27.03.2020

Akademia według Houellebecqa. „Uległość” – w poszukiwaniu idei

Michel Houellebecq w Uległości dokonuje istotnego przewartościowania kultury europejskiej. Jego powieść prezentuje wielopoziomową diagnozę kondycji Europejczyka i Europy w ogóle. Opowiada o tej części świata w dobie przełomu, antycypowana wizja zmiany układu sił była różnorako interpretowana, podpisali się pod nią zarówno zwolennicy lewicy, jak i prawicy. Ujęcie w ramy literackie dekadentyzmu i braku wartości Europy w przededniu tego, co nadchodzi – czyli nowego systemu – zainteresowało czytelników. Na popularność powieści wpłynął również pogląd, że Houellebecqa uznawano za islamofoba. Książka spolaryzowała krytyków, którzy jeszcze przed jej ukazaniem się na rynku, opublikowali szereg recenzji w wiodących mediach francuskich. Również autor intensywnie promował książkę. To wszystko sprawiło, że autor już w momencie wydania Uległości – który zbiegł się z dniem ataku na redakcję „Charlie Hebdo” – przeszedł do grona żyjących klasyków. Zamach terrorystyczny jedynie wzmógł czytelnicze apetyty FrancuzówWięcej na temat okoliczności ukazania się powieści zob. T. Fryzeł, Mapa strącona w terytorium. Miasto w stanie kulturowego, społecznego, politycznego kryzysu – obraz Paryża w powieści „Uległość” Michela Houellebecqa, „Artes” 2016, nr 1 (9), s. 26–43.[1].

Co istotne, protagonistą powieści jest literaturoznawca, wykładowca akademicki. Prowadzona przez niego narracja prezentuje zmiany poprzez pryzmat uniwersytetu, który, jako jedna z podstaw współczesnej kultury Zachodu, także zostaje poddany gruntownej diagnozie. Autor decyduje się podjąć temat akademii, mimo że przyznaje: „[n]ie ukończyłem studiów uniwersyteckich”M. Houellebecq, Uległość, przeł. B. Geppert, Warszawa 2018. Wszystkie cytaty z Uległości podaję za tym wydaniem, dalej oznaczam je w tekście głównym numerem strony w nawiasie kwadratowym.[2]. Co nie do końca jest prawdziwym stwierdzeniem, ponieważ autor Mapyterytorium uzyskał tytuł zawodowy inżyniera. Niech to, że Houellebecq sięga po temat sobie nieznany, świadczy o randze, jaką przypisuje akademii w kulturze francuskiej. To właśnie uniwersytet staje się punktem wyjścia do refleksji na temat przeobrażeń świata i dominujących wzorców kultury. Ma to swoje uzasadnienie w konstrukcji kulturowej, jaką jest łacińska universitas. Jak pisze Piotr Górski:

Idea uniwersytetu jest jednympodstawowych elementów kultury europejskiej albo nieco szerzej kultury Zachodu. […] Zmiany systemów politycznych czy gospodarczych także nie przyczyniły się do ich upadku, co najwyżej do pewnej modyfikacji. sytuacjach trudnych odwoływano się do idei uniwersytetu jako pewnego rodzaju remedium, środka zaradczego prowadzącego do odbudowy kulturysiły naroduP. Górski, Idea uniwersytetu w kulturze, kultura w idei uniwersytetu, „Nauka i Szkolnictwo Wyższe” 2011, nr 1 (37), s. 15–16.[3].

Wydaje się, że również Houellebecq traktuje uniwersytet jako punkt odniesienia, istotne miejsce na mapie kultury Zachodu. Nieprzypadkowo protagonistą Uległości jest wykładowca akademicki na Sorbonie Paris III – François. Bohater pracuje w oddziale jednego z najstarszych uniwersytetów na świecie, wykłada literaturę – jak sam stwierdza – „najważniejszą ze sztuk kończącego się na naszych oczach Zachodu” [10]; zajmuje się twórczością Jorisa-Karla Huysmansa, który pod koniec życia zdecydował się zostać oblatem. W postaci protagonisty Uległości, jak w soczewce, zostają zakodowane podstawy cywilizacji zachodnioeuropejskiej: jest on miłośnikiem literatury, przedstawicielem elity, uprzywilejowanej klasy średniej. To właśnie z perspektywy François obserwuje się zmiany, które dokonują się we Francji po wyborczym zwycięstwie Bractwa Muzułmańskiego – zdarzeniu, które prowadzi do rewolucyjnych zmian we wszystkich dziedzinach życia. Wszystko, co czytelnik wie o zachodzących zmianach, pochodzi z ust François, który posiada władzę narracyjną.

Według Houellebecqa uniwersytet jest miejscem, które najlepiej ukaże dokonujące się zmiany. To nośnik kulturowej stałości. Cechą uniwersytetu jest jego trwałość w świadomości kulturowej Europejczyków, co potwierdzają następujące słowa Górskiego:

Koncepcjecele uniwersytetów się zmieniały, nie można jednak dostrzecnich jakiegoś kierunku, kolejnych ich formach pewne rzeczy były przejmowane, inne odrzucane, powstawały nowego rodzaju modele, jednak, jak się zdaje, idea pozostała niezmiennaTamże, s. 16.[4].

Co warte odnotowania, autor Serotoniny zdaje sobie sprawę z potrzeby zachowania ciągłości wspólnoty kulturowej, jaką stanowi akademia. W toku powieści zmienia się forma, a nie idea uniwersytetu. Z dwóch fundamentów uniwersalistycznej Europy to uniwersytet przetrwał, chrześcijaństwo – ustępujące, spauperyzowane, zlaicyzowane – jako pusty ekran zostaje zastąpione islamem. Uniwersytet, mający swoje podstawy w chrześcijaństwie, staje się palimpsestem, ulega islamizacji, stanowiącej przywrócenie uniwersytetowi jego pierwotnej, religijnej bazy. Islamizacja jest redukcją, powrotem do „żywej religii”. Bractwo Muzułmańskie, czyli nowi włodarze Francji, nie zamierza bowiem zniszczyć szkolnictwa wyższego, lecz podporządkować go swoim celom, swojej koncepcji kształcenia, a co za tym idzie, przewartościowania kultury europejskiej, mające na celu „«przywrócenie rodzinie, jako podstawowej komórce społecznej, jej dawnego miejsca i godności» – jak zgodnie oświadczyli nowy prezydent republiki i jego premier” [171]. Trwałość uniwersytetu stanowi nie tylko o jego sile, lecz także – o drzemiącym w nim potencjale ideologicznym, który wyzyskują członkowie Bractwa Muzułmańskiego. Zaanektowanie sieci uniwersytetów do nowej koncepcji świata to podstawa skutecznych rządów, co Houellebecq doskonale rozumie i każe wyzyskać zdobywającym władzę muzułmanom. Myślę, że choćby z tego powodu warto zapytać, jaka jest akademia widziana oczyma Houellebecqa, człowieka spoza kręgu akademików.

I chociaż Uległość zalicza się do political fiction, to jednocześnie autor odwołuje się do klasycznego wzoru powieści i próbuje nadać jej polor realności. Houellebecq, aby urealnić swojego bohatera, decyduje się zaczerpnąć konsultacji, o których pisze:

wszystkie moje informacjeuczelniach wyższych pochodzą od Agathe Novak-Lechevalier, wykładowczyni na uniwersytecie Paris X – Nanterre. Jeśli moja opowieść brzmi choć trochę autentycznie, to tylko dzięki niej [256].

Źródłem wiedzy Houellebecqa jest akademiczka, można powiedzieć – koleżanka po fachu François. Dzięki niej powieść otrzymuje konieczne zręby. Zapewne ma ona duży wpływ przede wszystkim na detale odnoszące się do technicznej strony funkcjonowania uniwersytetu. O realistycznych ambicjach i rzetelnym researchu Houellebecqa niech świadczy następujący wyimek:

[U]niwersytet Paris-Sorbonne zobowiązywał się do natychmiastowego wypłacenia mi emerytury, której wysokość będzie indeksowana według stopy inflacji, na dzień dzisiejszy wynosi trzy tysiące czterysta siedemdziesiąt dwa euro. […] Wysokość świadczenia była co do euro równa tej, jaką bym dostał, gdybym przeszedł na emeryturęwieku sześćdziesięciu pięciu lat, po zakończeniu kariery zawodowej [153].

Bohater otrzymuje świadczenie, które ma mu zapewnić odpowiedni standard życia, jest ono rekompensatą za zwolnienia, odszkodowaniem oraz gratyfikacją za milczenie, niemą zgodą na pokojowe przejęcie uniwersytetu, podporządkowanie sobie tej wspólnoty. Bractwo Muzułmańskie liczy się z akademikami, rozumie ich istotność w kulturze europejskiej, a wreszcie – po okresie izolacji – spróbuje ich przejąć i skłonić do pracy w nowej rzeczywistości.

Obok tego prozaicznego, czysto finansowego aspektu funkcjonowania społeczności akademickiej występuje czynnik, którego nie da się rozpatrywać w kategorii zysku. To idea, jaką jest służba nauce. Już w pierwszym zdaniu powieści ujawnia się obrazowanie akademików. Czytamy bowiem:

Przez wszystkie lata mojej smutnej młodości Huysmans był mi jedynym towarzyszemwiernym przyjacielem; nigdyniego nie zwątpiłem, nigdy nie odczułem pokusy, aby go porzucić lub zwrócić sięinnym kierunku […] [9].

Naukowiec jawi się jako człowiek, dla którego nadrzędnym celem jest szczególnie rozumiane pojęcie wierności. Chodzi mianowicie o wierność nauce, pojmowanej jako wartość nadrzędna względem kształcenia. Narrator Uległości przyznaje wprost: „Nigdy nie ciągnęło mnie do dydaktyki; piętnaście lat później ten brak zamiłowania w pełni się potwierdził” [14]. To tylko uwypukla doświadczanie samotności, samotności, której nie da się przezwyciężyć. Literaturoznawcze badania nad twórczością Huysmansa zastępują narratorowi życie doczesne, zresztą François spróbuje podjąć szlak przetarty przez autora Na wspak. W tym celu uda się do klasztoru, gdzie będzie próbował odnaleźć sens jako świecki obserwator, jednak katolicyzm zawiedzie go. Iwo Greczko peroruje: „Jest tutaj [w Uległości – D.Ż.] widoczna tęsknota za duchowością, choć za chwilę pisarz doda, że chrześcijaństwo i – co za tym idzie w tym toku rozumowania – narody europejskie są już martwe”I. Greczko, Resentymentalny charakter twórczości Michela Houellebecqa, „Filo-Sofija” 2017, nr 3, s. 180.[5].

François pozostaje wiernym Huysmansowi, a więc przedmiotowi badań. W związku z tym naukowiec alienuje się ze społeczeństwa, działa niejako na jego korzyść, ale pozostaje zawsze na uboczu. W tym sensie prawzorem François jawi się święty Hieronim, który w ikonografii bywa przedstawiany jako pustelnik patrzący w stronę miasta. Obaj bohaterowie pozostają z dala od społeczeństwa, aby pośredniczyć pomiędzy nim a wiedzą. Ich dociekania zawsze powstają z myślą o innych. Rzecz jasna, sceptycy mogą zapytać, czy zachowanie protagonisty Uległości nie jest tylko przejawem ślepego eskapizmu, przecież François to literaturoznawca. Jego praca cechuje się osobną specyfiką, trudno mówić o jej wpływie na życie „zjadaczy chleba”. Być może słuszna jest hipoteza, iż praca badawcza to bufor bezpieczeństwa, schronienie przed trudami codzienności, rezygnacja z tak zwanego „normalnego życia”, partycypowania w rodzinie. Jacek Jarocki przekonuje:

Houellebecq wielokrotnie kreuje na kartach swych powieści sylwetki bohaterów niekochanychniemających szans na miłość, przez to głęboko nieszczęśliwychsugeruje, że są oni ofiarami rewolucji seksualnejJ. Jarocki, Michel Houellebecq – ostatni egzystencjalista, „Roczniki Filozoficzne” 2017, nr 4, s. 210–211.[6].

Z pewnością dzieje się tak w przypadku François, którego życie znaczy głębokie poczucie niespełnienia. Jego związki, zawierane jeszcze w czasach studenckich, wyznacza rytm roku akademickiego – naturalny miernik życia akademii. Nawet miłość (o ile możemy o niej mówić w tym przypadku) rozpięto pomiędzy ramami inauguracji a sesją. Narrator relacjonuje to w ten sposób:

Nomiewałem kochanki czy też – jak się toowych czasach nazywało (a możenazywa do dzisiaj) – dziewczyny, mniej więcej jedną rocznie. Związki te rozwijały się według zawsze tego samego schematu. Zaczynały się na początku roku akademickiego przy okazji wspólnych zajęć, wymiany notatek czy też innych okoliczności towarzyskich, tak częstychżyciu studenckim, których zniknięcie przy wejściużycie zawodowe pogrąża większość istot ludzkichsamotności równie porażającej, co radykalnej [1516].

Autor Mapyterytorium podkreśla towarzyską rolę akademii, która wyposaża człowieka w znajomości, na które nie miałby szans w innych okolicznościach. Nauka toczy się swoim rytmem, co więcej, narrator wyzna: „skuteczne przekazanie wiedzy jest zazwyczaj niemożliwe” [15]. Być może nawet, według Houellebecqa, nauczanie to uboczne działanie uniwersytetu, ważniejsze jest jednoczenie młodych ludzi, dawanie im wspólnych przeżyć. Można rzec, że w spojrzeniu Houellebecqa na uniwersytet składa się potężny bagaż kulturowy, obecny chociażby w Katedrze Marii Panny Wiktora Hugo, a świetnie wypowiedziany przez Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, który pisał:

Tylko weseli studenci
do strachu nie mieli chęci:
w tawernach winem obrosłych
kochankom pisali akrostych,
a co wstydliwsze kochanki
przez wina dzikiego listek
całowalisame usta.
Ładnie! ginie wszechświat wszystek,
a tutaj, panie, rozpusta.
Bo również konkretne zdrożności
przerabiali obustronne
i pili, kanalie, koniak,
i śpiewali,
i na gitarach brzdąkali:
„Evviva Bologna,
citta delle belle donne!”K.I. Gałczyński, Koniec świata. Wizje świętego Ildefonsa czyli satyra na wszechświat, https://www.kigalczynski.pl/wiersze/koniecsw.html?p=_wi [dostęp: 20.01.2020].[7]

Studia to czas wzmożonych aktywności towarzyskich, których nieuchronną śmierć, zdaniem Houellebecqa, przynosi życie zawodowe. Studia to ostatni etap wolności, są rodzajem ucieczki z twardych ram społeczeństwa: to tutaj młodzi ludzie „ćwiczą” związki. Tak pojmowany uniwersytet to przestrzeń wyjęta spod władzy twardych opresji społecznych, ale jednocześnie miejsce dorastania do tych opresyjnych warunków. Młodzi ludzie wchodzą w relacje, „uważane za naukę stosunków męsko-damskich, coś w rodzaju stażu” [16]. Związki właściwie są tylko niby-związkami, etapami przygotowującymi do „czegoś” innego, o czym Houellebecq pisze:

Trwały przez cały rok akademicki […] Po wakacjach, czyli na początku nowego roku akademickiego, związek kończył się, niemal zawszeich inicjatywy. Podczas wakacji przeżyły coś ważnego, jak mi tłumaczyły, najczęściej bez szczegółów; niektóre, mniej dbająceto by mnie oszczędzić, precyzowały, że kogoś poznały. Nocotego? Ja też byłem kimś [16].

Z powyższego passusu jasno wynika uczucie nieokreślonego żalu François, mającego genezę raczej w odczuwaniu braku czy też poczuciu niesprawiedliwości niż w realnej potrzebie obecności drugiej osoby. François tłumaczy sobie to wypreparowaną na potrzeby tej sytuacji obserwacją natury socjologicznej. Uważa, że to zasady obowiązujące w społeczeństwie zmuszają jego kolejne dziewczyny do porzucania go, ewoluowania w stronę dojrzałego, monogamicznego związku.

Tak więc bohater, już w momencie zawierania kolejnych związków, wie o towarzyszącej temu bezproduktywności. Kolejne związki są jedynie zapełnianiem pustki, obracają się wokół tego samego miejsca – uniwersytetu, który je konstytuuje, umożliwia, ale i przyczynia się do ich zakończenia. Być może ta chęć udowodnienia, że jest „kimś” powoduje jego pozostaniem na uczelni w charakterze adiunkta. Praca naukowo-dydaktyczna jest sztucznym przedłużeniem młodości, poszukiwaniem szansy na uchronienie się przed „samotnością równie porażającą, co radykalną” [16]. Akademia to azyl, w którym protagonista pozostaje bezpieczny finansowo i emocjonalnie. Nie chce ewoluować, woli dalej umawiać się ze studentkami, a może – wreszcie dopełnić swojej przydatności, negowanej przez partnerki. Bohater Uległości chce zatrzymać czas: pozostać tu i teraz, a to umożliwiają mu romanse ze studentkami, z którymi będzie go dzielić coraz większa różnica wieku.

Houellebecq posługuje się zakorzenionym w kulturze stereotypem (jedynie pozornie) zakazanej miłości między wykładowcą a studentkami. W gruncie rzeczy jest to relacja mistrza i uczennicy. Czytamy:

Moje własne życie seksualnepierwszych latach po otrzymaniu stanowiska adiunkta na Paris III nie uległo głębszej ewolucji. Nadal sypiałem ze studentkami ze swojego wydziału, to, że teraz byłem ich wykładowcą, wiele nie zmieniało [19].

Jak widać, według autora romanse między studentkami a pracownikami naukowymi są powszechne i akceptowane, co powieściopisarz udowadnia, dodając dalej: „W przeciwieństwie do mojego kolegi Steve'a, tak jak ja wykładającego dziewiętnastowieczną literaturę dla pierwszego i drugiego roku, nie rzucałem się do przeglądu nowej dostawy studentek” [19]. Brak tu jakiegokolwiek skrępowania. Żadnych skrupułów, pełne rozpasanie! Uczelnia to przestrzeń polowania na niedojrzałe dziewczyny, dopiero co wkraczające w dorosłe życie. W postawie akademików – w odczytaniu Houellebecqa – mieści się jakaś drapieżcza wyższość, którą najlepiej ilustruje Steve, uprzedmiotawiający studentki, traktujący je jak towar, niezbyt rozgarnięty (zdaniem swoich kolegów) pracownik akademii. Wydaje się, że zdaniem autora Uległości stanowisko wykładowcy wiąże się nie tylko z dostępem do studentek, lecz także uprzywilejowaną pozycją w stosunku do nich. Naukowcy bez trudu podrywają swoje uczennice, co prawda, nie ma tu mowy o wyzyskiwaniu swojej pozycji, ale zwróćmy uwagę, że narratorem jest FrançoisInną optykę podobnego problemu zob. w: J.M. Coetzee, Hańba, przeł. M. Kłobukowski, Kraków 2001.[8]. Studentki, z którymi romansuje, nie mają tu prawa głosu, są jedynie dodatkiem do fallocentrycznego świata narratora Uległości. Zresztą apogeum tej patriarchalnej do gruntu postawy ujawni się w momencie „konwersji uniwersytetu” na islam. Wykładowcy otrzymają wtedy przydział określonej liczby studentek, które – najodpowiedniejszym słowem będzie – pojmą za żony.

Pójdźmy dalej. Zważywszy na fakt, że właściwe życie seksualne bohatera kończy się wraz ze odesłaniem go na przymusową emeryturę warto spytać, czy to nie pozycja nauczyciela akademickiego dodawała mu atrakcyjności. Jak sam powiada: „dopiero z czasem pojawiło się uczucie transgresji, bardziej związane ze zmianą mojego statusu akademickiego niż z moim faktycznym lub pozornym starzeniem się” [19]. Ta transgresja, o której mówi François, dla studentek może być jeszcze atrakcyjniejsza. Czyni z wykładowcy obiekt warty uwagi, bo niedostępny, ograniczony przez panujące w świecie konwenanse. Georges Bataille pisał:

Alemomencie transgresji czujemy trwogę, bez której nie byłoby zakazu: na tym polega doświadczenie grzechu. Doświadczenie prowadzi do transgresji spełnionej, udanej, która podtrzymuje zakaz po to, by się nim rozkoszowaćG. Bataille, Erotyzm, Gdańsk 2007, s. 42.[9].

Tak więc według Houellebecqa atutem akademików jest otaczająca ich aura zakazu, będącego jakże atrakcyjnym dla studentek, wszak „[t]ransgresja jest właśnie tym, co nadaje świętu cudowny, boski charakter”G. Bataille, Łzy Erosa, Gdańsk 2009, s. 82.[10]. Dowodem, który potwierdzałby taką interpretację, są dalsze losy bohatera. Zwróćmy uwagę, że emerytura to czas seksualnego odwrotu i przymusowego korzystania z usług prostytutek:

[M]oja emerytura […] pozwalała mi natomiast na powrót do korzystaniausług panienek do towarzystwa. Prawdę mówiąc, nie miałem na to najmniejszej ochoty, kiedy postanowiłem posurfować po ulubionych portalach randkowych, mojej głowie błąkała się niejasna świadomość kantowskiego „obowiązku względem siebie”. […] Może to mail od Myriamfakt, że porzuciła mnie jakby oficjalnie, coś we mnie wyzwolił, nie wiem [168].

Prozaiczna potrzeba bliskości, doświadczenia cielesności zostaje wytłumaczona za pomocą filozofii. To forma samousprawiedliwienia. W gruncie rzeczy przymusowe wycofanie się z uczelni jest dla narratora Uległości wycofaniem z życia, które objawia się utratą poczucia sensu i ujawnieniem myśli samobójczych. Propozycja ponownego zatrudnienia sprawia, że narrator powoli odzyskuje sens życia, zaczyna czuć się pewnie. W dodatku dopiero powrót na uczelnię, czyli do swojego miejsca w świecie, wiąże się dla François z nadzieją na kolejne romanse. To zwraca uwagę na niepokojący aspekt obrazowania przyjętego przez Houellebecqa, otóż w powieści ekwiwalentem studentki jest prostytutka. Redukcji do seksu ulega również niespełniona miłość.

Sam François – przez którego bez wątpienia przemawia Houellebecq – tak charakteryzuje najistotniejszą, wydawać by się mogło, funkcję uniwersytetu:

Jak wiadomo, studia uniwersyteckiedziedzinie literatury prowadzą właściwie donikądtylko przed najzdolniejszymi studentami otwierają drogę do kariery wykładowcy akademickiegotejże dziedzinie; gruncie rzeczy mamy do czynieniadość rozkosznym systemem, którego jedynym celem jest odtwarzanie samego siebie ze wskaźnikiem odpadów powyżej dziewięćdziesięciu pięciu procent. Studia te nie są jednak szkodliwe, nawet mają pewną marginalną użyteczność. Dziewczyna, która szuka pracybutiku Celine'a czy Hermesa, musi oczywiście przede wszystkim zadbaćswoją powierzchowność, ale licencjat lub magisteriumdziedzinie literatury nowożytnej może stanowić dodatkowy atut, gwarantujący pracodawcy, że kandydatka – mimo braku jakichkolwiek użytecznych kwalifikacji – posiada pewną bystrość intelektualną pozwalającą myślećdalszej karierze; oprócz tego literatura od zawsze łączy siępozytywnymi konotacjamisektorze artykułów luksusowych [14].

Według Houellebecqa studiowanie literatury jest czynnością autoteliczną, celem samym w sobie. Uniwersytet ogranicza się tu do roli tworzenia własnej kadry. Michael Oakeshott powiada, że akademia jest „siedzibą nauki, miejscem, gdzie przechowuje się i poszerza jej tradycję, gdzie zgromadzono aparaturę konieczną do jej uprawiania”M. Oakeshott, Idea uniwersytetu, przeł. T. Stanek, „Res Publica” 1991, nr 9–10, s. 150–151.[11]. Studenci poddawani są selekcji, mającej na celu wyłonienie jak najlepszych, by ci poddawali selekcji kolejnych. Ciąg doskonały, ale bezcelowy. Houellebecq dosyć brutalnie przedstawia studia uniwersyteckie, pozbawiając je większego sensu i utylitarnego charakteru. Nie ukrywa, że tworzenie elit to wyłącznie skutek uboczny formacji akademickiej. Dla porządku nadmieńmy, że na przykład Thomas Sterns Eliot tak właśnie postrzega jeden z celów edukacji, która: „1. Umożliwia chłopcu czy dziewczynie zarabianie na własne utrzymanie”T.S. Eliot, Ku definicji kultury [w:] tenże, Chrześcijaństwo, kultura, polityka, Warszawa 2007, s. 213.[12]. Studia filologiczne jawią się jako sposób uzyskania lepszej pozycji na rynku pracy, co – wbrew pozorom – nie pozostaje bez znaczenia dla formacji akademickiej. Bowiem uniwersytet „jest ciałem, którego członkowie wzajemnie uzupełniają swe niedoskonałości, tak osobiste, jak naukowe”Oakeshott, Idea…, s. 152.[13]. Właśnie tak można rozumieć odbywanie studiów literaturoznawczych bez zamiaru pozostania na uczelni. Są one wtedy czymś w rodzaju uzupełnienia wykształcenia, samorozwoju czy też zdobycie kompetencji, umożliwiających wejście w życie zawodowe.

Akademia według Houellebecqa jest miejscem, które z racji swojego ideowego umocowania w kulturze europejskiej stanowi palimpsest. Pauperyzacja chrześcijaństwa i jego stopniowy odwrót z Europy Zachodniej otwiera miejsce islamowi, który przynosi odświeżenie wartości. Dzięki niemu Europejczycy mogą z powrotem uporządkować swój światopogląd, nadać życiu „wartość”, którego chrześcijaństwo nie oferuje. Dlatego też Houellebecq każe uniwersytetowi ulec takiemu samemu procesowi, co Europa. Uniwersytet powraca do formuły organizacji religijnej, staje się podrzędny względem idei, która może go „zapełnić”, odświeżyć.

Akademia stanowi dla Houellebecqa Europę w skali mikro. Ideowa próżnia, w jaką wpada zlaicyzowane społeczeństwo, nie może trwać długo.

 
Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Dariusz Żółtowski, Akademia według Houellebecqa. „Uległość” – w poszukiwaniu idei, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2020

Przypisy

    Powiązane artykuły