22.09.2022

Nowy Napis Co Tydzień #170 / Strach ma wielkie szpony

Książka Karoliny Lewestam Pasterze smoków. Rodzice kontra świat ma zadatki na prawdziwy bestseller. Pisanie o dzieciach nastręcza wiele trudności, jednak autorka w sposób pomysłowy omija wszelkie pułapki, które mogłyby sprawić, że jej książka stanie się zbiorem tekstów balansującym na granicy ckliwości i czułostkowości. By temu zapobiec, Lewestam zastosowała w tytule metaforę: smoki to lęki, które spędzają rodzicom sen z powiek. W książce pojawiają się dwie krótkie charakterystyki rodziców: „Być rodzicem to tyle, co się bać”K. Lewestam, Pasterze smoków. Rodzice kontra świat, Wołowiec 2022 [dokument elektroniczny], s. 141. Wszystkie cytaty, jeśli nie zaznaczono inaczej, pochodzą z tego wydania.[1]; „Rodzic to po prostu nieudolny pasterz różnej wielkości smoków”Tamże.[2]. Zadaniami rodzica są ujarzmianie smoków i pilnowanie, by lęki nie zaburzały życia ich dzieci.

Pasterze smoków pretendują do miana bestselleru ze względu na sposób, w jaki autorka Małej księżniczki pisze o kwestiach mających znaczenie nie tylko dla jednostek, lecz również całego społeczeństwa. Być może brzmi to trywialnie, jednak kwestia rodzicielstwa nie dotyczy tylko pary, która decyduje się na dziecko. Lewestam zadaje kłam tezie, że rozwój i wychowanie dziecka są kwestiami na tyle prywatnymi, że nie wypada o nich rozmawiać osobom postronnym. Owszem, sposoby wychowywania, dobór literatury dziecięcej, sposoby spędzania wolnego czasu i tym podobne pozostają w gestii rodziców, jednak finalnie to, co zostanie dziecku przekazane na wczesnych etapach wychowania, zaprocentuje w przyszłości pożądanymi zachowaniami i postawami obywatelskimi. Najważniejsza myśl, jaka pojawia się na marginesie Pasterzy smoków, dotyczy faktu, że dzieci wychowuje się nie dla siebie, lecz dla innych – wszystkich, którzy kiedykolwiek się z nim zetkną. Wiedza o tym, że w rękach dzieci znajduje się nasza przyszłość nie powinna nas paraliżować, lecz skłaniać do objaśniania im świata w sposób, który pozwoli na przeciwdziałanie powstawaniu nierówności i mierzenie się z przeciwnościami o różnej skali. W początkowym okresie życia ich sprawczość będzie ograniczona, jednak z biegiem lat ich możliwości oddziaływania na rzeczywistość będą coraz większe:

Dajcie im szansę, żeby się sprawdzili. Niech czują, że mają jakiś wpływ na ten tajemniczy świat. Niech czyny mają jasny rezultat i przewidywalne konsekwencje, choćby tylko w malutkim mikrokosmosie waszego domu. Dbajcie o ich przyjaźnie (s. 61).

Pokusa bycia egoistą wydaje się duża i wpisana jest w sposób myślenia o wychowywaniu dziecka (ma ono chronić rodziców czy podążać wytyczoną przez nich ścieżką kariery), ale Lewestam przekierowuje uwagę czytelnika na to, co wychylone w przyszłość. Problemy, z jakimi autorka mierzy się w kolejnych rozdziałach, mogłyby skłonić ją do wpadania w ton mentorski. Byłby on zasadny, jednak dla Lewestam ważniejsze jest budowanie wspólnoty rodzicielskiej, która, nawet jeśli nie poznała wszystkich problemów, to z pewnością jeszcze nie raz będzie musiała stawić czoła zagrożeniom czyhającym na dzieci i poszukiwać jak najlepszych rozwiązań. Jak pisze Lewestam:

I pamiętajcie, że macie dwie odpowiedzialności: bądźcie uważni, konfrontując je ze sobą. Jedna z nich dotyczy waszego dziecka: niech rośnie jak najwyżej; jesteście jego asystentami, podlewajcie tę młodą roślinę. Druga to odpowiedzialność względem świata, ta polityczna: czasem trzeba mu lekko przyciąć pędy, żeby nie zasłaniały światła słabszym roślinom (s. 60).

To nie tyle ostrzeżenie przed możliwymi komplikacjami (o takie podczas wychowywania dziecka nietrudno), ile przypomnienie o tym, że duma z osiągnięć dziecka nie może przysłonić troski o to, by nieintencjonalnie nie krzywdziło ono innych dzieci.

Ton serio pojawia się w książce Lewestam rzadko, zależy jej bowiem na podtrzymywaniu uwagi czytelnika dzięki zabiegom skracającym dystans. Autorka przed szaleństwem niepokoju o los dziecka broni się poczuciem humoru, które nawet jeśli prokurowane jest w konkretnych celach, pozwala na zaistnienie momentów identyfikacji z opisywanymi sytuacjami lub na przyłapywaniu się czytelnika na podobnych myślach. W Pasterzach smoków nie brakuje również wyznań, które uwiarygadniają pozycję Lewestam:

[…] ja też nie mam już siebie, ja też się ciągle boję, ja też nie daję rady – i jedyne, co mam, to właśnie te malutkie chwile prawdziwej radości w rodzicielstwie (s. 229).

Kim w takim razie jest Lewestam, która odsłania dość sporo ze swojej biografii? Rekonstruktorką swojego rodu po kądzieli:

Halinka była królową, ale była też wróżką. Dysponowała magią, która pozwalała jej złapać za niepozorny mankiet wystający z zupy szmat w przybytku w Piechowicach pod Jelenią i na jego końcu odnaleźć Paryż albo Sztokholm (s. 232).

Jest też obserwatorką swoich dzieci, kolekcjonerką anegdot, a poza tym matką, żoną, akademiczką, filozofką, przyjaciółką, córką i synową. Wszystkie te role okazują się ważne, ponieważ odseparowanie którejkolwiek z nich naraziłoby Lewestam na zarzut nieautentyczności. Najciekawsze są oczywiście linie przecięcia wymienionych ról, ponieważ czytelnik chce wiedzieć, co działo się z dziećmi, gdy powstawała książka. Wiedza ta nie jest przez autorkę reglamentowana czy pilnie strzeżona. Udowadnia ona, że w życiu codziennym żadna z ról nie jest dominująca. Matka pracuje, spotyka się ze znajomymi, czyta, pisze i publikuje. Aby móc spełniać się na wielu polach, Lewestam nie raz prosi o pomoc matkę i teściową.

Gdyby pokusić się o znalezienie jednego mankamentu Pasterzy smoków, to bez wątpienia byłby to brak rozdziału o cedowaniu obowiązków wychowawczych na innych członków rodziny. W książce zabrakło felietonu, który dotyczyłby pracy afektywnej – zagadnienia wciąż w Polsce pomijanego milczeniem – oraz fenomenu pomocy ze strony dziadków i babć. Należałoby zapytać, na jakich zasadach powinni oni świadczyć pomoc w wychowywaniu wnuków. Czy są do tego zobligowani ze względu na więzy rodzinne? Czy ich pomoc powinna być regulowana odpowiednimi umowami zawieranymi z rodzicami wnuków? Czy powinni czuwać w pogotowiu zawsze, bez względu na stopień wyczerpania? To tylko niektóre pytania mogące rozpocząć dyskusję o statusie babć i dziadków w Polsce. Czy mają wyrzec się swojego życia na rzecz opieki nad wnukami? To dość egoistyczna wizja. W Polsce obowiązującym modelem, o który zabiegają rodzice, jest ten zakładający, że babcie i dziadkowie będą służyli swoim dzieciom (i wnukom) nielimitowaną pomocą. Jak przyznaje autorka Pasterzy smoków, w jej przypadku matka i teściowa odgrywają istotną rolę. To dzięki nim Lewestam może angażować się w projekty inne niż rodzicielstwo i być matką aktywną zawodowo:

Moje wsparcie nie wpada w sobotni wieczór, by obejrzeć wnuki i ułożyć z nimi puzzle. Te kobiety często reorganizują swoje życie, by gdy zajdzie taka potrzeba, opiekować się moimi dziećmi. Łucja potrafi spędzić u nas wiele tygodni w trybie pomocowym niezależnie od tego, czy mieszkamy w Stanach, w Anglii czy w Polsce; potrafi sama zabrać wnuki na wakacje (s.8).

Fragment ten nie jest częścią większej całości dotyczącej pracy afektywnej. Można założyć, że autorka chciała w ten sposób wyrazić wdzięczność wspomnianym kobietom.

Poza tym publikacji trudno zarzucić jakiekolwiek uchybienia merytoryczne i redakcyjne. Lewestam świetnie komponuje poszczególne teksty, dba o czytelnika (wyjaśnia niejasne kwestie, buduje napięcie, pamięta o tym, że kluczem do sukcesu jest dobra puenta), a także o dobór argumentów mających potwierdzić jej tezy. W jej tekstach próżno poszukiwać gotowych rozwiązań, a jeśli pojawiają się, to dotyczą dziecięcych lektur – kwestii, która nie spędza rodzicom snu z powiek, choć przemyślana lista książek rekomendowanych dzieciom może wspomóc ich proces adaptacyjny i ułatwić mierzenie się z przeciwnościami.

Autorka Pasterzy smoków pisze o rodzicielstwie jako o wyzwaniu i przyjemności, na którą składają się błahe czynności. Można się nim cieszyć, jednak należy oddalić pokusę idealizowania go, myślenia o nim jako o inwestycji we własną przyszłość. Planując rodzicielstwo, należy wziąć pod uwagę nie tylko rozczulające momenty, które będą rekompensowały wszelkie przeciwności i wyrzeczenia, lecz również wszystko to, co wymyka się wyobraźni, ponieważ nie licuje z obrazem spełnionego rodzicielstwa (konflikt dziecka z prawem i tym podobne). Lewestam nie demonizuje rodzicielstwa, ale i nie dokonuje jego apologii za wszelką cenę. Pisze o nim jako o przygodzie, której finał trudno przewidzieć. To uczciwa strategia, ponieważ nie każdy proces wychowawczy przebiega w ten sam sposób i nie każdy będzie zwieńczony sukcesem (kto kiedykolwiek oglądał film Musimy porozmawiać o Kevinie z fenomenalną Tildą Swinton, ten wie, że każde dziecko może wyrosnąć na psychopatę). Mimo to warto podjąć starania, by w pewnym momencie móc poczuć satysfakcję z dobrze wykonanego zadania.

Pasterze smoków to książka adresowana do rodziców dzieci neurotypowych i nieposiadających niepełnosprawności. Zapewne rozdział o wychowywaniu dziecka kalekiego lub z porażeniem mózgowym (nawet jeśli tekst miałby być tylko appendiksem) zmieniłby charakter publikacji Lewestam, ponieważ dotyczyłby permanentnego bólu i cierpienia, a więc czegoś, czego nie można wyeliminować i czemu nie można zapobiecZob. J. Hołub, Żeby umarło przede mną. Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci, Wołowiec 2018.[3]. W omawianej książce te komponenty ludzkiego życia pojawiają się tylko jako potencjalne doznania, które mogą nigdy nie zaistnieć. Choć jej projekt literacki bazuje na przypuszczeniach, dołączenie tekstu o mierzeniu się rodzica z długotrwałym bólem dziecka pozwoliłoby wielu rodzicom na identyfikację z opisem sytuacji będących ich udziałem, znalezienie pocieszenia w obliczu doświadczenia granicznego, które wyniszcza rodziców i separuje ich na wiele lat od społeczeństwa.

Lewestam ujawnia kulisy rodzicielskiego życia, na które składają się czynności posiadające równy stopień ważności (zachęcanie do czytania, wspólne zabawy, troska o zdrowie dziecka, lęk o jego przyszłość), lecz równie często wybiega w przyszłość i udowadnia, że rodzice kształtują postawy przyszłych obywateli. Autorka wychwytuje momenty, w których gra toczy się o to, czy mężczyźni, którzy dziś są małymi chłopcami, nie staną się mizoginami lub zwolennikami patriarchatu. Czy pozwolić chłopcom na przewodzenie w grupie nawet za cenę poczucia dyskomfortu, że matka jako kobieta, musiała stawić czoła większej liczbie przeciwności? Czy można wytłumić lęk o przyszłość dziecka i powściągnąć wyobraźnię katastroficznąLewestam w jednym z rozdziałów pisze: „Widzę, że im dalej na zachód, im de facto bezpieczniej, tym ten lęk bardziej rozbuchany – sama tego doświadczyłam” (s. 141).[4]? To tylko niektóre z kwestii, które zostały omówione w książce Lewestam.

W kolejnych partiach Pasterzy smoków udowadnia ona, że rodzicielstwo nie jest wyizolowaną rolą, której spełnianie odbywa się w odosobnieniu. Jej intencją jest przedstawienie procesu wychowywania dziecka jako długofalowego zadania, którego skutki mogą okazać się fatalne lub zadowalające (choć słowo to konotuje rodzicielski pragmatyzm, to jednak użycie go nie świadczy o tym, że rodzice chcą, by dzieci zadowoliły ich w każdym aspekcie życia). To od rodziców zależy, czy ich dzieci będą szczęśliwe i czy będą sobie zdawały sprawę z odpowiedzialności, jaka spoczywa w ich rękach. Jak pisze w jednym z fragmentów, z wychowywaniem dzieci wiąże się wiele emocji; ich dorastanie przypomina o nieuchronnej starości i śmierci:

Dzieci, jak wszystko, są oceanem trudu, potencjalną niewdzięcznością, niesprawiedliwym wyrokiem; są świadectwem naszej śmiertelności i same są podle śmiertelne; są paraliżującą rutyną i nieznośną odpowiedzialnością; a co najgorsze, te nastoletnie, kiedy próbujemy być cool, nagradzają nas chłostą śmiechu (dobrze, że najczęściej nie zabójstwem na śmietniku) (s. 227).

Książka Lewestam skłania do rewizji wielu poglądów i powinna być rekomendowana jako obowiązkowa lektura nie tylko dla matek planujących macierzyństwo, lecz również wszystkich tych, którzy sądzą, że kobieta powinna rodzić naturalnie i karmić piersią (choć pojawiają się przeciwwskazania uniemożliwiające i jedno, i drugie). Myli się jednak ten, kto sądzi, że Lewestam prowadzi w Pasterzach smoków wojnę ze wszystkimi, którzy myślą inaczej niż ona. Jej działania nie sprowadzają się do propagowania najlepszych (według autorki) wyborów w kwestiach elementarnych i mniej elementarnych, rozważa także te z rozwiązań, które mogłyby potencjalnie poróżnić rodziców. Jak każdy wychowawca, autorka nie chce zatracić tego, co najważniejsze: podejmowania przez dziecko suwerennych decyzji. Jak sama przyznaje:

Dlatego zadowolę się hipotetycznymi wszechświatami, w których Matylda tańczy w nowojorskim balecie, zostaje słynną artystką i dostaje harwardzki dyplom z wyróżnieniem. A w życiu… w życiu jej odpuszczę, co mi tam. Wystarczy mi Oxford, naprawdę. Ja po prostu pragnę, żeby była szczęśliwa (s. 175).

Niekwestionowanym atutem książki Lewestam jest styl, jakim posługuje się autorka. Ma ona rzadko dziś spotykany dar pisania o kwestiach fundamentalnych (w mikro i makro skali) w sposób przystępny dla laików nieposiadających wiedzy filozoficznej. W jej esejach nawiązania do filozofów dwudziestego wieku (choć nie tylko) pełnią specjalną funkcję: nie chodzi bowiem o inkrustowanie tekstu cytatami, które wydają się odpowiednio współgrać z tezami Lewestam, lecz o to, by myśleć w sposób dopuszczający różne rozwiązania, które podpowiadają klasycy filozofii. Czytanie Pasterzy smoków jest intrygujące, ponieważ szczegół biograficzny sąsiaduje tu z wykładem z filozofii, a felieton wchodzi w związek krwi z formami quasi-dziennikarskimi. Niewątpliwym atutami książki są świetny pod względem jakości wywód Lewestam i sposób, w jaki omawia ona poszczególne problemy znane dobrze rodzicom dzieci w różnym wieku. Ze względu na szerokie spektrum tematów, jakie pojawiają się w książce, można uznać, że nie sprowadza się ona do roli publikacji sprawdzającej się tylko podczas jednokrotnej lektury.

Autorka często zwraca się bezpośrednio do czytelnika, co powoduje, że nienachalna familiarność zapobiega odbieraniu wszystkich jej porad i wskazówek jako wygłaszanych ex cathedra. Trudno więc uznać Pasterzysmoków za kolejny poradnik mający uczynić rodzicielstwo zadaniem łatwym, przyjemnym i komfortowym. Jeśli ktokolwiek poszukuje prostych pocieszeń i rozwiązań podsuwanych przez innych w dobrej wierze, jednak w sposób świadczący o poczuciu wyższości ze względu na liczbę dzieci, staż związku i tym podobne, to lektura Pasterzy smoków może okazać się kłopotliwa. Lewestam nie zamierza ukrywać, że jej książka bazuje na przeżyciach mających podłoże autobiograficzne. Jej strategia polega na dzieleniu się z czytelnikami własnymi wątpliwościami dotyczącymi wychowania Klary, Matyldy i Maksa. Lewestam przedkłada to, co przeżyte, nad teoretyzowanie – Pasterze smoków są dzięki temu książką, która oferuje coś więcej niż tylko zapewnienia, że wszystko będzie dobrze.

Karolina Lewestam, Pasterze smoków. Rodzice kontraświat, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022.

okładka

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Andrzej Juchniewicz, Strach ma wielkie szpony, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2022, nr 170

Przypisy

    Powiązane artykuły

    Loading...