Wydawnictwa / Biblioteka Pana Cogito / Bez rutyny. O poezji Wisławy Szymborskiej i Zbigniewa Herberta

Spis treści:
  • Kilka zdań na wstępie
  • Część I: Szymborska
    • W pułapce bytu (tematy)
    • Historia naturalna
    • Obecność i bliskość
    • Zamiast traktatu poetyckiego (wokół „Recenzji z nienapisanego wiersza”)
    • Żart – rekomendacja powagi. O humorze poetyckim oraz zabawach słowem i obrazem
    • „Nowy pępek na brzuchu artysty”. O wierszu „Wizerunek”
    • Pamięć i czas w późnych wierszach noblistki
    • Wspominać z wdzięcznością
  • Część II: Herbert
    • Herbert a muzyka
    • Historia muzyki według Pana Cogito
    • Elegie Zbigniewa Herberta
    • Inicjacje dzieciństwa i zbrodniczy duch dziejów Elegii na odejście pióra atramentu lampy (Elegy for the Departure of the Pen the Ink the Lamp)
    • Zawieszone podróże w zaświaty („Ankhenaton” i „Nefertiti”)
  • Część III: Szymborska i Herbert
    • Dwie Isadory
    • Sen kamienia, tautologie natury
Opis:

Kilka zdań na wstępie

Kłopoty z tytułem prezentowanego czytelnikom zbioru towarzyszą mi nie od dziś́. Jak bowiem objąć́ wspólną formułą twórczość znakomitych polskich poetów, których wiele łączy, ale też sporo dzieli, jak w małej sekwencji słów wyrazić intuicyjnie wyczuwany, lecz nie do końca uchwytny sekret fascynującej odrębności pisarstwa Wisławy Szymborskiej i Zbigniewa Herberta? Zdecydowałem się w końcu na określenie „bez rutyny”, która zawiera w sobie pierwiastek negacji, kojarzy się z odrzuceniem przyzwyczajeń poznawczych, nieufnością wobec poetyckiej konwencji i sztampy, niechęcią wobec zachowań kulturowych opartych na normach i wzorach. Skłonny jestem łączyć wybrany tytuł z postawą filozoficzną dwojga poetów. Otóż i Szymborska, i Herbert ważkie pytania o istotny sens naszego chwilowego pobytu na świecie zadają od nowa, precyzując poetyckie narzędzia analityczne, bezwzględnie dążąc do prawdy – bez złudzeń, pocieszeń, mitów.

Dystych z wiersza Wisławy Szymborskiej Nic dwa razy: „zrodziliśmy się bez wprawy / i pomrzemy bez rutyny” rozumieć wypadnie szerzej, gdyż tak czytane przesłania nie odnoszą się tylko do relacji międzyludzkich oraz do społecznego aktorstwa o trudnych regułach gry, ale też obejmują style myślenia o światach niewidzialnych i widzialnych, refleksje antropologiczne, wskazania etyczne, spotkania ze sztuką, wreszcie praktykę literacką. Rutyna wchodzi w strefę przyzwyczajenia, nudy, rzemieślniczej wprawy, co nie wróży rozwoju. Jest wrogiem myślenia i pisania. I właśnie rutyny wybitni artyści najbardziej się wystrzegają. Poetów, o których piszę, nie opuszcza niepokój poszukiwania, jak również niewiara w przyjęte pewniki.

Dlaczego porównuję poezję Herberta i Szymborskiej? Uzasadnienia mogłyby rozwinąć się w niepokojąco długą narrację krytyczną, toteż ograniczam się do kilku szkicowych uwag. W obu przypadkach mocny jest przekaz moralny, choć pozbawiony pouczeń moralizatorskich, istotna – dyskusja o wartościach. Porównań domagają się doświadczenia zbrodniczych dziejów, refleksje historiozoficzne, spojrzenie na naturę, przeżywanie niszczącego czasu i mężne przyjęcie wskazań losu. Dalej: projekty życia odpowiedzialnego, co nie znaczy szczęśliwego, trzymana na wodzy empatia, obroty wiernej i „zapominającej” pamięci, a także rozliczenia elegijne. Na kolejnym planie umieścić należy naznaczone indywidualną wrażliwością obcowanie ze sztuką, a także równoległe uważne studia przedmiotów i sytuacji codziennych – tak w istocie niezwykłych.

Szymborska i Herbert posługują się dykcją powściągliwą, uprawiają poetykę dyskrecji, respektują umiar i rygor wypowiedzi. Medytacyjność i powagę równoważą pogłębionym myślowo humorem, dla smutku i melancholii znajdują kontrapunkt w postaci ekstatycznego zachwytu, otwarcia na rzadkie chwile epifanii. Etyczne powinności słowa artystycznego górują nad popisem. Konceptyzm jest tutaj czymś naturalnym, niewymuszonym, a wirtuozeria to jakość integralna. Mylący jednak i upraszczający byłby sąd, że odczytywani poeci przemawiają jednym głosem. Przeciwnie, w nowoczesnej poezji zajmują pozycje odrębne. Można mówić, co podkreślam w swej lekturze, o dialogu myśli przewodnich, podobnych zainteresowaniach intelektualnych, zbieżnych przemyśleniach na temat najważniejszych spraw natury metafizycznej i egzystencjalnej. Ale analogie zawsze wymagają wycieniowania.

Poesia docta, czułe obcowanie z przekazami tradycji, autoironiczne portrety, maski i kostiumy, zapośredniczone zawoalowane wyznania tworzą kolejne obszary wspólne. Przejdźmy jednak do różnic. Szymborska powściąga artykulacje bólu, Herbert eksponuje doloryzm poetycki; noblistka unika deklaracji dotyczących ojczyzny, autor Epilogu burzy udziela lekcji trudnego patriotyzmu; postawa myślicielska Herberta ujawnia się wprost, u Szymborskiej filozofowanie jest przygodne, wynikające z doświadczenia potocznego. Uczuciowość i samokontrola, radość i żal, epifaniczne zachwyty i oskarżenia złego świata mają odmienne kształty w obu rozpatrywanych przypadkach. Et caertera, et caetera… By nie popaść w kolejne rozróżnienia, odsyłam czytelnika do fragmentu zatytułowanego Poeci złotego środka w rozdziale Sen kamienia, tautologie natury.

Zamieszczone w książce Bez rutyny szkice pisałem w różnych okresach. Trzy najstarsze prace powstały pod koniec XX wieku, najmłodsze natomiast (Obcość i bliskość; W pułapce bytu: Żart – rekomendacja powagi) pochodzą z dwóch ostatnich lat. Pozostałe – zajmują pozycje pośrednie w czasie. Romans z tekstami noblistki rozpoczął się dość wcześnie i – po kilku powrotach – zaowocował książką O poezji Wisławy Szymborskiej.

Świat w stanie korekty (2002), natomiast odwiedziny w przestrzeniach poetyckich Herberta nie były tak regularne i częste. Moje wypowiedzi o jego twórczości wiązały się najczęściej z udziałem w konferencjach naukowych, projektach badawczych, literackich warsztatach.

Starałem się znaleźć dla tych prób miejsca możliwie mniej oblegane przez literaturoznawców i krytyków. Jako przykłady dajmy szkice o muzyce u Herberta, rozważania o humorze poetyckim Szymborskiej, interpretacje takich utworów jak Recenzja z nienapisanego wiersza, Wizerunek, Znieruchomienie, Izydora Duncan, Ankhenaton Nefertiti, które nie mieszczą się w kanonie osiągnięć najbardziej znanych. Natomiast szkice o elegiach Herberta czy o filozoficznej medytacji obojga poetów o kamieniach (reprezentujących skrajną obcość wobec ludzkiego świata) oraz o wrogiej, okrutnej i fascynującej naturze, zostały zdystansowane przez późniejsze rozpoznania moich uczonych kolegów.

Nie ośmielałbym się twierdzić, że „ja byłem pierwszy”, gdyż to jest nieistotne, względne, poniekąd narcystyczne. Raczej konfrontacja z obfitującą w świetne egzegezy biblioteką komentarzy dotyczących twórczości Szymborskiej i Herberta daje asumpt do kolejnych przemyśleń, sprzyja dopiskom i korektom, wyzwala wersje nowe – wierzyć trzeba, że lepsze od poprzednich. Nie chciałbym, by prezentowany zbiór, choćby w jakiejś mierze, był kolekcją zasuszonych pamiątek krytycznych, dlatego starałem się wprowadzać aktualne informacje, przywołać nowe głosy krytyczne i wejść z nimi w dialog. O skutkach nie mnie sądzić.

Oczywiście wylegitymowanie się z lektur musi pozostać niepełne. Przyrost rozpraw o Szymborskiej i Herbercie jest imponujący, ale też – obezwładniający. Weźmy mnogie rejestry książek i artykułów w Polskiej Bibliografii Literackiej, wskażmy wzorową monografię bibliograficzną Twórczość Zbigniewa Herberta (2009) przygotowaną przez Pawła Kądzielę. Rozdziały w zbiorze Bez rutyny zostały na nowo skomponowane. Wprowadziłem nowe fragmenty, uzupełniłem przypisy. Konieczne okazały się korekty stylistyczne. Teksty, które składają się na tę całość, w kilku przypadkach odbiegają od wersji w pierwodrukach.

*

Składam w tym miejscu podziękowania recenzentce tomu prof. dr hab. Annie Węgrzyniak, która przenikliwie opisała założenia książki, wskazała możliwości poprawek, ale też poparła zamiar wydawniczy, dr. Józefowi Marii Ruszarowi – za działania akuszerskie, wstępny wybór i uporządkowanie tekstów, za przyjęcie zbioru do prestiżowej serii „Biblioteka Pana Cogito”, ale też za kojenie neurozy autora, nieodłącznej od procesu pisania, pani dr Dorocie Siwor – redaktorce uważnej, sumiennej, cierpliwej ponad wszelki wyraz, znoszącej dzielnie kolejne propozycje poprawek (jej sugestiom wiele zawdzięczam). Miałem szczęście: troje wnikliwych i wymagających czytelników. Na początek.

Wojciech Ligęza

 

Kilka słów o książce

Jest to książka, w której te dwie – różne przecież wielkości –  stoją tak blisko siebie, że odbiorca powinien zauważyć co tych dwoje „poetów złotego środka” łączy. Opowieść Ligęzy tak została pomyślana, że mimo zasadniczo odmiennych dyskursów poetyckich, odbiorca mimochodem zobaczy powiązania. Zauważy je dużo wcześniej, zanim doczyta dzieło do końca, w którym są one wyszczególnione. Za takim odbiorem przemawia trójdzielny układ całości i bardzo przemyślana kompozycja kolejnych partii. W dwu pierwszych częściach – (1) Bez rutyny. O poezji Wisławy Szymborskiej i (2) Zawiłe pytania. O poezji Zbigniewa Herberta – znajdziemy osobne interpretacje wierszy obojga poetów, natomiast w części trzeciej (3) Wciąż zaczynać od nowa…, Szymborska i Herbert spotykają się w obszarze zróżnicowanej „wspólnoty” tematów, postaw, stosowanych kategorii estetycznych.

W części pierwszej, gdzie przedmiotem refleksji badawczej jest poezja noblistki,  książkę otwiera krótki przegląd głównych tematów poetyckich, wprowadzający czytelnika w rozległy obszar zagadnień antropologicznych, filozoficznych, kulturowych i estetycznych. Respektowanie porządku chronologicznego sprzyja pokazaniu „wariacji tematycznych”, pozwala uchwycić istotne zmiany. Wszystkie wstępne założenia autora – wyraźnie zapowiedziane w szkicu W pułapce bytu – zostały zrealizowane z naddatkiem. Omawiając zapisaną w wierszach sytuację bycia w świecie, poznajemy konsekwencje wynikające z uczestnictwa w Historii, zadziwienie tajemniczą naturą bytu, spotkania z własnym, osobnym istnieniem oraz z mnogością innych istnień. Podążając śladem tytułów, Ligęza obserwuje linię przemian, wskazuje co leży u podstaw myśli Szymborskiej, omawia jej kolekcję „cudów” i fascynacje sztuką, traktaty lingwistyczne i właściwą poetce niepewność poznawczą, jej ostrożność, upodobanie do trybu warunkowego. Przyjęta perspektywa oglądu sprzyja wyeksponowaniu tego, że człowiek Szymborskiej jest ciągłą potencjalnością,  złapaną „w pułapkę bytu” istotą niezmiennie targaną sprzecznościami. 

Część druga, objętościowo skromniejsza, zawiera pięć tekstów na temat twórczości  Zbigniewa Herberta. Interpretator  meloman wnikliwie i wrażliwie czyta Herberta „muzycznego”. W perfekcyjnie zbudowanej pracy pt. Herbert a muzyka tezy główne znajdziemy w podtytułach:Meloman ciszy,  Bęben – wykładowca historii współczesnej, Kawałek deski za cały instrument, Muzyka i ciało, Sztuka pośledniejsza? Od pytania: „dlaczego najpiękniejsza jest muzyka, której nie ma”, przez odtrącenie muzyki w świecie wydziedziczonych, wybór bezdźwięcznej struny i kołatki, dochodzimy do „koncertów” cierpiącego ciała. Na podstawie oglądu obejmującego twórczość liryczną Herberta w ujęciu chronologicznym, krytyk zauważa, że tematy muzyczne ewoluują, są tutaj nośnikiem różnych treści. Z kolei w Historii muzyki według Pana Cogito zajmują go przygody Pana Cogito z muzyką, medytacje na temat fenomenu i oddziaływania muzyki. Po elegiach następuje interpretacja dyptyku Anhenaton i Neferetiti, który krytycy najczęściej pomijają, prawdopodobnie dlatego, że lektura tych wierszy wymaga wiedzy na temat stroegipskich wierzeń i obrzędów.
Fragment ostatni części drugiej pt. 
Sukces, przesyt, znaki obecności – analogicznie jak w części pierwszej – to esej pełniący funkcję dopełnienia, zawierający uwagi na temat wizerunku wytworzonego w społecznym odbiorze, dawniejszej i obecnej recepcji, różnych form obecności. 

Z kolei część trzecia, na którą złożyły się dwie analizy porównawcze, jest dziełem komparatysty.Dwie Isadory to efektowna i efektywna analiza porównawcza Znieruchomienia Szymborskiej z Izydorą Duncan Herberta, a zarazem przenikliwe studium  odmiennych spojrzeń na sztukę (taniec – sztuka ulotna), fotografię, wspomnienie, legendę… W eseju domykającym omawiane dzieło pt.Syn kamienia, tautologie natury Ligęza obserwuje poetyckie dialogi z bytami przyrody, by wydobyć  elementy wspólne (np. ironia i empatia), lecz nie pominąć różnic. Wskazując to, co mogłoby stanowić podstawę porównań, autor niejako zapowiada projekt szeroko zakrojonych badań porównawczych: Szymborska – Herbert. Odrębne światy poetyckie, osobne indywidualności, a jednak otwiera się perspektywa podobieństw, co sugerują np. tytuły liryków bliźniaczych.

Wymowa rozdziału ostatniego znakomicie  koresponduje z tytułem książki. Szymborska i Herbert  – każde na swój sposób, ona bardziej antropologicznie, on bardziej filozoficznie, w różnych postawach i odmiennych dyskursach – „czytają pismo chmur”.

Jest to książka, w której dwie – różne przecież wielkości –  stoją tak blisko siebie, że odbiorca powinien zauważyć, co tych dwoje „poetów złotego środka” łączy. Opowieść Wojciecha Ligęzy tak została pomyślana, że mimo zasadniczo odmiennych dyskursów poetyckich, odbiorca mimochodem zobaczy powiązania. Zauważy je dużo wcześniej, zanim doczyta dzieło do końca, w którym są one wyszczególnione. Za takim odbiorem przemawia trójdzielny układ całości i bardzo przemyślana kompozycja kolejnych partii. W dwu pierwszych częściach znajdziemy osobne interpretacje wierszy obojga poetów, natomiast w części trzeciej Szymborska i Herbert spotykają się w obszarze zróżnicowanej „wspólnoty” tematów, postaw, stosowanych kategorii estetycznych.

Porównanie dwóch wierszy, które znakomici polscy poeci poświęcili legendzie słynnej amerykańskiej tancerki Isadory Duncan, ukazuje przede wszystkim ulotność ocen, zmiany kulturowych stylów odbioru zjawisk sztuki, niepewność pozostawionych świadectw tekstowych oraz wizualnych. Herberta i Szymborską interesuje upływanie czasu, a zatem żywa obecność tancerki na scenie baletowej zastąpiona zostaje domysłami, na czym jej siła ekspresji polegała i dlaczego Isadora Duncan na stałe zapisała się w historii tańca.

Przyjmując dzisiejsze kategorie, poeci sytuują „taniec wyzwolony” Duncan na pograniczu wysokoartystycznej sztuki i kultury popularnej. Oboje, dociekając tajemnicy tancerki, posługują się ironią i empatią, sięgają po wzory gatunkowe portretu literackiego oraz elegii. Dla Szymborskiej ważna jest pozostawiona fotografia, która paradoksalnie wyraża „nieobecność osoby”. Herbert z kolej eksponuje przekorną lekturę wspomnień tancerki Moje życie. W jego poetyckiej lekturze rozważania o bujnym życiu prywatnym i artystycznym blisko graniczą z medytacją o śmierci.

Prof. dr hab. Anna Węgrzyniak