13.08.2021

Pekin, szósta rano

Smog poranny troskliwie otula miasto.
Słońce jest raczej w domyśle niż w niebie.
Bezlistna gałąź uschniętego drzewa
Przypomina – jakżeby inaczej! – chińską grafikę
Z przełomu siódmego i ósmego wieku.

Dwie kobiety w żółtych kamizelkach
Nieśpiesznie jadą na rowerach. Łysy staruszek
Wspiera laską chybotliwy marsz i ciekawi się światem,
Który od wczoraj trochę się zmienił. To już coś.

Taki poranek wygasza namiętności
I coś równie mglistego jak smog,
Co w innych warunkach atmosferycznych
Nazwalibyśmy tęsknotą. Oklapły kolorowe baloniki
Zdobiące limuzynę, która wczoraj wiozła nowożeńców.
Nie ma w tym obrazie żadnej aluzji,
Poza tym, że smogiem zaczyna się codzienność.

No, dobrze. A ta przystająca pod sklepową witryną
Dziewczyna o twarzy rozkapryszonego dziecka,
Kilkunasto – a może trzydziestoletnia,
(Chinki nie mają wieku, chyba że po sześćdziesiątce),
Spod jakiej jest z pięciu chińskich gwiazd,
Która jej nocą spadła?

Noc była parna i upalna. Zapamiętał to
Mój sen

A teraz jest poranek. Zapewne gdzieś wysoko
Płyną łaskawe obłoki. Zapewne za Wielkim Murem
Przyczaił się wiatr. On kiedyś na chwilę
Zdmuchnie smog i grymas z twarzy dziewczyny
I spotęguje zdziwienie żyjące w kulawym staruszku.

Zapewne w tej chwili z warszawskiego nieba
Spadła właśnie (sześć godzin różnicy)
Zwyczajna gwiazda. Czyżby moja?

W gruncie rzeczy po to tu jestem – bo daleko.
Tutaj nocą wpadają w smog
Nie moje gwiazdy.

Tekst został zakupiony w ramach programu Tarcza dla Literatów. 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Marek Wawrzkiewicz, Pekin, szósta rano, Czytelnia, nowynapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły