07.11.2019

Nad Śniardwami

Przez wschodnie okna patrzyłem na pola,

A przez zachodnie na zsiniałe Śniardwy.

 

Dom okalały brzozy, lipa, krzak jaśminu,

Papierówka, zimówka i inne dwie młode jabłonki.

 

Między głębiami żywopłotów stała altana,

W jej próchnie było tajemniczo i bezpiecznie.

 

Tu nie docierała historia. Poniemiecki?

Mazurski? cmentarz niszczał od stworzenia świata

Wśród zdziczałych słodkich tui.

 

Para staruszków – zdaje się państwo Brandt –

Trzymając się schludnego płotu,

Twarze zwrócone miała do jeziora, nad którym

Dojrzałem trójkąt ze światła;

Gdy przechodziłem obok, kusiło mnie,

Aby powiedzieć im, nie znanym: „Guten morgen”.

 

W wiosce mieszkali ci zza Buga, z Wileńszczyzny,

Kurpie i autochtoni.

Moi rówieśnicy z Warszawy, wczasowicze, nazywali mnie tubylcem

I czułem się jak Murzyn z rytualnie przekłutym nosem.

 

Tu nie docierała historia? – wpadał przez otwarte okna

Świergot wróbli, mocny zapach jaśminu

I krów pędzonych na pastwiska.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Zbigniew Chojnowski, Nad Śniardwami, Nowy Napis, 2019

Przypisy

    Powiązane artykuły