07.01.2020

W mieście W, poranek

Ona wstaje i zwinnie wciąga majtki,

słyszysz plaśnięcie gumki w nagie biodro?

Szum krwi, która ruszyła jak połyskliwa

ciecz aut w otwartej żyle mostu?

 

Znów napiera to miasto światłem

ospałym po nocy jakby się wykluwało

resztką sił z nagrzanego parką łóżka

albo z sierści psa, którą o świcie pogłaskały

czułe palce kelnerki pubu „Orfeusz”.  

 

Ile drzwi w tej godzinie domyka się

na zawsze, ilu ludzi odwraca plecami

wzgardziwszy porankiem, ile bram otwiera

na przestrzał, na porywisty przeciąg.

 

W południe wtargnie tutaj gong słońca

i pokój zalśni jak staw, a co się wyśniło

to ocknie i pobłądzi pijane w poszukiwaniu

swojego obrysu, widzialnego zawiasu.   

 

Wróbelek na balkonie wpada w cień

zmarnowanej snem sąsiadki i znika głębiej.

W jakim ciele to lśnienie, w jakim ubywanie?

Słyszysz plaśnięcie gumki, szum krwi, ty

wpatrzony w połysk mostu nad rzeką?   

 

2017

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Wojciech Kass, W mieście W, poranek, Nowy Napis, 2020

Przypisy

    Powiązane artykuły