07.11.2022

Posłowie

wiersze…

łapałem się w nich raz lewą ręką za prawe ucho,

raz prawą ze lewe. szukałem dykcji. Pisałem

wieloma kalkami; sobą było najtrudniej.

grzebałem w tezaurusie kultury

i wyjmowałem z niego smakowite kąski,

które zaspakajały mój głód,

bałem się własnych uzależnień,

a jeszcze bardziej dyktatu „nowego języka”,

którego zresztą nie umiałem odnaleźć

 

w końcu się wkurwiłem

 

dziś biorę w palce kamyk i mówię: kamyk”,

albo „los” i odkładam to słowo na półkę,

bo nie wiem, co to Los. wracam do reizmu

i znaczeń prostych. do iluminacji, jaka świeciła

od początku, lecz jej promień musiał pokonać

kilkadziesiąt lat drogi. odwijam kłębek dzieciństwa

i na nowo dziergam sweter, w którym poczuję się

dobrze.

 

teraz buduję studnię z żurawiem. chcę wydobyć

z niej wody płodowe. schodzę do kopalni,

szukam rudymentów. pędzę autostradą

i pod powiekami odtwarzam te sama drogę

sprzed czterdziestu lat

 

wciąż nie mam pewności, czy uda mi się

skleić ten rozgardiasz w całości i cokolwiek

zrozumieć. sprzątanie bałaganu  to mozół.

powrót do sensów prostych jest bardzo nieprosty

 

lecz może chodzi nie o zrozumienie drogi,

ale o nieustanne jej zrozumiewanie?

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Leszek Żuliński, Posłowie, Czytelnia, nowynapis.eu, 2022

Przypisy

    Powiązane artykuły

    Loading...