17.07.2019

Musisz mnie wysłuchać

OSOBY:

Ona – staruszka, lat dziewięćdziesiąt
On – mężczyzna w średnim wieku
Jan  – młody mężczyzna
Mena – młoda dziewczyna
Generałowa – kobieta blisko sześćdziesiątki
Kobieta na dworcu w Kielcach – osoba w średnim wieku
Żandarm – mężczyzna w średnim wieku
Oficer gestapo – młody mężczyzna, po trzydziestce
Choiński – mężczyzna w średnim wieku

Akcja dzieje się współcześnie w Izraelu, w Tel – Awiwie, oraz w Krakowie i Kielcach we wrześniu 1943 roku.

Scena 1

(Wiosna, maj 2010 roku, mieszkanie w Tel – Awiwie, salon, prawdopodobnie na piętrze, urządzony skromnie, ale ze smakiem. W tle szum miasta, klaksony samochodów, słychać odbiornik radiowy, jakaś audycja jednej z izraelskich rozgłośni).

Ona
Zamknij okno, proszę.

On
Jest ci za gorąco?

Ona
Jest za zimno. Starej kobiecie zawsze i wszędzie jest zimno. Nalej sobie czegoś. Nie wiem, po co ja to trzymam. Przecież nie piję. Czasem coś kupię i też nie wiem dlaczego. Gdy będziesz wychodził, weź sobie jakąś butelkę…

On
Dziękuję.

Ona
Ależ nie ma za co… Jak to się mówi? Wypijesz za moje zdrowie.

On
Z rozkoszą.

Ona
Czy wypijesz, czy nie, wyjdzie na jedno. Wiesz co powiedział Lister, gdy go poproszono o definicję zdrowia? Zdrowie jest to stan prowizoryczny, który nie wróży niczego dobrego. A no właśnie.

On
Źle się dziś czujesz?

Ona
Źle się czuję od lat. Wiesz o tym, więc daruj sobie, mój drogi… To podobno jest coś dobrego. Tak mi mówiono.

On nalewając trunek do kieliszka
To Paul Giraud. Piętnastoletni.

Ona
Chyba są tego dwie butelki. Zabierzesz obie. A tę weź i postaw tutaj. Nie będziesz przecież ciągle wstawał.

On śmiejąc się
Skąd pewność, że nie zadowolę się tylko odrobiną?

Ona
Ciebie nigdy nie zadowoli odrobina. Niczego. Jesteś maksymalistą. I źle na tym wychodzisz jakby lekko zirytowana. Usiądź już. Mam pewną rzecz do załatwienia. Sama tego nie zrobię. Ty mi pomożesz. Dlatego cię zaprosiłam.

On
Wszystko, co zechcesz, moja droga. Co to za sprawa?

Ona
Musisz mnie wysłuchać.

On zaskoczony
Wybacz, ale nie rozumiem.

Ona
A co tu jest do rozumienia? Musisz mnie wysłuchać i tyle. I zapamiętać, bo to ważne. Wiesz, co to było „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”? Wiem, że wiesz. Nie przerywaj mi, gdy pytam retorycznie. Die Endlösung der Judenfrage. Prawda, że zgrabne określenie? Taki eufemizm. Co to takiego konferencja w Wannsee też wiesz. Tam omawiano szczegóły techniczne. Zachowały się protokoły. Pewnie czytałeś.

On
Nie. A powinienem?

Ona
Tymczasem powinieneś mnie słuchać. Protokołował Eichmann. Przewodniczył Heydrich. Taka ich kropka nad i. Był tam pewien człowiek. Nazywał się Josef Bühler. Pewnie nie słyszałeś. Zastępca Franka. Po wojnie powieszono go w Krakowie. Przed sądem bronił go… Żyd. Mecenas Rappaport. Bertold Rappaport. Z urzędu, nie z własnej woli, ale podobno bronił znakomicie. Z klasą, godnością, zdziwi cię to słowo, z poświęceniem. Zbijał punkt po punkcie akt oskarżenia, a oskarżał też Żyd, Reisler. Wtedy nazywał się Sawicki. W mowie końcowej Rappaport odwołał się do miłosierdzia chrześcijańskiego.

On
Oni wiedzieli co to miłosierdzie?

Ona
Kto? Niemcy? Niektórzy wiedzieli. Rappaport w mowie końcowej miał podobno powiedzieć, że w celi więziennej umarł zbrodniarz, a narodził się uczciwy człowiek.

On z sarkazmem
Cudowna metamorfoza. Ale zbyt to piękne by…

Ona przerywa mu
Było prawdziwe? A któż to może wiedzieć? po chwili Do rzeczy. W Wannsee Bühler domagał się, żeby ostateczne rozwiązanie rozpocząć od Polski. Wtedy to było Generalne Gubernatorstwo. Myśmy mówili – Frankonia. Generalgouvernement für die besetzten polnischen Giebiete. Tak to się nazywało. I rozpoczęto od Polski. Nie myśl, że z powodu jakiegoś tam polskiego antysemityzmu, jak dziś twierdzą różni kłamcy i idioci. Logistyka, mój drogi, logistyka… Też zgrabne określenie. Jedenaście milionów ludzi do wymordowania. W Polsce trzy. Trzeba było to jakoś zrobić. Ja byłam jedną z tych trzech milionów, albo jedenastu, jak wolisz. Miałam wtedy dwadzieścia dwa lata, to był czterdziesty drugi rok. Spod jakiego jesteś znaku?

On
Waga. Szósty października.

Ona
Ja spod Koziorożca. Siedemnasty stycznia. Byłam piękna. Dziś trudno w to uwierzyć, ale wtedy nie mogłam się opędzić od adoratorów. Naturalnie, przed wojną. Potem to się zmieniło. Lepiej było nie rzucać się w oczy, zwłaszcza z moją urodą. No i raczej nie pokazywać w moim towarzystwie śmieje się). To nie znaczy, że siedziałam w szafie czy kominie. Nie. Przynajmniej z początku były jakieś pozory normalności. Szybko się skończyły. Wydostałam się z getta, rodzice zostali. Zaczęłam się ukrywać. Nie będę ci tego opowiadać. Jesteś inteligentny, możesz to sobie wyobrazić, choć to trudno sobie wyobrazić. Chciałam żyć. Życie to był mój jedyny cel. Życie. Po aryjskiej stronie, tak to się wtedy mówiło, miałam przyjaciół. Pomagali, choć byli tacy, którzy udawali, że mnie nie znają. Bali się. Ja też się bałam, tylko bardziej. To była gonitwa, obłąkana gonitwa. Ziemia uciekała mi spod nóg, niebo się paliło. Zmieniałam kryjówki, papiery. Wciąż nazywałam się inaczej. Już nawet nie mogłam zapamiętać jak. Wszystko mi się mieszało. Były chwile, wierz mi, że chciałam w biały dzień wyjść na ulicę i spotkać jakiś patrol. Specjalnie zaczęłabym uciekać. Wtedy by mnie zastrzelili, na pewno by mnie zastrzelili… Néant… Wiesz co to znaczy.

On
Nicość…

Ona po dłuższej chwili
Trwało to jakieś półtora roku. Jesienią czterdziestego trzeciego, to była bardzo ciepła jesień, jakoś w połowie września, na Grodzką, ukrywałam się wtedy w samym centrum Krakowa, przyszedł Jan.

Całe słuchowiska w załączonym pliku pdf.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Krzysztof Ćwikliński, Musisz mnie wysłuchać, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2019

Przypisy