18.03.2021

Nowy Napis Co Tydzień #092 / Wysokie rejestry w poezji Jadwigi Maliny

Światło i szelest. Te dwa słowa użyte w tytule najnowszego wyboru wierszy Jadwigi Maliny sugerują lekturę na wskroś subtelną, liryczną, a może nawet zmysłową. Jednak już od pierwszych utworów orientujemy się, że nie ma tu śladów lekkości, odprężenia czy ucieczki w krainę łagodności. Prezentowany tom Światło i szelest, wydany przez Bibliotekę Kraków w prestiżowej serii Poeci Krakowa, jest wyborem wierszy z wszystkich dotychczasowych poetyckich publikacji Jadwigi Maliny. Autorka mieszka w Trzebuni – niewielkiej miejscowości w powiecie myślenickim – tam przyszła na świat, dojrzewała i kształtowała swoją poetycką wrażliwość. Próżno jednak szukać w jej twórczości śladów poezji regionalnej, co uświadamia odbiorcy dobitnie wiersz otwierający tomik:

Idę.
Ziemi ledwo dotykam.
Stąpanie jak taniec.
Choć nie gra muzyka.
Idę.
Ciebie mijam.
Dom mijam.
Miłość mijam.
Dni wypłakane zostały
Pomiędzy ścianami.
Idę.
We własne umieranie.


(Idę)J. Malina, Światło i szelest, Kraków 2020, s. 11.[1] 

Liryk nie jest opatrzony datą, więc trudno powiedzieć, kiedy został napisany. Ale ileż w nim głębi. Jak lapidarny, skondensowany opis egzystencji młodej kobiety, która „idzie we własne umieranie”, zostawiając za sobą „dni wypłakane pomiędzy ścianami” domu. Dom rodzinny jest częstym i ważnym bohaterem w poezji Jadwigi Maliny. Nawet przy skąpych opisach wydaje się być jak żywy. Jest typowym wiejskim domem z obejściem i inwentarzem. Są w nim bielone ściany z obrazami świętych, jest stół, przy którym zbiera się wielopokoleniowa rodzina podczas spożywania posiłków. Klimat rodzinnego domu pojawia się głównie w przedrukach z pierwszych jej tomów wierszy, czyli Szukam ciemna(1996), Zanim (2007) oraz Strona obecności (2010). Tomy te są – można powiedzieć – niebanalnym, swoistym poetyckim raptularzem, zbudowanym z mikroświata natury, z drobiazgów i ważnych rodzinnych wydarzeń, w których poetka brała udział, bądź obserwowała je z boku:

Noszę w sobie
Kawałek ściany.
Z włosów utkanej.
Z tytoniu. Z rączek
Bladych prababek
I krów, które zdechły.
Będę ją nosić,
Aż stanę się drzewem.
Aż mi do głowy
Przyjdą młode liście.
Wówczas zapomnę
O tym, co zostało.
Za siódmą rzeką.
Za okienkiem białym.

(Ściana)Tamże, s. 16.[2]

Czyż trzeba więcej, by z kilku szczegółów zbudować dom, poczuć jego atmosferę, którą przesiąkły na wskroś tkanki wrażliwości Jadwigi Maliny – mistrzyni skrótu, potrafiącej bez retuszu stworzyć tak plastyczny i naturalistyczny obraz, docierający do wszystkich zmysłów? To naprawdę wysokie rejestry poezji Maliny, posiadającej samorodny talent.

W tomie Światło i szelest pojawia się także motyw śmierci. Poetka, będąca świadkiem odchodzenia bliskich członków rodziny (dziadka Władysława), zaprzyjaźnionych zwierząt (myszy, jeża, wróbli, kosów) czy owadów, poświęca im kilka utworów. Poruszająca potrafi być śmierć jeża na drodze, któremu autorka poświęciła takie poetyckie epitafium: 

Przechodził
I choć bardzo się spieszył.
Nie przeszedł.
A może szedł powoli,
Licząc na szczęście,
Aż się przeliczył.
Tak czy siak, leży teraz kuleczka,
A właściwie siedzi.
Z tymi łapkami pożal się Boże tycimi
Na środku drogi asfaltowej
I trzyma się jej nadzwyczaj dobrze.
Nie do uwierzenia poprawnie

(Jeż na drodze)Tamże, s. 59.[3]

Ten jeżowy pomniczek zapisuje się na dnie oka. Wsiąka w pamięć. Obraz „kuleczki” zastygłej w pozie siedzącej „z łapkami pożal się Boże tycimi” zostaje z czytelnikiem na długo. Nie ma tutaj szoku czy też śladów rozpaczy po odejściu. Śmierć jest wpisana w egzystencję żywych istot i poetka – nawet jako dziecko – przyjmuje to jak prawidłowość. W jednym z wierszy zastanawia się: 

Czy myślisz czasem o śmierci?
Widzisz ją z kosą?
W białym okryciu?
Czy jest straszna gdy w lustra
Odbiciu puszcza do ciebie oko?

(Kostucha)Tamże, s. 20.[4]
 

Każda śmierć nasuwa mimo woli refleksje nad przemijaniem, które jest nieodłączną cechą naszego bytu. Poetka dostrzega kruchość i ulotność ludzkiego istnienia. Intryguje ją tajemnica życia pozagrobowego. Temat przemijania przedstawia na przykład tak: 

Mija lato. Dzień niknie. Jaskółka
Przepada. Nasze twarze przygasły.
Straciły promienie. Z rąk nam lecą
Przedmioty, a nogi nas niosą w miejsca
Okrutnie chłodne, wypełnione cieniem.
Stamtąd widać jak głupie były nasze sprawy.
Zrobione z byle czego, w byle co wplecione.

I jak śmieszny jest człowiek, który w nic 
Nie wierzy. Przemijanie to pestka wobec
Nieznanego. Hen tam, za siódmą rzeką,
Za stumilowym lasem. Czeka na nas 
Odpowiedź, albo sto zagadek.

(Sto zagadek)Tamże, s. 51.[5]

W twórczości Jadwigi Maliny jest dużo wyśmienitych utworów, nie sposób przytoczyć ich wszystkich w krótkim omówieniu, pokazać ogromną sprawność operowania słowem, zaskakujących skojarzeń, metafor, zdrobnień. Ale też słów dosadnych: 

Taka stajnia śmierdząca,
A ty chcesz się rodzić?
Świnie.
Gówna.
I słoma.
Nie żal ci ciepłej izby?
Mleczne oczy krowy
Płaczą.
Ta żarówka gwiazdy
Betlejemskiej nie przypomina

(Pastorałka)Tamże, s. 13.[6] 

Ponad wszystko jednak Jadwiga Malina jest mistrzynią poetyckiego skrótu. Posiada własną dykcję oraz oryginalny sposób prowadzenia narracji – ma ogromną szansę znaleźć się w gronie najlepszych poetów współczesnych. By się o tym przekonać, wystarczy wziąć do ręki omawiany zbiór i przenieść się do świata poezji Jadwigi Maliny, nadsłuchując niecodziennych szelestów. Wierszy.

 

J. Malina, Światło i szelest, wydawnictwo Biblioteka Kraków, Kraków 2020.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Irena Kaczmarczyk, Wysokie rejestry w poezji Jadwigi Maliny, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 92

Przypisy

    Powiązane artykuły