20.02.2020

Ciemne szczęście melancholii. „Prawdziwe życie” Adama Zagajewskiego

Po raz pierwszy zetknąłem się z poezją Adama Zagajewskiego jako dwudziestolatek, za sprawą tomu Anteny, który wypatrzyłem w opolskiej księgarni. Był rok 2005. Ta książka była dla mnie wprowadzeniem w świat autora Pragnienia. Dość sprawnie uporałem się z poprzednimi tomikami, szybko sięgnąłem po eseje – i nie byłem wstanie nic na ich temat napisać. Wiersze wydawały mi się skończone, wymuskane, niemalże idealne. Komentarz do nich zdawał się absolutnie zbędny, niepotrzebny, jak zaloty czynione nie w porę. W następnych latach wydało mi się, że w tej poezji nie ma życia, że jest jak skansen, gdzie prosi się ludzi, aby podziwiali miejsca i przedmioty, w niemym zachwycie (często pozorowanym), gdzie wszystko jest całkowicie pozbawione ruchu, od lat i lat stoi albo leży na swoim miejscu. Pomimo licznych zawirowań, moja sympatia do tych wierszy nie słabła. W pewnym momencie natomiast zacząłem uważać, że eseje Zagajewskiego, choćby Poeta rozmawia z filozofem, to rzeczy przyćmiewające ładunkiem myśli i intelektualnych wojaży same wiersze. Dziś – sam nie wiem. I dobrze mi z tą niewiedzą. I po raz pierwszy, po prawie piętnastu kolejnych latach, poezja Zagajewskiego dopomniała się u mnie o głos. A więc czytam od nowa, zaczynam od końca.

Adam Zagajewski jest poetą czystego tonu. To komunał, proszę wybaczyć, ale wydaje mi się, że od oczywistości trzeba tu zacząć. Gdyby jego wiersze były muzycznymi partyturami, każda nuta sumowałaby się w klarownej melodii, często egzaltowanej, eleganckiej, nie stroniącej od staromodnych wyznaczników. Jednym słowem: nie byłoby w niej miejsca na fałszywe dźwięki czy dysonanse. Zagajewski od lat hołduje zasadzie uznającej język za gwaranta sensu, pomagający nam dociekać prawdy, zbliżać się do tajemnicy. To on pozwala zachwycać się pięknem i jest, być może, jedynym orężem, jaki można przeciwstawić naszej skończoności. Formalne poszukiwania i wątpliwości ustępują w tej poezji miejsca zachwytowi, epifanii, ale ani na chwilę nie zaniedbuje się tu sznytu i nie pozwala na roztargnienie. Prawdziwe życieA. Zagajewski, Prawdziwe życie, Kraków 2019. [Wszystkie cytaty pochodzą z tego wydania.][1] anonsuje wiersz Wiek XX na emeryturze, gdzie w ostatnich dwóch strofach, czytamy:

Mówi: jednego się nauczyłem

Jest tylko litość –

dla ludzi, zwierząt, drzew i obrazów.

Istnieje tylko litość,

zawsze spóźniona.

W poezji Zagajewskiego zawsze było dużo uważności wobec drugiego. Stale rezonowało tu współczucie wobec obcych, braci mniejszych, innych ludzi oraz przekonanie, że przyzwoitość stoi na straży porządku, a empatia formuje szeregi ludzi dobrej woli. Zagajewski wierzy, że nie dzielimy się na autochtonów i przyjezdnych, na przegranych i wygranych, ale na ludzi szczerych albo obłudnych. Poeta widzi rzeczywistość jako nierozerwalny splot spokoju i gniewu, natury i kultury. Tam, gdzie zjawiskowa feeria barw podbija wzrok, pojawia się myśl, refleksja, zaduma. Zdrowy rozsądek zazwyczaj stanowi tutaj kontrapunkt dla ekstaz widzenia, a filozofia jest przestrzenią, w której szuka się odpowiedzi na egzystencjalne pytania. Z biegiem lat apetyt na życie zostaje pogodzony z dostojnym smutkiem. Przeczytajmy ostatnią strofę wiersza Listopad:

I wciąż nie wiemy za co wygnano Owidiusza

z Rzymu i dlaczego Rzym

o wszystkim zapomniał

i dlaczego my zapomnieliśmy

o wszystkim

Zagajewski zwykł w każdym tomie – co najmniej kilka razy – zabierać nas w przeszłość. Fotografie minionego wywołuje dokładnie, klatka po klatce, na kliszy – ponownie proszę wybaczyć metaforę – teraźniejszości. Przeszłość może zaistnieć w danej chwili, stać się jej centrum. Wywołana z pokładów pamięci wraca w sam środek życia. U Zagajewskiego przeszłość jest jednak domeną spokoju, w myśl zasady, że lepiej się układać z czymś bez emocji, dzięki temu można ją jakoś modelować, nieznacznie przesuwać akcenty, pozwolić sobie na kaprysy pamięci. We wspomnieniach Zagajewskiego mieszka ład i porządek. Nawet jeśli wspomnienia te naznaczone są trudem, a poeta boryka się z ciemną materią codzienności. Jak czytamy w wierszu Stary malarz na spacerze:

Świat ciągle rośnie rośnie niepowstrzymanie

A jednak jest go coraz mniej

Autor Prawdziwego życia zwraca nam uwagę, że szczęście tkwi w małych sprawach: we wspólnie wypitej kawie czy przesłuchanej symfonii, w ukradkowym spoglądaniu na zgiełk miasta, zmieniające się formacje chmur i kroki przypadkowych turystów. Na malujący się na ich twarzach znój, zmęczenie, cierpienie, radość. Szczęście to także przyjemna pogawędka ucięta przypadkiem, chwila, gdy na czas jej trwania spotykamy się z kimś albo w temacie. Kiedy ciepło krąży między ludźmi i nie jest obliczone na efekt. Kiedy serdeczność jest czymś naturalnym, a nie w cenie. Pobrzękują tu echa Iwaszkiewicza, bardziej niż Miłosza. To jakiś „brzezinowy” nastrój spaja nowy tomik Zagajewskiego: tęsknota nie potrafi pogodzić się tu ze swoim obiektem, poeta artykułuje natomiast przejmujące zwątpienie, smutek i żal. Pyta: „Co ma zrobić ktoś, kto jest poetą – / w armii, w szpitalu albo w świecie?”. Kogo jeszcze obchodzi poeta? Co jeszcze wyczytać można ze strof Zagajewskiego? A to, że „Przyjaźń jest – czytamy w wierszu Charlie – prozą miłości”. Że krótkie chwile radości nie zdarzają się zbyt często, a jasność nie jest znowu domeną tak licznych dni, jak nam się nieraz zdaje, że warte uwagi są chwile, kiedy muzyka wypowiada nasze pragnienia i tęsknoty bardziej niż jakiekolwiek słowa. I że trzeba czasami sobie przypominać o rzadkich godzinach, kiedy miłość zwycięża. O umierającym przyjacielu, poeta pisze w wierszu CD:

Wiem, że słuchał tej płyty

w ostatnich dniach i może myślał

że oto opuszcza to bogactwo,

to szczęście, które się kryje

nawet w najsmutniejszym largo.

Zagajewski mówi o tym, że łagodność może być cechą nie tylko rzeczy niepoważnych, a dobre momenty nie trwają długo, bo zbyt wiele ważą, aby poradził sobie z nimi zwyczajny czas. Że dyscyplina i kierat po latach mogą wydawać się niezobowiązującymi przyjemnościami, a wieczność to nie tylko pragnienie, ale również zadanie. W poezji autora Ziemi ognistej często wraca motyw „drugiej przestrzeni”, czegoś więcej, jakiejś formy wieczności, gdzie trwanie zwolnione jest z ciężaru udręki świadomości, której większość pytań musi zadowalać się mocno chwiejnymi odpowiedziami. Już samo motto nowej książki, zdanie Emmanuela Lévinasa, od razu odsyła nas do jakiegoś „gdzie indziej”: „Prawdziwe życie jest gdzie indziej, ale my jesteśmy tutaj”. Choroba zwalnia nas – mówi poeta – z walki o przetrwanie. Pamięć natomiast może bywać ratunkiem, ale rzadko wytchnieniem. Nosi w sobie ślady miejsc bolesnych, jak i lekkość majowego wiatru, błąkającego się w młodych liściach jesionu. W garażu – przeczytajmy bez opuszczeń:

I wtedy gdy wszedłeś do tego pustego garażu

odezwała się trąbka

jak w piątej symfonii

I nagle stało się oczywiste

jest radość i jest śmierć

i obłąkane muchy

krążące nad stołem

tam gdzie jeszcze przed chwilą

siedzieliśmy wszyscy

spokojnie rozmawiając

Zagajewski obserwuje zachłannie, chciwie, jakby nic nie stawiało oporu. Bez lęku, niemal po sztubacku wodzi nosem za światłem, patrzy, a potem zapisuje. Objawia nam chwile swojego zdziwienia. W utworze Kordoba, wróble, dedykowanym Karolowi Tarnowskiemu, w ostatnich dwóch wersach, powiada: „Filozofowie muszą wybrać swoje miasto, / tylko poetom wolno żyć wszędzie”. I poeta żyje, doświadcza, bywa. Otacza się sztuką. Jest z nią za pan brat. Zagajewski zdecydowanie stoi po jej stronie. To arbiter dobrego smaku, wytrawny smakosz wzniosłości. Jedni powiedzą, że to źle, inni, że dobrze. Tylko jakie to ma znaczenie? I jakie poezja w ogóle ma znaczenie? W wierszu Wiatr, czytamy: „Poezja to wiatr wiejący od bogów, mówi / Cioran, powołując się na Azteków”. Dzisiaj może wiatru sporo, ale tylko bezwietrzne dni interesują świat, który poznawcze lenistwo uczynił jedynym zachodem, o jaki warto się starać. To kanikułę traktuje się obecnie jak świecką wersję karnawału, zwalniającego z pogłębiania mądrości, która z kolei stała się czymś wstydliwym. A poezja  próbuje mimo wszystko łączyć poprzez delikatność – i niektórzy o tym wiedzą. Niektórzy to rozumieją.

Adam Zagajewski, Prawdziwe życie, Kraków: Wydawnictwo a5, 2019.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Bartosz Suwiński, Ciemne szczęście melancholii. „Prawdziwe życie” Adama Zagajewskiego, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2020

Przypisy

    Powiązane artykuły