11.06.2019

W mieście O, puls

Zbudziły mnie trzy uderzenia na zegarowej wieży,
a więc za kilka godzin nie będzie mnie w tym mieście.
Trzy uderzenia; po czym wypowiedziałem słowa poety:
z tych, którzy mnie zapomnieli złożyłoby się miasto.

I zaraz ogród; czy przyrodzona ciemność orzecha
włoskiego, gruszy jak maszt, śnieguliczki, kutej furty,
sekretu w ziemi, porzuconego piecyka są kolebką
światła, czy to światło kołysze ich ciemność?

Na czubie dalekiej latarni pulsuje złota gwiazda,
ale to obraz z innej nocy skupionej jak sylweta sowy,
z gąszczu zastygłego mitu, który drgnął w skale mroku,
a więc za kilka godzin nie będzie mnie w tym mieście.

Jeszcze chmurne spojrzenie kelnerki, ciemna brew
jak brzeg lasu, żyłka na podbródku w kolorze wrzosu
a w niej omal niewyczuwalny, święty puls, to ona
budziła moją ciekawość jakbym był kociakiem.

14/23 grudnia 2017

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Wojciech Kass, W mieście O, puls, Nowy Napis, 2019

Przypisy

    Powiązane artykuły