Komunia 1984
Ksiądz Zakrzewski wysyłał mnie po ekstramocne
(„tylko pamiętaj, bez filtra”)
dzięki czemu mogłem na chwilę urwać się z religii.
Po drodze był głaz – wielki przycisk do papieru i dwa miecze
odlane na pamiątkę 1410 roku. Wokół starego dębu miejscowa
starszyzna w bezruchu obserwowała obcych.
Ekstramocne trzeba było mieć nerwy, żeby
to wytrzymać.
Ksiądz miał swoje sposoby: wystarczyło że zamiast banalnego
„bardzo dobry” wpisał „wzorowy! z wyróżnieniem!”
do zeszytu, w którym kwiatkami zaznaczało się obecność
na nabożeństwach majowych – i czułeś się prawie jak w niebie.
To on nauczył nas pieśni, które śpiewaliśmy
w dniu Pierwszej Komunii.
Przyjmowaliśmy Ją na wyschnięte języki, długo
nie chciała się rozpuścić, uwierała w ustach, choć niby
byliśmy przygotowani.
Potem pieśni wyciekły z głów
jak z dziurawego mieszka,
usta nauczyły się przyjmować
błoto.
Urwałem się z religii,
spadam.
Wiersz z tomu „Pseudo” (2007)