13.02.2020

Nowy Napis Co Tydzień #036 / Wirtuozerskie gry Murek

Debiut prozatorski Weroniki Murek określano słowami „brawurowy” czy „błyskotliwy”. Był nim zbiór opowiadań o długim i frapującym tytule: Uprawa roślin południowych metodą Miczurina. Debiut ten miał miejsce w roku 2015, wtedy też ukazał się w „Dialogu” pierwszy dramat tej autorki, czyli Feinweinblein (tytuł także intrygujący). Za zbiór opowiadań Weronika Murek była nominowana do najbardziej prestiżowych nagród literackich w Polsce, ostatecznie zdobyła zań Nagrodę Literacką im. Witolda Gombrowicza, zaś za dramat została nagrodzona Gdyńską Nagrodą Dramaturgiczną.

Od nagrodzonego dramatu wziął swój tytuł zbiór utworów teatralnych Weroniki Murek wydany w kwietniu 2019 roku przez Wydawnictwo Czarne. Oprócz Feinweinblein w tomie znajdziemy jeszcze dwa dramaty – WujaszkiMorowe.

Podobno właśnie dramat jest gatunkiem, w którym Weronika Murek czuje się najlepiej – i komfort literacki rzeczywiście przekłada się na jakość jej dzieł. Moim zdaniem są one jeszcze ciekawsze niż opowiadania. Mają też z nimi wiele wspólnego – żeby je scharakteryzować, wypada użyć takich terminów jak groteska czy surrealizm. Dramaty Murek nie spełniają wymogów sztuki klasycznej czy klasycyzującej, wręcz przeciwnie – choć nawiązują do sztuki dramaturgicznej, którą można zaliczyć do klasyki (na przykład do dzieł Tadeusza Różewicza), to jednak są awangardowe. Autorka Feinweinblein pozwala sobie na odważne eksperymenty ze swym ulubionym gatunkiem – eksperymenty w większej części udane.

*

Dramaty Murek nie są lekturą łatwą, są jednak bardzo interesujące. Autorka gra z przyzwyczajeniami odbiorców, zgodnie z którymi – na przykład – akt sztuki dramatycznej jest dłuższy od jej prologu i w ogóle jest częścią liczącą co najmniej kilka stron, a przeważnie liczącą tych stron znacznie więcej. U Murek akt może zajmować niecałą stronę i sąsiadować z prologiem zajmującym stron ponad dwadzieścia.

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że wbrew temu, co praktykuje się w większości sztuk dramatycznych, w których nie istnieje narracja znana z gatunków epickich, u Murek mamy z taką narracją do czynienia. Pisarka chce uprawiać swój ulubiony gatunek, czyli dramat, nie rezygnując z przywilejów epika, który za sprawą narracji komentuje prezentowane wydarzenia czy charakteryzuje postaci. Narracja w dramatach ze zbioru Feinweinblein jest snuta za sprawą postaci Narratora (podobną postać wprowadzał na scenę już Bertolt Brecht), a także za sprawą przejmowania funkcji Narratora przez postaci dramatu lub wreszcie za sprawą didaskaliów.

Zbiór otwiera tytułowy dramat Feinweinblein. Słowem użytym w tytule straszyło się na Śląsku niegrzeczne dzieci: „Bo przyjdzie Feinweinblein” – zwraca się do rozdokazywanego malucha jedna z bohaterek dramatu, Świetlicowa.

Akcja dramatu rozgrywa się właśnie na Śląsku, a czas akcji to lata powojenne, początki PRL. Postaci, które poznajemy, to ludzie prości, na ogół niepiśmienni. Znajduje się wśród nich małżeństwo Knauerów, które pod wpływem namów okupanta podczas niedawno minionej wojny oddało swoje upośledzone dziecko (nazywane przez rodziców „głupim”) w zamian za radio.

Radio to w okolicy, w której żyją postaci dramatu, rzadkość: „Ja nigdy osobiście, ale słyszałem o ludziach, którzy radia słuchali” wyznaje obecny w świetlicy, gdzie toczy się spora część akcji, Petent. Tego radia niejedna i niejeden Knauerom zazdrości. Jest ono przedmiotem pożądania sąsiadów, na przykład Świetlicowej:

Byśmy mieli radio, byśmy mieli coś więcej. Można by było dalej. Trzeba od czegoś zacząć. Są w radiu nowiny, mówią, co rano na siebie zakładać.

Świetlicowa to kobieta, która tęskni do tak zwanego „lepszego życia” czy „lepszego świata. Wspomnianych tęsknot nie rozumie jednak jej mąż, czyli Świetlicowy. Ten ostatni to w przedstawionej w Feinweinblein społeczności nie byle kto, choćby dzięki temu, że zna alfabet. Może więc – w imieniu przybywających do świetlicy petentów – pisać… donosy. Zdarza mu się oszukiwać ludzi i na przykład nie wysłać napisanego na zamówienie któregoś z nich listu, jeśli uzna wysłanie go za bezcelowe.

Ludzie z Feinweinblein są prości, ale nie niewinni, choć to pojęcie czasem wiąże się z prostotą. Nie są też dobrzy. Czy można bowiem mianem niewinnych lub dobrych nazwać choćby Knauerów, gotowych oddać niepełnosprawne dziecko w zamian za radio? Czy można za niewinną i dobrą uznać Świetlicową, która niemal zabiera się do poszukiwania kogoś chorego, kogo mogłaby – podobnie jak Knauerowie – na to radio wymienić?

Choć zdolni do okrucieństwa, śmieszni i egoistyczni, ludzie z dramatu Murek wzbudzają współczucie. Podczas lektury tego dramatu można odnieść wrażenie, że jego bohaterów nawiedził tytułowy Feinweinblein, jakiś niewyobrażalnie mroczny potwór, który namieszał im w głowach i skłonił do okrucieństwa w stosunku do innych lub samych siebie.

*

W kolejnym dramacie, zatytułowanym Wujaszki, poznajemy grono niemłodych mężczyzn, snujących chaotyczne gawędy o Polsce dwudziestolecia międzywojennego. Poruszone zostają liczne tematy znane z lekcji historii – między nimi sprawa mordu na Gabrielu Narutowiczu czy sprawa emancypacji kobiet. Jeśli chodzi o drugą z wymienionych spraw, to z punktu widzenia wujaszków wygląda ona mniej więcej tak:

WUJASZEK 1

To co, to już takie czasy nam idą, że na kobietę nawet nie będzie można gwizdnąć? One mają pomysły, one mają energię, to takich czasów się doczekaliśmy? O taką Polskę walczyli dżentelmeni? One proszą o własne słowa na rzecz, każą o sobie mówić: posełkinie, to jest brzydkie słowo i to jest dziwna sytuacja, to źle się słyszy w uchu, to po prostu nie nadaje się do ust.

Dramat ten dotyczy nie tylko dziejów Polski i świata, o których uczymy się na lekcjach historii, ale i losów poszczególnych ludzi. W sztuce mowa jest na przykład o „inicjacji wyobraźni” jednego z wujaszków (co odnieść można do inicjacji niejednego z nas):

WUJASZEK 3

[…] i z cienia na ścianie rozpoznałem to, co poza cieniem – ciało ciotki Adelajdy jeszcze w pełnej krasie, miękkie, namacalne, podsunięte chłopięcej wyobraźni jak na tacy przeznaczonej na chleb, na wypieki w pełni gotowe i dojrzałe. Ona i ta ciemna miska z wodą, ciepła para oblepiająca jej ciało, jej delikatne halki, mokry jedwab pełznący wzdłuż brzucha i bioder.

        do siebie

I to była inicjacja wyobraźni, wujaszku, i ile razy wujaszek do tego wracał, ile razy z wdzięcznością opisywał wujaszek tę scenę w filmie, teatrze i literaturze. I poza tym już niczego od życia nie chciałeś, wujaszku.

Wielka i mniejsza historia pojawia się w dramacie Murek za sprawą anegdot. Anegdoty te są nie tylko opowiadane przez wujaszków, ale i odgrywane – przez nich lub inne postaci. W rezultacie w dramacie pojawiają się takie persony jak na przykład WUJASZEK 1 Z FANTAZJI WUJASZKA O KOBIETACH, FAŁSZYWY WUJASZEK JAKO MAMA, FAŁSZYWY WUJASZEK JAKO GĘŚ JAK PAPUGA, GĘŚ JAK PAPUGA JAKO NARRATOR, i tym podobne.

Na scenie wykreowanej przez Murek pojawiają się też postaci historyczne – jako samodzielne osoby dramatu albo jako osoby, do których czyni się aluzje w toczonych rozmowach. Rozmowa dotyczy także wielu dzieł literackich, filmowych czy innychtekstów kultury, na przykład opery.

Wujaszki to dramat, w którym nieskrępowana wyobraźnia Weroniki Murek znajduje najlepsze ujście – w porównaniu z innymi dramatami z omawianego zbioru. Autorka zaskakuje pomysłowością, a za próbkę tego szaleństwa niech posłuży poniższy dialog:

WUJASZEK 3
A prawda

        do Mr Automobila

Niestety nie mamy chleba dla pana, bardzo mi miło.

MR AUTOMOBIL
Wzajemnie, nawzajem. Miałem panów za postacie z tarota, ale od tego momentu będę myślał o panach cieplej.

*

Ostatnim utworem w zbiorze jest dramat pod tytułem Morowe. Tym razem Murek opowiada o ludziach chorych, którzy jednak – jak się okaże w trakcie lektury – wcale nie tęsknią za zdrowiem. Ci chorzy ludzie tęsknią za chorobą, chcą chorować najdłużej, jak się da. Choroba to ich sposób na życie, a może należałoby powiedzieć: na przeżycie. Jak mówi Chory Lekarz:

[…] U mnie w domu nikt nie chorował, ja byłem pierwszy taki. Pan myśli – że co? Czy mi ktoś w życiu dał coś, czy mnie ktoś czymś zaraził? Ja sam wszystko, własnymi rękami palec do gardła, mleczne torsje, wszystko ja sam. Można oczywiście wyjść już chorym z domu, można to mieć rodzinnie, genetycznie, ja nie miałem. Mnie mówiono: musisz sobie radzić, i ja sobie radziłem. W przeciągach jest nadzieja zawsze. W surowych ziemniakach. […] Jeździłem za granicę, raz przywiozłem malarii, to jest bardzo dobrze, to jest od trzech do pięciu lat względnie komfortowego chorowania, ja sobie to obliczyłem, bo ja sobie radzę.

Okazuje się więc, że choroba to doskonały sposób na radzenie sobie w życiu. Podobnie jak Chory Lekarz „radzi sobie” Chora Pomocna:

Ja już od dawna choruję, mnie to świetnie robi.

Bo robi ją to wszędzie: wobec chleba i w łóżku, i w domu, i w pracy; ostrożne współczucie – to jest właśnie to, nic ponad; można sobie nałożyć na talerz wszystkiego więcej.

W świecie Morowych pojęcie „ustawić się” oznacza coś innego niż w powszechnie używanym znaczeniu. Jak mówi Chora Gardłowa:

Oni się umieją ustawić. Są tacy, co się umieją ustawić: chorują na dwa szpitale. W jednym jest jako odpłatny piersiowy, w drugim na głowę, jako nieodpłatny.

W tym świecie panują swoiste mody, na przykład – moda na grubych:

CHORY KRAWIEC

Była jakiś czas temu w szpitalach moda na grubych. Powiedz pan, była? Jakiś czas przyjmowałem na oddział tylko grubych, bo wszyscy chcieli patrzeć na grubych. Powiedz pan, nie było tak? Dla odwiedzających nie było nic lepszego niż grubi pacjenci. Wie pan dlaczego? Bo gruby pacjent był świadectwem, że dobrze się nim zajmowano. […] Teraz to się zmienia. Może jeszcze wróci. […]

W Morowych uwagę zwracają wyjątkowo rozbudowane didaskalia. Pełnią tu nie tylko funkcję informacji dla inscenizatorów – to czasami bardzo rozbudowane teksty do czytania, które mogą zaistnieć w teatralnej realizacji dramatu jako elementy równoprawne z dialogami i monologami.

W oczy rzuca się językowa inwencja autorki. Wirtuozerskie gry Murek – zarówno na poziomie językowym, jak i na poziomie treści prowadzą czytelnika do odkrycia nowych prawd. Jak często bywa w grotesce, dramaty ze zbioru Feinweinblein są jednocześnie i śmieszne, i smutne. To jednak właśnie w tragikomizmie najpełniej wyrażają się absurdy ludzkiego losu. Dramaty Weroniki Murek należałoby zaliczyć do dzieł ważnych i godnych tradycji, do której się odwołują, stworzonej przez, między innymi, Różewicza, Ionesco, Becketta. Są przy tym, co trzeba podkreślić, utworami zupełnie oryginalnymi.

 Okładka zbioru dramatów „Feinweinblein. Dramaty“ Weroniki Murek

Weronika Murek, Feinweinblein. Dramaty, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019.

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Joanna Drzazga, Wirtuozerskie gry Murek, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 36

Przypisy