11.02.2021

Nowy Napis Co Tydzień #087 / Spacer po lesie

Las przywitał się kurtuazyjnie, bez zbędnej czułości,
porozsypywał igły zgarbionym.
Słońce znikło za plandeką, chmura w kształcie czółna
szorowała o mieliznę.

 

Spłoszyliśmy sarnę, poczułem jej strach, jakbym miał nóż,
a miałem tylko drżącą dłoń,
jakbym przy oku miał celownik, a miałem tylko drżącą powiekę.
Milczałem. Zerwał się ptak
i ugięta gałąź udzielała nam błogosławieństwa.

 

Spokój, zimna krew, szelest suchej ściółki,
cisza zamiast gonitwy, cisza jak modlitwa.
Weź tlen, zachłyśnij się, poczuj chłód,
po prostu piękno i dobro.

 

Sterty worków, rupiecie w leśnym runie.
Słyszę korzenie odwróconego drzewa,
jęczą Gdzie jest ta ziemia?

 

A jeśli to planowa wycinka, to skąd wycie pni?
Śnimy – czytałem w myślach mchu – nas tu nie ma.
Podsłuchałem w podszycie: To wariaci,
zastygamy w bezruchu, aż przejdą.

 

Wyżej – sosny patrzyły na plątających się
obcych, łatwowiernych.
Skrzypienie, a w tym skrzypieniu
politowanie.

 

Czułem pod butami pękają witraże.
Widziałem przewrócony ołtarz,
butelkę nadzianą na gałąź.
Obok gotyckiej rozety, ktoś rozpiął folię,
porozrzucał naokoło śmieci.
Czy gdy to robił, miał wykrzywione palce?
Czy klął jak opętany?

 

Bóg wyciśnięty jak pasta, rozgnieciony jak puszka.
Kalosz pełen wody, stara lodówka, w której zgasło światło,
pepsi light i coca cola zero.
Czarny martwy ptak, jego czarne martwe oko,
a w nim odbity ktoś czarny martwy.

Więcej utworów Krzysztofa Kleszcza znajduje się w naszej czytelni. Zachęcamy do zapoznania się z twórczością poety.

Wiersze opublikowane zostały dzięki programowi Tarcza dla literatów.

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Krzysztof Kleszcz, Spacer po lesie, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 87

Przypisy

    Powiązane artykuły