11.08.2021

Przechodniu, powiedz

Przez mroczniejący, dębowy las,
Obok potoku, nad który wyskakiwały pstrągi,
Nieśliśmy pochodnie płonące jak kwiaty
Z egzotycznych krajów, gdzie niebo
Nie pochmurnieje. Biegliśmy w stronę rozległej polany
Z pieśnią, która rozpalała krew.

A rankiem wraz z innymi poległem. Nie pamiętam
W imię czego, ale to było wzniosłe. Za króla,
Honor, wiarę, czy coś w tym rodzaju.
Na rozkisłej polanie walały się trupy kwiatów i ziół,
Chrapały zdychające z mozołem konie i w patetycznych gestach
Zastygali moi kompanioni. Patrzyłem na to z wysoka
I myślałem: pięknie jest umrzeć za jakąkolwiek ojczyznę.

Potem poległem jeszcze wiele razy.
Śmierć jest powtarzalna i niemal jednakowa, chociaż
Różni się szczegółami. Umierałem za kilka idei
I przeciw paru ideom. Bóg był zawsze z nami,
Choć w to samo wierzyli nasi wrogowie.
Ginąłem w dżungli i na pustkowiach,
W upale i śniegu, i kiedy rozkwitały
Pęki białych róż, a z oddali słychać było stukot
Młotków i dłut, które wykuwały pomniki
Naszych kolejnych wodzów. Cieszyło mnie ich długie życie.

Idee jak nadpalone rękopisy rozwiewał wiatr,
Ojczyzny marniały, albo zmieniały nienaruszalne granice,
Odradzały się na wiosnę polany, rozkwitały
Następne pokolenia kwiatów, kruszały
Końskie czaszki i piszczele przyjaciół. Życie
Jest wieczne, a moja monotonna śmierć
Decyduje tylko o bujności ziół. Dlatego
Jest niezbędna.

Przechodniu, jeśli przystaniesz nad mogiła
Któregokolwiek nieznanego rycerza,
Powiedz Sparcie, albo jakiemuś innemu krajowi,
Że wszystko to gówno warte.

Mówię ci to ja, ten, który widział zgliszcza domów
I kontynentów, za którego śpiesznie odmówiono modlitwy,
Którego pośmiertnie nagrodzono.
Opłakiwałem żyjących, dbałem o powoje
Oplatające świeże ruiny. Pokolenia optymistów
Budowały nowe domy, zapładniały w nich
Swoje kobiety i przychodzili na świat moi bracia,
Nieznani żołnierze, bohaterowie nowych,
Tych samych czasów. Trzepot flag na przyjaznym wietrze
Zwiastował, że niebawem ktoś pięknie zginie
W straceńczej szarży albo w zastrzelonym samolocie.

Po to się rodzimy. Z głębokości popiołów
Mówię to wam ja, wielokrotnie pogrzebany
I po wielokroć spokojny. Jeden z terakotowej armii
Wszystkich epok. Zapamiętany tylko
Z nieznanego imienia i tym podobny
Do wszystkich, tylko raz żyjących

Niczym się nie różnimy. Ale ja
Przynajmniej o tym wiem.

Styczeń – luty 2005 r

Tekst został zakupiony w ramach programu Tarcza dla Literatów. 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Marek Wawrzkiewicz, Przechodniu, powiedz, Czytelnia, nowynapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły