15.04.2020

Poezja regionalna?

Za półką z książkami zazwyczaj znajduje się ściana. W przenośni ścianą bywa etykietka „pisarz regionalny” lub „poeta regionalny”. A ściana bynajmniej nie jest oknem na świat. Najprościej byłoby przyjąć, że ranga twórczości literackiej zależy wyłącznie od jej rangi artystycznej. Uproszczenie jednak nie odpowiada rzeczywistości, którą kształtuje wiele czynników. Wśród nich nie brakuje podejmowanych przez lokalne, a utrzymujące kontakt z metropoliami kulturalnymi, autorytety decyzji, czy kogoś rekomendować, czy przeciwnie: potępiać, wyszydzać lub przemilczać. Selekcja w każdej dziedzinie, jak w przyrodzie, tak w poezji, naturalnie przyczynia się do przetrwania najlepszych. Pozostaje wszakże pytanie, pod jakim względem najlepszych. Nie zawsze przecież pod względem artystycznym.

Ostatnio na Dolnym Śląsku zwróciły naszą uwagę dwa tomiki poezji. Obaj autorzy nie odwracali się od lokalnych pejzaży ani miejscowej tradycji. Pisywali więc o śladach kultury niemieckiej na zachodzie dzisiejszej Polski, szukając ludzkiego porozumienia w czasach, kiedy wciąż jeszcze pamięta się o zbrodniach wojennych sprzed prawie siedmiu dziesięcioleci, nieludzkiej ziemi czy losach jeszcze żywych pokoleń Polaków przybyłych tu po tragicznych doświadczeniach na Wschodzie. Wiersze powstają wszakże przede wszystkim w tworzywie językowym, a nie w pejzażach. Powinny być zatem interpretowane przez analizy języka, stylistyki, poetyki. Piotr Klimczak obiera w swojej najnowszej książce poetyckiejP. Klimczak, „Ścieżka”, Wrocław 2008.[1] punkt widzenia usytuowany w przyszłości. Z tak skonstruowanego dystansu czasowego podmiot liryczny jego wierszy odnosi się do naszej współczesności. Myślimy zatem o globalizacji, o postrzeganiu małych krajów wyłącznie jako przedmiotu wpływów wywieranych przez mocarstwa, gdy czytamy:

ŻE ICH UDZIAŁEM BYŁO WTEDY
państwo pozorne Choć nie byli dzicy
rządziły nimi małpy sprzed granicy
człekokształtności Wielkie, całe światy
O kraju biedny a nawet bogatyP. Klimczak, „Że ich udziałem było wtedy” [w:] tegoż, dz. cyt., s. 8.[2]

Oprócz przesunięcia w czasie momentu opisywania rzeczywistości, drugim zabiegiem formalnym w niejednym utworze Ścieżki jest stosowanie kompozycji, którą nazwałabym inicjalnie otwartą. Wiersze takie miewają bowiem pointę, ale rozpoczynają się tytułem, który stanowi integralną część tekstu. Kompozycja niejako półotwarta, inicjalnie otwarta występuje w niektórych utworach pierwszej części tomiku zatytułowanej Scherzo. Składają się na nią rozmaicie formułowane krytyczne diagnozy ciasno nas otaczającej rzeczywistości. Niekiedy zdaje się wypowiadać wprost podmiot czynności twórczych, którego czas wypowiedzi-diagnozy przesunięto w przyszłość. To on mówi tak, jak gdyby wyrwano z jego dłuższego monologu fragmenty – stąd wynikają tytuły zaczynające się spójnikami, takimi jak „że” lub „lecz”. W Scherzo znajdują się też monologi zupełnie innych postaci, na przykład Rządca należy do liryki roli i ogranicza się do wypowiedzi jednego współczesnego podmiotu – typowego bezwzględnego biurokraty, karierowicza, któremu obce jest współczucie wobec pozbawianych środków do życia podwładnych. Prości ludzie na Kresach mawiali „Czego się mądry wstydzi, tym się głupi szczyci”. Przysłowie przypomina się, gdy stykamy się z takimi pyszałkami, według których krzywdzenie innych, niżej usytuowanych w hierarchii społecznej, jest powodem do dumy. Sumienie czy nawiązujący do psalmów wiersz Przez ciemną dolinę przedstawiają alternatywę marnej przyziemności – kierunek wertykalny, niebo. Cześć druga książki i zarazem drugi cykl, Vivace koncentruje się na religijnej nadziei mocno ugruntowanej w prawym życiu doczesnym. Reprezentatywny dla tej postawy egzystencjalnej podmiotu jest znamiennie kończący książkę liryk Gody:

to dzień szczęśliwy Żonkile witają
        i tulipany o bystrym świcie
Przeszłość nie ma przyszłości P. Klimczak, „Gody” [w:] tegoż, dz. cyt., s. 51.[3].

Pogodna tonacja zdecydowanie już dominuje u drugiego z poetów, Jerzego WojciechowskiegoZob. J. Wojciechowski, „Nieznośne piękno”, Wrocław 2008.[4]. Chętniej niż przedtem posługuje się on w nowych wierszach dystychem, oktostychem i nie zawsze dokładnym asonansem, a typ dowcipu w poincie zdawać się może nawiązaniem do żartobliwych rymów Barańczaka, na przykład ostatni dwuwiersz utworu pod tytułem Larkin brzmi u Wojciechowskiego tak:

próbując z intensywnych smutków

obmyć twe wiersze. Lecz bez skutku J. Wojciechowski, „Larkin” [w:] tegoż, „Nieznośne piękno”, s. 9.[5].

Wiedząc, jak głęboko pesymistycznym poetą był Larkin, rozumiemy daremność owej próby. Współbrzmienia w rodzaju: smutków  skutku, inklinacje  rację, butach  minuta, al fine  ale zimę, zdradzają w zasługującym pewnie na mniej prowokacyjny tytuł tomiku Nieznośne piękno inwencję językową.

Element gry intertekstualnej szczególnie intryguje w Spinozie. Z eseju Herberta Łóżko Spinozy oraz wiersza Pan Cogito opowiada o kuszeniu Spinozy znamy postać filozofa, który wzgardził przyziemnymi, pospolitymi satysfakcjami czy przyjemnościami. Zazwyczaj interpretator Pana Cogito ma kłopot z rozstrzygnięciem, kim był kusiciel w świecie przedstawionym utworu, skoro jako pokusę ukazał życie wolne od grzechu pychy, życie pobożne i godziwe. Wojciechowski podejmuje ten wątek, wskazując właśnie na paradoks: 

Kuszony, jak to bywa u Herberta,
przez Boga domem, bogactwem, przytomnie

 

odrzuca w myślach spóźnioną ofertęTamże, s. 19.[6].

Pytanie retoryczne w zakończeniu stanowi celną egzemplifikację filozoficznego sposobu rozumowania. Truizm, że to ja, człowiek, potrzebuję Boga, bohater liryczny – Spinoza – odwrócił:

[…] nigdy siebie nie pytać, do czego
Bóg potrzebuje biednego Spinozę?Tamże.[7] 

Zamiast potępić jako przejaw pychy postawienie siebie konkretnego, wymienionego z nazwiska, w obliczu Boga, myśliciel z pokorą (na którą wskazuje użycie epitetu „biedny”) poszukuje prawdy, gdyż na tym polega jego powołanie. Dobre rzemiosło poetyckie rozpoznajemy w miniaturze z życia wewnętrznego Spinozy po dwuznaczności: „biedny”, to w kontekście danego wiersza zarówno „nieposiadający bogactwa”, jak i „uniżony, pokorny”. Ciekawa jest też dwoistość w konstrukcji pytania retorycznego; wypowiada je podmiot całego utworu, czyli ktoś, do kogo na pewno należą pierwsze zdania tekstu, ale po słowach „Być kupcem?”, wśród których nie znajdujemy czasownika ani w pierwszej osobie, ani w trzeciej liczby pojedynczej, mógłby już mówić zarówno sam filozof, jak i „ja” z początku utworu. Ta dwoistość mówiącej persony kojarzy się z mową pozornie zależną, jak gdyby ktoś twierdził: Baruch powiada, że…, po czym w istocie zacytowałby sparafrazowane zdanie Barucha, a nie zreferował je. Bardzo Herbertowskie są takie dwoiste konstrukcje persony lirycznej, które umożliwiają operowanie ironicznym dystansem.

Nieznośnym pięknie dystans do przedmiotu się zmienia, niknąc, gdy wkracza autoironia poety-klasycysty, jak w wierszu Bułhakow. Zapożyczenie literackie, to wszystko, co „ja” liryczne zdołało powiedzieć, zatem kokietuje adresata:

Jeśli nie potrafię
powiedzieć więcej, rozkłada się wina


na mnie i na ciebie P. Klimczak, „Bułhakow” [w:] tegoż, dz. cyt., s. 25.[8]

Najlepszy klasycyzm, bo urastający do metaklasycyzmu, do zręcznego oddania hołdu czołowemu reprezentantowi tego nurtu w literaturze światowej XX wieku, podziwiamy w parze zwięzłych dystychów:

BRODSKI

Imperium słowa, niemal czwarty Rzym.
Weneckie rymów żeńskich karnawały,

trochę, jak noce w Archangielsku, białych
wierszy. I męski Petersburga rym P. Klimczak, „Brodski” [w:] tegoż, dz. cyt., s. 37.[9].

Obaj poeci z Dolnego Śląska, partycypując w uniwersalnych wartościach estetycznych, nie powinni pozostać na zawsze wyłącznie literatami dolnośląskimi. Klimczak debiutował wcześniej, bo w 1981 roku w wydawanym przez Niezależne Zrzeszenie Studentów czasopiśmie „Refleks”, i od połowy lat dziewięćdziesiątych wydał pięć książek poetyckich: Wnętrze spojrzenia (1995), Światło, które jest w tobie (2000), Drogi krzyżowe (2000), Przez ciemną dolinę (2004) oraz najnowszą Ścieżkę. Debiut Wojciechowskiego w tygodniku „Radar” przypadł na 1986 rok, pierwszy tomik zatytułowany Kruchy rozejm ukazał się w 1997 roku, a po nim wyszły trzy książki: Co chciał właściwie powiedzieć Bóg (2004), Boskie nadfiolety (2007) i rzecz ostatnia. Obaj nie stronią od motywów metafizycznych. Wykształcenie polonistyczne Klimczaka i historyczne Wojciechowskiego pozwala wytłumaczyć różnice w rozkładaniu akcentów. Polonista preferuje aluzje literackie (często do Biblii i tekstów liturgicznych bądź paraliturgicznych), a historyk przywołuje symbolikę zawartą w zabytkowych budowlach (między innymi sakralnych), choć nie unika nawiązań do tradycji literackiej – może raczej literatury powszechnej niż polskiej.

Wiersze z tomu Rafała Brassego ObliczeR. Brasse, „Oblicze”, Wrocław 2006.[10] prowokują przede wszystkim prostotą zaufania autorytetom duchowym: bratu Albertowi Chmielowskiemu, Edycie Stein, Janowi Pawłowi II. Świętość nie zawsze idzie w parze z artyzmem. Wszelka zabarwiona religijnie moralistyka budzi zwykle irytację dzisiejszych sceptycznych krytyków, czyli zwolenników odrzucenia wszelkich kodeksów moralnych. Czy jednak warto dołączyć do grona sceptyków i zapytać, czy dobre intencje wystarczają, aby powstał dobry wiersz?

Miłośnicy sztuki dawno już przywykli do modelu artysty-buntownika, który raczej bluźniłby, niż się modlił. Od epoki romantyzmu bluźnierca wydaje się najatrakcyjniejszym wzorem dla debiutantów. Najatrakcyjniejszym – co nie znaczy, że najlepszym. Tymczasem początkujący poeta – związany z wrocławskim Oddziałem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, dzięki któremu wydał pierwszy tomik Rwane linie (1997) ze wstępem czołowego krytyka literackiego, Jacka Łukasiewicza, teraz opublikował książkę poetycką, w której modli się swoją liryką. Poezja Brassego nie zawsze okazuje się jednak bezpretensjonalna, zbyt łatwa i naiwna. Nieliczne zagadkowe wiersze skłaniają do refleksji nad awangardowym dziedzictwem, do którego zazwyczaj nawiązują współcześni poeci.

Twórczość Juliana Przybosia, poety Awangardy Krakowskiej, przyswojona przez twórców drugiej połowy XX wieku powraca dziś w lirycznej codzienności. Gdyby trzeba było zdecydować, czy Brasse woli „stronę Miłosza”, czy „stronę Przybosia”, na pewno wskazałoby się na tę drugą. Największym walorem tej, ciągle poszukującej swego miejsca na mapie nowej poezji polskiej, twórczości jest różnorodność form. Wciąż obiecujące są nie tylko dwuwiersze, wiersz bez podziału na zwrotki i kunsztowne powtórzenia, ale także zdania z nawiązaniami do starych łacińskich hymnów brewiarzowych obok „dziecinnej” inwokacji do „Edytki” – świętej matki Benedykty od Krzyża. Poeta może jeszcze zaskakiwać i rozwijać się. Nawet jeśli czytelnik (niczym bogaty młodzieniec z Ewangelii) odejdzie zasmucony, bo woli żartownisiów-modnisiów od solennie poważnego „ja” lirycznego, które przypomina o obliczu Chrystusa, to poeta-kontemplatyk obrał bez wątpienia lepszy los niż poeci-karierowicze.

Niecierpliwa młodzież posługuje się niekiedy zwodniczym kryterium oceny i selekcji pisarzy. Rzekomo najlepsi byliby ci, którzy jak najszybciej, młodo opublikowali jak najwięcej książek. Kryterium statystyczno-metrykalne ma swoje zalety, gdyż stwarza wrażenie obiektywizmu, ale nie wytrzymuje próby kilku pytań: o (za)wartość owych licznych publikacji, o przyczyny sukcesu młodego autora u wydawców i wpływowych krytyków, o jakość intelektualną jednostki skupionej na skutecznym zdobywaniu powodzenia zamiast na poznawaniu świata i jego kontemplacji. Autorzy, którzy późno debiutują lub publikują rzadko i niewiele, nienarażeni na zbyt silne pokusy ułatwiania sobie kariery, produkowania przereklamowanej tandety, niekokietowani przez mass media, z wolna dopracowują się trwałych wartości artystycznych. Co prawda ryzykują niezauważenie przez liczących się literackich trenerów-selekcjonerów i zupełne zapomnienie. Lecz nie zabiegając o sławę, unikają niesławy. A to niemałe osiągnięcie. Wzgardzeni przez salony poeci prowincjonalni przyparci do ściany mogą sprawić niespodziankę. Wybić okno, wpuścić świeże powietrze, wydostać się na zewnątrz.

 

Tekst ukazał się pierwotnie w: D. Heck (M. Tarczyńska), Recenzje bez cenzury, Lublin 2015.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Dorota Heck, Poezja regionalna?, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2020

Przypisy

    Powiązane artykuły