26.12.2019

Nowy Napis Co Tydzień #029 / Być Iranką w kraju i na obczyźnie według Chahdortt Djavann

Chahdortt Djavann żyje w Paryżu od 1993 roku. W kraju nie było jej dwadzieścia lat. Wśród pisarzy frankofońskich, wywodzących się z irańskiej diaspory (żeby wymienić tylko Mardżan-e Satrapi, autorkę słynnego Persepolis, Delphine Minoui, Faribę Hachtroudi, Sorour Kasmaï, Abnousse Shalmani), Djavann zajmuje miejsce szczególne. Jej proza jest żarliwym wystąpieniem przeciwko fundamentalizmowi islamskiemu. Ale jest też bezkompromisowym oskarżeniem ludzi Zachodu, jak i przede wszystkim samych Irańczyków, którzy starają się Iran zrozumieć, usprawiedliwić, wybielić, którzy tkwią w postawie oczekiwania i wierzą w naturalną ewolucję systemu złego u samego źródła. Gdy czytelnik sięga po pozycję z odmiennego kręgu kulturowego, zazwyczaj wyrusza w tę przygodę pełen wiary, z oczekiwaniem (być może nie w pełni uświadomionym) spotkania się w połowie drogi ze światem autora. Spodziewa się „otwarcia”, stara się odrzucić wszelkie uprzedzenia i zakłada na poziomie teoretycznym, że odmienność należy przyjąć jako taką. Co więcej, przyjmuje założenie, że autor uczyni wszystko co w jego mocy, aby go to tego przekonać. Tego zazwyczaj oczekujemy od literatury obcej przez duże „L”.

Pierwsze moje zetknięcie z współczesnym Iranem, a byłam wówczas nastolatką, było z całkiem innego rejestru. Przeczytałam książkę Betty Mahmoddy Tylko razem z córką, amerykanki więzionej przez męża Irańczyka w Teheranie pierwszej połowy lat 80. Jest to jedna z tych lektur, które utwierdzają przekonanie o dychotomii świata: „my ucywilizowani – oni barbarzyńcy”. Wiele się od tego czasu zmieniło. Iran ponoć „otworzył się” na świat zewnętrzny. Turyści, również z Polski, powracają z tego kraju nierzadko zachwyceni, a duch czasu skłania się raczej ku negacji nieuchronnego szoku cywilizacyjnego. Tymczasem Djavann opisuje świat, który jest po prostu nie do zniesienia, absolutnie nie do zaakceptowania dla Europejczyka. Świat, który ona sama odrzuca bezpardonowo. Połączenie teokracji z dyktaturą.

Nie sposób zrozumieć radykalności Djavann bez znajomości jej życiorysu. Tym bardziej, iż większość jej twórczości fikcyjnej ma w dużej mierze charakter autobiograficzny. Choć autorka zastrzega, iż żadna jej powieść autobiografią nie jest („Jestem swoją postacią i zarazem nią nie jestem”), lecz okazuje się, że każda pozycja jest kolejną odsłoną traumatycznej przeszłości autorki. Jej bohaterki – narratorka pisząca w pierwszej osobie, Donja, Roksana – są kolejnymi wcieleniami tej samej postaci, a opisywane w książce wydarzenia pokrywają się i sukcesywnie uzupełniają ten sam życiorys. Nawet daty się zgadzają. Wiele z tych faktów przywołuje zresztą sama Djavann, w dość często udzielanych wywiadach.

Pochodzenie Djavann jest wyjątkowo nietuzinkowe. Wywodzi się ze starego arystokratycznego rodu z Azerbejdżanu. Jej ojciec był niegdyś wielkim właścicielem ziemskim, jednym z ostatnich paszy, aczkolwiek doszczętnie zrujnowanym w momencie narodzin córki w 1967 roku. Choć zażywał opium trzy razy dziennie i posiadał czterdzieści żon, znajdował czas na myślenie o modernizacji kraju. Mawiał, że w dniu, kiedy w Iranie będzie wiecej szkół niż meczetów, rzeczywiście będzie można żywić nadzieję, że kraj zostanie uratowany.Gdy nastąpiła rewolucja islamska pod egidą Ruhollaha Chomeiniego, Chahdortt miała trzynaście lat.

*

W swej pierwszej książce, Je viens d’ailleurs z 2002 roku(Pochodzę z innego kraju), przywołując fragmentaryczne wspomnienia i zestawiając wymowne sceny z życia codziennego, Djavann unaocznia historyczną zmianę, która miała miejsce wraz z powstaniem Islamskiej Republiki. Jest to spojrzenie dziecka a następnie młodej studentki. Początkowo likwidacja części podręczników i wynikające z niej odciążenie programu nauczania czyni rewolucję z miejsca całkiem „sympatyczną”. Odśpiewywany za czasów szacha hymn narodowy oraz poranna gimnastyka zastąpione zostają skandowaniem rewolucyjnych haseł. Z każdym dniem spódnice nauczycielek wydłużają się a ich makijaże bledną. Te spośród nich, które nigdy kokietkami nie były, nabierają pewności siebie. Po jakimś czasie pojawia się nowa dyrektorka, od stóp do głowy osłonięta czarnym czadorem. Wprowadza ona do szkoły prawdziwy system wywiadowczy, regularne przeszukiwanie uczennic, polowanie na zakazane książki, kasety, szminki, wzywanie do składania donosów na nieprawomyślnych rodziców.

Trzynastoletnia Chahdortt ma dwie przyjaciółki, Sarę i Mahsę. Są nierozłączne niczym trzej muszkieterowie. Dziewczynki dołączają do stowarzyszenia komunistycznej młodzieży. Wraz ze starszymi koleżankami sprzedają cenzurowane książki, rozdają polityczne broszury. Aż któregoś dnia Mahsa nie przychodzi do szkoły. Wkrótce potem również Sara znika bez śladu. Pięć lat później Chahdortt spotyka Mahsę na ulicy, tak jak ona sama, starannie zasłoniętą. Dowiaduje się, że Mahsa spędziła dwa lata w więzieniu, a Sarę, wraz z siostrą i rodzicami, rozstrzelano.

*

Chahdortt studiuje w mieście egzotycznym dla samych Irańczyków, w Bandar-e Abbas, największym porcie Zatoki Perskiej, na samej granicy ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Choć „irański Teksas” nie wymyka się kontroli islamicznej, nieobecność mułłów na ulicach Chahdortt przyjmuje z niewymowną ulgą. W Bandar-e Abbas, rzecz niespotykana nigdzie indziej w kraju: znajduje się tu wspólny dla kobiet i mężczyzn akademik!W samym gmachu jednak, rzecz oczywista, są osobne windy. Studenci nauczyli się doprowadzać do ich awarii, aby przemieszczać się jedynymi istniejącymi schodami:

W te dni, bataliony stowarzyszenia islamistycznego oraz Komitetu wkraczały na wojenną ścieżkę i z nieludzkim wysiłkiem pilnowały tłumu studentów i studentek, którzy wchodzili i schodzili bezustannie po schodach dla czystej przyjemności mijania siebie nawzajem, zamiany spojrzeń, lub nawet (zaszachowując swoich stróżów) wsunięcia skrawka papieru lub listu […] Sekretem reżimu islamistycznego jest zapewnienie triumfu zakazanego owocu. Zakazany owoc władał naszymi umysłami, gdyż myśleliśmy wyłącznie i bezustannie o nim. Nasze troski były równie proste co natrętne (gdzie się zobaczyć, jak się spotkać, posłuchać Madonny, Pink Floydów…  bez przyłapania?) Byliśmy dorosłymi, a poświęcaliśmy całą naszą energię na próbę zaspokojenia tego, co gdzie indziej na świecie uznano by za kaprysy licealistów. Nie sposób było żyć inaczej, zaznać czegoś innego: nasze obsesje zajmowały całe miejsce. Niemożliwością było myślenie o czymś innym, niemożliwością było samo myślenie.C. Djavann, Je viens d’ailleurs, Gallimard 2002, s. 81–82. Przekłady z francuskiego autorstwa Katarzyny Losson.[1]

*

Ofiarami rewolucji islamicznej padają w pierwszej kolejności kobiety. I to ich losowi poświęca Djavann całą swoją uwagę:

Nie ma potrzeby być politycznym oponentem w teokratycznym reżimie Iranu, aby codzienność była wybrukowana torturami psychicznymi. Już w dzieciństwie, w szkole, żyje się pod wpływem ideologii, która wpaja niższość płci żeńskiej, nieczystość ciała, obsceniczność pożądania, grzech przyjemności. […] Kobiety spowite w czerń nauczają dziewczynek emancypacji przez hidżab […] chusta ma im zapewnić tożsamość godną kobiety szanującej się i szanowanej, ponieważ nie skalanej przez nieczyste, lubieżne spojrzenia […]. Dziewczynki należące do tradycyjnych, religijnych rodzin, zazwyczaj przyjmują te dogmaty, jakby były częścią ich samych, lecz te które nie pochodzą ze środowiska religijnego, już w dzieciństwie żyją w poczuciu zagrożenia, które wywołuje u nich nieufność. Są rozdarte między samooczernianiem a odrzuceniem ze strony społeczeństwa, strachem a podejrzliwością, obłudą a denuncjacją. […] Z czasem i bez swej wiedzy [kobieta] staje się istotą godną pogardy. Jak wielki nie byłby jej opór wewnętrzny, w końcu staje się trybikiem systemu. Wszystkie jej działania są podporządkowane regułom do imentu arbitralnym. Jej intymność nigdy intymną nie jest, jej najbardziej niewinne postawy podlegają ideologicznej interpretacji. Absurdalność powodów, dla których dostaje się jej reprymenda oraz brutalność strażników moralności sprawiają, iż represja staje się banalna i przenika jej życie w całości. Tak nieustannie i bez przyczyny jest oskarżana, iż finalnie wierzy w to, że jest winna samoistnie. Wina jest genetyczna. Wrodzona.C. Djavann, Je ne suis pas celle que je suis, Paris 2011, s. 136–137.[2]

W tych schizofrenicznych warunkach Donja usiłuje znaleźć dla siebie miejsce, zawalczyć o swoje „ja”. Jednakże jej starania zderzają się z problemem zasadniczym: „Deptanie praw i pogarda dla obłudy konwenansów sprawiały jej tyle samo przyjemności, co uprawianie miłości, jeśli nie więcej. Ale nie sposób budować życie pokątnie i dla samej przyjemności pogwałcenia norm!”Tamże, s. 44.[3] Jako trzynastoletnia dziewczynka, Donja była wtrącona do więzienia i poddana torturom. Powodem było rozdawanie przez nią ulotek politycznych. Jedenaście lat później, w 1991 roku, znajduje się tam ponownie. Z całkiem innej przyczyny. W Isfahanie, po całodziennym spacerze, siadła wraz z dwiema koleżankami nad brzegiem rzeki Zajande. Siadły na ziemi, pod mostem, zdjęły buty, skarpetki i zaczęły podśpiewywać popularną piosenkę o mieście. O zachodzie słońca pojawiło się nagle czterech, oburzonych strażników: „Natychmiast wstawajcie! Gdzie myślicie, że jesteście, żeby tak śpiewać i masować sobie stopy na oczach wszystkich?!”Tamże, s. 418.[4]. Dziewczyny zawieziono do lokali Komitetu. Donję zgwałcono tam kilkakrotnie.

By pomóc sobie samej, Donja desperacko pragnie nieść pomoc innym. Zgłasza się jako wolontariuszka do instytucji dającej „schronienie” dziewczynkom z rodzin patologicznych, przeważnie zmuszanych do prostytucji i handlu narkotykami. Tam dowiaduje się, że jej jedynym obowiązkiem jest upilnowanie podopiecznych i nauczenie ich dyscypliny. Dziewczynkom nie wolno ani na chwilę zdjąć chust z głowy. „Ależ są w domu!”– protestuje Donja. „Ale zostały zgwałcone!” – ripostuje dyrektorka. Odwiedzający je psychiatra nie może z nimi rozmawiać, poza obecnością tej ostatniej. Jak się okazuje, ostatecznie większość z nich wróci do swych rodzin, lecz dopiero po dokonaniu selekcji tych, które zostaną strażniczkami, w więzieniach dla kobiet lub na ulicach, gdzie będą zatrzymywać dziewczyny nieodpowiednio zasłonięte.

*

Istnienie prawa, które uznaje, iż wartość życia kobiety jest dwukrotnie mniejsza od życia mężczyzny, przekłada się na istotę relacji międzyludzkich. Rzuca cień na więź najbardziej fundamentalną: rodzic – dziecko. Chahdortt mówi o sobie, że matka nigdy nie wybaczyła jej tego, iż nie była chłopcem. W Les putes voilées n’iront jamais au paradis z 2017 roku (Kurwy w chustach nigdy nie pójdą do raju), matka Soudabeh nawet nie zgłasza się do urzędu stanu cywilnego z ogłoszeniem narodzin córki. Czyni to rok później, przy okazji zgłoszenia narodzin syna. Jej pierwsze dziecko – dziewczynka – odeszło w wieku niemowlęcym, bez aktu urodzenia i bez aktu zgonu, ponieważ „ledwie zaistniało w głowie, sercu i pamięci swych rodzicówC. Djavann, Les putes voilées n’iront jamais au paradis, Paris 2016, s. 17.[5]”. Chahdortt daje wstrząsający opis swego krótkiego stażu w szpitalu publicznym, na dziale położniczym. Kobieta rodzi swoje szóste dziecko i w boleściach śpiewa sury z Koranu, aby wyprosić chłopca. Błaga Chahdortt: „Wyrzućcie ją do kosza, jeżeli to dziewczynka; jeżeli wrócę jeszcze raz z dziewczynką, mąż zabije nas obieC. Djavann, Je viens d’ailleurs, s. 87.[6]”.

Nierówność między płciami całkowicie zaburza i wynaturza relacje męsko-damskie. Djavann opisuje wizytę w Teheranie w 1998 roku. Samolot szykuje się do lądowania. Kobiety poprawiają hidżaby, zmazują ostatnie ślady makijażu, aby nie przyciągnąć uwagi braci ze służby celnej. Nie na tym kończy się jednak to niewinne zamieszanie, gdyż:

Przemiana kobiet ma swoje następstwa. Oto mężczyźni bowiem, również stają się Irańczykami. Z wyrazem rozbawionego uśmiechu, zwracają głowę w każdą stronę i rzucają nalegające spojrzenia na ich sąsiadki, teraz zasłonięte. Mam ochotę zerwać z głowy hidżab który obwieszcza wszem i wobec moją winną seksualność. Niemal zapomniałam to zawrotne uczucie. […] Grzech cielesny grozi mi w każdej sekundzie. Raptem usuwam ramię z podłokietnika i kulę się w fotelu. A mój sąsiad, rozluźnia się, wyciąga nogi, pręży się mocno opierając ramiona w górze siedzenia, potem rozkłada uda i jego ciało opada z westchnieniem. Rozszerza swoje terytoriumTamże, s. 100.[7].

Czy tylko kobieta jednak cierpi z powodu tej asymetrii? Czy nie wyrządza ona krzywdy również mężczyźnie, zadaje pytanie Djavann: „Męskość mężyczyny, samo jego istnienie, zależne jest od płci żeńskiej… Jest mężczyzną, ponieważ jest zdolny zagwarantować obyczajność i przyzwoitość kobiet wewnątrz swojej rodziny; jest mężczyzną, ponieważ posiada ciało kobiety – swojej matki, siostry, żony, córek…”Tamże, s. 140.[8] Innymi słowy nie jest on traktowany jako byt autonomiczny, a „im bardziej kobieta jest skromna i zawstydzona, tym lepiej ma się honor jej ojca, brata i męża…”Tamże.[9]

*

Dwulicowość moralna szariatu w swej szyickiej odmianie wybrzmiewa szczególnie w dziele Kurwy w chustach nigdy nie pójdą do raju! W głównym wątku poznajemy losy dwóch przyjaciółek, Zahry i Soudabeh, których niezwykła uroda okazuje się ostatecznie przekleństwem. Zahra, córka religijnych integrystów nosi chustę od czwartego roku życia. Wychodzi za mąż w wieku dwunastu lat. Poślubia dwa i pół razy od siebie starszego mężczyznę. Gdy ten po krótkim czasie trafia do więzienia za handel heroiną, rodzina nie chce jej przyjąć z powrotem. Jest zużytym towarem. Sudabe nie chce podzielić losu przyjaciółki i ucieka do stolicy. Obie dziewczyny trafiają na drogę prostytucji, i to na jej salony. Tło powieści opiera się na prawdziwych wydarzeniach. W kilku irańskich miastach odnaleziono ciała kobiet uduszonych ich własnym czadorem. Łączył je nierząd. Wiele gazet prorządowych relacjonując sprawę użyło określenia „eliminacji”, w myśl zaleceń Koranu, iż „fesad” (korupcję, perwersję, rozpustę) należy eliminować. Celowo oczywiście nie padło słowo „morderstwo” które przez prawo jest potępione. Sprawcy bronili się tym, iż wylali „krew bez wartości” (termin jurydyczny występujący w szariacie) i spełnili tym samym obowiązek wobec społeczeństwa. W jednym z tych wypadków mułłowie uznali, iż morderca posiadał dostateczne rozeznanie w wiedzy islamicznej oraz nieskazitelny życiorys muzułmanina, mógł zatem podjąć decyzję o „eliminacji”. Tym samym został uniewinniony. Choć oś powieści zbudowana jest wokół życiorysów Zhary i Soudabeh, przecinają ją liczne świadectwa anonimowych kobiet, które „upadły”, zazwyczaj z konieczności utrzymania rodziny. Świadectwo każdej z nich kończy się notką autorki, w której podany jest rok i okoliczność śmierci: publiczne powieszenie, ukamienowanie, bądź zamordowanie przez nadgorliwego mściciela.

W świętym mieście Maszhad, kobiety noszące czador muszą być całkowicie niewidzialne, a zarazem prowokujące. Nie mogą być zauważone przez stróżów moralności, lecz muszą przyciągnąć klientów:

Mijają długie leniwe popołudnia przerywane wyłuskiwaniem pistacji pod sklepieniem żarzącego błękitu. Przechodni o wielkich czarnych oczach, wysuszonych spiekotą   słońca i rozświetlonych jego blaskiem, zawsze podejrzliwych, niczym oszalałe świetliki, zawsze czujnych, zazdrośnie pilnujących czarnych czadorów, które otwierają się – ciemne pieczary, gigantyczne waginy pożerające mężczyzn. Bardzo źle widziany jest czador, który ukradkiem się otwiera. Wskazuje na kurwę. Czador migający. Wszystko jest obnażone, kiedy powinno być schowane, ukryte przed spojrzeniami nmahrm, zakazanymi. Wszystko jest obnażone, do wzięcia, na czas jednego spojrzenia. Spojrzenie niedyskretne, voyeurystyczne, złodziejskie, lubieżne. Spojrzenie mężczyzn w tej krainie jest równie przeszywające co ich członki. Wszechmocne. Gdy tylko czarny czador otwiera się, spojrzenia natychmiast penetrują.” To, co zakazane wyostrza pożądanie: „W mieście o tysiącu twarzach, noc, wpierw szaro-rózowa, potem czarna, zawsze zapada na czas, niekiedy przed czasem, tak śpieszno jej przyjąć dziewczyny, których czerń czadoru stapia się z jej własnąC. Djavann, Les putes voilées n’iront jamais au paradis, s.40–41.[10].

*

Twórczość Djavann jest aktem oskarżenia wszystkich tych, którzy bronią reżimu lub raczej przyczyniają się do jego trwania. Po kilku latach emigracji w Paryżu, Chahdortt odwiedza rodzinę. Konfrontacja z dawnymi koleżankami okazuje się dla niej bolesna. Jedna z nich jest dentystką. Miała możliwość osiedlenia się w Anglii bądź w Niemczech, ale ujrzawszy w jakich warunkach żyją irańscy uchodźcy, doszła do wniosku, iż lepiej być stomatologiem w Iranie, niż bezrobotną lub niańką na obczyźnie. W kraju cieszy się ona prestiżem, pieniędzmi, komfortem życia. Oczywiście na ulicy nosi hidżab jak każda kobieta. W domu może robić mniej więcej co chce. Djavann nie okazuje cienia wyrozumiałości wobec kobiet, które akceptują prowadzenie tego podwójnego życia. W wywiadzie użyła niegdyś niezwykle mocnych słów wobec Iranek wypowiadających się z pewną dezynwolturą na temat rzekomej opresji doświadczanej przez płeć żeńską w ich kraju: „Mam zwyczaj mówić, że nie mam rodaczek. Te kobiety są dla mnie kolaborantkami.”Wystąpienie telewizyjne C. Djavann w programie ONPC , https://www.youtube.com/watch?v=3JmLgg-uN28 [dostęp 19.04. 2008].[11] Bezlitośnie smaga je i pogrąża przez usta swej bohaterki Donji:

Wydało jej się, iż zrozumiała, przynajmniej częściowo, dlaczego w krajach muzułmańskich, czy to szyickich, czy sunnickich, ustalony porządek trwa niezmiennie. Kobiety należące do bogatych rodzin, odgrywają tam rolę pierwszorzędną w utrzymaniu prawa islamicznego. Nie wymaga się od nich żadnego wysiłku. Poślubione dla posagu, jedynym ich zadaniem jest rodzenie dzieci. W zamian, w domu mają służbę. Fakt, iż w obliczu prawa pozostają wiecznymi nieletnimi pod opieką mężczyzn, do których należą jak każdy inny przedmiot, iż nie posiadają tych samych praw ustawowych i socjalnych, nie stanowi dla tych kobiet żadnego problemu. Mają zamiar korzystać z przywilejów, które zamożność im zapewnia i pragną zachować swój statut oraz pozycję społeczną. Głęboko wierzą w wyższość mężczyzn, którzy biorą je pod ochronę. Wiedzą, iż w społeczeństwie demokratycznym, w którym kobiety mają te sama prawa co mężczyźni, straciłyby swoje prerogatywy i musiałyby, co najmniej, kształcić się, uczyć, wykazać czymś. Konkurencja byłaby brutalniejsza, musiałyby chociaż dbać o swoje ciała, podczas gdy dzięki czadorowi, ich brzydota, celulit, brzuch tłusty i wiotki, olbrzymie uda pozostają ukryte. Życie jest marniejsze, ale łatwiejsze, leniwsze i  jest w nim mniej współzawodnictwa. Wolność jest ograniczona, ale odpowiedzialność również. Zresztą, prawdą jest, iż wolność nie jest żadnym gwarantem szczęścia, w szczególności dla kobiet. Być wolną, po co? Aby musieć wstawać wcześnie rano i biec pracować za nędzne wynagrodzenie? Aby walczyć w społeczeństwie, w którym musiałyby rywalizować nie tylko z kobietami pod kątem urody i kompetencji, ale również z mężczyznami na rynku pracy? O nie, dziękuję!C. Djavann, Je ne suis pas celle que je suis, s. 327–328.[12]

Złość Djavann ma swoje uzasadnienie. Iran jest krajem korupcji, w którym prawdziwie współistnieją dwa światy, a przynależność do nich zależy od statusu majątkowego. Wystarczy bowiem otworzyć sakiewkę, aby przekonać pasdaranów (strażników rewolucji) do zrezygnowania z wymierzenia batów. Każdy grzech można odkupić. Trzeba tylko umieć negocjować. Można ułożyć się ze strażnikiem moralności, aby nie pojawił się na danej ulicy o danej porze i nie zakłócił głośnej, mocno zakropionej imprezy. Gdy Donja snuje marzenia o wznieceniu rewolucji z pomocą bogatych obywateli kraju, narzeczony brutalnie sprowadza ją na ziemię:

Myślisz, że opresja im wadzi? Mieszkają w północnym Teheranie, prowadzą interesy z reżimem; ich dzieci studiują na szwajcarskich prywatnych uczelniach, w Wiedniu, w Paryżu, w Londynie. Ich żony i córki noszą szaliki Hermesa zamiast chusty, zgodnie z ostatnim trendem. Wiodą bajeczne życie między Iranem, Europą i Stanami Zjednoczonymi; jak już się tam im nudzi, wracają do kraju, organizują ogromne balangi. Luksusowe życie w świecie zakazów jest dla nich ekscytujące. Nie mają żadnego interesu w tym, aby reżim się zmienił. Czarny rynek, import-eksport, przemyt wszelkiego rodzaju jest zbyt lukratywny; dzięki powszechnej korupcji, stali się kolosalnie bogaci. Mają gdzieś więźniów politycznych, narkomanów, nędzników…Tamże, s. 255.[13]

Innymi słowy, części Irańczyków teokracja z bliska nie dotyka. Wszystko jest zakazane, ale znaleźć można wszystko. Robić można wszystko, ale z narażeniem życia.

*

Współczucie Djavann kieruje się w stronę kobiet klas niższych, całkowicie bezbronnych wobec islamistycznego porządku. Cały koszmar tej rzeczywistości jest zsyntetyzowany w malutkiej książeczce o wymiarze uniwersalnym, zatytułowanej La muette z 2008 roku (Niema). Jest to pierwsza pozycja tej autorki, którą przeczytałam i jak sądzę, to właśnie w niej Djavann najpełniej wyjawiła swój kunszt narracyjny. Opowiadanie to jest fikcją literacką i nie posiada w sobie żadnych wątków autobiograficznych. Składnia jest lekka, prosta, osobliwa w swej zwięzłości. Oto jej początek:

Mam piętnaście lat, nazywam się Fatemeh, ale nie lubię swojego imienia. W naszej dzielnicy wszyscy mieli przydomek, moim był „bratanica niemej”. Niema była moją ciotką ze strony ojca. Niedługo zostanę powieszona; moja matka nazwała mnie Fatemeh, ponieważ urodziłam się w dzień narodzin Mahometa, a że byłam dziewczyną, dała mi imię córki Proroka. Nie sądziła, że pewnego dnia mnie powieszą; ja też nieC. Djavann, La Muette, Paris 2008, s. 13.[14].

Fatemeh opowiada o drodze, która doprowadziła ją do tego miejsca. Została wychowana przez ukochaną ciotkę nazywaną „Niemą”, bowiem od lat nie otworzyła ust. Nastolatka oddaje hołd tej nieposkromionej kobiecie, która bez swojej zgody przyrzeczona mulle, zdecydowała się spędzić jedną noc z ukochanym mężczyzną. Przyłapana na gorącym uczynku, skazana jest na ukamienowanie. To niezwykle gorzkie opowiadanie czyta się jednym tchem, mimo niepokoju, które wzbudza. Surowa precyzja i lakoniczność stylu potęgują ładunek emocjonalny tragicznej historii. W prozie Djavann jest też dużo przewrotności: kobiety nie są tylko ofiarami. Jej bohaterki, nawet w sytuacjach poniżenia, całkowitego podporządkowania, poddania bezwzględnej brutalności, odczuwają pożądanie. Pisarka zawsze wydobywa to, co ludzkie w sytuacjach absolutnie nieludzkich. Dotyczy to również mężczyzn pełniących rolę oprawców.

*

Hidżab, który Djavann sama musiała nosić od 13 do 23 roku życia jest tematem eseju, Bas les voiles! z 2003 roku (Ściągnijcie zasłony!). To on uczynił ją sławną. W tym politycznym pamflecie, Djavann przywołuje historyczne korzenie hidżabu oraz zastanawia się nad jego znaczeniem społeczno-kulturowym. Temat ten pogłębia w kolejnym eseju pod tytułem Que Pense Allah de l’Europe? z 2004 roku (Co myśli Allah o Europie?), w którym przygląda się strategii islamistów we Francji i w Europie. Chusta islamska (obojętnie w jak dalece posuniętym wydaniu) ucieleśnia podporządkowanie kobiety mężczyźnie, „czyni z kobiety podczłowieka”C. Djavann, Que pense Allah de l'Europe? Paris 2004, s. 20.[15]. Djavann rozprawia się z tolerancją zachodniej lewicy dla symbolu, który bezkompromisowo, wręcz szokująco dla naszych uszu nazywa „żółtą gwiazdą kondycji kobiet”Tamże.[16]. Puenta jest dobitna: „dla islamistów, kobieta, która nie nosi hidżabu nadaje się tylko do gwałtu”Tamże.[17].Djavann podkreśla również psychiczne szkody wywołane przez noszenie hidżabu, który „wskazuje na to, co rzekomo miał ukrywać, ukrywa to, na co być może nikt nie zwracałby uwagi, gdyby ukrywane nie było.”C. Djavann, Bas les voiles! Paris, s. 36.[18] Z tej przyczyny określa hidżab jako „pornograficzny” na poziomie symbolu. W szczególności potępia nakładanie go małym dziewczynkom. Tym samym bowiem:

[…] wystawia się je na rynek seksu i małżeństwa, jakby ich istnienie uzasadnione było jedynie interesem mężczyzn […] noszenie chusty powinno być zakazane nie w imieniu zasady laickości, lecz w imieniu praw człowieka i ochrony nieletnichTamże.[19].

Wydanie tych dwóch książek zbiegło się w czasie z ówczesną debatą we francuskim parlamencie na temat „rzucających się w oczy strojów religijnych” w przestrzeni publicznej. Djavann zeznawała nawet przez komisją Stasi, utworzoną dla przygotowania gruntu przed przyjęciem prawa dotyczącego zakazu noszenia hidżabu w szkołach. Głos Djavann, Iranki z pochodzenia i antropologa z wykształcenia, wybrzmiewał z niezwykłą siłą w dyskusji bynajmniej nie zakończonej powyższą ustawą, bowiem we francuskiej przestrzeni publicznej hidżab, a nawet burka (teoretycznie zakazana) pojawia się coraz częściej.

*

Twórczość Djavann zapisuje się w nurcie literatury wygnania. Doświadczenie migracji wiąże się z kwestią tożsamości, przynależności i pamięci. Postaci Djavann przywołują bezustannie wspomnienia z kraju pochodzenia, a jednocześnie pragną amnezji, wymazania przytłaczającej przeszłości.

Djavann przybyła do Francji w wieku dwudziestu sześciu lat. Bez pieniędzy, kontaktów ani znajomości języka. Dorabiając na czarno tu i tam, spędzała wieczory w paryskiej służbówce na samodzielnej nauce języka, za pomocą słowników i starych podręczników literatury pięknej. Duma oraz poczucie deklasacji nie pozwalały jej stanąć w kolejce po zasiłki z pomocy społecznej. Do przerażającego poczucia wyobcowania powraca w niemal każdej swojej książce. Nigdzie nie robi tego tak przejmująco jak w Je ne suis pas celle que je suis z 2011 roku (Nie jestem tą, którą jestem). Jest to powieść nielinearna, niezwykle zręcznie skonstruowana, w której przeplata się narracja irańska z paryską. Paryska rozpoczyna się podjęciem psychoanalizy, świeżo po nieudanej próbie samobójczej. Donja – alter ego autorki – otwiera batalię z samą sobą oraz z niewzruszonym psychoanalitykiem. Równolegle uczy się również obcego języka. Liczne paradoksy całego przedsięwzięcia, które budzi w niej najrozmaitsze opory, nie umykają jej zgryźliwej ironii:

Psychoanaliza, to takie niedorzeczne w kulturze irańskiej… Rodzina jest wszystkim, rodzina jest święta… […]C. Djavann, Je ne suis pas celle que je suis, s. 74.[20]

Wy, ludzie Zachodu, myślicie że to Freud odkrył podświadomość, ale kto czytał perskich poetów ten wie, że czas, którym żyje głowa nie jest tym samym co czas, którym płyną dni i pory roku. Są fragmenty czasu, które nas więżą…” Zresztą, „Przychodzić tutaj przez kilka lat po to tylko aby gadać, to takie orientalne…Tamże, s. 140.[21].

Śledziłam z fascynacją wewnętrzne boje Donji i urzekła mnie uczciwość narratorki, która wyznaje, że „błędnie doszła do wniosku, iż jej ból egzystencjalny wypływał jedynie z faktu bycia kobietą w kraju o rządach teokratycznych i totalitarnych”Tamże; s. 337.[22]. Donja mierzy się bowiem z postacią nadpobudliwego i nieprzewidywalnego ojca, wzbudzającego u niej miłość, ale i zatrważający lęk… Urodzony w 1900 roku, jako dziecko był świadkiem potwornej przemocy podczas rosyjskiej okupacji Azerbejdżanu. U kresu swej psychoanalitycznej wędrówki, Donja dopuszcza świadomość przemocy psychicznej, której sama doznała ze strony tego, który „[…] nawet jako starzec, śmiał się niczym świecące słońce…”Tamże, s. 39.[23]. W atakach szału, potrafił trzymać jej twarz na kilka centymetrów od pieca, grożąc jej przypaleniem.

Podczas seansów na dywanie, Donja oswaja obcy sobie język. Opanowanie nowej mowy pełni podwójną funkcję. Pozwala jej zdystansować się do traumatycznej przeszłości. W La dernière Séance z 2013 roku (Ostatni seans), Roksana wyznaje: „[dzięki francuskiemu] powstała przestrzeń między mną a przeszłością, w której komunikowałam się językiem rodzimym, i to w tej przestrzeni zdołam, być może, ułożyć swoje życie”C. Djavann, La dernière séance, Paris 2013, s. 185.[24]. Później kończy jednak swoją wypowiedź na nucie majorowej, wyznając, że nie jest sobą. Donja ma sen, w którym dochodzi do pojednania z ojcem. Ojciec przemawia do niej po francusku. Co więcej, dzięki językowi rozluźnia się więź z tożsamością i rdzenną kulturą które ją tłamszą:

Nie myśli się, nie rozumuje się, nie żyje się, nie oddycha się w ten sam sposób po persku, co po francusku […] Kocham tę mowę tak, jak można kochać człowieka… Jest najpiękniejszym spotkaniem mojego życiaTamże, s. 184.[25].

Jednocześnie okazuje się, że kultury rodzimej nie sposób do końca wykorzenić. Bohaterki Djavann nie stają się Francuzkami, choć nie czują się też już Irankami. Powraca do nich dręczące pytanie, z jakiej części siebie musiały zrezygnować? Co pozostawiły na ziemi ojczystej? I tli się na stronach książki nieustająca wątpliwość, czy to, co pozostawiły, to, co poświęciły, nie jest w istocie rzeczy tym, co w nich najprawdziwsze? O Donji, narratorka pisze:

Życie w Paryżu udowodniło jej, że nikt nie ucieka przed swym geograficznie określonym przeznaczeniem, swą pierwszą narodowością […] To, co najważniejsze określone jest już przy narodzinach… kraj, rodzice, płeć, cechy genetyczne… Doprawdy po co się fatygować… cokolwiek nie jest zdeterminowane na samym początku, zależy tylko od przypadkowych okolicznościC. Djavann, Je ne suis pas celle que je suis, s. 73.[26].

Wewnętrzny rozziew związany z wygnaniem ma tylko jedno lekarstwo, aczkolwiek jest ono doraźne. Jest nim pisarstwo:

Wielu ludzi mówi, że pisze z miłości do literatury. Z miłości do literatury, to ja osobiście czytam. Dla mnie pisanie jest ostateczną ucieczkąWywiad udzielony Sylvie Prioul, Le français est ma patrie, „Le Nouvel Observateur”, https://bibliobs.nouvelobs.com/romans/20131029.OBS3150/chahdortt-djavann-le-francais-est-ma-patrie.html [dostęp 21.03. 2018].[27].

Djavann kocha francuski i literaturę francuską. Roksana pisze listy do Monteskiusza i nazywa go swoim ojcem. Jednak autorka daleka jest od bezkrytycznej idealizacji tego kraju. Zachwyca się Paryżem: „[…] swobodnym zachowaniem kobiet na tarasach kawiarni, przyjemnością dosiadania roweru, aby wędrować ulicami stolicy, kontemplacją architektury kościołów, sztuki życia, pewnej formy inteligencji”Wywiad udzielony Jean-Claude Raspiengeas, Chadhortt Djavann ou le difficile exil, „La croix”, https://www.la-croix.com/Culture/Livres-Idees/Livres/Chahdortt-Djavann-ou-le-difficile-exil-2015-08-05-1341587 [dostęp 05.08.2015].[28] i zarazem piętnuje „rzeczywistość kraju, który sam się okłamuje, odmawia nazywania po imieniu swych prawdziwych bolączek. Kraj, w którym poczucie dobra wspólnego nie istnieje, gdzie nikt nigdy nie jest za nic odpowiedzialnyTamże.[29].

Inne czasy, inny kontekst, jednak Chahdortt Djavann przywołuje mi na myśl słowa Victora Hugo, napisanych około 1875 roku, po powrocie do Francji z wygnania politycznego. Odnoszą się one do istoty bycia banitą:

Wszystko wam odebrano, lecz otrzymaliście wszystko; wszystko jest dozwolone temu co wszystko jest zakazane; nie musicie już być akademiccy i parlamentarni; otrzymaliście zabójczą swobodę bycia prawdziwym, dziko wspaniałymV. Hugo, Actes et Paroles, Arvensa Editions 2014, v. II, XIII, s. 424.[30].

Djavann z tej wolności korzysta w pełni. Jako Iranka i jako pisarka wielkiego formatu.

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Katarzyna Losson, Być Iranką w kraju i na obczyźnie według Chahdortt Djavann, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 29

Przypisy

    Powiązane artykuły