09.09.2021

Nowy Napis Co Tydzień #117 / Pisarz to delikatne zwierzę [fragment]

[…]

23 kwietnia 2020, czwartek

Trzeba się nauczać doceniać, cieszyć się tym, co się ma, bo można to za chwilę stracić. I nie ma w tym cienia fatalizmu, raczej cichy pragmatyzm i wciąż odnawiający się apetyt na radość.

Świat wariuje, a ja prostuję ścieżki swojego umysłu. Jak zwykle idealna synchronizacja, przyznaję z ironią. Psychoterapia robi swoje. Nie czuję już takiej ilości pokruszonego szkła przesypującego się arteriami wewnątrz mnie.

 

Powiedziałam dzisiaj psycholożce, że nie pamiętam z opinią, którego Wielkiego dyskutuję, ale to nieprawda, że złe dzieciństwo tworzy pisarza. Złe dzieciństwo tworzy tylko smutne widma; nie jesteśmy pewni tego, czy istniejemy, a jeśli, to jak prędko przyjdzie nam zniknąć. Jak wróżki z Piotrusia Pana. Jeśli w nas zwątpisz, musisz długo klaskać, aby nas przywrócić do istnienia… A czasem to już niemożliwe. Złe dzieciństwo sprawia, że równie fatalnie znosimy sukcesy, co porażki. I samych siebie, jak znoszono nas, kiedy byliśmy mali. Pokochać się za cały świat. Żądać konkretnej pomocy zamiast współczucia. Wrzeszczeć miast się modlić.

 

Prędka rozmowa z M. Dopiero co wróciła z pracy, ale ma jeszcze siłę, aby opisywać mi dzięcioła, który przysiadł na drzewie jakieś dwanaście metrów od jej werandy. –12 m! Oko strzelca!!! Biały brzuszek, czarna sylwetka, skrzydełka ciemne, ale nie aż tak. Łebka nie widać, ale – dodaję – że ptaszek ma pewnie czerwony berecik. Chmury niosą dym znad Biebrzy. M. bezpieczna. W prokuraturze wszyscy w maseczkach, choć wiadomo, że to ściema. M. nie wystawia już mandatów. Mówi, że nie ma podstawy prawnej. Mówi, że gdyby ktoś chciałby wlepić mi mandat, mam nie przyjmować. Ale za co mają mi wlepić? Za istnienie? 

27 kwietnia 2020, poniedziałek

Odkąd zluzowano obostrzenia, za oknem nie mam tej upiornej ciszy. W zasadzie – gdyby nie otwierać oczu, tylko słuchać – można by było uznać, że wróciła normalność.

Szum samochodów, spłoszony ptak w parku, śmiech dziecka.

Wrócił nawet motocyklista na swojej ryczącej maszynie, która rokrocznie, kiedy robi się ciepło, strzela z tłumika, aż drżą szyby.

Po dłuższej przerwie w parku jest znowu dzięcioł. Jego poprzednik, po tym jak wichura zniszczyła drzewo, na którym bytował, przeniósł się na martwą lampę uliczną i tam robił swoje… Bóg raczy wiedzieć po co? Może po to, żeby pozostać dzięciołem. Aż rozebrano i lampę.

Nocami znowu odbywają się wyścigi w Alei Włókniarzy. Rozpędzone samochody wpadają na Hipoteczną i zawijają z powrotem. A za kierownicą każdego siedzi dwudziestoparoletnia rozpieszczona Nieśmiertelność.

28 kwietnia 2020, wtorek

Wyciągnęłam w życiu kartę eremity, więc siedzenie w domu longiem, specjalnie mnie nie dotyka.

Fizycznie czuję się słabo, co odnotowuje termometr: 35,1; 35; 35,2. Czarna kotka mojej matki dochodzi do formy. Infekcja rudego kocura była fałszywym alarmem. Nadal jednak resztka pieniędzy wypływa na kocie antybiotyki i leki przeciwzapalne. Nie ma mowy, żebym mogła zanieść teraz komputer do informatyków. Magdzie P. tłumaczę, dlaczego wciąż nie dostała ode mnie zamówionego opowiadania. Ze zdziwieniem, ale i ulgą rejestruję, że termin oddania tekstów uległ wydłużeniu. Inne autorki zgłaszały, że w obecnej sytuacji (cokolwiek znaczy „obecna sytuacja”, bo tego nikt chyba nie wie) nie są w stanie skupić się na pisaniu. Słowa nie płyną. Magda P. sama mówi, że ma już dosyć tego dryfowania. Opowiada, że moje ukochane bulwary wiślane znowu są pełne ludzi. Tak, brakuje mi Krakowa. Niestety dochodzimy do wniosku, że wielu z nas nie przetrwa tej pandemii. Pisarz to delikatne zwierzę. W sieci znajomi na wszystkie sposoby reklamują swoje powieści i oferują prędkie wysyłki. Ja nie jestem z tej bajki. Prędzej zdobyłabym już majątek jako tańczący biały miś pod Giewontem. Jak nastroje w wydawnictwach? Na początku narodowej kwarantanny był nawet ostrożny wybuch entuzjazmu i liczenie na to, że ludzie poszukają wolności pośród kart książek. Trzy tygodnie później było wiadomo, że to złudzenie. Teraz: ciszej nad tą trumną. Nastroje falują, prawda? Może jeszcze będzie lepiej. Bo jeśli nie, to jak? To co?

7 maja 2020, czwartek

Nie przesadzajmy z tą afirmacją – sarkastycznie mówię do psycholożki i od razu przypomina mi się Beatka Tygrysek. Ona nieustannie afirmuje życie, miotając się między (kolejno): rzeźbieniem, pisaniem, prowadzeniem wydawnictwa, scenopisaniem, śpiewaniem, pływaniem, bieganiem, poetyzowaniem, fotografowaniem, dietetyką, a ostatnio coachingiem. 

Również rozmowa o indywidualności i problemie bycia dostrzeżonym (lajkować Beatkę Tygryska) natrafia na mój opór.

— Nie jesteśmy oryginalni — mówię — gdyby istniała taka techniczna możliwość, to na świecie każde z nas znalazłoby sobowtóra. Tysiące sobowtórów wyglądających jak my, myślących jak my, z nieidentycznym, jeśli w ogóle nieomal identycznym, doświadczeniem życiowym.

— Ma pani ma myśli klony?

Kiwam głową, ale przecież ona nie może tego zobaczyć, bo pro¬wadzi sesję przez telefon.

— Chciałaby pani mieć swojego klona?

— Tak, wiele klonów.

— Co by to pani dało?

— Poczucie wspólnoty. 

18 kwietnia 2020, czwartek

Kilkanaście lat temu R.J., który robił wtedy specjalizację z psychiatrii, opowiedział mi o swoim pacjencie ze schizofrenią – profesorze: „Patrzę w jego umysł i widzę piękne ruiny”.

Zawsze się tego bałam, że mój umysł – ze stresu, nieodpowiedzialności, diety, teraz koronawirusa – rozpadnie się. A przecież widziałam rozpadające się głowy na żywo. To jak ze strachem przed lataniem, nawet wznoszący się wysoko ponad twoją głową samolot może wzbudzić lęk, ale paradoksalnie podnieca cię myśl, że właśnie będziesz nocować u znajomych mieszkających pod korytarzem powietrznym, blisko lotniska.

Druga sprawa, która mnie dobijała to to, że nie poradzę sobie z ubóstwem, deklasacją (bo klasy wciąż istnieją) i własnym gniewem – zżarło to tak wielkich i młodych jak Chatterton, mogło zeżreć i każdego. Jednak trwała we mnie nadzieja, że w końcu zaskoczy mój imponujący instynkt przetrwania, który pozwolił mi przeżyć upośledzone wcześniactwo i pierwsze lata życia. Że z wnętrza wyskoczy mój zimny i bardzo okrutny (tak wobec siebie, jak i innych) racjonalizm, dla którego moja mama żywi taką ogromną pogardę. Rozmawiam z psycholożką, mówię jej, że odkrywam i pasuje mi moja nowa dojrzałość. Może nie dziarsko, ale już bez specjalnego ociągania, wchodzę [maszeruję po nim] w wiek średni. Popołu­dniami tylko, niby napad gorączki, gdzieś pomiędzy siedemnastą a osiemnastą, opanowuje mnie żal. Tkwi we mnie płacz, jak korek zbyt mocno wciśnięty w szyjkę butelki.

Wiem o tym, ale od dziecka słabo mi szło z płakaniem…

Dzienniki pandemiczne dostępne są w e-sklepie Instytutu Literatury.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Izabela Szolc, Pisarz to delikatne zwierzę [fragment], „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 117

Przypisy

    Powiązane artykuły