10.06.2021

Inna jesień

Wreszcie postanowiłem zobaczyć,
jak wyglądają wyspy szczęśliwe.
Kiedy zacząłem je smakować,
okazało się, że wrażliwość
nie jest dziś w cenie
na poetyckiej giełdzie.

Najlepsze wiersze wypłukują
z kamiennych płyt
kwaśne deszcze nienasyconej niezgody,
która bez jednego słowa
odchodzi  doprowadza
do szaleństwa biednego Apollina,
bo kruk już nie jest ani biały,
ani czarny.

Przez nagie otchłanie
błędnych ogni,
niewyspane tęsknoty
spijają z czarnych liści
porozwieszane promienie zorzy.
Norwidowe miłowanie
gdzie okruch chleba, jak opłatek
jest dzisiaj mniej ważne,
niż niepewność, która nie pozwala
podać ręki obcemu człowiekowi
i wyrzuca go na bruk,
bez jednego słowa.

Ci, którzy nas kochali,
tracą zmysł równowagi
i sprzedają nas
za resztę z trzydziestu srebrników.

Boję się umierać,
bo nie wiem, czy ziemia, po której chodzę,
jest jeszcze moja
i tylko z przekładów dowiaduję się, że
poetom cmentarne bramy,
co truchleją na słocie,
wyszarpnąwszy wprzódy
lejce złego konia...


...i znowu
nie jest istotne,
że ten wiersz
nie poderwie z gruzów źdźbła oziminy,
nie wskrzesi spróchniałego kościotrupa,
ani szmacianych kukieł,
którymi bawiliśmy się
w dzieciństwie.

Nagle chciałoby się wykrzyczeć:
– Zaczekaj, świecie pastelowych promieni!...

Ale dookoła smutek
pachnie naparem jesiennych pomruków...
Henri Michaux twierdził,
że poezja jest podarunkiem natury...
ja przestaję w to wierzyć.
 

Tekst został zakupiony w ramach programu Tarcza dla Literatów.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Andrzej Dębkowski, Inna jesień, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły