Sześćdziesiąt trzy godziny
PROLOGOS
14 marca 2022
Ks. Arek: Założyłem grupę dla osób gotowych pomóc w przyjmowaniu gości z Ukrainy. (20:07)
15 marca 2022
Sylwia: ? (13:37)
Grzegorz: Ok, pozdrawiam (16:41)
Barbara: Dziękuję i pozdrawiam (21:42)
Anna: Świetna inicjatywa. (22:09)
16 marca 2022
Jan: W gotowości (00:21)
Asia: Czy ubranka dla trzylatka się przydadzą? (7:18)
Ewa: Mam prawie nieużywaną pralkę. Przywieźć? (15:09)
Ks. Arek: Co za traf! ? Właśnie miałem się o pralkę pytać. Serdeczne dzięki. Bardzo potrzebna. (15:10)
17 marca 2022
Ks. Arek: Przydałby się wózek dla dziecka 14 miesięcy. Od wczoraj mamy 5 osób ?. (9:24)
Monika: Ojej, niedawno się pozbyłam, ale popytam wśród znajomych. (9:32)
Teresa: Już jadę z wózkiem. (9:44)
Barbara:
Ks. Arek: Czyli już zapewniony. ?Dzięki. (9:56)
Ks. Arek: Wczorajsi przybysze dzisiaj przenieśli się do sąsiedniej parafii. Okazało się, że tam są już ich krewni, a w domu rekolekcyjnym jest miejsce, więc są bliżej swoich… A my czekamy na kolejnych gości. Na pewno przyjadą, bo widzimy, że wojna trwa…☹ (19:58)
*czekamy ?. (20:00)
Ja: Ojej, to u nas tylko taka stacja przesiadkowa… (20:03)
18 marca 2022
Ks. Arek dodał(a) Julia
Ks. Arek dodał(a) Adam
Ks. Arek dodał(a) Maria
19 marca 2022
Ks. Arek dodał(a) Rozalia
Ks. Arek dodał(a) +48 602 516 303
Ks. Arek dodał(a) Nowicka
25 marca 2022
Ks. Arek: Dzisiaj przyjechało pięć osób z Mariupola i cztery z Odessy. Bardzo się cieszą z tego miejsca. (20:18)
Sylwia: Jeśli coś trzeba, chętnie pomożemy. (20:20)
Ks. Arek: Jest potrzeba pojechać jutro z gośćmi do miasta. Ktoś może? (20:21)
Już załatwione. Dziękuję za odpowiedź. (20:25)
Aha. Przydałoby się kilka parasoli, bo może padać ?. (20:26)
Sylwia: Zostawię parasol pod drzwiami domu parafialnego, jak po dzieci pojadę. (20:42)
Barbara: Mam 3, za chwilę dostarczę. (20:56)
29 marca 2022
(W efekcie wizyty w domu parafialnym, gdzie jest już dziewięć osób, w tym dzieci – mały Dawid z lekkim autyzmem i dwie dziewczynki, obie Darie; wczoraj zaprowadziłam je po raz pierwszy do szkoły, w której uczę, przy okazji umawiamy się na lekcje polskiego, które będę dla gości prowadzić; bardzo się do nich garną, podobnie jak do świadczenia usług – kobiety chcą szyć, naprawiać tapicerkę, strzyc i robić paznokcie).
Ja: Wiem, że to już nie takie proste jak parasole czy nawet wózek, ale może akurat ktoś ma do pożyczenia maszynę do szycia? Czasem stoi coś nieużywane w schowku, a nasze kobiety z Ukrainy zrobiłyby z niej użytek. (20:27)
Wbrew obawom, że może być trudno, maszyna się już znalazła. I to nieużywana! Serdeczne dzięki. (21:04)
EPEISODION 1
1 kwietnia 2022
Ks. Arek: Może ktoś ma mały rowerek dla trzylatka? Taki do odpychania nogami ?. (10:25)
Ala: Załatwiam rowerek od koleżanki, ale będę z nim koło godz. 17. (10:49)
Ks. Arek: Wielkie dzięki. ?. (11:36)
Teraz sprawa większego kalibru. Syn i brat naszych kobiet walczy na Ukrainie, a one próbują mu zorganizować transport różnych potrzebnych rzeczy: power banki słoneczne, latarki czołowe ładowane przez USB, kamizelki taktyczne, opaski uciskowe, kominiarki, buty trekkingowe (44–45). A do tego bardzo chcą dostarczyć to na granicę mołdawsko-ukraińską. I tu jest ten największy kaliber: transport w tamto miejsce (czyli kierowca z samochodem gotowy na kilkudniową wyprawę). Brzmi to trochę kosmicznie, ale one mówią: jak my mu nie pomożemy, to już nikt inny mu nie pomoże… ☹Mają z nim kontakt. I widzimy, że brakuje im podstawowego wyposażenia. (11:49)
Ja: (po zasięgnięciu rady wśród znajomych w pracy, którzy podzielili moje wątpliwości i pewne – nie ukrywam – zdziwienie wywołane przez ostatnią wiadomość) W szkole mówią, że takie transporty organizowane są na wyższych szczeblach. Może Urząd Gminy coś tu podpowie, a my się zajmiemy kosztami i zakupami? (13:41)
Ks. Arek: Tylko że z wyższego szczebla nie docierają zawsze na sam dół. A one chcą pomóc swojemu synowi i bratu oraz jego kolegom. Oni walczą w okolicach Odessy. (14.08)
Są gdzieś, gdzie nie ma prądu, lekarstw, nawet sztućców. A do tego są tam dzieci, którym też brakuje wszystkiego. Więc chcemy zrobić taką konkretną zbiórkę. Te kobiety nawet nie wiedzą dokładnie, gdzie to jest, bo ten żołnierz nie może tego przez telefon mówić. Kilka dni temu z 8-osobowej grupy zostało ich tylko dwóch. Po takich wieściach matka i siostra chłopaka nie mogą usiedzieć spokojnie. (14:13)
STASIMON 1
Nie wiem, ale to już chyba trochę za dużo…
Jasne, rozumiem, matka, syn, wojna…
Boże drogi, nawet myśleć nie chcę,
Że to mógłby być mój…
Że ja…
Nawet mu chyba o tym nie powiem,
Bo jak go znam…
Z drugiej strony to wielka rzecz
Taka misja, tak naprawdę pomóc
To już nie anonimowa paczka
Zbiórka na tacę czy wpłata na konto
I błogość sytego sumienia…
Mnie na jego miejscu na pewno
By korciło…
Może lepiej nie mówić mu o tym…
Nie ma go na tej grupie…
EPEJSODION 2
1 kwietnia, popołudnie, mój dom
JA: Marcin, słyszałeś, o co proszą Ukrainki: żeby ktoś jechał z darami na granicę mołdawsko-ukraińską. 1 700 km w jedną stronę.
MARCIN: Wow, nieźle! Własnym autem? A benzyna?
JA: Własnym, ale benzyna pewnie będzie zapłacona, nie wiem, sponsor czy składka, te kobiety też podobno mają jakieś pieniądze. Wiem, o czym myślisz, ale synek, przecież sam nie pojedziesz.
MARCIN: Noo, to by było coś! Nareszcie coś niezwykłego i ważnego! Ale moje auto się na taką trasę nie nadaje. Coś bardziej terenowego by musiało być.
JA: Mówię ci, mam mieszane uczucia. W szkole mnie przestraszyli, że przecież nie znamy tych kobiet. Mówią po rosyjsku, może to jakaś kontrabanda? Kto tu może być czego pewien?
MARCIN: Ale to tylko do granicy, nie? Bez przekraczania?
JA: Oczywiście! Przecież tam jest wojna! Możesz nie wyjechać z powrotem!
MARCIN: Kurczę, żeby było inne auto… Albo najlepiej drugi kierowca z innym autem.
JA: No, też myślę, że to nie jest akcja na jednego kierowcę…
STASIMON 2
Syn tej kobiety walczy
I może zginąć każdej chwili
A wtedy ona go już nie zobaczy
Albo zobaczy martwego
Nie wiem, co gorsze
Ja widziałam swoje dziecko nieżywe
I moja dusza dotąd stoi na tamtym poboczu
Skamieniała robiąc wyrzuty ciału
Że nie zdołało wydrzeć śmierci
Tego żałosnego łupu
Tej drobnej istoty
Która dopiero co machała do mnie sprzed furtki
Uradowana wypadem z przyjaciółmi
„Nie wracaj zbyt późno, córeczko”
Nie wróciła.
Może choć trochę pomożemy
Tamtemu synowi
Wrócić.
Może dzięki nam inna dusza będzie mogła
Cieszyć się ciałem dłużej.
Michał! Wiesz, ja tak sobie myślę…
KS. AREK: Kierowca i samochód osobowy już są. (15:55)
EPEJSODION 3
2 kwietnia, po południu, mój dom
JA: Marcin, wiesz, kto się zgłosił na ten wyjazd?
MARCIN: A już ktoś jest, tak?
JA: No. Michał. I ksiądz ogłosił, że czeka na drugiego ochotnika.
MARCIN: A wiesz, że tak sobie pomyślałem, bo Michał i Ania zawsze reagują w takich sytuacjach. No i takim autem jak jego mercedes to można jechać przez mołdawskie wertepy!
JA: Wiem, że cię korci ten wyjazd. Świetnie cię rozumiem. Też by mnie korciło na twoim miejscu. Tylko że Michał nie jedzie swoim autem. Jest wynajęty bus.
MARCIN: No co ty? Dlaczego?
JA: Za dużo rzeczy do zabrania. A jadą też dwie Ukrainki.
MARCIN: Co??? Po co?
JA: Jedna z nich chce się zobaczyć z synem, który tam walczy. No i mówi, że bez niej tej dostawy i tak byście nie załatwili. To jest bardziej skomplikowana operacja, niż się na początku wydawało. Nie wszystko da się dopiąć na ostatni guzik, stąd trzeba będzie działać na gorąco, już tam, na miejscu. Więc dochodzi kwestia języka.
MARCIN: No fakt. To może być ułatwienie. Ale po co ta druga?
JA: To córka tamtej. Powiedziała, że matki samej nie puści, bo jeśli pojedzie sama, to na pewno nie będzie chciała wrócić.
MARCIN: Co?! Przecież jeśli chce wracać na Ukrainę, to i tak znajdzie okazję. To jest jakieś podejrzane.
JA: No nie? W dodatku ta córka zostawia tu trzyletnie autystyczne dziecko, tak po prostu, u dopiero co poznanej polskiej rodziny. Czyli: matka jedzie do Odessy z transportem rzeczy przeładowanych na mołdawskiej granicy do ukraińskiego samochodu. W Odessie chce zobaczyć się z synem, co się zresztą może w ogóle nie udać. Córka jedzie z nią, pilnować, żeby tam nie została, a wy czekacie na granicy, aż one wrócą. A jeśli nie wrócą? Tam przecież jest wojna! Tam latają kule w powietrzu! Marcin, a jeżeli to naprawdę jakaś szemrana akcja pod przykrywką pomocy walczącym? Te kobiety nie mówią po ukraińsku, tylko po rosyjsku. Może to szpiedzy? Może będziemy pomagać Rosji, a nie Ukrainie? Kto się w tym wyzna?
MARCIN: Ee, nie, chyba aż tak źle nie jest. Dzwoni komórka. Michał dzwoni.
JA: Daj na głośno, co?
MICHAŁ: Cześć, Marcin. To co? Jedziemy? Ksiądz mi napisał, że jesteś chętny. Tylko słyszałeś o tych kobietach, nie? Wiesz, ksiądz zaprasza na rozmowę do salki, żeby omówić szczegóły. Spróbujemy je przekonać, żeby zostały, co?
MARCIN: No, spróbować możemy. Tylko jak? Powiesz, że albo bez nich, albo wcale?
MICHAŁ: No nie wiem. Przyjdź na tę rozmowę, zobaczymy, jak to wygląda. Dzisiaj o 16. Wstąpimy po ciebie z Anią. Powiedz mamie, niech idzie z nami, ona się umie dogadać po rusku.
MARCIN: Ok. Mamie nie muszę mówić, pierwsza by szła. To na razie.
MICHAŁ: No. Do czwartej.
STASIMON 3
Przedziwna rozmowa; trzy języki, siedem osób
Kilka wersji i fale wątpliwości
Nacierające na szalupy dobrej woli
A wątpliwości to niepokój
Na sercu
Jak za ciasna obroża
Brak tchu
Mnie nada pojechat’, potomu szto
Nam zwonit nada, rozgoworiwat
Kak my uże tam prijediem
Ja tepier nie magu skazat’
Kak eta wsio budiet
Potomu szto ja prosto jeszczio nie znaju
Wy sami? Niewazmożna!
Nicziewo nie zdjełajetie.
No dobrze. To Wiktoria.
A ty, Julia? Może jednak zostaniesz tu z synkiem?
Niet, ona nie możet pojechat’ sama,
Potomu, szto ona nie wierniotsja!
Ale czemu miałaby nie wracać?
Wiki, ty chcesz tam zostać?
Niet, absolutno nie ostanu!
Da! Ostaniet! Ja jeju znaju!
Julia! Pierestań! Szto ty siebie wydumała?
Słuchajcie, żeby na granicy się nie okazało
Że trzeba jechać dalej, do Odessy
A tam zatrzymują i przetrzymują
Grożą i zamykają
Gdy brak stosownych dokumentów
To jest wojna, każdy może być szpiegiem
Agentem
Sabotażystą
Każdy jest podejrzany…
I takie wszystko niepewne, niedograne
Wielka improwizacja
Co kwadrans telefon
Z Ukrainy
Na Ukrainę
I nowa wersja
I nowe pytania
I nowe wątpliwości
I nowe niepokoje
Czy my w ogóle się dobrze rozumiemy?
Podobne języki lubią płatać sobie figle
Nawzajem
A od punktu wyjścia coraz dalej
A cel w coraz gęstszej mgle
Jedno tylko pewne:
Jadą
EPEJZODION 4
8 kwietnia, piątek, dochodzi szesnasta.
Plac przy domu katechetycznym. Bus załadowany po dach. Wiktoria i Julia palą papierosa za papierosem, ale nie widać, by je to uspokajało. Kierowcy wyglądają na wyluzowanych, dowcipkują, chcą rozładować napięcie. Żona jednego (Ania) i matka drugiego (ja) odprowadzają ich. W oczach mieszanka dumy, czułości i niepokoju – niech już wreszcie jadą, aby jak najszybciej byli z powrotem; godzina odjazdu jest przesuwana od półtorej doby: a to kartony trzeba przepakować, a to jakiś dokument musi jeszcze z ukraińskiego urzędu przyjść do wydrukowania.
MICHAŁ: Siodomy, dziochy! Odjazd za sztyry minuty!
WIKTORIA: Szto ty skazał? Eta polskij?
MICHAŁ: Ja, yno że echt ślonski.
MARCIN: I obiecujymy wom, że jak przijadymy nazod, bydziecie ta godka umieć perfekt!
WIKTORIA: Julia, ty ich ponimajesz?
JULIA: Ni cziut!
MICHAŁ: No, suchejcie, zawsze mogecie zostać doma!
WIKTORIA: Ostat doma?! Nikagda!
MARCIN: Ty, obejrzi, jak naroz wszysko rozumiom!
MICHAŁ: No! Piyrszy stopiyń kursu ślonskiygo zaliczony!
ANIA: Michał, co godzina chcę mieć meldunek!
MICHAŁ: Aneczko, co dwie, dobra?
ANIA: Co godzina! Bo jak nie, to rozwód!
MICHAŁ: To może od razu na tej Ukrainie zostanę, co?
ANIA: Gdzie?! Przecież wasza noga ma nie wychodzić za ukraińską granicę!
MICHAŁ: No ale skoro nie mam po co wracać.
ANIA: Masz mi wrócić cały i zdrowy. I tak szybko, jak się da!
JA: Marcin, ja nie proszę, żebyś pisał co godzina, bo wiem, że to utopia, ale błagam, pamiętaj, że my tu chcemy przetrwać, dobra?
MARCIN: Ok, nie martwcie się, wszystko pod kontrolą.
MICHAŁ: No, to teraz już definitywnie ruszamy. Ja siadam pierwszy za kółkiem, potem się zobaczy.
JA: Jedną torbę z jedzeniem i termos macie tu, reszta w bagażniku. Jedzcie sobie to po kolei.
ANIA: I jeszcze te banany! Boby mi tu zostały. No, z Bogiem! I – Michał – co godzina!
JA: Jedźcie i wracajcie bezpiecznie! Z Panem Bogiem!
KS. AREK: Niech Was dobry Bóg prowadzi i strzeże od wszelkiego zła. Kropi wodą święconą.
Bus rusza, odprowadzający machają.
KS. AREK: No. Pierwsza granica za dwie godziny. Będę na bieżąco wiedział, gdzie są, bo Wiktoria udostępniła mi lokalizację.
JA: O, to w razie milczenia będziemy pisać do księdza.
KS. AREK: Nie ma sprawy.
ANIA: To idziemy czekać na pierwszą wiadomość. Gdyby co, mogę do ciebie pisać?
JA: Oczywiście, o każdej porze dnia i nocy.
ANIA: To dobrze, bo spania raczej dzisiaj nie przewiduję.
KS. AREK: Spokojnie, drogie panie, to nie jest wyprawa na wojnę.
ANIA: Ale dużo nie brakuje. Z Bogiem.
JA: Z Bogiem.
KS. AREK: Z Bogiem. Będziemy w kontakcie.
STASIMON 5
Droga przez cztery granice
Do linii piątej
Mam nadzieję, że naprawdę nie dalej
Pas ziemi niczyjej (podobno jest taki)
Dwa auta, przeładunek towaru
Ciekawe, czy wypadnie w nocy
Boże, toż to jak sensacyjny film;
Wojna, przerzut, transport
Podróż kobiet do Odessy
Bombardowanej alarmami
Na razie tylko alarmami
Słyszałaś? W Odessie wprowadzili
Nadzwyczajną godzinę policyjną
Od dwudziestej pierwszej w piątek
Do szóstej w poniedziałek
Zakaz opuszczania domów
O mój Boże, przecież one nie zdążą
Wrócić na granicę
Przed dziewiątą wieczór!
Chłopaki będą czekać na nie
Do poniedziałku rana!
EPEJSODION 5
JA: Marcin, tabletki jakieś masz? A ręcznik? (16:50)
??? (17:15)
MARCIN: Za chwilę w Żylinie będziemy. (18:13)
MICHAŁ: Wjechaliśmy na Węgry. (21:14)
Wjechaliśmy do Rumunii. (23:12)
9 kwietnia 2022
MICHAŁ: Mamy trzy godziny do Mołdawii. (06.33)
JA: Marcin, kabanosy w lodówce!!!!! (09:50)
MARCIN: Jesteśmy na mołdawskiej granicy. (11:04)
JA: Już przejechaliście? Kto prowadzi? Masz co jeść? (11:32)
MARCIN: Jeszcze stoimy. (11:32)
JA: Długa kolejka? Jaka miejscowość? (11:33)
Przyskoczę na rowerze z tymi kabanosami ?. (11:36)
Rzućcie coś na ekran, pliiis. (12:38)
MARCIN: Jedziemy przez Mołdawię, już raz nowe drogi, za chwilę kartoflisko. (13:29)
JA: Macie szanse zdążyć? (13:31)
ANIA: (do mnie przekazana od: MICHAŁ) Jesteśmy na miejscu, Załatwiamy formalności, (15:56)
JA: (do Ani) Dzięki. No to równo 24 godziny. Teraz tylko się modlić, żeby zdążyły, bo tam już jest piąta. Czyli Wiktoria miała już być z synem.
ANIA: (do mnie) Drugie auto już też tam jest. (16:15)
JA: (do Ani) Aha. To całe szczęście. Czyli na razie zgodnie z planem. Dzięki. (16:16)
JA: (do Marcina) Jak sytuacja? (17:37)
MARCIN: Panie już pojechały, my zastanawiamy się, gdzie czekać na nie. (17:39)
JA: U Was jest za dwadzieścia siódma. Nie wrócą w dwie i pół godziny. Macie czekanie do poniedziałku rana. ☹(17:40)
A strategię macie dogadaną? (18:44)
KSIĄDZ (do mnie): Już są z powrotem w Mołdawii?. (19:40)
JA (do księdza): O, to skróciły misję chyba, bo uwinęły się w jakieś trzy godziny. Dzięki za info. (19:42)
KSIĄDZ (do mnie): Spieszyły się, transport na miejscu się nie spóźnił i godzina policyjna je zmotywowała?. (19:43)
JA (do księdza): O, to bardzo pozytywna postawa. Dzięki Bogu. Oby dalej szło tak dobrze. (19:44)
MICHAŁ: Już wróciły. Poszukamy noclegu. (19:49)
JA: Dzięki. Odpocznijcie. Napiszcie, gdy znajdziecie nocleg. (19:51)
Marcin, jak? (22:05)
Nic? (23:45)
Czemu nic nie piszecie? ☹ (00:00)
10 kwietnia 2022
JA (do Marcina): Śpicie? (00:30)
Boże drogi, Marcin, co się dzieje??? (00:42)
ANIA (do mnie): Wiesz coś? Dali coś znać? (00:44)
JA (do Ani): No właśnie nic.
Piszesz do Michała? Bo ja pisałam już do księdza i też nic. (00:45)
ANIA (do mnie): Błagam, odezwijcie się.
Napisałam tak, ale cisza (00:46)
JA (do Ani): Może zasięgu nie mają? Albo coś z ładowarką?
ANIA (do mnie): Nie wiem. Ale żeby nic nie napisali… (00:51)
JA (do Ani): Może byli tak zmęczeni? U nich jest teraz druga, to mogą spać. Musimy wytrzymać do rana.
ANIA (do mnie): To już jest pomału nie do zniesienia. Gdzie tam rano. (0:01)
JA (do Ani): Musimy ufać, że wszystko będzie dobrze. (01:06)
ANIA (przekazana od MICHAŁA): Jesteśmy w hotelu i kładziemy się. (01:48)
JA (do Ani): No, Marcin też teraz napisał, że karty im przestały działać. Są w Rumunii, miasto Jassy, hotel Grand View. (01:50)
ANIA (do mnie): A ja już naprawdę myślałam, że coś im się stało. Po tylu godzinach bez spania raz dwa można usnąć za kierownicą. (01:53)
JA (do Ani): No, to już chyba nic nieprzewidzianego nie będzie. Daj Boże. Możemy iść spać. (02:07)
ANIA (do mnie): Dobranoc.
MARCIN (do mnie): Jesteśmy już na drodze przez Rumunię, wyjechaliśmy z Jassy. (10:58)
JA (do Ani): Wjechali na Węgry. Pojadą już prosto do domu. Jeszcze jakieś 7 godzin drogi.
Dzwoniłam do Marcina. (20:38)
ANIA (do mnie): O, dzięki. To około 4. w domu? (20:39)
JA (do Ani): No, tak myślą. Spokojnej nocy. (22:21)
EXODOS
Sześćdziesiąt trzy godziny
Trzy i pół tysiąca kilometrów
Sztychy niepokoju
Plaster ulgi
Ciepła fala radości
Zefirek matczynej dumy
Wy haroszo wychowała swoich synow
Ja błagodariu was.
Oni oczień haroszyje liudi.
Ale tylko Marcin jest moim synem
Michał nie. Nawet nie krewny
I dwadzieścia lat starszy.
No etowo nie widno.
Nieważna. Oni oba oczień haroszyje.
Matka spotkała syna
Między alarmami
Serce złapało oddech i rytm
A za granicą jednak byli wszyscy
Kilkadziesiąt metrów, ale zawsze
Strażnicy wielkodusznie nie kazali
Stać w kilometrowej kolejce z powrotem
Życzliwi Mołdawianie dali kartę do telefonu
Gdy wyczerpały się unijne limity
Jajecznica na bekonie zamieniła na chwilę
Podniebienie w siódme niebo
Sen, sen, całe sześć godzin snu
Jak plaster z aloesem
Na oczy szeroko rozdarte
Trzydzieści cztery godziny za kółkiem
na kółkach
czterdzieści dwie – bez zmrużenia oka
sześćdziesiąt trzy – całej akcji
Z czego sześć przespanych
Arytmetyka dobrej woli
Funkcja serca
Podjęło się. Wykonało. Gotowe.

