30.01.2020

Nowy Napis Co Tydzień #034 / Deskrypcje (1): Staff – Caravaggio – Spinoza

Leopold Staff
W starym domu 

W starym domu poniżej progu
Wiodą ciemne schody w dół
Do piwnicznej spelunki,
Cuchnącej stęchlizną i skwaśniałym winem.
Wśród ścian ceglastych jak surowe mięso,
Z grynszpanowymi zaciekami pleśni,
Świeca osadzona w wydrążonej rzepie
Rzuca chwiejne światło na trójkę drabów,
Żołdaków czy rzezimieszków.
Dwaj siedzą oświetleni przy stole
Na prostych ławach naprzeciwko siebie;
Mają na sobie skórzane kaftany
Pod migocącymi blachami zbroi,
Przy boku rapiery i kordelasy,
Na głowie zawadiackie kapelusze
Z kogucim piórem,
Obaj rozczochrani,
Jeden czarny, drugi rudy,
Z krwią nabiegłymi oczyma
Trzymają w rękach zatłuszczone karty,
Sięgając od czasu do czasu po cynowy kubek,
Który napełniają z miedzianego dzbana.
Gracze patrzą to w karty, to na siebie spode łba.
Za plecami rudego, zasłonięty jego cieniem,
Siedzi trzeci kompan, otulony płaszczem,
I palcami daje czarnemu ukradkowe znaki.
Milczenie, chwila napięcia.
Pachnie kłótnią, bójką, żelazem i krwią…
…A ponad progiem na górze,
W ubogiej izbie, w chłodnym świetle dnia,
Cichy Baruch Spinoza,
Bezkrwisty jak jego Bóg,
Siedzi przy oknie zamyślony
I szlifuje szkiełka.

(z tomu Wiklina, 1954) 

Podczas lektury wiersza Leopolda Staffa, poety w powszechnym odbiorze poczciwego i trochę staroświeckiego, niespodziewanie pojawia się odczucie utraty „poczucia pewności”. W wierszu brak spójnej wizji rzeczywistości. Wizja jest pęknięta, a rzeczywistość nie poddaje się łatwo racjonalnej weryfikacji. „W starym domu” jest, przyznajmy, dość tajemniczo i… niesymetrycznie.

Obraz Caravaggia „Szulerzy”

Czy naprawdę nic tu do siebie nie pasuje? W wierszu Staffa wszystko jest jasne i oczywiste, ale tylko na pierwszy rzut oka. Początkowa część utworu jest, jak się wydaje, detalicznym opisem jakiegoś rzeczywiście istniejącego obrazu. Stary dom, próg i poniżej progu izba, do której wiodą schody. W „piwnicznej spelunce […] wśród ścian ceglastych jak surowe mięso” trójka drabów gra w karty. Wzrok poety-reportażysty uważnie lustruje postaci, ich ubiór, kolor włosów, postawę ciała, zagląda im w przekrwione oczy, niemalże czyta w myślach, stąd wiadomo, że: „Pachnie kłótnią, bójką, żelazem i krwią”. W „cuchnącej stęchlizną i skwaśniałym winem” piwnicy dużo jest mięsistości, krwi, ledwo powściąganych emocji. To – rzec by można – samo życie.

Kto jest autorem tego obrazu? Pierwsze skojarzenie – może przez grę światła, którego źródłem jest „świeca osadzona w wydrążonej rzepie”, może przez naczynia: „cynowy kubek” i „miedziany dzban”, po których skaczą migotliwe refleksy – przywołuje na myśl obrazy malarzy holenderskich i flamandzkich z początku XVII stulecia. Twórcą takiego dzieła mógłby być na przykład Adriaen Brouwer – wszak to on portretował palaczy, pijaków i karciarzy, fascynowały go sceny w szynkach i bójki – albo któryś z jego naśladowców. Biologizm i naturalizm sceny przedstawionej przez Staffa przemawia za szukaniem pierwowzoru wśród uczniów Fransa Halsa i Pietera Bruegela starszego. Poszukiwania nie przyniosły jednak zadowalającego rezultatu.

Zdecydowanie więcej podobieństw przemawia za Szulerami Caravaggia. Tematem obrazu jest scena rodzajowa przedstawiająca grę w karty – para chytrych oszustów przeciwko niewinnemu młodzieńcowi. I chytrość, i niewinność wymalowane są na twarzach. Widoczne są również szalbierstwa szulerów. Role są rozdane, a przesłanie obrazu wydaje się oczywiste. Zło jest złem, niewinność – niewinnością. Jeśli na obrazie Caravaggia panuje rodzaj dramatycznego napięcia, to jest to napięcie wynikające ze zmowy pomiędzy oszustami, którzy z całym natężeniem woli, złej woli, prowadzą swoją ofiarę do klęski. Młodzieniec, jak się wydaje, jest ofiarą nieświadomą niecnych intencji współtowarzyszyInaczej zinterpretował obraz Jacek Kaczmarski, który dopatrzył się w płótnie młodego włoskiego artysty pojedynku dwóch oszustów, starających się nawzajem przechytrzyć: „[…] Siadłeś po to tu, by zagrać uczciwego. / Swoje zapasowe asy trzymaj długo blisko nerek / Póki nie zostanie ci już nic innego” [cyt. z piosenki Szulerzy (wg obrazu Caravaggia)].[1]. Klęsce nie można zapobiec. Gdyby nawet urodziwy młodzian zdołał zorientować się, że padł ofiarą oszustów, nie powinniśmy oczekiwać od niego dochodzenia sprawiedliwości sztyletem i pięścią. W tym rzemiośle też pewnie nie jest orłem, co zdają się sugerować delikatne, niemalże dziewczęce rysy twarzy. Tu nie pachnie „żelazem i krwią”, ale sromotą – wstydem i cynicznym wzruszeniem ramion.

Może więc nie Szulerów Caravaggia miał przed oczyma Staff, pisząc wiersz W starym domu? Może, a nawet prawdopodobnie; bo jest „trójka drabów”, są „zatłuszczone karty”, są „zawadiackie kapelusze”, jest nawet kordelas i przede wszystkim „trzeci kompan, otulony płaszczem”, który „palcami daje czarnemu ukradkowe znaki”. Nie ma jednak całej reszty tak sugestywnie odmalowanej przez poetę; nie ma tła architektonicznego, tak jakby gracze przeniesieni zostali z „piwnicznej spelunki” w inną, emocjonalnie obojętną przestrzeń, nie ma „ciemnych schodów”, „ścian ceglastych jak surowe mięso, / Z grynszpanowymi zaciekami pleśni”, ba, nie ma „starego domu”, nie ma wielu drobniejszych szczegółów – „świecy osadzonej w wydrążonej rzepie”, „cynowego kubka”, „miedzianego dzbana”. Inne też jest „tło” psychologiczne – inny rodzaj emocji panuje w wierszu, inny na obrazie Caravaggia. Albo więc moje poszukiwania oryginału były, co bardzo prawdopodobne, nie dość wnikliwe, albo poetycki obraz Staffa powstał w wyniku kontaminacji różnych dzieł malarskich, albo – co wydaje się najbardziej prawdopodobne – „niemoralny moralitet” Caravaggia posłużył autorowi Martwej pogody jako odskocznia do własnej poetyckiej wizji. A chodziło o przeciwstawienie tego, co krwiste (pełne życia), temu, co bezkrwiste (martwe), o przeciwstawienie przestrzeni nasyconej intensywnymi zapachami, rozedrganej grą światła i cienia, naładowanej złymi emocjami jak elektrycznością – przestrzeni ubogiej izby zanurzonej w „chłodnym świetle dnia”.

Staff nie pozostawia wątpliwości, że w sporze pomiędzy racjonalnym, obiektywnym, rozumowym i kulturowym a irracjonalnym, subiektywnym, instynktownym i biologicznym, opowiada się za tym drugim. Woli raczej zniewolonych szubrawców niż wolnych ascetów, którzy sami sobie narzucają ograniczenia.

A co woli Spinoza? Zapewne niegodziwość karmiąca się niskimi instynktami rozumna nie jest, więc autor Etyki mógłby ją odrzucić i potępić jako niezgodną z naturą ludzką. Ale „cichy Baruch Spinoza” ani potępiać, ani wyśmiewać ludzkich głodów nie zamierza. „Niesłusznie […] postępują ci – relacjonuje Władysław Tatarkiewicz poglądy niderlandzkiego panteisty i racjonalisty – co wyśmiewają się z namiętności ludzkich lub potępiają je, miast je rozumieć; Spinoza w swej etyce chciał je badać tak, jak bada się linie, płaszczyzny i ciała”. Tylko czy ludzkie namiętności można szlifować jak szkiełka? Czy to jest w ogóle możliwe?

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Krzysztof Kuczkowski, Deskrypcje (1): Staff – Caravaggio – Spinoza, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 34

Przypisy

    Powiązane artykuły