13.08.2021

Imperium

Późną nocą odjechali barbarzyńcy. Niepostrzeżenie.
Stukot kopyt owiniętych szmatami był jak pomruk
Burzy buszującej za horyzontem. Zostały
Gliniane skorupy, swąd wygasłych ognisk,
Kilka dziurawych hełmów. Wywieźli nawet trupy.

Opuścili imperium jakby nim pogardzili. Jakby
Wystarczał im fakt zwycięstwa i zapis w kronice
Kruchy jak amfora. Krajobraz zubożał
O rozdęte końskie chrapy, świst mieczy i arkanów,
Gardłowe wrzaski zdobywców i gwałcicieli,
O gęsty kurz i ścięte głowy młodych drzewek.

Imperium odpoczywa – jakby nieustannie
Budziło się ze snu. Przesuwa niepewną dłonią
Po ledwie zranionym naskórku. Liczy
Ślady miłosnych ukąszeń przejmujące teraz
Słodkim wspomnieniem upragnionego gwałtu.
Ach, dość już było sytej stabilizacji.

Imperium, może kobieta. Dorodna, już prawie przejrzała.
Niby mimowolnym gestem przyzwała kochanka.
Walczyła słabo, krzykiem nie wzywała do broni.
Na wzburzonych łęgach pościeli
Uległa w dumie i dyskrecji.

Teraz spogląda po sobie. Leniwe, białe piersi,
Wypukły, jeszcze gładki brzuch, zbyt obfite uda
Z widoczną w świetle dziennym pajęczą siateczką,
Starannie przystrzyżone włosy łonowe
W modna w tym sezonie fryzurę irokeza –
Nie wolno się zaniedbywać, co by powiedziała
Opinia publiczna.

Jest przedpołudnie. Imperium nasłuchuje:
Może wrócą barbarzyńcy? Nie, to służba hotelowa
Stuka do drzwi. Niebawem skończy się doba.

Sierpień, 2011 r

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Marek Wawrzkiewicz, Imperium, Czytelnia, nowynapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły