18.03.2021

Nowy Napis Co Tydzień #092 / Co masz powiedzieć, mów do kogoś i dla kogoś. Poetycki dialog i jego ewolucja w wierszach Moniki Brągiel

Urodzona w 1991 roku Monika Brągiel jest autorką dwóch książek poetyckich: Kim się nie jest (Łódź 2012) oraz Wały szkwałowe (Olkusz 2019). Druga z nich jest pokłosiem wygranej w XIV Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim imienia Kazimierza Ratonia.

W jej najnowszych tekstach pojawiają się niebrane wcześniej pod uwagę tropy i tematy, choć jednocześnie pewne motywy wyraźnie wskazują na tę konkretną autorkę. Zanim jednak przyjrzymy się sześciu utworom opublikowanym w tym numerze kwartalnikaTekst został opublikowany w 9. numerze kwartalnika „Nowy Napis” [przyp. red.].[1], poświęćmy chwilę jej wcześniejszej twórczości, która zdaje się istotnym kontekstem najnowszych działań Brągiel.

W debiutanckim tomie Brągiel robiła przymiarki. Przymierzała się do języka, do mowy jako takiej, do różnorakich ról, wartości i wpływów. To przymierzanie się do świata weryfikowało wartości takie jak prawda czy miłość, a przede wszystkim rangę dialogu jako nadrzędną wobec pozostałych. Mówienie zdawało się obsesją podmiotu. Sposób formułowania wypowiedzi wskazywał na istnienie jakiegoś odbiorcy, ale był to raczej bezwolny byt, którego wartość jako jednostki niezależnej pozostawała właściwie znikoma. Dlatego Piotr Lorkowski twierdził, że „Monika Brągiel pisze introwertycznie”, jej monologi uznając za „rozbudowane, z pozoru zagmatwane”P.W. Lorkowski, Monika Brągiel: Kim się nie jest, Łódź 2012, http://nowelitery.blogspot.com/2013/06/monika-bragiel-kim-sie-nie-jest.html [dostęp: 12.01.2020].[2]. To bezgraniczne pragnienie znalezienia rozmówcy skutkowało zagadywaniem rzeczywistości, w nadziei że w otaczającej przestrzeni znajdzie się ktoś, kto słucha. Właśnie to pragnienie stało się motorem napędowym pomieszczonych w tomie wierszy: brak domagał się wypełnienia, pytanie – odpowiedzi, akcja – reakcji. Jak pisała Marzena Boniecka, „roi się […] w poezji Brągiel od komunikatów, […] które pozostają bez odpowiedzi. Brak siebie, innych, ciepłej i żywej obecności. Co pozostaje? Bezradność, odgrywanie schematów”M. Boniecka, Pod stertą poezji, http://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=189&artykul=4085 [dostęp: 12.01.2020].[3]. Przyjmowanie różnorakich ról i próby odnalezienia się w nich pogłębiały jedynie rozpacz podmiotu, skazywały na nieustanne doświadczanie klęski, której nie zdołały zaradzić nawet poetyckie zaklęcia ani mantry.

Już w Kim się nie jest nierzadko do głosu dochodził niepokój, niepewność, nawet lęk, które jeszcze wyraźniej wybrzmiały w Wałach szkwałowych. W kontekście drugiej publikacji poetka Magdalena Rabizo-Birek, jedna z jurorek XIV OKP im. K. Ratonia, wskazywała na wątki katastroficzne: „Katastrofa nie tyle się zbliża i objawia w snach, ona już się wydarzyła…”M. Rabizo-Birek, Katastroficzniej, niepokojąco – refleksje jurorki XIV OKP im. K. Ratonia, http://fraza.univ.rzeszow.pl/aktualnosci/Magdalena-Rabizo-Birek-o-XIV-OKP-im.-K.-Ratonia.php [dostęp: 12.01.2020].[4]. Wobec niepokoju wynikającego nie tylko z przeczucia, ale z doświadczanej rzeczywistości, wartość komunikacji wymagała jeszcze bardziej rozpaczliwego zaangażowania, ponownej – lub może nigdy nieustającej – weryfikacji. Mówiąc słowami poetki: „Katastrofa jako zadanie do wykonania, wyzwanie dla wspólnoty”. Dla wspólnoty – zatem dla grupy osób, którą coś łączy, a przynajmniej coś powinno łączyć. Dla zbiorowości opartej na silnych więzach emocjonalnych, dla której kluczowe są relacje jej poszczególnych członków. W Wałach szkwałowych dialog jest już nie tyle sposobem wypowiedzi po­etyckiej (dużo mniej jest tekstów zawierających zwrot podmiotu do jakiegoś „ty”), ile w ogóle sposobem egzystencji, podstawową formą bycia („zamiast mówić do ściany, chciałby dla tej ściany żyć”). Dialog należy tu rozumieć nie tylko jako rozmowę, ale również – a może przede wszystkim – relację między dwojgiem osób lub nawet szerzej, relację łączącą jakąś zbiorowośćNie chciałabym w tym miejscu poświęcać więcej uwagi Wałom szkwałowym, gdyż tomik ten ukazał się w końcówce grudnia 2019 i do dnia pisania tego tekstu – czyli 12.01.2020 – z racji krótkiego czasu od opublikowania nie doczekał się jeszcze żadnej recenzji ani krytycznego omówienia. Najnowsza książka Moniki Brągiel z całą pewnością domaga się osobnej wypowiedzi krytycznej, a nie jedynie pobieżnych uwag. Dodam, że cytowane w akapicie fragmenty utworów pochodzą z publikacji na łamach „biBLioteki”. Usytuowanie premierowej Polityki prywatności, jak również prezentowanych na łamach tego kwartalnika wierszy w kontekście drugiego tomu Brągiel pozostawiam czytelnikowi i przyszłym recenzentom, https://www.biuroliterackie.pl/biblioteka/utwory/polityka-prywatnosci/ [dostęp: 12.01.2020].[5].

To właśnie zbiorowość najsilniej wybrzmiewa w nowych tekstach Moniki Brągiel. Widzimy zatem ewolucję, jaką przechodzi ta poezja: od mowy poprzez katastrofę aż po społeczeństwo. Pozornie trudno tu szukać punktów stycznych, a jednak Brągiel pewnie prowadzi czytelnika przez swoje wiersze, dobrze znając drogę do celu. Dialog zawsze okazuje się kluczem do tej poezji, choć oczywiście możliwości interpretacji jest tu wiele. Spróbujmy przymierzyć się do kilku z nich.

Zbiorowość, o której pisze Brągiel w najnowszych wierszach, to posiadające konkretne cechy społeczeństwo, zamieszkujące ściśle wytyczony obszar, posiadające własną historię, tradycję i kulturę. Diagnozy stawiane przez poetkę nie napawają optymizmem, niemniej należy docenić towarzyszącą im swobodę opisu, umiejętne operowanie szczegółem oraz zdolność do tworzenia syntez. Dostajemy utwory przedstawiające konkretne, współczesne realia, w których może się odnaleźć każdy czytelnik – to tu i teraz, na ulicach naszych miast. Zbiór doświadczeń i zdarzeń spaja nie tylko Polaków zamieszkujących te teksty (dla których jest to zbiór wspólny), nie tylko Polaków czytających te teksty, ale właściwie wszystkie społeczeństwa, bowiem – jak pisze Brągiel – „w różnych miejscach na świecie przemoc / organizuje wspólnotę”.

W prezentowanych tu wierszach poetka przyjmuje inną strategię niż do tej pory, choć mówić możemy raczej o ewolucji – nawet jeśli nieoczywistej – niż rewolucji. Z jednej strony posługuje się konkretem – przestrzennym i czasowym – czego dotąd właściwie nie robiła. Te teksty mają wymiar głównie społeczno-polityczny, choć nie rezygnują całkowicie z doświadczeń indywidualnych i roli jednostkowego podmiotu. Z drugiej strony na podstawie konkretnego przykładu, czyli Polski, nieco mimochodem diagnozowane są społeczeństwa jako takie i pozycja jednostki w danej zbiorowości. O ile zatem do tej pory mogliśmy mówić o relacji dwóch osób (ja-ty), o tyle teraz wyłania się nam raczej obraz relacji społecznych (my-wy). Dialog, kluczowy w twórczości Brągiel, nie jest więc już właściwie rozmową, nawet pozorną. Zastępują go pytania retoryczne, wzajemne pretensje (przemoc słowna) przeradzające się w konflikt (przemoc fizyczna), wspólne uczestniczenie w mowie („Jest jeden dom. Dom organizuje język”.), nieskutkujące niestety porozumieniem („Dom jest teorią domu”.).

Poetka zarzuca intensywną pracę w języku na rzecz mowy pozornie obiektywnej, mimo to nie rezygnuje całkowicie z autotematyzmu i poetyckiej gry. Autorka przyjęła ciekawą taktykę w formalnym obszarze wiersza. Ograniczyła się do nierozbudowanych zdań, często nawet równoważników, stylizując mowę na jeszcze jeden medialny komunikat. Podmiot zdaje się tylko relacjonować wydarzenia, zdawać „raporty o bezrobociu”. Stoi z boku, wręcz alienuje się od społeczeństwa: „Twój wiersz nigdy nie będzie moim. / Własny dom kosztuje”. Jego działanie to jednak dywersja. Choć Brągiel niemal nie stosuje liryki bezpośredniej, to jednak tworzy wyrazistego, konkretnego bohatera, urodzonego, powiedzmy, we wtorek w mieście Racibórz, chłonącego powietrze między kamienicami na Grzegórzkach w rocznicę urodzin. Jej bohater jest na tyle uniwersalny, że możemy się z nim utożsamić, ale mimo to niejednokrotnie zaznacza swoją obecność, nie stroni od komentowania obserwowanej rzeczywistości, nie ukrywa złości, frustracji i niepokoju.

Ten – zdawałoby się – suchy komunikat-wiersz jest tak naprawdę naładowany emocjami przemycanymi w zdaniach równie krótkich i bezosobowych jak całe wiersze. Choćby takich jak to: „Bardzo męczący kaszel, zapalenie wnętrza”. Brągiel korzysta też z języka Kościoła i jego skostniałych konstrukcji, nawiązując między innymi do głównych prawd wiary czy uczynków miłosierdzia. Zyskuje dzięki temu dwie rzeczy: po pierwsze wskazuje wagę poruszanych problemów, a po drugie podaje w wątpliwość zasady, na których opiera się społeczeństwo. Czy wątpiącym należy radzić? „Wątpiących pytaj, czy aby na pewno i jak długo jeszcze”. Najnowsze wiersze Brągiel to przede wszystkim akt niezgody, a dopiero później sygnał do wprowadzenia zmian. Te teksty mają pielęgnować lęk, od którego nie jest wolny również podmiot, bo to właśnie lęk oraz niepewność pozwalają nam działać i zachować krytycyzm. „Niszowe media / podpowiadają: jak przestać się martwić i zacząć żyć”. Brągiel jest jeszcze bardziej niszowa: podpowiada, jak zacząć się martwić i przyjąć odpowiedzialność.

Mówiłam wcześniej o znaczeniu dialogu w wierszach Brągiel, by następnie wskazywać na jego ewolucję równoznaczną właściwie z brakiem dialogu. Czy jest w tym konsekwencja? Tej kwestii należałoby się przyjrzeć bliżej, bo rzeczywiście istotą poezji autorki Wałów szkwałowych jest właśnie rozmowa, choć pojmowana bardzo różnie i przybierająca taką formę, na jaką pozwalają okoliczności. A okoliczności często nie są sprzyjające.

Jak wspominałam, metody komunikacji między bohaterami wierszy oraz między podmiotem a czytelnikiem są co najmniej nieoczywiste. Ich forma, jakakolwiek jest – bierna, agresywna, pozorowana – wskazuje na kryzys dialogu, na wyczerpanie jego możliwości. Mimo to do tak pożądanej przez Brągiel relacji ja-ty (zamiast my-wy) również znajdziemy odniesienie – w Wierszu tytułowym, jak się wydaje kluczowym dla tego zestawu: „Podmiot przytłacza / samą obecnością, a przecież ty istniejesz”. W tym krótkim cytacie pojawia się wyjaśnienie wielu istotnych dla tej poetyki motywów i rozwiązań. Po pierwsze wskazuje on przyczynę, dla której próżno szukać w tych tekstach wyrazistej figury podmiotu. Autorka Kim się nie jest niezmiennie skupiona jest na drugiej osobie. Choć mówi, to tak naprawdę bardziej stara się słuchać. Dialog może zaistnieć tylko wówczas, gdy zostawimy przestrzeń dla kogoś poza nami samymi. Stąd – dosłownie – obawa o przytłoczenie komunikatu, a tym samym uniemożliwienie zaistnienia rozmowy, dyskusji i w dalszej konsekwencji relacji. Po drugie Brągiel daje wyraz głębokiej wiary, że dialog wciąż może zaistnieć. Tak długo, jak istnieje „ty” – a przecież istnieje – porozumienie nadal jest możliwe pomimo wszelkich, dostrzeganych przecież przez autorkę, przeszkód. Najprawdopodobniej musimy się nauczyć rozmawiać inaczej niż do tej pory, ale wciąż jesteśmy do tego zdolni. Poetka nie chce czytelnikom „organizować rozumienia”, które jest jeszcze jedną formą przemocy. Takie porozumienie – choć obecne i obserwowane – jest odrzucane przez autorkę nie tylko przez wzgląd na dobro drugiego człowieka, ale również z powody nieuchronności porażki. Bo, mimo pesymistycznych prognoz, o porażce w wierszach Brągiel mowy nie ma i być nie może.

Inny sposób rozmowy proponuje nam Brągiel w wierszu zamykającym ten cykl – Co masz powiedzieć, mów cicho.

Mówi, że aby zobaczyć jej smutek, trzeba się położyć

na podłodze, wpatrywać się w sufit. Potem przesuwać

palcami po niczym, przecinając powietrze.

 

Kot układa się miękko w kartonowym pudełku.

Szpaki wpadają w rozwieszone właśnie pranie.

Jest to dialog, który daje jeszcze szansę porozumienia, otwiera perspektywę relacji i przede wszystkim jest relacyjny. Prostą wymianę komunikatów zastępuje tu prawdziwa empatia. Nie tyle chodzi o wysłuchanie, ile wspólne przeżycie. Współodczuwanie, jako głębsza forma konwersacji, ma zastąpić współczucie. Ponadto należy zachować nieustanną gotowość i być uważnym. Doświadczanie świata i doświadczanie „ty” wymaga wyciszenia oraz koncentracji. W towarzyszącym współczesnej rzeczywistości szumie i krzyku dotrzeć może do nas tylko szept. Paradoksalnie bardziej przykuwa uwagę, odstając wyraźnie od tej komunikacji, do której jesteśmy przyzwyczajeni: kolorowej, głośnej, krzykliwej, bezwzględnej. To jeszcze jedna przyczyna zmiany, jaka zaszła w wierszach Brągiel. Poetka pragnie być słyszana, więc ogranicza wypowiedzi podmiotu, wycofuje „ja” z komunikatu. Chce mówić szeptem, „rozgryzać wrażenia”. Poszukuje rozwiązań, a to jest zawsze cenne i w literaturze, i poza nią.

Prezentowane na łamach „Nowego Napisu” najnowsze wiersze Moniki Brągiel pokazują nam inną stronę jej poetyckiego warsztatu. To Brągiel, której nie znamy za dobrze, zaangażowana społecznie i politycznie, choć równocześnie stroniąca od podziałów i różnicowania. Ale to również ta sama Brągiel, którą poznaliśmy w debiutanckim Kim się nie jest, zawsze nastawiona na dialog, orientująca wypowiedź na odbiorcę.

W Historii korespondencji napisała, że „ten tydzień będzie pełen niespodzianek”. Parafrazując ten fragment, możemy powiedzieć, że wiersze laureatki konkursu imienia Kazimierza Ratonia za każdym razem są dla odbiorcy niespodzianką. Ich autorka nie stoi w miejscu, rozwija zarówno swój warsztat, jak i obszar poetyckich zainteresowań. Jest też z całą pewnością uważną i wrażliwą obserwatorką. Istnienie w obrębie pewnych struktur – społecznych, gospodarczych, nawet przestrzennych – nie pozbawia jej jednak obiektywizmu czy krytycyzmu ani nie skutkuje brakiem zaangażowania. Wprost przeciwnie – Brągiel mówi z samego środka, z pełnym przekonaniem. Mówi cicho, żebyśmy słyszeli. Mówi do nas i dla nas.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Anna Mochalska, Co masz powiedzieć, mów do kogoś i dla kogoś. Poetycki dialog i jego ewolucja w wierszach Moniki Brągiel, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 92

Przypisy

    Powiązane artykuły