19.03.2020

Nowy Napis Co Tydzień #041 / Przeżyć. Co się zdarzyło na Nanga Parbat

Miejsce akcji to Nanga Parbat – dziewiąty co do wysokości szczyt świata, którego nazwa przetłumaczona na polski to „Naga Góra”. Wyróżnia się przewyższeniem (4 608 m), nisko położoną bazą oraz tym, że w 2013 roku pod górą miał miejsce bezprecedensowy atak terrorystyczny zakończony masakrą wspinaczy. Trzydzieści cztery wyprawy przymierzały się do tego, by pokonać tę górę zimą, aż w końcu została zdobyta – jako przedostatni ośmiotysięcznik. Wejście międzynarodowego zespołu odebrało Polakom monopol na zimowe wejścia na najwyższe szczyty świata.

Góra była czterokrotnie atakowana przez Élisabeth Revol, siedmiokrotnie przez Tomka Mackiewicza, który ostatecznie pozostał na niej na zawsze.

Happy endu nie będzie

Czy wyruszający w góry to nieodpowiedzialne osobniki z przerośniętym ego, czy też współcześni rycerze? Czy głowa rodziny i ojciec trojga dzieci może znikać na wielomiesięczne wyprawy, na których ryzyko śmierci jest poważne? A z drugiej strony – czy posiadanie rodziny wyklucza możliwość realizowania się? W książce nie znajdziemy jednoznacznej odpowiedzi, jest za to w niej mnóstwo przesłanek.

Zaczynając lekturę, wiemy, że niespodzianki co do zakończenia nie będzie. Opisywane w niej wydarzenia mają znany finał. Będzie on szczęśliwy co najwyżej połowiczne. Dlaczego warto przypomnieć tamte wydarzenia? Może dlatego, że to, co się wtedy wydarzyło, jest świadectwem czasów, w których żyjemy? Być może po to, żeby skonfrontować medialny szum z rzetelną relacją z pierwszej ręki? A może wreszcie dlatego, że człowieczeństwo wyraziściej, a może nawet ostatecznie weryfikuje się w ekstremalnych sytuacjach?

Tomek Mackiewicz niewiele miał wspólnego z typowym himalaistą. Funkcjonował poza oficjalnymi strukturami świata wspinaczki wysokogórskiej, nie był wspierany przez państwowe organizacje, nie proponowano mu udziału w oficjalnych wyprawach. Zamiast o zdobywaniu i atakach pisał o przyjaźni z górą. Pieniądze na swoje, nietanie przecież, wyjazdy zbierał na portalach crowfundingowych, otrzymując od swoich fanów więcej niż zakładał cel zbiórki. Marzyciele wspierali marzyciela.

O jego podejściu do wspinania tak wypowiadał się Wojtek Kurtyka:

Tomek był totalnym zaprzeczeniem tandety, w jaką przeistoczył się himalaizm […] Był w nim wewnętrzny przymus, który siedem razy pchał go na jedną górę […] Szczerze mu tego (w pozytywnym sensie) zazdrościłem. Nie ma większej satysfakcji wspinaczkowej niż pozyskanie przyjaźni góryWszystkie kolejne cytaty, jeśli nie wskazano inaczej, za: É. Revol, Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat, tłum. A. Dwulit, Warszawa 2020.[1].

Élisabeth spotyka Tomka

Do wspinania się na Nanga Parbat Tomek potrzebował partnera wyznającego podobne wartości i właśnie z Élisabeth łatwo znalazł wspólny język – w końcu była to ich kolejna wyprawa.

Autorka książki określa siebie i Mackiewicza jako „samotne wyspy” i pisze o „nieograniczonej wolności”, doświadczanej oczywiście w czasie wspinania. Pisze też o różnicach:

Różni nas zarówno konstrukcja fizyczna, jak i wyznawana filozofia […] nieznana jest mi ta mistyczna komunia z górą i jej bóstwem Fairy, jakiej doświadcza Tomek […] Nie zawsze rozumiem, w jaki sposób funkcjonuje – okresy entuzjazmu przeplatają się u niego z falami depresji, raz porzuca plan zdobycia szczytu, by niebawem znów podjąć wyzwanie. To jak narkotyk. Jak gdyby Nanga była jego wentylem bezpieczeństwa, jego wolnością, a zarazem więzieniem! Nanga była Twoim natchnieniem, księgą Twojego życia. To na Nandze narodził się nasz zespół wspinaczkowy – szczęśliwy związek, wyjątkowa wspólnota bratnich dusz.

Wejście na szczyt zawsze jest sukcesem, ale w tej książce nie jest kulminacyjnym momentem. Wypada wspomnieć, że niektórzy zgłaszali wątpliwości co do tego, czy Revol i Mackiewicz osiągnęli szczyt. W innej sytuacji można by temu poświęcić więcej miejsca, teraz lepiej zostawić te rozważania specjalistom. Jeszcze do niedawna było przyjęte wierzyć temu, który zdobył szczyt, na słowo, dzisiaj wymaga się twardych dowodów. Komercjalizacja wspinania doprowadziła do oszustw i spadku zaufania.

Radość ze zdobycia szczytu trwała bardzo krótko – nie było na to czasu. Zamiast satysfakcji ze zwycięstwa, Élisabeth pisze o goryczy związanej z tym, że to nie oni jako pierwsi byli na szczycie Nanga Parbat zimą. Drudzy zdobywcy do historii nie przechodzą.

Epilog dramatu, czyli śmierć na żywo

W tym momencie wchodzimy w kluczową część książki, bo rozpoczyna się najtrudniejszy element każdej wspinaczki – zejście zmęczonych akcją himalaistów. Stan Tomka stopniowo pogarsza się. Elizabeth nie daruje nam żadnych szczegółów związanych z odmrożeniami, śnieżną ślepotą i chorobą wysokościową. Opisuje detale związane z trudem sprowadzania Tomka. Nieomal fizycznie towarzyszymy im w każdym kroku, czujemy zimno i ból. Mimo przeciwności Élisabeth działa racjonalnie, jest nastawiona na skuteczne działanie. Rozpoczyna się walka o wszczęcie akcji ratunkowej.

Wola przeżycia, o której pisze, przypomina mi to, co opisał Joe Simpson w Dotknięciu Pustki – i tam bohater zostaje uznany za zmarłego w czasie wspinaczki. Czołga się przez kilka dni do bazy i przeżywa.

To, co dzieje się na Nanga Parbat, chętnie komentują w Polsce zarówno fachowcy, jak i ci, którzy w górach nigdy nie byli. W owym czasie hasło „Tomek Mackiewicz” jest trzecim pod względem popularności w wyszukiwaniu w Google.

„Przyjaciela nie opuszcza się nawet wtedy, gdy jest bryłą lodu” – powiedział kiedyś Wawrzyniec Żuławski. Élisabeth zostawia swojego partnera w szczelinie chroniącej go od wiatru na wysokości około 7 250 metrów. Słowo „zostawia” nie oznacza jednak porzucenia – Revol jest tak bardzo przekonana o tym, że do niego wróci, iż nie zabiera czekana. Na pożegnanie słyszy ostatnie słowa Tomka: „Jest mi zimno, chcę odpocząć”.

Znana nam jest teraz opinia doktora Frédérica Champly’ego, francuskiego specjalisty od medycyny wysokogórskiej, który na podstawie opisu Élisabeth stwierdził objawy obrzęku płuc w ostatnim stadium i orzekł, że na tej wysokości Tomek mógł jeszcze przeżyć nie więcej niż pięć godzin. Mimo to Élisabeth, znając tę opinię, pisze, że żałuje, iż nie została i traktuje to jako sprzeniewierzenie się samej sobie.

Tak pisze o swoich rozterkach:

Zostając przy nim, skazuję go na śmierć. Skazuję na śmierć nas oboje? A jeśli zejdę na dół – skazuję sama siebie na niepewną przyszłość, na coś, o czym boję się myśleć. Czuję się jak zmiażdżona w bezlitosnych kleszczach.

To były wybory, których zazdrościć nie sposób.

Tymczasem w mediach „ekspert” za „ekspertem” wypowiadają się na temat tego, ile czasu można przeżyć na tej wysokości i ile zajmie ratownikom dotarcie do nich. Organizowana jest ad hoc zbiórka pieniędzy na akcję ratunkową, która szybko kończy się sukcesem. Współczucie i realne wsparcie zwyciężyło z obojętną, ale pyskatą ignorancją.

Bohaterowie przybywają śmigłowcem

Akcje ratunkowe w Himalajach to precedens. Ratownicy działający w strefie śmierci (w której organizm nie tylko nie regeneruje się, ale ulega stopniowej degradacji) sami narażają życie. Do sprowadzenia jednej osoby potrzeba od dwóch do czterech zaaklimatyzowanych, sprawnych wspinaczy. Do tego śmigłowce mają poważne trudności z lotami na takich wysokościach, a ich awarie są częstsze. Ostatnim problemem są koszty takiej akcji. Potwierdzenie gwarancji wypłaty ubezpieczenia opóźniło tę wyprawę ratunkową o jeden dzień.

Polscy himalaiści zostali w końcu przerzuceni o 190 km spod K2 i błyskawicznie, w osiem godzin, dotarli do Élisabeth. Krzysztof Wielicki demitologizuje ten wyczyn:

Nie przesadzałbym z ocenami takich akcji, bo w życiu górskim [było] takich już wiele. Byli dobrze zaaklimatyzowani, są szybcy, zrobili robotę i tyle. Nie podobają nam się te medialne doniesienia – tu „najlepszy alpinista”, „drugi najlepszy” – to nie ma nic wspólnego z tym, kto jest najlepszy. Wykonali po prostu robotę. Był zespół ratunkowy, każdy inny zespół by zrobił to samo – może wolniej, może nie…https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-krzysztof-wielicki-dla-rmf-fm-o-akcji-ratunkowej-pod-nanga-p,nId,2515134 [dostęp: 18.02.2020].[2].

Świadectwem naszych czasów było to, że dzięki lokalizatorowi jednego z ratowników, Adama Bieleckiego, akcję w czasie rzeczywistym mogli śledzić wszyscy. Sami himalaiści znani są z dystansu, żartują nawet w sytuacjach ekstremalnych, oto dialog ratownika z uratowaną: „Jesteś teraz gwiazdą” – poinformował Élisabeth Denis Urubko. „Jasne, jestem królową odmrożonych palców” – zripostowała Revol.

Za uratowanie Élisabeth Revol prezydent Republiki Francuskiej Emmanuel Macron przyznał całej czwórce – Adamowi Bieleckiemu, Denisowi Urubko, Jarosławowi Botorowi i Piotrowi Tomali – najwyższe odznaczenie nadawane w tym kraju nad Sekwaną: Order Narodowy Legii Honorowej. W czasie Festiwalu Górskiego im. Andrzeja Zawady w Lądku Zdroju miała miejsce gala, w trakcie której wręczono im te odznaczenia. Owacja na stojąco była dla publiczności naturalną, spontaniczną reakcją na to, czego dokonali czterej panowie.

Warto wspomnieć, że za akcją ratunkową stały dziesiątki ludzi, którzy zaangażowali się w to, żeby do niej w ogóle doszło. Książkę zamyka podsumowanie internetowej zbiórki, której beneficjentami zostały dzieci Mackiewicza. Tomek był wspierany w realizacji swoich marzeń i takim samym wsparciem obdarowano jego rodzinę. I to w tej całej historii jest jednoznacznie optymistyczne.

É. Revol, Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat, tłum. A. Dwulit, Warszawa: Agora, 2020.

Okładka książki "Przeżyć"

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Andrzej Mirek, Przeżyć. Co się zdarzyło na Nanga Parbat, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 41

Przypisy

    Powiązane artykuły