08.02.2021

Gorycz. Klincz

Powieki w górę, maszynista już pcha do pieca czerń. 
Trzeba zdać senny arsenał: cęgi, pęsety, wiertła. 
Pora wetknięć słów w fugę muru. 
Pora w trucht, kurs na znój. 
Ciężkie orzechy, żadnych zieleni pistacji. 
W lustrze – odbity z rąk mafii fikcji. 
Wszędzie sterty pustych kopert 
z kodami umarłych miast, 
okna skute szronem, flora floresów. 
W uszach: same zgrzyty, zepsute melodie, zacięcia.
Daremne zaciśnięte pieśni. Pudła, chybione cele. 
Młyny, kanonady, Kanady zamienione w Meksyk. 
Skłony, wymachy maskujące bezdech. 

 

Jedyny cel – zanurzać się w bezmiar, mówić: 
nawet nie mrugnę. Jak robot z gniazdem w skroni, 
drobny wyrobnik, drobnoustrój, zgarbiony dromader,
zaskoczony zimą drogowiec, albo – śmieć, smagany 
wiatrem zderzacz, pomiot, przedmiot dla mioteł. 
W pyle, w tyle, w zgniocie: chuch w chude dłonie. 
Wzrok dźga zimny obłok. Wszędzie grudy glin, 
tunele, nory, doły. 
Zapadam się w drzemki, śpiączki, letargi,
jak w piach rzucony guzik, sprzączka, spinka.
Sypie się niebo, sine, podbite. Widzę na nim rybę
zdumioną powietrzem, widzę pod nim drzewo
gubiące szpilki, GPS-a gubiącego zasięg,
tytana pracy, który zgubił jej sens, 
jakby Grześ szedł przez wieś.

 

Słyszę sygnał karetki, a potem wycie psów. 
Światło, świeć! Rozmienionemu, każ się mienić. 
Rozproszonemu nie daj się prosić. 
Manekin, narzędzie, kukła, którą bawi się czas. 
Listonosz, dźwig, niosący wodę dzban. 
Przekaźnik, misjonarz, goniec goniący w piętkę. 
Rozbitek, wyrzutek, zbity pion. 
Oto kowal, młot i miech. 
Wbity w ciało rozkaz, ukryty w mózgu nakaz, 
ukryta w dłoni dłoń. 
Tryb, zębatka, łożysko. 
Wdech, wydech, smak. 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Krzysztof Kleszcz, Gorycz. Klincz, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły