03.12.2020

Nowy Napis Co Tydzień #078 / Zobaczyć więcej. „Na ramionach olbrzymów” Umberta Eco

Nie bez powodu na okładce książki Na ramionach olbrzymów, zbierającej wykłady Umberta Eco, znalazł się Newton Williama Blake’a – obraz, którego wymowa jest sprzeczna z oświeceniowym paradygmatem uznającym nieograniczoną potęgę ludzkiego rozumu. Bliskie wymowie tego dzieła wydaje się znaczenie zaczerpniętego z pierwszej prelekcji tytułu całego zbioru; wskazuje on na sytuację człowieka, który nie może uwolnić się od dziedzictwa przeszłości, i który – dzięki czerpaniu od dawnych mistrzów, staniu na ich ramionach – może zobaczyć więcej. Sam autor wydaje się zajmować w swoich wykładach podobne stanowisko.

Umberto Eco (1932–2016), filozof, mediewista i semiolog, eseista oraz powieściopisarz, nie doczekał wydania książki, na którą składa się dwanaście prelekcji, wygłoszonych w latach 2001–2015 podczas festiwalu La Milanesiana. Inaugurujące całe wydarzenie wykłady Eco były zazwyczaj podporządkowane tematowi przewodniemu festiwalu, czasem ów temat był przez niego zainspirowany. Zebrane w formie książkowej, z którą możemy się obecnie zapoznać, zachwycają przede wszystkim swoim bogactwem, erudycją autora i lekkością, z jaką porusza się po różnorodnej, ale jednocześnie spojonej przez powracające wątki tematyce. Prelekcje obejmują wachlarz zagadnień, od walki ojców z synami w pierwszym wykładzie, przez tematykę estetyczną, dotyczącą absolutu i względności, ognia, paradoksów i aforyzmów, kłamstwa czy spisków, po świętość, której jest poświęcony ostatni tekst. Część z tych zagadnień wchodzi w zakres stałych zainteresowań Eco. Tytuły takich wykładów jak PięknoBrzydota odsyłają do szerzej opisujących tę tematykę książek Historia pięknaHistoria brzydoty. Problematyka tajemnic i spisków, której poświęcone są teksty Kilka ujawnień o tajemnicySpisek, to natomiast również problematyka powieści Wahadło Foucaulta.

Zacznijmy jednak od pierwszego wykładu, Na ramionach olbrzymów. Jego głównym tematem jest konflikt ojców z synami, który – jak przekonuje Eco – od wieków nadawał kierunek dziejom ludzkości. Autor wychodzi od historii mitologicznych oraz biblijnych, by w swoich – zachwycających erudycją, imponujących ilością cytatów i odwołań – rozważaniach przemierzyć wieki sporów filozoficznych, estetycznych. Wszyscy nowatorzy, pokazuje Eco, budują swoją tożsamość na sprzeciwie wobec ojców. Krytykując ojców, wracają jednocześnie do wcześniejszych przodków:

Poetae novi występowali przeciw tradycji łacińskiej, odwołując się do liryków greckich, poeci hesperyjscy i Wergiliusz Gramatyk tworzyli swoje językowe hybrydy za pomocą etymonów celtyckich, wizygockich, hellenistycznych i hebrajskich, gramatycy irlandzcy sławili język przeciwstawiający się łacinie jako kolaż języków o wiele starszych. Dante potrzebował przodka tak potężnego jak Wergiliusz (Maro), Logica modernorum była nowoczesna dzięki odkryciu zaginionych pism Arystotelesa (s. 20).

Powrót jest więc zjawiskiem powszechnym i dzięki niemu pozornie jałowy konflikt ojców z synami okazuje się w ostatecznym rozrachunku owocny. Na czym polega jego pozytywna strona, dobrze pokazuje aforyzm o karłach stojących na ramionach olbrzymów, który to obraz przeniknął do tytułu wykładu i całej książki. Aforyzm ów, mający swoje źródło w średniowieczu, pochodzi z XII wieku i został zaczerpnięty od Bernarda z Chartres. „Starożytni są z pewnością w stosunku do nas olbrzymami, jednak my – chociaż karły – siedząc na ich ramionach, to jest wykorzystując ich mądrość, możemy widzieć lepiej od nich” (s. 24) – tłumaczy Eco. Powracanie do klasyków nie tylko odgrywa znaczącą rolę w kształtowaniu światopoglądu współczesnych, ale – poprzez twórczą niezgodę – umożliwia powstawanie nowych koncepcji i w konsekwencji rozwój ludzkości.

Autor Imienia róży szczegółowo rekonstruuje historyczne spory, wskazując jako ich źródło szeroko pojęte konflikty między ojcami i synami. Jego rozważania nie zatrzymują się jednak wyłącznie na rekonstrukcji tego, co było. Eco z właściwą sobie przenikliwością odnosi się również do sytuacji współczesnego świata. Konflikt międzypokoleniowy zakłada istnienie pewnych wzorców kulturowych, charakteryzujących poszczególne pokolenia. Dziś natomiast, w dobie globalizacji, środki masowego przekazu wpływają na zacieranie się tych różnic, społeczeństwo podlega unifikacji, bunt młodych jest zaledwie powtórzeniem wzorca buntu wypracowanego już wcześniej przez poprzednie pokolenia – zauważa prelegent. Ze względu na to, że konflikt międzypokoleniowy umożliwia rozwój ludzkości, nie może to być oczywiście pożądanym zjawiskiem. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że jest to tylko sytuacja przejściowa.

Kolejny wykład, Piękno (obok następującej po nim Brzydoty) stanowi niemal skrócony kurs estetyki. Ramę konstrukcyjną tekstu wyznaczają kategorie, które wyodrębniał Tomasz z Akwinu: proporcja (proportio), jasność (claritas), całkowitość (integras), wzbogacone następnie o preromantyczną kategorię wzniosłości. Zaczynając tekst o pięknie i zastanawiając się nad jego definicją, Eco pisze, że jest skłonny powtórzyć za św. Augustynem: „Kiedy nikt mnie nie pyta, wiem; kiedy chcę wytłumaczyć pytającemu, nie wiem” (s. 37). „Piękno jest tym wszystkim, co ludzie pięknem nazywają” (s. 38) – stwierdza następnie, parafrazując słowa Dina Formaggia. Przeprowadza nas przez wieki rodzenia się, funkcjonowania i zamierania różnych koncepcji estetycznych. Przeskakuje od epoki do epoki, rozpoznając zbieżne tendencje lub z pietyzmem ukazując pęknięcia w określonych sposobach myślenia. Jego dociekania niezmiennie cechuje erudycyjny rozmach i bogactwo odniesień. Kiedy dochodzi do współczesności, mówi jednak o dominującej tendencji do współistnienia różnych modeli estetycznych. Tekst kończy się natomiast, jeżeli nie definicją, to zarysem odpowiedzi na pytanie o koncepcję sztuki.

Eco pisze o bezinteresowności piękna, która to bezinteresowność odróżnia je od dobra. Z reguły pragniemy posiadać to, co uważamy za dobre. Piękno zaś jesteśmy gotowi podziwiać z dystansu. Niejednokrotnie wręcz wolimy kontemplować je z odległości – przyczyn tego należy zaś szukać w estetyce wzniosłości, kojarzącej się przede wszystkim z romantyzmem i czasami go poprzedzającymi. Dostrzegane w budzących grozę, niezrozumianych i nieposkromionych siłach natury piękno zmusza niejako do podziwiania go z daleka. Ten rodzaj rozkoszy estetycznej wydobywają obrazy Caspara Davida Friedricha, pisze Eco, i przypomina, że widokom wzniosłej natury w dziełach malarza towarzyszą zazwyczaj sylwetki ludzi owe widoki podziwiających:

Człowiek jest odwrócony plecami; jeżeli wzniosłość obejmuje cały obraz, to my, siedzący na sali, w efekcie swego rodzaju inscenizacji postrzegamy, że ów człowiek znajduje się pośrodku, wewnątrz widowiska, ale odgrywa rolę kogoś, kto pozostaje na zewnątrz spektaklu; jesteśmy więc zmuszeni oderwać się od widowiska, oglądając je poprzez niego, stając na jego miejscu, widząc to, co on widzi, czując się podobnie jak on błahą cząstką wielkiego obrazu natury – lecz jednocześnie wiedząc, że jesteśmy w stanie uchronić się przed potęgą natury, która mogłaby nam zagrozić i nas zniszczyć.

 

Otóż to. Sądzę, że na przestrzeni wieków doświadczenie piękna było zawsze tym, co odczuwamy, stojąc właśnie tak, jakby odwróceni plecami, a przodem do czegoś, czego częścią nie jesteśmy i za wszelką cenę nie chcemy być. Owo oddalenie określa cienką nić dzielącą doświadczenie piękna od innych form namiętności (s. 67–68).

Podobnie bogaty, jak tekst o pięknie, jest również tekst o brzydocie. Obie kategorie – zauważa Eco – często mieszają się ze sobą tak, że w efekcie trudne jest osądzenie, co jest piękne, a co brzydkie. W wielu wypadkach dzieła sztuki nie poddają się osądowi estetycznemu. Inaczej niż w życiu, w którym wzory, nie bez wpływu mediów masowych, są zazwyczaj bardziej oczywiste.

Teksty zamieszczone w książce nie wyczerpują oczywiście całkowicie poruszanych tematów, ale przedstawiają je możliwie dokładnie i interesująco. Nie są przy tym z reguły trudne. Odbiorcami wykładów była ostatecznie publiczność festiwalowa o zróżnicowanej kulturze intelektualnej. Musiało to być skądinąd niełatwym zadaniem dla wykładowcy – mówić w sposób zrozumiały i interesujący oraz jednocześnie tak, by zaspokoić ambicje bardziej wymagających słuchaczy. Pewnym wyjątkiem na tle całej książki jest tekst Absolut i względność – bardziej niż inne wymagający, ale też – jak sądzę – szczególnie ciekawy.

Według słowników filozoficznych „absolut” byłby tym wszystkim, co jest ab solutus, wolne od więzów i ograniczeń, czymś, co nie zależy od czegoś innego, co samo w sobie ma własną rację, przyczynę i wytłumaczenie. A więc czymś bardzo podobnym do Boga w sensie, w którym On określił się „jestem, który jestem” […] (s. 110).

Podstawowym doświadczeniem, z którym mierzymy się przy wszelkich próbach poznania absolutu, jest nasza bezradność. Absolut możemy zdefiniować tylko do pewnego stopnia, możemy też w próbach jego pojęcia korzystać z obrazów, które jednak spełniają swoją funkcję tylko częściowo i zostawiają nas na skraju tego, co niemożliwe do określenia. Mimo wszystko jest to temat, do którego od wieków powracali artyści. Twórczość Stéphane’a Mallarmégo na przykład, jak zauważa Eco, przebiega pod znakiem próby określenia absolutu, które to próby kończą się oczywiście niepowodzeniem. Prelegent wspomina także w tym kontekście o Dantem (który jednak od początku zdawał sobie sprawę z niemożności tego przedsięwzięcia), Janie od Krzyża (który mistyczne doznania wyrażał w poezji), Johnie Keatsie (piękno stanowiło dla niego „substytut doświadczenia absolutu, s. 119).

Drugą, obok absolutu, interesującą Eco kwestią w tym wykładzie jest relatywizm. Zestawienie to nie powinno dziwić, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że relatywizm jako doktryna filozoficzna powstaje w pozytywizmie, kiedy zwracano szczególną uwagę na to, że absolut jest niemożliwy do poznania. Nie wchodząc jednak nazbyt głęboko w rozważania Eco – które ponownie są bardzo bogate, a w tym przypadku mają dodatkowo szczególnie filozoficzny charakter – wspomnę jeszcze, że autor wyodrębnia relatywizm poznawczy i kulturalny. Temu drugiemu zaś wyraźnie przeciwstawia relatywizm moralny i zauważa, że jeden nie implikuje drugiego. Tolerowanie obyczajów innej kultury nie oznacza, że musimy jednocześnie zaakceptować obowiązujące w tej kulturze normy etyczne.

Bardzo poetycki jest natomiast tekst zatytułowany Płomień jest piękny, przypominający w pewnych względach Płomień świecy Gastona Bachelarda, o którym to autorze Eco wspomina. Festiwal La Milanesiana w 2008 roku poświęcony był czterem żywiołom. Prelegent wybrał ogień, gdyż, jak wytłumaczył na wstępie:

[…] spośród wszystkich żywiołów jest on tym, który – chociaż ma dla naszego życia znaczenie podstawowe – może najłatwiej popaść w zapomnienie. Powietrzem oddychamy codziennie, codziennie posługujemy się wodą, ziemię depczemy ustawicznie, a nasze doświadczenia z ogniem stają się coraz skromniejsze. Funkcje ognia przejmują stopniowo formy niewidzialnej energii; pojęcia światła nie kojarzymy z płomieniem, z ogniem mamy do czynienia jedynie za pośrednictwem gazu (zresztą ognia przy nim prawie nie widać), zapałek lub zapalniczki – co dotyczy tylko tych, którzy jeszcze palą, oraz płomyków świec – co dotyczy tylko tych, którzy jeszcze chodzą do kościoła (s. 143).

Dalej zaś pisze:

Ciepło ognia przywołuje ciepło słońca widzianego z kolei jako ognista kula; ogień hipnotyzuje, jest więc najważniejszym przedmiotem, a zarazem powodem fantazjowania; ogień przypomina nam pierwszy powszechny zakaz (nie wolno go dotykać), stając się w ten sposób pierwszym wyrazem prawa; ogień jest też pierwszym stworzeniem, które aby narodzić się i rosnąć, pożera dwa kawałki drewna, czyli swoich rodziców (s. 145).

Eco przywołuje bogatą symbolikę wiążącą się z ogniem i znaczenia, jakie nadawano mu przez wieki. Jest więc ogień z jednej strony symbolem żywiołu boskiego (zarówno w Biblii, jak i w starożytności – przypomnijmy chociażby, że dla Herkalita ogień stanowił arché), z drugiej zaś – piekielnego. Z ogniem pracowali alchemicy, choć jednocześnie stanowił on dla nich tajemnicę. Ogień był przyczyną sztuki, zdobycie ognia umożliwia bowiem człowiekowi panowanie nad naturą. Był też wiązany z doświadczeniem epifanii, estetycznego objawienia, na przykład w Ogniu Gabriela D’Annunzia czy Portrecie artysty z czasów młodości Jamesa Joyce’a. Wierzono także, że ogień przynosi odrodzenie i oczyszczenie (stąd palenie na stosach, które miało wymiar sakralny). Współcześnie zaś, podczas gdy powietrze, woda i ziemia w coraz większym stopniu ulegają skażeniu, triumfuje właśnie ogień, który daje o sobie znać poprzez zmiany klimatyczne, upały i topnienie lodowców.

Warto może jeszcze wspomnieć o tematyce spisków i tajemnic, którym poświęcił Eco dwa wykłady o charakterze psychologiczno-socjologicznym i historycznym. Podejmują one tematykę, która zawsze budziła szczególne zainteresowanie. W wykładzie Kilka ujawnień o tajemnicy, wspominając o różnych sekretach i sekretnych zgrupowaniach, których w historii nie brakowało, Eco pisze również o syndromie nieistniejącej tajemnicy (to także temat Wahadła Foucaulta). Największą tajemnicą jest bowiem taka, która jest niemożliwa do zgłębienia (lub która nie istnieje). Poznanie jej sprawia, że przestaje być tajemnicą i niejednokrotnie – jak pokazuje historia – przynosi zawód. Tematykę tę uzupełnia Eco w następnym wykładzie, zatytułowanym Spisek. Interesują go zaś nie tyle rzeczywiste spiski, ile tajemnicze, często nieistniejące, które – jak dowodzi prelegent – stały się obsesją współczesnego (choć nie tylko) świata. Wykład wymownie zaś kończą przywołane przez Eco słowa zaczerpnięte z Chestertona: „Kiedy ludzie nie wierzą już w Boga, to nie znaczy, że nie wierzą w nic, tylko że wierzą we wszystko” (s. 387).

Różnorodność tematyki podejmowanej w wykładach jest imponująca. Można zarzucić autorowi, że pragnie tylko zrobić wrażenie na odbiorcy oraz przytłoczyć go wielością przykładów lub ogromem swojej erudycji. Wydaje się jednak, że wiedza Eco, a także dobór tematów, należących do zagadnień stale go interesujących, a zatem wielokrotnie przemyślanych – mogą skutecznie oddalić te zarzuty. Rozważania nie zatrzymują się wyłącznie na wywołaniu efektu, ale są syntezą jego wieloletniej pracy naukowej. Wykłady, w których autor rozpościera przed nami szerokie horyzonty i pozwala stanąć na ramionach olbrzymów, niewątpliwie kryją w sobie duże bogactwo. Co więcej, mają wartość nie tylko poznawczą, ale również estetyczną.

U. Eco, Na ramionach olbrzymów, tłum. K. Żaboklicki, Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2019.

Okładka książki "Na ramionach olbrzymów"

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Aleksandra Musiałowicz, Zobaczyć więcej. „Na ramionach olbrzymów” Umberta Eco, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 78

Przypisy

    Powiązane artykuły