, że to nie językowa innowacja, ale artykulacja troski o wspólny świat. Choć jedno zwykle idzie w parze z drugim i oddala nas od zaskorupiałych konserwatywnych modeli formalno-ideowych.

Wśród bardzo różnych debiutów ostatniej dekady mogłabym wskazać wiele takich, które mnie poruszyły i zmieniły moje spojrzenie na literaturę. Są wśród nich i takie, które przekierowały moją uwagę w zupełnie inne rejony i strony. To książki, o których niektórzy mogliby powiedzieć, że są za mało radykalne, za mało ekspresyjne i zbyt proste w obsłudze. Ja jednak stanowczo powiem, że ta prostota buduje wielokierunkową relację ze światem, która jest możliwa tylko dzięki wypracowanych w tych poetykach: minimalistycznej etyce i poetyckiemu realizmowi. Mowa tutaj o dwóch książkach wydanych w 2014 roku: Nauce o ptakach Michała Książka oraz Atomach Urszuli Zajączkowskiej, nominowanych do Silesiusa, pierwsza z nich została natomiast jego laureatką. Obydwie książki czytam jako głos w sprawie budowania wspólnoty, która wykracza poza rodzinne więzy pokrewieństwa, wspólną historię narodu, a nawet terytorialne umiejscowienie. Zarówno książka Zajączkowskiej, jak i tom Książka opowiadają o możliwościach wspólnego bycia i odpowiedzialności za siebie nawzajem, a ich autorzy wyraźnie przeciwstawiają się przedmiotowemu wykorzystywaniu wszystkich podporządkowanych innych, czyli tych, którzy lokowani są zawsze na najniższych szczeblach drabin – bytów, gatunków czy klas.

Nauka o ptakach składa się z trzech części. Pierwsza, tytułowa, poświęcona jest wspólnym „skrzydłom, dłoniom, obawom i radościom” koegzystującym w mikroświecie stworzeń. Druga mieści zaledwie jeden, za to niezwykle przejmujący wiersz Podpalanie drzwi, komentujący niedawne białostockie ataki na małżeństwa mieszane. Ostatnia, Chodzenie po wschodzie, stanowi intymną kartografię podróży, w której poeta powraca do Jakucji – krainy, której poświęcił poprzednią, wydaną w 2013 roku książkę Jakuck. Słownik miejsca. W roku 2017 autor wydał drugi tom poetycki Północny wschód.

Atomy również mieszczą wiersze traktujące o relacji człowieka z przyrodą, refleksje będące wynikiem niespiesznych obserwacji, w których autorka jednocześnie rekonstruuje wielkie mitologie, odsyłając do licznych tekstów kultury, i poddaje delikatnej krytyce dominujące narracje o błogosławieństwie postępu cywilizacyjnego i potrzebie modernizacji. Miesza tradycyjne narracje humanistyczne, przeplatając je botanicznymi wnioskami badawczymi, i na tym tle prezentuje brakujące elementy całego ekosystemu. W 2017 roku autorka wydała drugi tom minimum, za który otrzymała Nagrodę im. Kościelskich.

Ważnym kontekstem dla tych książek są narracje prowadzone nie tylko w świecie akademii, ale także w świecie zaawansowanego rozwoju technologii i gospodarki, a także w narodowych i ponadnarodowych instytucjach politycznych. Są to pola, w ramach których poszukuje się nowych sposobów rozumienia epoki człowieka i definiuje etykę zrównoważonego rozwoju. Antropocen – jako oficjalna i legitymizowana przez różne instytucje nazwa nowej epoki geologicznej – wyraźnie wskazuje działalność człowieka jako przyczynę sukcesywnego rozkładu naszego świata – gwałtownej urbanizacji, zanieczyszczenia środowiska i wyczerpywania paliw stałych. Najważniejsza lekcja, jaką dają nam te książki, nie jest – jak może się od razu wydawać – prostą krytyką postawy zaślepienia i ludzkiego materializmu opartego na wyzysku natury. Pierwsza lekcja z tego cyklu, której udziela nam zwłaszcza Zajączkowska – na co dzień pracująca w Samodzielnym Zakładzie Botaniki Leśnej na SGGW w Warszawie, gdzie bada anatomię, biomechanikę, aerodynamikę i ruchy roślin – mówi o tym, że natura nie jest odrębnym, organicznym i niezapośredniczonym w kulturze światem. Natura funkcjonuje jako topostrópos, miejsce wspólne i konglomerat figur, opowieści i obrazów, przestrzeń współistnienia organizmów i mitów. Zamieszkiwanie tak pojętej natury nie jest wyborem, ale kompleksowym dziedzictwem genetycznym i kulturowym. Dlatego musimy sobie zdawać sprawę, że nie chodzi o to, żeby zbyt łatwo przeciwstawiać kultury naturze, pożar Notre Dame wycince Puszczy Białowieskiej, a humanistykę aktywizmowi. Trzeba raczej zastanowić się, przez jakie ramy patrzymy, które szkoły i fabryki wiedzy ukształtowały nasze pojmowanie tych formacji, symboli i miejsc. Jak pięknie ujmuje to Książek: „Toteż niezupełnie wiadomo, / czy ornitologia bada ptaki, / czy raczej zajmuje się śmiercią” (Błotniak stawowy (Circus aeruginosus)).Oznacza to, że również my sami tworzymy tę opowieść i to my również ponosimy odpowiedzialność za kształt wspólnego świata.

Atomy, organizmy, światy

Gdybym więc miała wypracować całościową formułę, dzięki której łatwo byłoby rozpracować opisywane tomy, to nie byłaby to wcale poetyka detalu – jak w przypadku szczegółowego opisywania świata przez Zajączkowską, ani też poetyka intymności rodzinnego i pozamiejskiego świata – jak u Książka. Byłaby to formuła kreowania poetyckiego świata wzdłuż ponadgatunkowych i ponadhistorycznych relacji empatii i troski. Taka strategia przedstawieniowa i lekturowa uwydatnia przede wszystkim to, co łączy, a nie to, co dzieli poezję od świata, ludzi od zwierząt i uczucia od rozumu. Nie dajcie się więc zwieść, że obserwacja ślimaka czy odróżnianie jaskółek miejscowych od przelotnych to działania prywatne, pozbawione głębszego niż pojedynczy i własny sensu. Niespieszne relacje z tych obserwacji stanowią też rodzaj technik oporu wobec rozpędzonego świata przychodu, kosztu i zysku, w którym nie ma czasu na bezcelowe zastyganie i nieobliczoną na pomnażanie kapitału ochronę nierozumiejących naszych potrzeb sąsiadów. Ani Książek, ani Zajączkowska nie udają, że uda im się przedstawić nieantropocentryczny świat, w którym człowiek nie stoi w jego centrum, i wypracować nowe formy przedstawieniowe z perspektywy zwierzęcia, którym przecież nie są. Ba, nawet rzutują człowiecze formy organizacji przestrzeni na świat zwierzęcy: „Mieszkam w ich terytorium lęgowym, / na skraju rewirów łowieckich, / czyli jakby w kuchni”. (Książek, Ptaki); na świat, który jest osobny, bo nawet ślimak „triumfuje i patrzy pytająco o ciąg dalszy. / Zamykam go więc / w pudełku ciemnym / by pić wino i grać na flecie” (Zajączkowska, re-ewolucja). Oboje uświadamiają nam więc nieuzgadnialność perspektyw ludzkich i nie-ludzkich, ale jednocześnie przypominają, że jesteśmy częścią tego samego wielkiego ekosystemu i jesteśmy na siebie skazani:

Mijamy się codziennie w ogrodzie. Wymieniamy spojrzenia.
Takie prawie „dzień dobry”.
Albo: „Zdrowo się chowają?”. „Całkiem, całkiem. Dziękuję”.

Nasze skrzydła, dłonie, obawy, radości.
Zmysły, ruchy, zdziwienia, głosy.
Nasze zmęczenie.
Wypełniają świat po krawędzie płotu.

(Książek, Ptaki)

Jeżeli więc czegoś się chcemy z tej poezji nauczyć, to lekcja będzie gorzka, bo „Dwieście tysięcy lat człowieka na ziemi pokazuje, / że krew stosunkowo często się z niego / wydostaje” (Zajączkowska, dziedzictwo). Historia naszych wojen nie świadczy wcale o sukcesach wielkich konkwistadorów podbijających coraz to nowe terytoria, wręcz przeciwnie – jest wyrazem przemocy, której początku można upatrywać w ludzkiej małości.

Sąsiedzi

Książek i Zajączkowska z pewnością snują wizję świata wolnego od szowinizmu gatunkowego, świata poszanowania wzajemnej różności i budowania ponadgatunkowej wspólnoty, w której ludzie i zwierzęta nawzajem się wspierają i rozpoznają swoje potrzeby. Interwencja ta dotyczy również nierówności i przemocy występujących wewnątrz ludzkiej wspólnoty, czego wyrazem są przejmujące wiersze traktujące o eksterminacji ludności żydowskiej wojennej Warszawy i podpaleniu mieszkania polsko-pakistańskiej rodziny w Białymstoku:

Mam nowe sandały
mam zajebiste sandały
a pod nimi czytam -
Tu
był
mur
getta.
Czekam tak jak wszyscy
na skrzyżowaniu dróg
wykarmione skrzepami topole
łamią się
jazgot i huk bije miastem
ale cicho
w ziemi cicho

(Zajączkowska, Warszawa – Wola)

Takim jak my w Białymstoku podpalają drzwi.
Nie możemy o tym nie pamiętać,
zostawiając za drzwiami dzieci i chomika.
Dzieci i chomiki są takie łatwopalne.
Podpalacze wiedzą o tym.
I że mało z nich będzie popiołu na dowód.
Nie to, co rodzice, którzy mogą się bronić.
No, chyba że śpią.
Śpiący rodzice też są łatwopalni.
A miasto zachowuje spokój.
I wieś.
Pasterze, owce, nawet psy milczą.
[…]

(Książek, Podpalanie drzwi)

Wspólne w tych wierszach obrazowanie ciszy ziemi oraz spokoju i milczenia miasta i wsi nie jest wyrazem ignorowania, ale milczącej solidarności wykluczonych i pozbawionych głosu. Tak bowiem jak naturalizuje się poddańczość tych, którzy mówić nie potrafią, tak również wartościuje się życie tych, którzy nie mówią językiem większości. Książek i Zajączkowska ocalają i śmierć, i sens podejmowanego wysiłku, uświadamiając nam jednocześnie, że wielką historię można i należy opowiedzieć małymi słowami, szukając „powodu / dla którego miałbym ich wszystkich / nie zapomnieć” (Książek, Klasa I).

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Monika Glosowitz, Poetyckie debiuty dekady, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 15

Przypisy