20.01.2021

Pegasus

był identyczny,

jak tamten z mojego snu – grzebał w ziemi kopytem.

 

jego sierść miała plamy

rdzy i zacieki

z płynnego złota – barwy krwi, z której się zrodził:

gęstej, żółtawej krwi 

Gorgony [byłam tam i widziałam

jak odcięto jej głowę].

 

dałam mu kostkę cukru, a on ostrożnie parsknął,

nim schylił

piękny łeb. jego język był lepki

i ognistoczerwony.

 

aby odgonić muchy, z gracją machnął

ogonem – rozwidliła się przestrzeń

w ostrym świście powietrza.

 

głaskałam go przez chwilę

po szyi, zanim ją przewiązałam

szarfą mojej sukienki, do której przyczepiłam

metalowy dzwoneczek.

 

tak bardzo zapragnęłam

wtulić twarz w dymną grzywę,

lecz oto przybyło kilku

na warczących motorach

i dane mi było dotknąć

tylko gniewne spłoszenie,

 

nim śmignął, sięgając chmur,

tak delikatnie, tak lekko,

że mój miedziany dzwonek nawet cicho

nie brzdęknął…

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Anna Piliszewska, Pegasus, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły