24.10.2019

Nowy Napis Co Tydzień #020 / Raj

Niczego w nas nie ma, co mogłoby usprawiedliwić istnienie raju. Największą rzeczą, jaką można było dla nas zrobić, jest to, że dano nam sen o raju.

Mówimy o rajskich jabłkach. Nie ma jednak zupełnie pewności, co to był za owoc. Bułgarzy mówią tak na kaki – райска ябълка [rajska jabylka], owoc natywny przecież dla Chin. Serbowie, Chorwaci i Austriacy używają na pomidora określeń – odpowiednio – парадајз, rajčica, Paradeiser (skrócenie od Paradiesapfel). W czeskim pomidora określa się mianem rajče, czyli skróceniem od wcześniejszego rajské jablko, co skutkuje taką zbitką jak lilek rajče, czyli coś w rodzaju «rajskiej psianki» (pomidor należy do tej grupy). Myśl, że rajskim owocem miałby być właśnie pomidor, jest doprawdy śmieszna, ale ten fakt pokazuje, jak ludzie cieszyli się na pomidora. Pomidor to partner ogórka, ma tylko trochę więcej odeń polotu, ale gdzież mu do kuszącego płodu drzewa dobra i zła? Kaki już bardziej pasują – rzadkie, nadal egzotyczne, powabne, soczyste. Ale w samym określeniu „rajskie jabłko”, czy to na kaki, czy na pomidora (a jest ono w każdym z tych wyrażeń, bo i w austriackim Paradiesapfel, i bułgarskim райска ябълка, i w innych pochodnych), kryje się pierwotniejsza intuicja, że jednak było to jabłko. Tak jakby ludom w Europie jabłka od zawsze powszedniały i przenosiły to miano na nowo dostarczane płody zamorskich lądów. A może odrobinę zadziałał, jak go możemy nazwać, efekt kupiecki, to znaczy ponadzachwalanie swojego produktu przez handlowców (tak jak w przypadku deweloperów, których mieszkania są albo pięć minut od centrum, albo w uroczym zaciszu). Któż by nie chciał skosztować rajskiego jabłka?

Antytezą rajskiego jabłka jest ziemniak. W dialekcie południowoniemieckim (Bawaria i Austria) pomidor to Paradiesapfel, a ziemniakowi przypada rola Erdapfel – «jabłka ziemskiego». Obraz Vincenta van Gogha z 1885 roku nazywa się po polsku Jedzący kartofle, co nie jest właściwą nazwą. Imiesłów sugeruje, że tak im się przydarzyło, że malarz przyłapał ich w chwili, kiedy spożywają rzeczone kartofle, a mogli robić cokolwiek innego. Tytuł niderlandzki to De aardappeleters i oddaje tych chłopów istotowo, jako «zjadaczy ziemskich jabłek». Ludzie nigdy nie przestali jednak myśleć, że Raj jest tym, co było, zostało utracone, ale też tym, co będzie, więc warto się przemęczyć. Kartofel jest z natury gorzki i da się to przełamać dopiero po długim gotowaniu. A wtedy pokazuje mnogość form i kulinarnych użyć.

W polskim nie ma rozróżnienia między niebem atmosferycznym a niebem boskim; chyba że wielką literą. Można powiedzieć, że nasza metafizyka jest materialna, zbliżona do naszego bytowania. W wielu religiach raj miesza się z doczesnością: jak inaczej zachęcić do tej idei lud, niż mówić o szczęściu i rozkoszy takich, jakie znają, tylko ciągłych? (umyka kwestia akomodacji, przyzwyczajania do bodźców). Egipcjanie potrzebowali wielu przedmiotów do eschatycznej tranzycji. Archeolodzy są wdzięczni wszystkim obrządkom ładującym do grobów, kurhanów i piramid przedmioty codziennego użytku. Dżanna, raj muzułmański, dosłownie znaczy «ogród». Pije się tam alkohol, który nie upaja, są hurysy (dziewczęta), złoto, perły. Ciekawe, że za nagrodę alkohol uznała religia, która go zakazuje. Nie śpi się, bo to strata czasu (ale czy w wieczności istnieje kategoria straty czasu?). Tak więc polska homonimia ‘nieba’ nie jest żadnym ewenementem – niemczyzna i czeszczyzna też ją mają: Himmelnebe oznaczają obie rzeczy, a z tej strony przyszło do nas chrześcijaństwo. Języki romańskie również mają jedno określenie: pochodne łacińskiego caelum. Angielszczyzna jest wyjątkiem ze swoim podziałem na sky i heaven. To drugie bardzo przypomina haven – «przystań», ale to fałszywi krewni, bo heaven jest powinowate właśnie z niemieckim Himmel i ma inny źródłosłów (być może «pokrycie»). Heavensky wymieniały się w tekstach znaczeniami: heaven mogło znaczyć firmament, a sky boską sferę.

Ta bliskość raju i życia jest stałym tematem. Epikurejczycy szukali życia wolnego od cierpień, nie tak bardzo przyjemności, którą zaprzątnięci byli hedoniści; zdawali się głosić: „Dajcie życie takie, jakie jest, bez cierpień, a to już będzie rajskie”. Podobnie raj to ciągłe szukanie tego dobrego, co znamy, bez przypisanych wad. Słowo ‘raj’ oznaczało niegdyś kraje bez zimy. Stąd rajskie ptaki, czyli takie, które odlatują na zimę. Archanieli na gotyckich tryptykach mają skrzydła niby ogromne ary. Zima i ziemniaki (cóż za podobieństwo) to domena nieraju. Ciągłe lato miało być rajem (skąd w chłodnych krainach miano wiedzieć o malarii i o tym, czym są prawdziwe upały).

Bliskość raju z ziemią – tyle że na odwrót niż zwykle, bo nie podkreślając wysokich elementów świata, tylko poniżając rajską wizję – usiłował przekazać Zbigniew Herbert w wierszu Sprawozdanie z raju.

W raju tydzień pracy trwa trzydzieści godzin
pensje są wyższe ceny stale zniżkują
praca fizyczna nie męczyZ. Herbert, Sprawozdanie z raju z tomu Napis (1969). W wydaniu Wierszy zebranych z 2008 r. pod red. R. Krynickiego wiersz ten bardzo dowcipnie umieszczony został na 333 stronie.[1].

Obecnie życie staje się stopniowo rajskie, zważywszy, że kiedyś tydzień pracy trwał sześćdziesiąt godzin, a dziś zszedł do czterdziestu i jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Zastanawia, po co tam praca fizyczna, ale przecież długie lenistwo wcale nie byłoby słodkie, więc i praca, i kołacz wskazane. „Ustrój społeczny jest trwały, a rządy rozumne”Tamże.[2] – umieszczanie tych zjawisk po stronie raju, nawet tak uziemionego, to dowód na odległość tego postulatu w rzeczywistości światowej i na to, że Herbert w gruncie rzeczy nie wierzył, by takie rządy były realne. W wierszu znajduje się jeszcze zdanie: „naprawdę w raju jest lepiej niż w jakimkolwiek kraju”. Gdybyśmy więc stworzyli spis krajów, gdzie jest najlepiej, to raj znalazłby się na samej górze. Może więc raj istnieje na świecie, a jest nim ten właśnie kraj, w którym akurat jest najlepiej? Dla nas niech to będzie subiektywnie albo określone na podstawie obiektywnych czynników.

Jaromír Nohavica w piosence Kiedy odwalę kitęPiosenka Jaromíra Nohavicy Až to se mnu sekne (pol. Kiedy odwalę kitę), z albumu Divné století z 1996 roku, przeł. R. Putzlacher.[3] śpiewa na temat własnej śmierci:

Jeno nie wiem jaką wybrać markę papierosów
bo jak sądzę nie ma w niebie niepalących osób

I ja jestem w stanie się zgodzić. Pomyślmy tylko: mieć wszystkie przewagi papierosów, fajek, cygar – poetycką otoczkę, tytoniowy smak o posmaku lukrecji, nawyk trzymania czegoś, chrypę, zapoznaństwa na fajce. A przy tym nie da się od tego zemrzeć, nie tutaj; ani mieć tych wszystkich rzeczy z obrazków na paczkach. To właściwie fantazja tego samego pokroju co alkohol bezupojny i figle z dziewicami. Ale też pokaz ograniczoności wyobraźni, która nawet nie chce być zatrudniana do rzeczy, jakie po cichu podejrzewa o czczość.

Te problemy nie są dla chrześcijaństwa zupełnie nowe. Pseudo-Dionizy Areopagita rozpatrywał związek między ludzkimi określeniami a tym, czym Bóg rzeczywiście jest. Mówimy więc o Bogu (niejako w roli Jego imion), że jest dobry, jedyny, miłosierny. Ale o tym, co jest dobre, wiemy stąd, z bytu, bo ktoś był dla nas dobry, Bóg zaś jest ponad bytem. Musimy więc uciec się do teologii negatywnej, czyli zaprzeczyć tym określeniom: powiedzieć na przykład: Bóg nie jest dobry w ludzkim sensie. Tak trzeba, jeśli się sądzi, że Absolut jest czymś absolutnie różnym od świata. Tak poszedł za tym wezwaniem siedemnastowieczny mistyk Anioł Ślązak:

Zatrzymaj się! Cóż znaczy Bóg?
nie duch, nie ciało, nie światło,
nie wiara, nie miłość,
nie mara senna, nie przedmiot,
nie zło i nie dobro,
nie w małym On, nie w licznym,
On nawet nie to, co nazywa się Bogiem.
Nie jest On uczuciem, nie jest myślą,
nie jest dźwiękiem, a tylko tym,
o czym z nas wszystkich nie wie niktAnioł Ślązak, Wybór wierszy, przeł. B. Antochewicz, Wrocław 1992.[4].

Jakież to różne od wizji tych, którzy Boga widzą w żuczku idącym po źdźble. A może właśnie tożsame?

Jest takie powiedzenie, nawołujące do wzmożenia wysiłku, do najwyższego – jak rozumiem – zaangażowania, czy to do hulanki, czy do pracy: „wyśpisz się w grobie”. Nie muszę tedy miarkować sił i planować doczesnego odpoczynku. To powiedzenie głębokie, głębokie jak grób – odsłania wizję eschatologiczną. Mógł być to raj, zgodnie z: „wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie”. Miast tego jest ograniczenie do czterech ścian grobu. Pośmiertna doczesność. Zdaje się, że dotyczy tylko pochówków trumiennych, bo na odpoczywanie w urnie nikt nie da się nabrać. Trzeba przyznać, że istnieją też ludzie o innej eschatologii, którzy żyją jakby zgodnie z zasadą „napracujesz się po śmierci”, więc w tym życiu trzeba odpoczywać, póki czas.

A przy tym sama żmuda przyspiesza grób. Językowo zmęczenie i śmierć były zawsze związane. Jest ‘zmorzyć’ i ‘umierać’ – zemrzeć; jest też ‘umartwiać się’. W mowach południowosłowiańskich zmęczenie to umor. Jest ‘zmęczenie’ i ‘zamęczenie’ – strużka potu czy krwi zdaje się nie czynić różnicy.

Sama żałoba – po śmierci kogoś, kto długo nam towarzyszył lub dopiero miał towarzyszyć, jak również spowodowana rozstaniem w związku – jest porównywalna ze stanem pośmiertnym (gdyby dało się go odczuć). Proste czynności jak jedzenie czy telefonowanie wywołują zdziwienie: „To tak teraz ma to wyglądać?”. Osoba w żałobie potrzebuje czasu, by wrócić do świata żywych.

T. Genow, Kosmos jest ze słów, Instytut Literatury, 2019.

Motto: I. Andrić, Przydrożne znaki. Proza medytacyjna, przeł. A. Dukanović, Warszawa 1986, s. 47.

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Tomasz Genow, Raj, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 20

Przypisy

    Powiązane artykuły