25.02.2021

Nowy Napis Co Tydzień #089 / Świat jaki bywa (jest)?

Twórcza wena nie opuszcza uczonego i artysty. Profesor Wojciech Kudyba opublikował w ciągu minionych dwudziestu ośmiu lat pięć monografii naukowych, siedem tomików poezji oraz cztery tomy prozy. 

I co dalej? wydatnie wzbogaca ów dorobek, choć składa się ten najnowszy tom jego prozy z pięciu zaledwie opowiadań: Jest, jak jest; Dom dla Tereski; Przypadek Apolonii; Michał Sobiesław Śmierciak oraz najdłuższego z nich Niech im świeci.

Jest Kudyba – jak na profesora uniwersytetu przystało – wirtuozem narracji. Gra na wielu różnych fortepianach jako narrator wszechwiedzący; jako narrator empatyczny gnieździ się w umysłach wykreowanych przezeń postaci, stosuje formy mowy pozornie zależnej, a także bardzo efektywnie korzysta z możliwości narracji punktu(ów) widzenia. Mistrzowsko operuje stylami mowy potocznej, środowiskowej czy – jak kto woli: argot.

Maluje złożony obraz naszego świata słowami ubogich inteligentów oraz ludzi prostych, wykorzystywanych przez wykształconych cwaniaków i częstokroć opuszczonych przez najbliższych. Jednakże podmiot mówiący w imieniu autora nigdy przecie nie traci z oczu urody świata stworzonego przez Boga. Wtedy diametralnie zmienia tonację i styl, opisując świat jako wrażliwy poeta.

Jest, jak jest – ten sceptyczno-ironiczny zwrot ma w opowiadaniu swoje życiowo-tekstowe uzasadnienia. Pracownica skarbówki Lusia Malec porzucona przez męża samotnie wychowuje dwójkę dorastających dzieci, nie mogąc związać końca z końcem. W urzędzie nie wzmacnia jej ducha radio bzyczące przebojem: 

[…] „bo tutaj jest, jak jest / po prostu / i ty dobrze o tym wiesz”. Godziny szeleszczą papierami na ich biurkach. Taka robota. A po robocie wiadomo, jak jest. Do auta i do hipermarketu. Na szczęście karta ma spore możliwości debetowe… (s. 15).

Życzliwy sąsiad Michał Tomalski pieniądze za wygrany w markecie samochód ulokował w banku nader korzystnie inwestującym w srebro i złoto, ale „ten jego parabank zbankrutował i wszystkie pieniądze stracone” (s. 35). Cudem odratowano desperata po wypłukaniu z żołądka wszystkich tabletek, jakie połknął po usłyszeniu takiej wiadomości.

Podobny los dotknął bohatera opowiadania Dom dla Tereski. On również beztrosko umieścił całą gotówkę ze sprzedaży części kamienicy w tak hojnym dla klientów parabanku. Skończyło się to dla niego głębokim udarem mózgu w 2012 roku. Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, aby skojarzyć tę instytucję z osławioną aferą Amber Gold.

W galerii nieszczęśników, samotnych kobiet, pensjonariuszy Domów Pomocy Społecznej, emerytów wegetujących na obrzeżach życia mieści się także wdowiec Michał Sobiesław Śmierciak; bohater rozdwojony w sobie. Dopiero ksiądz wykrył:

[…] że ten pan Michał to przecież ja sam, to znaczy taka jakby moja najlepsza cząstka. Ksiądz to ksiądz, Jasiu… Pięknie o tym mówił, nawet jakoś tak zgrabnie to nazwał: „człowiek wewnętrzny” […] mi wytłumaczył, że ja tak od życia swojego uciekałem i od tego, że się w tym życiu czułem tylko śmieciem. A jeśli uciekałem od ludzi, to dlatego, że oni widzieli we mnie tylko śmiecia, a jeśli uciekałem do mamy, to dlatego, że tylko dla niej nigdy nie byłem śmieciem […] – Że co? Że Sobek to też ja sam? Taka moja cząstka, tyle, że gorsza? (s. 116–117).

Z tą konstatacją wkraczamy w inny obszar dociekań Wojciecha Kudyby. Od Jungowskiej psychologii głębi wiedzie nas on w stronę z powagą traktowanej religii. Problematyki Łaski, wiary i niewiary; rzeczy ostatecznych.

Przypadek Apolonii relacjonowany jest z perspektywy psychoterapeuty próbującego leczyć 36-letnią pacjentkę „rozczarowaną nikłą wartością zdobytego dyplomu magistra oraz ogólną sytuacją na rynku pracy dla absolwentów studiów wyższych, którą określiła jako «syf, kiła, mogiła»” (s. 73).

Ponieważ opowiadanie traktuje o rzeczy tak niemodnej, jak odzyskanie utraconej wiary, autor uciekł się do metody narracji jakby podwójnie zapośredniczonej. Posłużył się w tym celu kompozycją szkatułkową – opowiadania w opowiadaniu. Dokładniej mówiąc, obszernymi cytacjami książek, które pacjentka dostarczyła swojemu terapeucie, niepodatnemu na jakąkolwiek transcendencję. Pierwsza z nich to fantastyczno-naukowa proza współczesnego „Amerykanina Yamato Polacka”. Akcja powieści rozgrywa się w statku kosmicznym na okołoziemskiej orbicie. Mężczyzna Kazumi i kobieta Judie rozprawiają o wartościach takich na przykład jak Prawda, ale na wykładach z filozofii wpojono im, że „Jedyną prawdą jest to, że nie ma żadnej prawdy…” (s. 83). Natomiast na monitorze komputera pokładowego hasło: Dobro kojarzone jest ze stertami reklam mnóstwa rzeczy i usług kredytowych. Piękno – jeszcze dobitniej: „Agencje mody i salony kosmetyczne” (s. 84).

Drugą książką, jaką Apolonia pozostawiła w gabinecie doktora był tom „groteskowych opowiadań” o nawróceniu prezesa wielkiej korporacji, który „wpuścił” Boga do swojego życia i odtąd będzie „musiał się z nim liczyć” (s. 91). Kudyba oznaczył tego autora sygnaturą Adam Lotak. Rzecz jasna, nie jest ona neutralna, albowiem Adam to po hebrajsku Człowiek, a Lotak to prosty anagram Katol-a.

Trzeba zaznaczyć, że puenta Przypadku Apolonii obywa się bez intertekstualnych gier czy stylizacji, gdyż w trakcie ostatniej wizyty bohaterka stanowczo oświadcza psychoterapeucie, iż książka Adama Lotaka „[…] pomogła jej zrozumieć, czym jest wiara i dlaczego ludzie stronią dzisiaj od osobistej relacji z Jezusem […] i że jedna spowiedź dała jej więcej niż pół roku terapii poznawczo-behawioralnej” (s. 93).

O smaku i wyrafinowanej przewrotności Wojciecha Kudyby świadczy stylistyczna formuła tytułu i finału jego tomu opowiadań. Na kłopotliwe pytanie I co dalej? Odpowiada dobrodusznie Niech im świeci. Jednak to ostatnie opowiadanie dalekie jest od dobroduszności. Traktuje bowiem o duszach oziębłych, Eliotowskich The Hollow Men – pustych, wydrążonych z wiary nuworyszów z lepszej, lewobrzeżnej Warszawy, którzy na pogrzebie krewniaka ani modlić, ani zachować się należycie nie potrafią. A i same egzekwie w kościele pozbawione zostały eschatologicznej powagi, którą trudno zachować przy „malutkim garnuszku na stoliku […] Mój Boże! Jak była trumna, to przecież było całkiem inaczej. Dostojeństwo jakieś było i jakaś solidność” (s. 124).

O tempora!, o mores! Wprawdzie te słowa nie padają tutaj wprost, ale implikują sensy wielu stronic, jak również i myśli celebransa czy biegłego w swej sztuce organisty.

Niech im świeci jako przejmujące studium psycho-socjologiczne stawia autora w rzędzie wybitnych twórców polskiej nowelistyki, obok Jarosława Iwaszkiewicza i Marka Nowakowskiego. On sam reprezentowany jest w tomie Kudyby niejako metonimicznie, kiedy doktorantka jadąca do Warszawy z Michałem Sobiesławem Śmierciakiem w pociągu:

[…] mówiła mu o tym swoim pisarzu, jaki świetny, że nie podlizuje się nikomu, nie opisuje wipów czy jakieś pindy z korporacji, ale zwykłych ludzi, a nawet rozmaitych meneli. Zaczęła mu też czytać fragmenty jednego opowiadania o starym złodzieju, a Sobkowi wydawało się, że ona o jego ojcu czyta, bo prawie wszystko się zgadzało (s. 113).

Tym, co budzi mój opór jest pesymizm przenikający przez różnokształtne filtry słowne opowiadań Wojciecha Kudyby. Zresztą, nie tylko słowne. Także poprzez kreacje postaci i konstrukcje ich losów-fabuł. Są to osoby pokonane przez fatum, okoliczności, czasy „postępu”, gdzie liczy się siła, przebiegłość, skuteczność w realizowaniu materialnych celów. Wszystkie po Heideggerowsku, może lepiej byłoby po Koheletowemu, osuwają się ku śmierci poprzedzonej – na przykład – dwukrotnym zawałem, udarami mózgu. Przedtem jednak opuszczają je najbliżsi, którzy wyemigrowali do wielkich miast czy za granicę, aby żyć lepiej, wygodniej, bardziej dostatnio, na poszerzoną skalę ich możliwości konsumpcyjnych. Podnosić luksus życia nieskrępowanego nakazami – coraz słabiej uwzględnianej – tradycji oraz chrześcijańskiej moralności. 

Nie godzę się na ten nieomal integralny pesymizm Autora I co dalej?, ponieważ ostatecznie nie utraciły aktualności słowa, jakie wypowiedział przeszło dwa tysiące lat temu Salvator Mundi: „Wstańcie, nie lękajcie się!”

 

W. Kudyba, I co dalej?, Wydawnictwo Pewne, Kielce 2020.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Stanisław Gawliński, Świat jaki bywa (jest)?, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 89

Przypisy

    Powiązane artykuły