19.03.2020

W Parku – zaiste – Wschodnim

Akcja najnowszej powieści Wacława Grabkowskiego Park Wschodni – zgodnie z praktykowaną dotąd zasadą twórczą tego pisarza średniego pokolenia – jest osadzona w realiach ponurej części Wrocławia. Park Wschodni, okolice ujścia rzeki Oławy do Odry czy ulicy Traugutta nie cieszą się dobrą sławą. Bohaterowie prozy Grabkowskiego (Dzieci z Wilczego Kąta, Dziewczyna Kosmity, Guz w fiołkach) bywają drobnymi przestępcami, niekiedy są bezdomni, często są alkoholikami lub balansują na granicy wykolejenia.

Tym razem wyjątkowo starannie wykreowano postać pozytywną: Przyskra wyróżnia się na tle swoich przyjaciół-robotników parkowych nie tylko rycerskością, lecz także niezłomną wiernością oraz wiedzą o przyrodzie. Ostaniec, czyli wzgórze, które ocalało dzięki temu, że znajdowało się na dziale wodnym oraz pioruniak, czyli skamieniała, niemalże niezniszczalna pozostałość po uderzeniu pioruna sprzed stuleci, są symbolami stałości i siły charakteru Przyskry. Odnajduje on ład w naturze, szczególnie starannie pielęgnując drzewa. Wyniosła grusza sięga wysoko, toteż symbolizuje dążenie do Boga; nic dziwnego, że jej sok smakuje Przyskrze najbardziej. Ten nieco już zalegoryzowany świat ładu moralnego, kontrastuje z rzeczywistością, którą wypełniają raczej inne postaci: bezkarni mafiozi, którzy bez śladu współczucia zostawiają luksusowe prostytutki pijanym robotnikom, prymitywni mężczyźni zajęci wyłącznie zaspokojeniem najniższych instynktów, chciwe kobiety… Jaki jest sens kreowania uproszczonej wizji świata? Czy taka powieść miałaby spełniać funkcję ludyczną czy pedagogiczną? Czy którąkolwiek z tych funkcji ma szansę spełnić z powodzeniem? Park Wschodni – zwróceniem uwagi na bezkarność quasi-elit w III RP – przypomina Finimondo Piotra Siemiona, Mistrza Bronisława Wildsteina, Umoczonych Andrzeja Horubały oraz Ciało obce autorstwa Rafała Ziemkiewicza. Zwłaszcza te dwie ostatnie powieści chciałoby się pod względem tematyki zestawić z Parkiem Wschodnim, gdyż łączą je dwie kwestie, na pozór z innego poziomu: niewierność małżeńska oraz nadużycia na skalę mafijną. Mimo kolosalnych różnic w obieranych przez poszczególnych pisarzy strategiach artystycznych, powierzchowna interpretacja sprowadzałaby się wciąż do stwierdzenia: to beletryzowana publicystyka. Sądzę, że jednak jest inaczej. Finimondo czytam więc jako wyrafinowaną grę intertekstualną. Mistrza – jako raczej uniwersalną powieść o zagrożeniach metafizycznych, niż tracący szybko aktualność i zrozumiałość roman a clef,UmoczonychCiele obcym dopatruję się przewrotnego flirtu moralitetu z łagodną pornografią. Skądinąd, czy głośnych ostatnio „kryminałów” Marka Krajewskiego: Śmierć w Breslau, Koniec świata w BreslauWidma w mieście Breslau nie dałoby się też w taki (przyznaję) heretycki, barbarzyński oraz prowokacyjny sposób odczytać?

Pisarze w czasach, gdy chłosta śmiechu omija tylko tych, którzy odzywają się skrzekiem karłów, oscylują między wykluczającymi się jakościami: powagą i żartem, moralizmem i immoralizmem, tragizmem i groteską. Park Wschodni próbuje wieloznacznych symboli akwatycznych, geologicznych, dendrologicznych oraz jednoznacznej alegoryzacji ludzkich postaw. Co więcej, dwukrotnie powraca do dialogów motyw z biblijnej przypowieści o perle. Najpierw perłą (czyli, jak przypomina sobie czytelnik z EwangeliiMt 13, 45–46.[1], odpowiednikiem królestwa niebieskiego, zbawienia) jest, jak mówi Przyskra, żona. Później, w wypowiedzi degenerata, szlachetny motyw zostaje ryzykownie strawestowany w odniesieniu do przygodnie spotkanej osoby lekkich obyczajów. Od porażki ratuje powieść staranny rysunek szczegółu obyczajowego, bezbłędnie podsłuchany język marginesu społecznego oraz trafność satyry na rzezimieszków w białych kołnierzykach. Choćbyśmy nie dali się więc przekonać antropologii czy psychologii Grabkowskiego, to możemy podziwiać wyobraźnię, plastyczne okazanie przyrody nad Odrą, styl, a nade wszystko pomysł na powieść rozpiętą między wielką moralistyczną parabolą a mikroobserwacją socjologiczną. Koncepcja wielkiej paraboli przejawia się w wyborze raczej czasu niż miejsca akcji. Kulminacyjny jej moment przypada bowiem na noc, gdy w centrum miasta świętuje się wejście Polski do Unii Europejskiej.

Tymczasem na terenie Parku Wschodniego panuje iście wschodnia swoboda w stosunku do prawa, wszędzie brud i bieda. Nadzieja, która zostaje wyrażona na takim tle, sprowadza się do nadziei na praworządność w przyszłości. Dobro osiągalne hic et nunc, sprowadza się zaś do porządkowania spraw w najbliższym otoczeniu: ktoś umiejętnie ujmuje się za zwalnianym z pracy kolegą, ktoś ratuje niewiastę przed gwałcicielem, godzi się skłócone małżeństwo. Niezależnie od przesadnych uproszczeń i mimo drastycznych scen udaje się jednak przekazać niebłahą – jak myślę – prawdę, że człowiek, choćby nie czytał poezji ani nie rozwiązywał równań różniczkowych, ma doświadczenie, które zawiera sensy historiozoficzne, moralne, metafizyczne niezależnie od subiektywnych umiejętności ich zauważania czy też wyrażania. Nawet odurzone narkotykami, nieprzytomne kobiety – niczym antyposągi stanowiące przeciwieństwo kamiennych nimf z klasycystycznych, zadbanych, zachodnioeuropejskich parków – znajdują się w sytuacjach, w których pomagają (nie wiemy, na ile świadomie) komuś bezbronnemu, a więc ewentualność dokonywania wyborów natury etycznej dotyczy każdego. Robotnicy, choć nie w bibliotece, lecz na cmentarzu lub w skamielinach, mogą odnajdywać nawarstwiające się ślady przeszłości, mają szansę na refleksję o trwaniu i przemijaniu. Symbolicznego wyboru między kultywowaniem ideału świętości życia a wulgarnie materialistyczną zachłannością dokonują oni nie w traktatach filozoficznych, lecz podczas malowania ochronną farbą drzew. Lepiej oszczędzać drogą farbę czy żywe drzewo? Gdy rozstrzyga się tego rodzaju dylematy, nie jest się wyłącznie „robotnikiem parkowym”, określa się przecież swój system aksjologiczny. Najpoważniejsze wyzwanie, z jakim zmaga się autor, polega na ukazaniu pewnej dozy niezależności intuicji etycznych lub filozoficznych od zasobu pojęciowego, którym dysponuje bohater. Wprawdzie różni się poziom ogłady i elokwencja poszczególnych postaci, niemniej, jak się wydaje, celem jest odkrycie przedpojęciowej warstwy kultury, odnalezienie w umysłowości „prymitywa” warstwy tak głębokiej, by mógł on partycypować w wysublimowanej kulturze. Nie trzeba pewnie dodawać, że nie byłaby to kultura pogańska.

W. Grabkowski, Park Wschodni, Wrocław 2006.

Tekst ukazał się pierwotnie w: D. Heck (M. Tarczyńska), Recenzje bez cenzury, Lublin 2015.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Dorota Heck, W Parku – zaiste – Wschodnim, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2020

Przypisy

    Powiązane artykuły