22.04.2021

Nowy Napis Co Tydzień #097 / W poszukiwaniu ładu. Recenzja „Jeziora Dargin” Wojciecha Chmielewskiego

Wojciech Chmielewski w swojej najnowszej powieści toczy niespieszny monolog na temat istoty życia, pragnienia ładu egzystencji i jej nieuchronnego przemijania. Życie niczym ów monolog – przemyka niepostrzeżenie i znika, niczym wody tytułowego jeziora.

Są pisarze-realiści i pisarze-filozofowie toczący refleksje na temat istoty rzeczywistości. Wojciech Chmielewski w swojej twórczości płynnie łączy obie te postawy. Wychodzi od opisu rzeczy bliskich, czasem niemal przyziemnych, by ukonstytuować w nich punkt wyjścia do myśli dotyczących ludzkiego losu, bólu, smutku, życia, śmierci… Tak było w książce Belweder gryzie w rękę – ostatniej powieści Chmielewskiego, uhonorowanej nagrodą im. Cypriana Kamila Norwida. Tak było w Magicznym świetle miasta – zbiorze opowiadań przywodzących na myśl żywy i barwny styl prozy Marka Nowakowskiego. Nie inaczej jest i w najnowszej powieści pisarza.

Bohater tej książki jest jeden, a zarazem bohaterów jest wielu. Bo choć nad tytułowym jeziorem spotykamy głównego protagonistę opowieści – niedawno zwolnionego z pracy redaktora radiowego w średnim wieku – to prowadzona przezeń narracja będzie w Jeziorze Dargin niestabilna, chciałoby się rzec płynna niczym woda. Przechodzi ona wraz ze wspomnieniami bohatera na inne postaci, przede wszystkim na jego zmarłego niedawno przyjaciela, o którym często myśli podczas wyjazdu na Mazury. Ale także na grupę innych znajomych, bywalców warszawskich knajp, jak to powiadał zmarły kumpel – „ludzi prawdziwych”. Narracja ta płynie przez kolejne karty powieści, tak jak płyną myśli bohatera przebywającego nad jeziorem. Drobne elementy otaczającej go przestrzeni, jak leśne drzewa czy kemping i napotkani tam ludzie, ewokują wspomnienia. Percepcja jeziora i wszystkiego, co znajduje się wokół niego, odsyła bohatera do przeszłości, do reminiscencji, do ludzi i miejsc, którzy przed chwilą byli, a obecnie ich nie ma. Tak jak był jego przyjaciel. Tak jak jego praca, już dawna…

Owa specyfika narracji pozwala z miejsca wczuć się w położenie bohatera i utożsamić się z nim. Prosty w kształcie świat otaczający mężczyznę – kemping nad jeziorem wraz z prostotą opisującego go języka sprawiają, że świat powieści od początku jawi się jako bliski, prawdziwy i plastyczny. Podobnie zresztą jak pejzaże warszawskich knajp i miejskich zakątków, które przemierza w swych myślach bohater. Swoista prostota świata przedstawionego jest atutem powieści, pozwala poczuć ją jako autentyczną i szczerą. Wygląd owej rzeczywistości sprawia też, że czytelnik nie zgubi się w solilokwium bohatera płynnie przechodzącym w wielogłos postaci. W wielogłosie tym usłyszymy zaś ludzi złamanych, zagubionych, samotnych, ale także zwyczajnych, inteligentnych, szczerych. Ludzi czujących i cierpiących. Takich jak my.

Prostota i szczerość to bowiem naczelne cechy tej prozy. Bo nawet jeżeli Chmielewski w swojej powieści stawia pytania o kruchość ludzkiego bytu czy oddaje się refleksji nad sensem naszych działań (niczym Milan Kundera, skupiając się nad zagadnieniem nieznośnej lekkości ludzkiego żywota), czyni to właśnie w sposób lekki, pozbawiony najmniejszej dozy pretensjonalności. Unika tragizowania, ale też łatwego sentymentalizmu i optymizmu. We wspomnieniach dotyczących przyjaciela i zapisu jego odchodzenia nie odnajdziemy banalnej negacji wszelkiej aksjologii. Zarazem podróż pamięci, jakiej oddaje się bohater nad Jeziorem Dargin, nie przyniesie mu również łatwego ukojenia zaklętego w pięknie przyrody. Jest to proza bardzo wyważona – tyleż zawierająca w sobie głębsze treści, co podająca je niejako podskórnie. Tak jak niezauważalnie i często bez zwerbalizowanych konstatacji pojawiają się w nas myśli dotyczące ważnych dla naszego życia zdarzeń, tak też pojawiają się w umyśle bohatera. I przez to brzmią wiarygodnie.

W pewnym momencie – w czasie rozmowy z przyjacielem w karczmie, wspominany druh bohatera krytykuje pisarstwo Jarosława Iwaszkiewicza, mówiąc, że rysowane przezeń opisy przyrody są nazbyt pompatyczne, przepoetyzowane i puste. Chmielewski wydaje się w tym fragmencie puszczać oko do czytelnika, a poprzez całą konstrukcję narracji Jeziora Dargin daje do zrozumienia, że on w swojej powieści nie zamierza oddawać się pustej melancholii. Co prawda pojawiają się tu wymowne symboliczne frazy, jak refleksja na temat odwiecznych drzew porastających mazurski las, przeżywających wszystkie pokolenia kroczące po owym lesie. Jednak w ustępach tych trudno będzie odnaleźć fałszywą nutę, zawsze brzmią naturalnie i szczerze. Podobnie zapisy kolejnych spotkań z przyjacielem i innymi znajomymi w karczmach – brzmią prawdziwie, sukcesywnie odsłaniają kolejne oblicza alkoholowego nałogu, jednak odległe są od moralizatorstwa. Raczej pełne są współczucia i zrozumienia, dokładnie takie, jakich spodziewalibyśmy się po wiernym przyjacielu pochylającym się nad życiem i śmiercią bliskiej osoby.

Ale bohater Jeziora Dargin koncentruje się nie tylko na kwestiach braterstwa czy przemijania. Prócz Iwaszkiewicza na karty powieści zawita wiele innych postaci z kręgu literatury i szeroko pojętej kultury, w tym Novalis, Joseph Conrad, Jan Józef Szczepański i inni. Intymna opowieść o przyjaźni i relacjach przenika się tu z kulturowymi refleksjami czy pytaniami o kształt naszej współczesności. Proza to tyleż niepozorna, co odsłaniająca niezauważenie różne aspekty rzeczywistości. Ów proces odsłaniania przyrównać można do tego, który staje się udziałem bohatera nad jeziorem. Drobne obserwacje prowadzą go do plątaniny wspomnień, błahe – zdałoby się – mazurskie zdarzenia wywołują krzątaninę myśli w głowie. A może pozwalają porządkować chaos?

Nie przez przypadek Kazimierz Orłoś stwierdził, że Chmielewski należy do najbardziej utalentowanych polskich prozaików średniego pokolenia. W słowach, które pojawiły się na okładce Jeziora Dargin autor Cudownej meliny zwracał uwagę na dwie cechy tego pisarstwa – zmysł obserwacji i „zainteresowanie wyłącznie rzeczywistością, w jakiej żyjemy”. Rzecz niby oczywista, a jednak coraz rzadsza we współczesnej prozie, w której niejednokrotnie funkcje opisywania rzeczywistości i walory prozy wysokiej przejmowane są przez reportaż czy kryminał (ponownie – refleksja wypływająca wprost od bohaterów Jeziora Dargin, kolejna zgrabna metaliteracka aluzja). A przecież tylko poprzez baczną obserwację otaczającego nas świata, ludzi, ich doświadczeń oraz pozbawiony zbędnych ozdób opis tej rzeczywistości możemy docierać do prawdy o nas samych.

Tak czynił Chmielewski w Magicznym świetle miasta, gdzie wykorzystywał codzienne sytuacje, by opowiadać o poważnych problemach (jak w opowiadaniu Psie żarcie z tego tomu, gdzie tytułowa karma dla psa stanowiła zarówno groteskową, jak i wymowną metaforę cierpienia bohatera odkrywającego romans małżonki). Tak czynił w książce Belweder gryzie w rękę, gdzie historie o samotności i niespełnieniu gromady bohaterów zawieszone w zaduchu miejskiej codzienności układały się mimowolnie w przypowieść o przypadku i przeznaczeniu, a autor zadawał pytanie o wpływ ludzkich poczynań na rzeczywistość. Podobna strategia pisarska towarzyszy mu w najnowszej powieści. Jezioro. Miasto. Knajpy. Radio. Szpital. Proste lokacje, proste sytuacje i jeden nadrzędny element ożywiający i (nomen omen) zaludniający ów świat – Ludzie. Ludzie opisywani językiem prostym, ludzie z krwi i kości, tacy jak my.

Jezioro Dargin to proza realistyczna. Jest to proza prosta. Ale prosta nie oznacza błaha, płaska. Prostota języka jest tej prozy wielką zaletą, bo daje czytelnikowi przystęp do wysokich treści poprzez przyziemny świat, a więc jasny i prosty. Ale świat przyziemny nie staje się tu w żadnym wypadku ekwiwalentem niskości stylu. Ten zresztą tylko wbrew pozorom stanowi rzecz łatwą w konstrukcji. Paradoksalnie niejednokrotnie łatwiej jest pisać rozległe elaboraty niż zdania krótkie, lecz jasno i klarownie portretujące rzeczywistość. Za jednym zamachem (pisarskiego pióra) kreślą one charakterystykę bohatera zwolnionego z pracy i przeżywającego żałobę, ukazują wiwisekcję alkoholowych zmagań, zadają pytania o ludzki los, odmalowują mazurską przyrodę. Takimi słowami tworzy Chmielewski w swej powieści klimat jakże korespondujący z rdzenną nazwą tytułowego jeziora. Staropruskie miano akwenu oznacza bowiem „słotny, mokry”. I taka trochę jest ta powieść – niewolna od słoty i goryczy, od brutalnego zderzenia ze śmiercią. Ze śmiercią, ale i z życiem – pełnym niepewności, kruchym jak trzcina, znikającym. Zgodnie ze słowami skreślonymi przez poetę Krzysztofa Kuczkowskiego umieszczonymi na wstępie książki jako jej swego rodzaju motto:

 

Obłok odbity w pagórku jeziora
trzcina do połowy zanurzona w błękicie
woda która niczego nie pamięta
królewski błękit który niczego nie widzi
to co przepływa jest niezmienne
to co stoi jest nieruchome

 

Pragnienie i poszukiwanie tego, co niezmienne i nieruchome w świecie pełnym zmienności i kruchości – takie doświadczenie staje się udziałem bohaterów Chmielewskiego. Doświadczenie, do którego zaproszony zostaje czytelnik – bliskie każdemu z nas. W podróż nad Jezioro Dargin bez wątpienia warto się wybrać.

 

W. Chmielewski, Jezioro Dargin, Czytelnik, Warszawa 2021.

Okładka książki

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Maciej D. Woźniak, W poszukiwaniu ładu. Recenzja „Jeziora Dargin” Wojciecha Chmielewskiego, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 97

Przypisy

    Powiązane artykuły