20.08.2020

Nowy Napis Co Tydzień #063 / Gniew – indywidualny i zbiorowy, destruktywny i konstruktywny

Platon, dokonując arbitralnego (jak przystało na filozofa) podziału ludzkiej psychiki, oprócz części rozumnej i części instynktownej wyróżnił część emocjonalną, zwaną także gniewliwą. Ponieważ podział psychiki odpowiadał u Platona podziałowi państwa, zgodnie z którym na przykład rozum reprezentowali władcy-filozofowie, to, co gniewliwe, także uzyskało zbiorowe przedstawicielstwo ‒ klasę wojowników. Rozwiązaniem problemu gniewu pojawiającego się wewnątrz państwa miało być więc skierowanie go przeciw innemu państwu. Jeśli popatrzymy na dzisiejszą politykę międzynarodową, zobaczymy, że światowi liderzy nie zrezygnowali całkowicie z tego rodzaju lokowania gniewu. Dla Władimira Putina sposobem na rozładowanie frustracji związanych z przejściem od komunizmu do kapitalizmu stały się działania wojenne na Ukrainie, a Donald Trump odwraca uwagę od nierówności społecznych, likwidując generała Sulejmaniego. W większości krajów, które chciałby aspirować do miana demokratycznych, gniew jest jednak kierowany zazwyczaj do wewnątrz. W wymiarze zbiorowym zwraca się on przeciwko organizmowi państwowemu, a w wymiarze indywidualnym przeciw samej ogarniętej wściekłością jednostce. To właśnie temu rodzajowi emocji przygląda się w swojej książce Gniew toruński filozof i publicysta Tomasz S. Markiewka.

Od razu trzeba zaznaczyć, że Markiewka zdecydowanie krytycznie odnosi się do tego, by traktować gniew jako problem wyłącznie osobisty, niemający wstępu na arenę polityki. Jeśli tylko gniew ma przyczyny społeczne, powinien według Markiewki zostać wyartykułowany i przyczynić się do poszerzenia debaty publicznej. Autor Gniewu krytykuje techniki takie jak mindfulness czy coaching, które dążą do tego, by uczynić z człowieka kogoś, kogo za Foucaultem można nazwać „przedsiębiorcą samego siebie” ‒ zdehumanizowanym podmiotem gospodarczym, idealnym inwestorem i konsumentem, całkowicie podporządkowanym członkiem społeczeństwa kapitalistycznego. Mindfulness czy coaching są bowiem sposobami na dyscyplinowanie jednostki po to, aby jej gniew, mający oczywiste podłoże społeczne (na przykład takie jak tryb życia generowany przez neoliberalny kapitalizm ‒ ciągły stres, przeciążenie obowiązkami, maksymalna intensyfikacja wydajności), został zduszony w zarodku, nie doprowadził do jakiejkolwiek zmiany systemu. Na marginesie trzeba dodać, że spór o to, jak sfera psychiczna człowieka powinna odnosić się do sfery społecznej, w ciekawy sposób ujawnił się w zeszłorocznej debacie między Slavojem Žižkiem a Jordanem Petersonem. Žižek skrytykował w niej naczelną zasadę motywacyjnej koncepcji Petersona ‒ nie naprawiaj świata, najpierw posprzątaj swój pokój ‒ która jest wzorcowym przykładem tego, jak neoliberalny kapitalizm winą za wszelkie niepowodzenia jednostki obarcza nią samą, piętnując próby doprowadzenia do zmian społecznych. W pytaniu postawionym Petersonowi przez Žižka ‒ co w sytuacji, jeśli nie mogę doprowadzić do porządku własnego pokoju, dlatego że sfera społeczna jest skonstruowana w ten sposób, żeby mi to uniemożliwić? ‒ streszcza się podejście krytyczne wobec kapitalistycznego przerzucania odpowiedzialności na jednostkę, które reprezentuje także Markiewka.

Dla Markiewki przykładem gniewu w stanie zero, gniewu, który nie wychodzi poza jednostkę, jest uczucie, które dręczy Adasia Miauczyńskiego, bohatera filmu Dzień świra (Markiewka, śladem zdaje się, Slavoja Žižka, lubi ubarwiać swoje wywody przykładami z kultury popularnej, co skądinąd całkiem nieźle mu wychodzi). Choć przynajmniej część kłopotów Miauczyńskiego, takich jak marne płace dla nauczycieli, wynika z urządzenia systemu społecznego, to bohater Dnia świra obwinia za nie wyłącznie siebie bądź inne jednostki ze swojego otoczenia, na które jest nieprzerwanie wściekły. Uwikłany w nerwową codzienność Miauczyński nie dostrzega szerszego kontekstu swoich problemów, a politykę traktuje z całkowitą obojętnością, czemu zresztą nie należy się dziwić, bo do przyjmowania takiego podejścia nakłaniają sami politycy. Sztandarowym przykładem zniechęcania obywateli do polityki jest przywoływana przez Markiewkę kampania Platformy Obywatelskiej w wyborach samorządowych z 2010 roku, która odbywała się pod hasłami: „Nie róbmy polityki. Budujmy drogi”, „Nie róbmy polityki. Budujmy mosty” i tak dalej. Odwodziła ona od myślenia o polityce jako o przestrzeni sporu, agonu, w której można coś wywalczyć. Zamiast tego kazała patrzeć na politykę jako na sferę, którą najlepiej pozostawić w rękach obiektywnych technokratów, znających się na rzeczy lepiej niż obywatele. Wracając do Miauczyńskiego ‒ gniew w stanie zero, gniew, który, choć mógłby przekuć się w jakiś ruch społeczny, w zawiązanie tej czy innej wspólnoty, zostaje uwięziony w podmiocie, to zmarnotrawiony afekt. Dlatego też dla Markiewki każda próba przekształcenia gniewu w działanie polityczne jest już krokiem w dobrą stronę. Oczywiście gniew nie zawsze doprowadza do zmiany o pozytywnym charakterze. Wielu filozofów, także tych współczesnych, takich jak Martha Nussbaum czy Peter Sloterdijk, których Markiewka cytuje, uważa, że gniew posiada zdecydowanie negatywną naturę, ponieważ zawsze wprowadza do polityki element irracjonalny. Sam Markiewka nie ocenia jednak sprawy tak jednoznacznie. Dla niego gniew może być konstruktywny bądź destruktywny. Konstruktywny to ten, który, poza tym, że trafnie potrafi rozpoznać swój punkt odniesienia, doprowadza do istotnej zmiany w systemie społecznym (Markiewka jako przykład wyrazu gniewu konstruktywnego podaje działania amerykańskich sufrażystek walczących o prawa wyborcze). Destruktywny to ten, który nie osiąga żadnego celu, ponieważ chybia w rozpoznaniu swojego punktu odniesienia. Markiewka przypisuje go wyborcom amerykańskiej Partii Republikańskiej, którzy sprzeciwiając się liberalnej polityce demokratów (niemających kontaktu z ludźmi pracy), głosują na antyestablishmentowych polityków pokroju Donalda Trumpa, podczas gdy ci mają do zaoferowania jedynie werbalny sprzeciw wobec elit i w żaden sposób nie poprawiają losu przeciętnego Amerykanina. Jak widać, książka Markiewki, choć zasadniczo opowiada o gniewie w kontekście potransformacyjnej Polski, sporo miejsca poświęca też rozważaniom o USA. Dzieje się tak dlatego, gdyż według autora to właśnie ustrój Stanów Zjednoczonych był dla polskich polityków po 1989 roku głównym wzorem tego, jak należy budować demokrację i kapitalizm. To niewątpliwie cenna perspektywa, aczkolwiek i w historii polskich ruchów politycznych znalazłyby się modelowe przykłady gniewu destruktywnego i konstruktywnego (polskie feministki walczyły o emancypację niemniej zaciekle niż amerykańskie).

Jeśli idzie o opis potransformacyjnej Polski, Markiewka wyróżnia dwie postaci oraz jedno ugrupowanie potrafiące w najbardziej charakterystyczny sposób zagospodarować zbiorowy gniew. To Stanisław Tymiński, Andrzej Lepper i ciesząca się obecnie popularnością społecznie zorientowana prawica. Choć Tomasz S. Markiewka pisze z pozycji jednoznacznie lewicowej i jest krytyczny w stosunku do Samoobrony czy Prawa i Sprawiedliwości, krzywym okiem spoglądając zwłaszcza na ciągoty nacjonalistyczne oraz łatwość w rzucaniu oskarżeń wobec przeciwników politycznych, to jednocześnie docenia te ugrupowania za umiejętność odwoływania się do problemów ludzi, których transformacja ustrojowa pozostawiła bez żadnego wsparcia. Autor, gorączkowo poszukując konstruktywnych przykładów w środowisku politycznym z którym sympatyzuje, podaje takie przykłady manifestacji lewicowego gniewu, jak Czarny Protest czy Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. Choć krytycy tych inicjatyw mogliby stwierdzić, że nie odnoszą się one prymarnie do sfery gospodarczej, a więc tej, która wzbudza największy gniew, daliby tym samym wyraz sporemu przeoczeniu. Nie ulega bowiem wątpliwości, że kwestie praw kobiet i ochrony środowiska są w oczywisty sposób powiązane z warunkami bytowymi ogółu społeczeństwa. Wywołane przez zmiany klimatyczne susze, już teraz wpływają na ceny podstawowych produktów żywnościowych, a dla większości kobiet decyzja o urodzeniu i wychowaniu dziecka ma w znacznej mierze charakter ekonomiczny (radykalnie wolnorynkowi obrońcy życia od momentu poczęcia często zapominają, że opieka należy mu się także po narodzinach). Mimo to, po prześledzeniu wypadków w polskiej polityce ostatnich trzydziestu lat, widać jak na dłoni, że w III RP to prawica, a nie lewica znajdowała skuteczniejsze sposoby na to, aby zagospodarować zbiorowy gniew. Co jest dosyć paradoksalne, biorąc pod uwagę, że stanowiąca znaczną część społeczeństwa, wzburzona klasa pracująca, powinna być naturalnym elektoratem lewicy. Recepta na formułę lewicowości, która byłaby w stanie umiejętnie połączyć kwestie światopoglądowe z solidarnym społecznie programem, po lekturze książki Markiewki, nadal wydaje się raczej zadaniem do wykonania niż czymś odkrytym i gotowym do wcielenia w życie.

Perspektywa Markiewki ma jednak przynajmniej jedną niewątpliwą zaletę ‒ pozwala spojrzeć na sferę publiczną w sposób inny niż ten, który propaguje filozofia uśmiechu. Gniew przypomina, że polityka to nie konkurs na najsympatyczniejszą buzię, tylko przestrzeń nieuniknionego sporu, który lepiej wyrażać wprost, niż maskować pustymi PR-owymi hasłami. Markiewka wpisuje się tym samym w głos tych komentatorów życia społeczno-politycznego, którzy nie akceptują wizji neoliberalnej demokracji jako punktu końca historii i nie ograniczają lewicowości jedynie do haseł światopoglądowych, lecz upominają się także o Polskę równiejszą i sprawiedliwszą społecznie.

Tomasz S. Markiewka, Gniew, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020.

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Mateusz Rosicki, Gniew – indywidualny i zbiorowy, destruktywny i konstruktywny, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 63

Przypisy

    Powiązane artykuły