13.08.2021

Kraków

Wojtkowi Kawińskiemu

Dogasa, już dogasa pragnienie podróży.
Po co gdzieś tam jechać jeszcze raz,
Kłaść się do łóżka w jeszcze jednym hotelu?
Po co oglądać inne twarze, inne krajobrazy
I natychmiast o nich zapominać?
No, chyba żeby to była pustynia Gobi,
Ona sama sobie wystarcza.

A Kraków – cóż? Złotowłosa kelnerka
Płynąca przez piwny ogródek wtedy,
Kiedy na Rynek spada przedwieczorny hejnał,
Tupot koni zaprzężonych do lakierowanych karet,
Podpity Angol ze złamanym nosem
I oni, zachwycający się swoim miastem
Przeważnie na użytek przyjezdnych

Skąd się tu wziął ten wileński,
Ten warszawski pochmurny Adam,
Skoro ani chciał, ani musiał?
Skąd – szanując proporcje – ja się tu wziąłem?
Warszawskie piwo tak samo smakuje,
Tyle, że jest trochę tańsze.
Więc po co, skąd i dlaczego? Nie wiem.

Pewnie to jest tak jak z wódką.
Nie lubię jej, mogę bez niej żyć,
Ale jest przyjemnie, kiedy do mnie wpadnie.

Wrzesień, 2009

Tekst został zakupiony w ramach programu Tarcza dla Literatów. 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Marek Wawrzkiewicz, Kraków, Czytelnia, nowynapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły