26.09.2019

Nowy Napis Co Tydzień #016 / Tancerz

Wyszynski zatrzymał projektor. Triumfował:

– Widzicie? Co za łajdactwo! Parszywi zdrajcy.

Jurij przypomniał sobie, co pisały o tym niektóre gazety na Zachodzie. Norweski organ socjaldemokratów „Arbeiterbladet” donosił, że od września 1935 do maja 1936 roku lotnisko w Oslo nie przyjęło żadnego samolotu, ponieważ było remontowane.

– Zeznania Radka darujmy sobie – rzekł Wyszynski. – Mówił bardzo długo. Gorliwie popierał akt oskarżenia i dał cały wykład na temat historii trockizmu w ZSRR. Zeznawał też o swoich przestępczych kontaktach z dowódcą dywizji Witowtem Putną. Padło wtedy nazwisko Tuchaczewskiego, co prawda w niewinnym kontekście, lecz wszyscy uznali, że nad marszałkiem zbierają się chmury.

– Mieli rację…

– Tak. – Wyszynski przewijał taśmę. – Sokolnikow i Sieriebriakow nie dodali niczego istotnego. Ujawnili tylko cały szereg grup sabotażowych na Syberii i w kolejnictwie. Każdy z oskarżonych podał listę szkodników, od których aż roiło się we wszystkich węzłach sieci kolejowej. Kniaziew, na przykład, podał nazwiska trzydziestu trzech ludzi stanowiących kadry jego organizacji trockistowskiej na Kolei Południowouralskiej. O! Tu może… Co innego. Ciekawe, co mówił Drobnis.

– Elektrownię w obwodzie kemerowskim doprowadzono do takiego stanu, że gdyby uznano to za konieczne dla celów sabotażowych i gdyby padł taki rozkaz, można było zalać kopalnię. W dodatku dostarczano węgiel nieodpowiedni pod względem technicznym, co było przyczyną wybuchów. Wszystko to robiono celowo.

– Kanalia! Musiałem go mocno naciskać – komentował Wyszynski – żeby przyznał, że wybuch w kopalni Centralnaja tak przygotowano, żeby zginęło jak najwięcej ludzi. O, a tu macie zeznanie Murałowa.

– Zarówno ja, jak i Piatakow uważaliśmy, że nie wolno działać metodami eserowskimi, partyzanckimi. Trzeba działać tak, aby od razu wywołać popłoch. Wywołanie paniki i zamętu w czołowych szeregach partii uznaliśmy za sposób na dojście do władzy.

Wyszynski zatrzymał projektor.

– Potem była jeszcze sprawa zamachu na Mołotowa. Arnold, kierowca, przyznał, że obiecali mu, że kiedy dojdą do władzy, nie zapomną o nim. Lecz ten drobny krętacz i oszust w końcu stchórzył i samochód Mołotowa tylko wpadł jednym kołem do rowu. Ale… popatrzcie jeszcze na Kniaziewa.

– Osobiście wykoleiliśmy od trzynastu do piętnastu pociągów. Pamiętam, że w 1934 roku wykoleiło się i uległo wypadkom tysiąc pięćset pociągów. Do parowozowni w Kurganie wprowadzono potężne lokomotywy typu FD. Korzystając z tego, że słabo je tam znano, kierownictwo celowo osłabiło nadzór nad bieżącymi naprawami, często zmuszając maszynistów do wyjazdu mimo niezakończonej naprawy. Prawie wszystkie wodomierze były w stanie ruiny. W wyniku tych zaniedbań w styczniu 1936 roku nastąpił wybuch kotła.

– Czy na wasze polecenie – pyta na ekranie Wyszynski – doszło 7 stycznia 1936 roku do wykolejenia pociągu na odcinku Jedinowier–Bierdiausz?

– Tak. Kolejarze uważają, że jeżeli pękła szyna, nikt nie jest winien.

– Innymi słowy przypisują to obiektywnym przyczynom?

– No właśnie. Nie znaleziono winnych.

Na ekranie pojawiła się nowa postać. Adwokat Braude, bardzo znany obrońca. Wyszynski chciał pominąć jego wystąpienie, lecz Sizow poprosił, żeby je pokazać.

– Towarzysze sędziowie, nie będę ukrywał przed wami wyjątkowo trudnej, niebywale trudnej sytuacji, w jakiej znajduje się w tej sprawie obrona. Wszak obrońca, towarzysze sędziowie, jest przede wszystkim synem swojej ojczyzny. On też jest obywatelem wielkiego Związku Sowieckiego i uczucia wielkiego oburzenia, gniewu i grozy, które ogarniają teraz cały nasz kraj, młodych i starych, uczucia, które prokurator tak dobitnie wyraził w swoim przemówieniu, uczucia te nie mogą być obce także obrońcom. W tej sprawie, towarzysze sędziowie, fakty nie podlegają dyskusji. Towarzysz prokurator miał całkowitą rację, gdy mówił, że z każdego punktu widzenia, z punktu widzenia dokumentów zebranych w sprawie, z punktu widzenia zeznań świadków wezwanych przed oblicze sądu i krzyżowego ognia pytań, któremu poddano oskarżonych, jesteśmy pozbawieni jakiejkolwiek możliwości kwestionowania materiału dowodowego. Wszystkie fakty zostały dowiedzione, w tej sferze obrona nie zamierza wchodzić w żadne spory z oskarżycielem. Nie może także być sporu z oskarżycielem w kwestii oceny politycznych i moralnych aspektów sprawy. Tu również sprawa jest tak oczywista, ocena polityczna dokonana przez prokuratora tak jasna, że obrona może tylko zgodzić się w pełni i całkowicie z tą częścią jego przemówienia.

– No, wspaniała obrona! – zadrwił Sizow.

Wyszynski zatrzymał projektor, lecz Jurij zauważył, że dalej ostatnie słowo miał powiedzieć Piatakow, i chciał je obejrzeć.

– Za kilka godzin wydacie swój wyrok – mówi z trudem, z przerwami Piatakow. – A oto stoję przed wami unurzany w błocie, przygnieciony ciężarem własnych zbrodni, pozbawiony wszystkiego z własnej winy. Człowiek, który stracił własną partię, nie ma przyjaciół, utracił rodzinę, utracił samego siebie.

– No dobrze, wystarczy – powiedział Wyszynski. Wypił jeszcze pół kieliszka espegie. Mówił już trochę bełkotliwie: – To może jeszcze tylko moja końcowa mowa oskarżycielska.

– Oto otchłań upadku! Oto szczyt, ostatnia granica moralnej i politycznej zgnilizny! Oto diabelska niebotyczność zbrodni. Oskarżeni to nie partia polityczna. To banda kryminalistów, będących przedstawicielami agentury zagranicznych wywiadów. W istocie byli oni gorsi od białych, upadli niżej niż najgorsi denikinowcy i kołczakowcy. Najgorsi denikinowcy i kołczakowcy byli lepsi od tych zdrajców. Przepowiednie towarzysza Stalina spełniły się w całej rozciągłości. Trockizm stał się rzeczywiście ogniskiem skupiającym wszystkie siły wrogie socjalizmowi, zgraję pospolitych bandytów, szpiegów i morderców, którzy postawili się całkowicie do dyspozycji zagranicznych wywiadów, stali się ostatecznie i nieodwołalnie sługusami kapitalizmu, restauratorami kapitalizmu w naszym kraju. Wysadzają kopalnie, palą warsztaty, wykolejają pociągi, okaleczają i zabijają setki naszych najlepszych ludzi, synów naszej ojczyzny. Ośmiuset robotników zakładów azotowych w Gorłowce ogłosiło na łamach „Prawdy” nazwiska najlepszych stachanowców z tych zakładów, którzy zginęli ze zdradzieckiej ręki dywersantów. Oto lista tych ofiar: Łuncew, stachanowiec urodzony w 1902 roku. Judin, utalentowany inżynier, urodzony w 1913 roku. Kurkin, komsomolec, stachanowiec, 23 lata. Strielnikowa, szturmówka. Mospiec, szturmowiec. Oboje urodzeni w 1913 roku. To zabici! Kilkunastu innych zostało rannych. Zginął Maksymienko, stachanowiec, który wykonywał od 125 do 150 procent normy. Niemichin, jeden z najlepszych szturmowców, poświęcił swój dziesięciodniowy urlop i zjechał do sztolni w kopalni Centralnaja, a tam już na niego czekali i zabili go. Zabili górnika strzałowego Juriewa, jednego z tych, którzy brali udział w walkach z białymi Chińczykami. Zabili Łanina, starego górnika, uczestnika wojny domowej. I tak dalej, i tak dalej. Nie jestem tu sam! Ofiary mogą spoczywać w grobach, ale ja czuję, że stoją obok mnie, wskazując na ławę oskarżonych, na was, oskarżeni, swymi strasznymi rękami, zbutwiałymi w grobach, do których je wpędziliście. Nie ja sam oskarżam! Oskarżam z całym naszym narodem, oskarżam tych podłych zbrodniarzy, którzy zasługują na jedną tylko karę – karę rozstrzelania, karę śmierci!

Kamera pokazuje sędziów udających się na naradę, a potem powoli przesuwa się po twarzach oskarżonych. Piatakow kryje twarz w dłoniach, Sokolnikow ma dziwnie wytrzeszczone oczy, patrzy gdzieś w przestrzeń przed sobą; Sierebriakow szybko oddycha i ma łzy w oczach. Wszyscy wiedzą, że czeka ich szybka śmierć. Tylko Radek sprawia wrażenie zadowolonego. Bardzo pomagał śledczym i widocznie liczy na lżejszy wyrok.

– Wszyscy na śmierć? – spytała zmienionym głosem Ada.

– Oca-leli Sokol-ni-kow, Arnold i Rr-adek – bełkotał Wyszynski.

– Ale tylko na jakiś czas – zauważył Sizow. – Potem i ich wykończono, już w więzieniu. Wobec rodzin represje jak zwykle?

– Oczywiście.

– A w łagrach kolejna masakra?

– Coś tam było, lecz to już z inicjatywy samego Jeżowa. Ilu? Nie wiem…

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Stefan Türschmid, Tancerz, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 16

Przypisy