Drugi gryps z celi śmierci Witolda Pileckiego
wiem że umrę. Że. któregoś dnia tam na górze będą na mnie czekać.
Mimo. czepiania się Twoich dłoni. ust. coś wślizguje się pod próg.
zamieniając się w kamienne pięści. nie należysz
do kobiet które rozgrzeszają wszystko. nie pozwolisz czułym miejscom
obrosnąć kurzem. Ale. nie pogłaszczesz mnie po głowie. której. Nie.
mogę utrzymać na połamanych obojczykach.
rany po obciętych gałęziach goją się łatwiej. Niż.
ból który wrósł we mnie. zakorzenił się. dojrzał do śmierci.
ptaki podniosą skrzydła. rozwieją ci włosy. Twój krzyk
odbije się od lustra. do bębniących strug deszczu za oknem.
będziesz wołała głośniej niż można. Że.
chcesz mnie z powrotem. I. nie będziesz wierzyć. Że.
taki los się wydarza nawet jako wyjątek.
ziemia przebije się przez beton. jak kiedyś wierzba która
wyrosła ze szpary kamiennej na naszym balkonie.
dzieliliśmy się z nią wodą. mogę Ci obiecać. Że.
nie pozwolę własnej twarzy na bytowanie pod ścianą.
powiedz naszym dzieciom. By. Słowa
nigdy nie spowszechniały. niech zaplanują swoje życie.
bo inni zrobią to za nich. I. jeszcze
każą im mieszkać w nie swoim świecie.
Kochana. nie wszystkie słowa dadzą się upokorzyć. Nawet. Gdy
ptak podrywa się do skrzeku
a powietrze wspak przebija się
przez bezradność.
każdą umiejscowioną bezsilność wypłucze kiedyś woda.
jakiegoś człowieka niechętne spojrzenie. A. także
pożółkła od miłości fotografia.
Tekst został zakupiony w ramach programu Tarcza dla Literata.

