22.10.2019

Miłość w czasach wojny

Miłość w czasach wojny

Poprosił, abym przychodził do niego chociażby raz w tygodniu. Już był za stary, aby samemu pisać każdy z tekstów.

– Dobrze, lecz nie wiem, czy będę potrafił zapisać wszystko tak, jak pan to sobie wyobraża.

– Podoba mi się twój styl, młodzieńcze. Muszę coś napisać i szukam kogoś, kto będzie spisywał moje myśli. Bardzo proste. Mam zlecenie, prosta opowieść, opowiastka. Nie chcę niszczyć moich rąk, są zbyt delikatne, nie warto, to tylko chałturka. Chodzi o to, abyś pisał to, co mówię, i tyle.

– Spokojnie, bez pośpiechu, mamy tydzień na napisanie tego opowiadania, ba, opowiadanka. To ma być coś króciutkiego, miniaturka – tydzień to bardzo dużo czasu, chcą mi to wydać w jakiejś jubileuszowej wersji pisma z okazji wydarzenia, o którym ma opowiadać ta historia. Powstanie warszawskie, mamy rocznicę. Banalna opowieść. Oczywiście otrzyma pan wynagrodzenie. No i będzie miał pan satysfakcję z tego, że może ze mną współpracować.

– Zaczynam. Był piękny, słoneczny dzień… Tutaj możesz opisać całą przyrodę, taki wiejski klimat. Nie chce mi się wymyślać, możesz to zrobić, bohater na swoim rumaku, opisz go, dobrze? Na tym rumaku jedzie do ukochanej. Och, Alfredo, gdzie jesteś, pyta Joanna, wpatrując się z okna w dal lasu. Wspominałem, że jedzie przez las? Jeśli nie, to nie zapomnij o tym wspomnieć w tekście. Taki las, gęsty. Wie pan jaki?

*

– Mamy zatem wstęp, jeśli chcesz, możesz opisać, jak wyglądali – ona szczupła blondynka, on kędzierzawy, nieco nieogolony. Jak Bohun, taki słodziutki. Widzisz to? Masz? Tu jest zdjęcie moich rodziców, zobacz, tak, opisz ich, coś w tym stylu, umiesz? Tak. No to powiedz, jak skończysz. Zaczniemy pracę nad rozwinięciem opowieści.

Trzeba rozwinąć jakoś całą historię, może tak nowocześnie. Dobrze, napisz taki dialog między bohaterami, ona podejrzewa go o zdradę, on się broni, a tak naprawdę to ona jego zdradziła, ale wmawia mu, że to on jest winny. Rozumiesz? Taka dominująca kobieta w związku.

Czuję się zmęczony – ile mamy stron?

– Niecałą jedną, proszę pana. A ile ma być?

– Co najmniej trzy, a dobrze, gdyby było pięć. Jak mówiłem, to ma być miniaturka. Napisz teraz dialog między ukochanymi, tak na pół strony, ona się zamartwiała, on nie mógł dojechać. Niezbyt skomplikowany, czytelnik nie chciałby, aby relacje bohaterów były zbyt skomplikowane, prosta miłość, tak, to będzie prosta opowieść.

– Przepraszam, ale czy to nie miała być historia z okazji powstania warszawskiego?

– Tak, ale to tylko punkt wyjścia. Zakończymy… Tak, w sumie to ma być opowieść o niespełnionej miłości – to się dobrze sprzedaje, plus martyrologia, dlatego mamy taki miszmasz. Trzeba też dodać coś współczesnego, hmm, może tak: ona, jak się okazało, miała kochankę, czuje się rozdarta pomiędzy mężczyzną, rodziną, ojczyzną a kochanką. Wspaniały motyw! Pięknie to wymyśliłem. Wiesz, jak to napisać?

– Nie za bardzo, nie znam się na związkach lesbijskich.

– Biseksualnych, chłopcze, biseksualnych. Dobrze, to ja rozpocznę, ty napiszesz dalej…

*

– Ile mamy?

– Dwa i pół tysiąca znaków.

– Dobrze, to teraz tak: młodzieniec otrzymał powołanie do wojska, ma walczyć w Warszawie z powstańcami – ha, zaskoczyłem cię, bohater jest niemieckim żołnierzem – dobre, prawda? Dlatego nazywa się Alfredo.

– Ale to chyba niezbyt niemieckie imię.

– Nie czepiajmy się szczegółów, to taki niemiecki Hiszpan, czarny, taki Bohun.

*

– Dobrze, a teraz krótkie zakończenie, pointa, on już jest na wojnie, a ona go opłakuje, myśli, że zmarł, bo tak jej znajomi powiedzieli, bierze ślub z innym, on wraca do domu i tam widzi ją z mężem, ona go widzi i umiera, on to widzi i umiera, tak, to będzie dobre zakończenie.

– Przepraszam, można się wtrącić? Tak? A skąd ten drugi mężczyzna?

– To ta jej kochanka przebrana, proste. Dobrze, teraz napisz to ładnie, znasz mój styl, tak prosto, a jednak zawile. I koniec. Teraz przepisz to, ja idę się przespać. Dodaj coś w środku. Żeby tak chociaż trzy strony z tego były. Pozostaw mi cały tekst tutaj, na stoliku, zamknij za sobą, proszę. Dobranoc.

 

Miłość w czasach wojny – opowiadanie

Był piękny, słoneczny dzień. Na horyzoncie było widać wioskę. Rolnicy pracowali na polach, ich kobiety dokarmiały drób. Był to piękny okres, wszystkie plony miały być w tym roku obfite. Już teraz wiele kłosów kwitło. Wydawać się mogło, ze wesołe pieśni mieszkańców wsi odbijały się echem aż do samego lasu. Lasu gęstego, przepięknego, pełnego zwierząt, dębów i buków.

Stamtąd go dostrzegła. Na pięknym rumaku czarnowłosy Alfredo jechał do swojej ukochanej Joanny. W pamięci miał obraz ich ostatniego spotkania: trzymał jej delikatne ciało w objęciach, jej blond włosy otulały go, a on, jak zawsze nieogolony, swoim zarostem dotykał jej policzków.

Wypatrywała go od rana – Och, Alfredo, gdzie jesteś? Wiedziała, że ma przybyć. Był coraz bliżej, jej kędzierzawy rycerz na koniu. Pan i władca, pan i zdobywca – można by rzec. Wszystko było tak piękne, jednak Joanną targały wewnętrzne sprzeczności i uczucia, o których nie mogła swojemu ukochanemu powiedzieć.

– Moja miłości! – Alfredo wbiegł do przedpokoju. Joanna już na niego czekała. – Tęskniłaś?

– Tak, ukochany, ale… Zrozum, tyle czasu cię nie było. Tak bardzo się zamartwiałam – Joanna delikatnie pogłaskała szorstkie policzki ukochanego. – Słyszałam tyle złego.

– Czy to prawda? O czym mówisz, moja miłości?

– O tobie i…? O kim, ja…, ja nie, ja nic. Nigdy! – Alfredo stanął obok jarzącego się kominka, odwrócił się w stronę lustra. Spojrzał na swoje oblicze i natychmiast odwrócił wzrok. – Nie było mnie długo, ale żyłem, myśląc tylko o tobie. O twoim pulsującym ciele. Joanno, jak możesz mnie tak podejrzewać?

Ukochana rozpuściła włosy.

– Alfredo, mój Alfredo. Tyle się teraz słyszy! To już nie są stare, dobre czasy. To świat dominujących kobiet. Zrozumiałabym, gdyby cię któraś uwiodła. Zdarza się, nawet kobietom… z kobietą.

– O czym ty mówisz, Joanno?

– Nie, nic… Głośno myślę, kochany… Podejdź, niech nasze usta zewrą się w uściskach!

Joanna mocno pocałowała Alfredo. Jego krew ściekła po policzkach.

– Ugryzłaś mnie, to lubię – zasyczał.

– To za to, że tak długo czekałam – powiedziała kochanka.

– Miałem problem z dojazdem, coraz bardziej niebezpiecznie na drogach, przepraszam. Jechałem jak najszybciej, aby się z tobą spotkać, wybacz.

– Nie wiem, czy ci wybaczę. Musisz sobie na to zasłużyć.

Joanną, kiedy dotykała Alfredo, targały sprzeczne uczucia. To on, silny mężczyzna, jednak Agnieszka… Ach, Agnieszka, jej dotyk był taki… niezwykły. Czy mu o tym powiedzieć? Nie, nie chcę go zranić – myślała. Tyle krwi wokoło, delikatnie otarła jego krew z ust.

– Przepraszam, że niepokoję – do pokoju wszedł Feliks. – To dla Ciebie, Alfredo, przyszło dziś rano.

Czarnowłosy kochanek odczytał telegram. Zgniótł kartkę, spojrzał w okno. Zatrzymał się. Spojrzał na Joannę.

– Wzywają mnie, mobilizacja. Polacy próbują wyzwolić Warszawę, muszę jechać i znowu cię zostawić.

– Nie wiem, jak to przeżyję! – Joanna myślami błądziła wokół ciała Agnieszki.

– A jeśli coś ci się stanie?

– Jeśli zginę, nie wahaj się. Nasza miłość jest na wieki, ale ty musisz być szczęśliwa – dodał Alfredo, odjeżdżając na koniu.

Ten obraz zapamiętała. Wspominała go często, tuląc się wieczorami do Agnieszki. Alfredo i jego koń oddalający się w głębi lasu… Mijały dni, tygodnie, miesiące. Ludzie zaczęli mówić, że zmarł.

– Ktoś widział jego ciało – powiedział Feliks. – Zmasakrowane, rozpoznali go jedynie po włosach i zaroście.

– Czy mam czekać? – pytała Joanna i przypominała sobie słowa: „Nasza miłość jest na wieki, ale ty musisz być szczęśliwa”.

Pytała co dnia i co nocy, także Agnieszkę.

– Wiesz, to były jego słowa. Zrób wszystko, abyś była szczęśliwa – mówiła jej kochanka.

– Jestem szczęśliwa tylko z tobą – odpowiadała jej Joanna. – Jednak tego nikt nie zaakceptuje. A może, a może jest wyjście? Agnieszko – całowała jej delikatne ciało. – Agnieszko, co mamy uczynić? I gdzie mój Alfredo?

Wzięła ślub zimą. Zasypane drogi spowodowały, iż w uroczystości wzięło udział zaledwie kilka osób.

– I ślubuję ci wierność i uczciwość małżeńską. I że cię nie opuszczę aż do śmierci.

– Joanno! – usłyszała znajomy głos. Przed kościółkiem stał on, zraniony, bez jednej nogi i ręki, Alfredo. – Jak mogłaś?

Joanna ujrzała go, zamarła, zamarło i jej serce. Zobaczywszy ukochanego, Joanna umarła. Alfredo podbiegł do opadającego na śnieg wątłego ciała. – Jeśli ty nie żyjesz, ja też żyć nie mogę – powiedział i przebił sobie niemiecką krtań. Krew trysnęła na śnieg. Agnieszka, która stała obok w przebraniu męża Joanny, rozpłakała się. Kolejny dzień wojny polsko-niemieckiej skończył się tragicznie.

 

Miłość w czasach wojny – recepcja

„W najnowszym opowiadaniu Miłość w czasach wojny artysta pokazuje, jak skomplikowane relacje łączyły społeczeństwo od zarania czasów. Wątki homoseksualne uwypuklone na tle wojny, w szczególności w kontaktach polsko-niemieckich, pokazują, jak ważnym problemem była od zawsze tożsamość płciowa i dominacja krwistych samców na tle wątłych samic” (Sylwia Szutnik, „Lampka”).

„Fenomenalny powrót geniusza. W miniaturce Miłość w czasach wojny artysta pokazał, jak w kilkudziesięciu słowach powiedzieć dzieje całej ludzkości – miłość, śmierć. Pożądanie kapie z każdej linijki tekstu” (Joanna Pomorska, „Tonie światło”).

„Znajome wyrażenia. Artysta powrócił, a z nim jego geniusz. Personifikacja naszych czasów, problemów i strachów. Majstersztyk” (Daniela Lisowacka, „Widzę”).

„Nie bronią, a zdaniami wojować trzeba w czasach teraźniejszych. Takimi słowami, jakie zawarto w Miłości w czasach wojny. Nie było ich za mało, nie było za wiele. W sam raz. Na początek. Chcemy więcej” (Marcin Mieller, „Łódź”).

„Słowa uderzają z coraz większym natężeniem. Na przykładzie Miłości w czasach wojny widać, jak wiele czasu zajmie nam rozliczenie z przeszłością. Te małe kroki trzeba jednak podjąć na rzecz przyszłości i relacji polsko-niemieckich” (Adam Mihnick, „Pany”).

„Zupełnym nieporozumieniem była dla mnie publikacja Miłości w czasach zarazy. «Tfurca» potocznymi połączeniami relacji homoseksualnych próbuje zamydlić nam problemy, jakie do tej pory panują na linii Polacy–Niemcy” (August Knot, „Wolność”).

„Nominacja do «Paszportu» dla mistrza za ten fenomenalny tekst była wiadoma od dawna. Nikt tak pięknie nie pisze, walcząc o tożsamość i wolność zakrwawioną niczym symboliczny zakrwawiony śnieg z tekstu” (Adam Mały, „Polit_tyka”).

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Marcin Bałczewski, Miłość w czasach wojny, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2019

Przypisy

    Powiązane artykuły